gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Ale pasztet! Wegetariański pasztet z fasoli, suszonych pomidorów i natki pietruszki

Nie pytajcie mnie czy potrafię upiec pasztet. Nigdy nie próbowałam, choć za każdym razem, gdy składamy wizytę wujkowi Felkowi po cichutku knuję, by porwać się na taki wytrawny wypiek. Bo wujek Felek jest mistrzem kulinarnym w swym jednoosobowym gospodarstwie domowym. Dziś na emeryturze, od kilku lat wdowiec, przy okazji naszych wizyt raczy nas specjałami domowej roboty i potrafi o tym porywająco opowiadać. O tym, jak robi grzybki w zalewie, jak klei i mrozi pierogi, jakie wychodzą mu ogóreczki kiszone. I wreszcie, jak starannie wybiera składniki do świątecznego pasztetu, a potem kręci przez maszynkę do mięsa i ładuje do foremek, a te wjeżdżają z impetem do piekarnika. I, co mnie wcale nie dziwi, efekt jest znakomity, zajadamy się tym pasztetem biesiadując i rozmawiając przy stole.

Nie upiekłam jak dotąd pasztetu. Nużą mnie te wszystkie czynności związane z przygotowaniem kilku rodzajów mięsa, a potem niekończące się przepuszczanie przez maszynkę… Horror! Poszłam na skróty i upiekłam pasztet wegetariański. Proporcje składników wystarczają na jedną klasyczną blaszkę. Nie licząc namaczania fasoli przez całą noc, a później jej gotowania, cała operacja trwała nieco ponad godzinę. A efekt smaczny i etycznie czysty jak łza.

WEGETARIAŃSKI PASZTET Z FASOLI, SUSZONYCH POMIDORÓW I NATKI PIETRUSZKI

/wg przepisu z magazynu Weranda Country, nr 4 (71)/2017, z moimi niewielkimi modyfikacjami/

2,5 szklanki drobnej białej fasoli

1/2 średniego selera

1 mała pietruszka

2 średnie czerwone cebule

7-8 suszonych pomidorów w zalewie

4 średnie jajka

2 ząbki czosnku

1/2 pęczka natki pietruszki

sól himalajska

pieprz kolorowy świeżo mielony

1 płaska łyżeczka ulubionych ziół, np. oregano, tymianku

olej rzepakowy lub oliwa z oliwek

 

Fasolę przekładamy do garnka, zalewamy świeżą wodą i namaczamy przez całą noc. Następnie gotujemy ją do miękkości.

Pietruszkę i selera ścieramy na tarce o dużym oczku. Czosnek wyciskamy przez wyciskarkę, cebulę drobno siekamy, podsmażamy na oleju/oliwie, następnie dodajemy starte selera i pietruszkę i smażymy 3-4 minuty na średnim ogniu. Następnie do blendera przekładamy 2 szklanki fasoli, dodajemy posmażone warzywa i czosnek, posiekane plasterki pomidorów i posiekaną  natkę. Miksujemy całość na jednolitą masę. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Dodajemy pozostałą fasolę, wbijamy jajka, mieszamy drewnianą łyżką i przekładamy do formy do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej oliwą i wysypanej bułką tartą.

Pasztet pieczemy około 50 minut w temperaturze 180ºC (termoobieg). Pasztet wyjmujemy z foremki i kroimy, gdy całkowicie ostygnie.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Pulpety z fasoli w warzywnym sosie i nieco spóźniona recenzja książki

dsc_7442

Miała swoją premierę jesienią 2016 roku, a ja dostałam ją w prezencie na gwiazdkę.

Mowa o Na zdrowie, najnowszej książce Elizy Mórawskiej, czyli Liski – autorki bloga White Plate. Przyznam, że mam wszystkie jej dotychczasowe książki kulinarne i choć nie wszystkie eksploatuję w równym stopniu, to lubię je czasem przeglądać. Ostatnio tylko wtedy, gdy Zuza śpi, a ja ogarnę najpotrzebniejsze sprawy w naszym domu. Lubię niespiesznie kartkować książki napisane przez Liskę, bo są autentyczne, z nieprzekombinowanymi przepisami i z charakterystycznymi zdjęciami. Te zdjęcia są nieprzestylizowane i chyba takie, jak ich autorka: naturalne.

