gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Podmiejscy ogrodnicy, czyli ciasto rabarbarowe z budyniową pianką pod kruszonką

W ogrodzie zakwitł różanecznik, zielenią się liście funkii, a z sosny za płotem lecą szyszki. Te szyszki to młyn na wodę Ozziego. Tylko czeka, aż któryś z domowników rzuci mu szyszunię, by w mig złapać ją w locie. Potem nasz pies kładzie się na trawie i obgryza, obgryza, obgryza… Aż z szyszki zostanie smętny szkielet.

Rodzice pracują w ogrodzie, Zuza biega po trawie ze swoją pierwszą konewką, Ozzy za nią, a ja podlewam to, co zasadziliśmy w naszym pierwszym podmiejskim warzywniku. Tata zbudował go z desek, S. pomalował, przekopał  ziemię, zaś do kobiet w naszym domu należało sadzenie. W ten sposób rosną tam sadzonki cukinii, pod warstwą ziemi zbierają się do wykiełkowania natka pietruszki, jarmuż i buraki. Na tarasie rosną jak co roku zioła i pomidory, które namiętnie uprawia mój Brat, i których sadzonkami obdziela rodzinę od kilku sezonów. Tacy z nas podmiejscy ogrodnicy amatorzy. Może nawet bardziej amatorzy niż ogrodnicy;)

Ale dziś będzie o innym sezonowym przysmaku. O rabarbarze. Jego cierpki, kwaśny smak doskonale pamiętam z dzieciństwa. Obieranie łodyg dziś przywodzi mi na myśl wyciąganie nici dentystycznych. Mieszkaliśmy w Zakopanem, miałam kilka lat, gdy latem Mama gotowała wielki gar kompotu rabarbarowego. Dużo rabarbaru i jeszcze więcej cukru. A dziś piekę drożdżówki z twarogiem i rabarbarem albo ciasto z rabarbarem, budyniową pianką pod kruszonką.

CIASTO RABARBAROWE Z BUDYNIOWĄ PIANKĄ POD KRUSZONKĄ

/na podstawie http://www.moderntasteblog.com z moimi modyfikacjami/

na kruche ciasto:
250 g mąki
100 g zimnego masła
3 łyżki cukru pudru
szczypta soli
4 żółtka
1 łyżka zimnego mleka

na piankę waniliową:
4 białka
180 g cukru trzcinowego
2 budynie waniliowe bez cukru (70 g)
½ szklanki oleju roślinnego
1/2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią lub 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

na kruszonkę:
80 g mąki
50 g cukru
30 g płatków owsianych
15 g posiekanych orzechów pekan

15 g posiekanych orzechów włoskich
100 g zimnego masła

na nadzienie:
ok. 1/2 kg rabarbaru (waga przed obraniem)

 

Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę łączymy z cukrem i solą. Dodajemy zimne masło i miksujemy za pomocą robota kuchennego lub ręcznie siekając nożem do połączenia się masła z mąką. Dodajemy żółtka i mleko i wyrabiamy ciasto. Owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na co najmniej 1/2h.

Rabarbar myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na 2-3 cm kawałki.

Z podanych składników wyrabiamy kruszonkę.

Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Żaroodporną formę wykładamy papierem do pieczenia. Wyjmujemy schłodzone ciasto, rozwałkowujemy je i wykładamy dno formy.

Przygotowujemy piankę budyniową: białka ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec ubijania powoli wsypujemy cukier i dalej ubijamy, aż się rozpuści. Wsypujemy budynie i miksujemy na wolnych obrotach. Kiedy dobrze połączą się z pianą wlewamy olej i miksujemy jeszcze przez chwilę.

Na kruchy spód wylewamy piankę waniliową. Rozkładamy równomiernie kawałki rabarbaru, na wierzch wysypujemy kruszonkę. Pieczemy w 180ºC przez 35-40 minut. Po upieczeniu ciasto wyjmujemy na kratkę kuchenną, by ostygło.

Smacznego:)


2 Comments

Ukraińskie smaki, część 1. Syrniki z syropem klonowym

Kuchnia Ukrainy to mąka, kasza, kartofle, trochę warzyw i grzybów doprawionych słoniną oraz odrobiną mielonej wieprzowiny.

Na początku jest barszcz. Ukraińcy potrafią go jeść na śniadanie, obiad i kolację. (…) O barszcz od stuleci toczy się najdłuższa wojna ukraińsko-rosyjska. Otóż Rosjanie uznają go za swój. Mawiają całkiem poważnie, iż barszcz rosyjski od ukraińskiego różni się tym, że rosyjski jest na mięsie, w ukraińskim zaś nie uświadczysz nawet gołego gnata. Tymczasem jest odwrotnie.

Barszcz to zupa bardzo prosta: buraki, kapusta i fasola, ugotowane na wędzonce albo na dobrym rosole z włoszczyzną. Do tego obowiązkowa wielka łycha kwaśnej śmietany tuż przed podaniem.