Wizualnie Na zdrowie zachwyca. Książka jest wydrukowana z najwyższą starannością: gruby, matowy papier, porządne szycie, kapitałka z lnu i zakładka-wstążka, które tak lubię w książkach. Wydawnictwo podzielono na rozdziały: “Praktyczne rady”, “Mniej typowe urządzenia kuchenne, które być może ci się spodobają”, “Spiżarnia”, “Moje śniadania”, “Lekkie obiady”, “Gotowanie dla alergika”, “Desery”.

Autorka niczego nie narzuca, nie wygłasza tyrad typu “jedz tak, jak ja i moja rodzina, a będziesz cieszył się zdrowiem”. Przecież nikt tego nie lubi. Przeciwnie, Mórawska pokazuje i pisze o przykładach ze swojego życia: jakie odżywianie zdecydowanie jej nie służyło i co zmieniła, by zwyczajnie poczuć się lepiej. I żyć zdrowiej. Dla mnie jest uosobieniem osoby żyjącej według filozofii Slow life. I gotującej slow food:) I to chyba najlepszy sposób na to, by inni spróbowali podążyć tym śladem i choć odrobinę postarać się zmienić sposób przygotowywania posiłków. A wierzcie mi, nawet w tak bardzo zabieganych czasach, jak nasze, jest to możliwe.

W książce znajdziemy pomysły na niebanalne sałatki (świetne do zabrania do pracy), pyszne hummusy, pożywne zupy czy nawet tak proste, lecz pyszne dania jak leczo czy faszerowane warzywa. Bardzo dobrym pomysłem jest rozdział o gotowaniu dla alergika. Jestem pewna, że nie tylko zrozpaczone matki będą z niego korzystać. Znajdziemy w nim np. przepis na pizzę na bezglutenowym spodzie, różne rodzaje mięsnych dań czy wariacji nt. potraw warzywnych.

Książka jest pełna pięknych zdjęć, które zachęcają do samodzielnego zdrowego gotowania. Są tutaj też zdjęcia Liski krzątającej się wokół kuchennego stołu inie tylko. Bije z nich spokój i pogoda ducha. No i last but not least: już wiemy jak wygląda Pan Inżynier;)

Dzisiaj na tapecie z tejże książki przedstawiam Wam przepis na wegetariańskie pulpety. Kiedy przeczytałam, że to pyszne pulpety, które nie udają mięsnych, bo są po prostu tak smaczne, że mogą po prostu być pulpetami z fasoli i duszonych grzybów, natychmiast zapragnęłam je zrobić. I nie zawiodłam się:)

dsc_7449

PULPETY Z FASOLI I PIECZAREK W WARZYWNYM SOSIE wg książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej, z moimi niewielkimi modyfikacjami

/porcja dla 4-5 osób/

na pulpety:

400 g ugotowanej białej fasoli

300 g pieczarek, pokrojonych w plasterki

1 duża cebula, posiekana

1 jajko

3 łyżki płatków owsianych

1 łyżka musztardy, np. Dijon (choć Liska poleca bardziej słodkawą, np. miodową)

opcjonalnie 1/2 łyżeczki cynamonu (ja zrezygnowałam z tej słodkiej nuty)

garść ulubionych świeżych ziół (np. oregano, tymianek)

sól i pieprz do smaku

olej rzepakowy

na sos:

1 szklanka pasatty pomidorowej

1 puszka pomidorów z puszki

300 g włoszczyzny (waga po obraniu) pokrojonej w słupki: marchew, pietruszka, por, seler

3 łyżki oliwy z oliwek

3 łyżki świeżych, posiekanych listków bazylii

1 łyżeczka otartego oregano

1 łyżeczka miodu

1/2 łyżeczki cynamonu

sól i pieprz do smaku

dodatkowo:

makaron, np. pełnoziarniste tagliatelle

grana padano lub parmezan

 

Przygotowujemy pulpety: fasolę miksujemy w blenderze/robocie kuchennym, aż będzie miała małe grudki (nie na krem). Pieczarki z cebulą smażymy ok. 5-6 minut na oliwie. Następnie łączymy fasolę z pieczarkami, mieszamy łyżką, dodajemy cynamon, musztardę płatki i jajko. Masę wkładamy na 1h do lodówki, dzięki temu będzie bardziej zwarta i pulpety nie będą się rozpadać podczas smażenia. Jeśli jednak uznamy, że słabo się kleją, możemy dodać do masy łyżkę mąki.

Po 1 h wyjmujemy masę z lodówki, formujemy niewielkie pulpety i smażymy je na patelni z olejem po kilka minut z każdej strony. Następnie wykładamy usmażone pulpety na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym.

W międzyczasie przygotowujemy sos: w garnku rozgrzewamy oliwę,podsmażamy cebulę i czosnek,dodajemy warzywa, a po ok. 5 minutach dodajemy pomidory i 3/4 szklanki wody. Doprawiamy solą, pieprzem i cynamonem. Miksujemy całość.

Liska radzi, by przed podaniem na stół, sos dodać do pulpetów i pozwolić im poleżeć w nim kilka minut.

Makaron gotujemy al dente i podajemy z sosem i pupleptami, wierzch posypujemy tartym serem.

Smacznego:)

dsc_7440

dsc_7476dsc_7453dsc_7461dsc_7458


Leave a comment

Alternatywa dla pasztetu, czyli wegańska pasta z białej fasoli, orzechów włoskich i czosnku

dsc_7303

Mając naście lat najadłam się pasztetu. Chyba na całe życie. Kanapki z pasztetem obok pasty jajecznej i dżemu truskawkowego stanowiły podstawowe menu śniadaniowe obozów stałych pod namiotami. Później, w czasach wędrownych obozów harcerskich w plecakach targaliśmy puszki pasztetu obok konserw, menażek, karimat i map.

Dzisiaj na pasztet patrzę z obojętnością. Chyba, że wybieramy się w góry. Latem, gdy wyruszając skoro świt docieraliśmy do przełęczy lub schroniska, jedliśmy tam drugie śniadanie. Wtedy wystarczała czysta ściereczka, ostry nóż, świeży chleb. Pomidor, gruntowy ogórek i smarowidła. Serek i pasztet. Wtedy ten ostatni smakował… jakoś inaczej. Lepiej.

Jeśli macie tak samo, że pasztet jadacie w wyjątkowych sytuacjach lub po prostu nie jecie mięsa, a serki na kanapce już Wam się przejadły, to mam dla Was pomysł na smaczne i zdrowe domowe smarowidło. Pastę z białej fasoli, orzechów włoskich i czosnku z dodatkiem chilli i natki pietruszki. Na kanapki jak znalazł. Nie tylko dla wegan.

dsc_7202

dsc_7310

PASTA Z BIAŁEJ FASOLI, ORZECHÓW WŁOSKICH I CZOSNKU Z DODATKIEM CHILLI I NATKI PIETRUSZKI

1 szklanka białej drobnej fasoli (suchej)

4 ząbki czosnku

1/2 szklanki obranych orzechów włoskich

1/4 łyżeczki sproszkowanego chilli

1/2 łyżeczki ostrej papryki

2-3 łyżki posiekanej natki pietruszki

3-4 łyżki oleju lnianego

sól

pieprz kolorowy

 

Fasolę namaczamy na noc. Rano odlewamy wodę, przepłukujemy fasolę kilkakrotnie pod bieżącą wodą i gotujemy do miękkości (pod koniec gotowania solimy do smaku).

Odlewamy 1/4 szklanki wody z gotowania fasoli. Gdy fasola wystygnie, przekładamy ją do malaksera, dodajemy orzechy, czosnek, chilli, paprykę i natkę i miksujemy dolewając po trochu wody z gotowania i oleju lnianego. Dodajemy do smaku trochę świeżo mielonego pieprzu kolorowego. Gdy składniki się rozdrobnią i całość nabierze konsystencji pasty do smarowania, przekładamy ją do miseczki. Wierzch możemy posypać szczyptą chilli i polać odrobiną oleju lnianego. Pastę przechowujemy w lodówce maksymalnie do 3-4 dni.

Smacznego:)

dsc_7320

dsc_7313

dsc_7316

dsc_7318