Moja babcia mówiła o barszczu wyłącznie – rosyjski, ciocia Gala już ukraiński. Pamiętam dobrze ich kuchnie. Na śniadanie bliny. Góra naleśników na stole, a obok słój z tłustą śmietaną, cukrem i powidłami. Każdy smaruje, czym woli. Obiad, po barszczu, najczęściej mielone kotlety, kartoflane piure, świeże pomidory albo ogórki, albo wareniki, czyli pierogi nadziewane kartoflami i słoniną. Jeśli przegryzka to kanapki z czarnego chleba z olejem i tartym czosnkiem albo z peklowaną słoniną – sałem, czasem zdarzały się też suszone pikantne kiełbasy zakarpackie albo importowane węgierskie salami. Kolacja to podsmażone kartofle albo ałlady, czyli placuszki wielkości podkładki pod kufel do piwa, smażone na oleju. Idą jak naleśniki ze śmietaną albo powidłami. Mogą też być na bogato z kawiorem.*

* Sezon na słoneczniki Igor T. Miecik, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2015

Na śniadanie zaserwowałam niedawno ukraińskie syrniki, które najlepiej smakują na ciepło, prosto z patelni, polane słodką śmietaną lub jogurtem. Równie dobrze sprawdzą się na zimno jako słodka przekąska lub deser.

Przepis pochodzi z Mamushki. Recipes from Ukraine and beyond Olii Hercules. Receptura ujęła mnie tym, że w składzie jest typowo ukraiński ser, który (w przypadku braku jego dostępności) Hercules radzi zastąpić polskim twarogiem. A dziś twaróg w Londynie można przecież dostać równie łatwo jak orientalne przyprawy pochodzące z byłych kolonii Imperium;)

 

UKRAIŃSKIE SYRNIKI

/porcja na ok. 8 sztuk, na podstawie książki Mamushka Olii Hercules/

250 g twarogu półtłustego

szczypta soli morskiej

1 łyżka stołowa cukru pudru

1 jajko

50-80 g mąki pszennej

1 łyżka oleju słonecznikowego lub rzepakowego

250 g śmietany 18%

ziarenka z 1 laski wanilii

30 ml syropu klonowego lub płynnego miodu

 

Twaróg miksujemy z solą, cukrem pudrem i rozbełtanym jajkiem. Dodajemy po trochu mąki, by uzyskać miękkie, nieco klejące się ciasto. Z ciasta formujemy niewielkie placuszki.

Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy na złoto placuszki (z obu stron). Usmażone syrniki przekładamy na talerz, przykrywamy folią aluminiową, by nie wystygły.

W międzyczasie przygotowujemy słodką polewę: śmietanę łączymy z ziarenkami wanilii i syropem klonowym/miodem. Tak przygotowaną polewą polewamy syrniki i od razu podajemy na stół.

Smacznego:)


2 Comments

Do czego służy słup, czyli łatwe ciasteczka orkiszowe z migdałami i czekoladą

W mojej kuchni tuż przy kuchennej wyspie stoi solidny sosnowy słup. Jeden z sześciu podtrzymujących konstrukcję dachu, dzięki którym mieszkamy na poddaszu. Na tym słupie jest wszystko. Kalendarz, listy zakupów spożywczych, ważne numery telefonów, faktury do zapłacenia, rozpiska godzin otwarcia biblioteki miejskiej i mnóstwo moich odręcznych notatek. Do niedawna przyczepiałam na nim karteczki, na których zapisywałam jakie produkty są świetnym źródłem żelaza. Później doszły karteczki z informacją o produktach, które po kolei wprowadzałam do diety Zuzki.

Słup służy też jako miejsce do zapisywania dziesiątek luźnych karteczek z wymyślonymi lub zainspirowanymi przepisami kulinarnymi. Tam lądują smakowite pomysły na pieczoną rybę, ciasta i makarony. Niedawno na rzeczonym słupie wylądował naprędce spisany pomysł na ciasteczka. Wszystko przez to, że szafka kuchenna zyskała nową lokatorkę: mąkę orkiszową. Zaś w czeluściach szuflady zamieszkał syrop klonowy, który kupiłam do tortu na pierwsze urodziny naszej małej dziewczynki.

I w ten sposób, krok po kroku, powstał prosty przepis na aromatyczne ciasteczka orkiszowe z dodatkiem migdałów, czekolady i wanilii. Ciasteczka smakują wybitnie dobrze do szklanki popołudniowej kawy lub herbaty. A ich przygotowanie i pieczenie trwa nie dłużej niż dwa kwadranse:)

CIASTECZKA ORKISZOWE Z MIGDAŁAMI I CZEKOLADĄ

/z podanych proporcji uzyskamy ok. 20 ciasteczek/

200 g mąki orkiszowej

100 g masła o temperaturze pokojowej

20 g mielonych migdałów

20 g drobnego cukru trzcinowego

30 ml syropu klonowego lub płynnego miodu

1/2 łyżeczki ekstraktu z prawdziwej wanilii

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1/2 tabliczki czekolady deserowej

do dekoracji:

garść migdałów w płatkach

 

Do malaksera wrzucamy masło, cukier, ekstrakt waniliowy, syrop/miód i miksujemy na średnich obrotach. Następnie dodajemy mąkę wymieszaną z sodą oraz migdały. Na koniec dodajemy czekoladę połamaną na małe kawałki. Całość miksujemy do uzyskania jednolitej masy – kuli ciasta.

Następnie na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce formujemy ciasteczka: kulki wielkości orzecha włoskiego, które następnie lekko zgniatamy dłonią. Ciasteczka dekorujemy migdałami w płatkach i pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez ok. 15-17 minut. Studzimy na kratce kuchennej i przekładamy do puszki lub… zjadamy w towarzystwie świeżo parzonej kawy:)

Smacznego:)


Leave a comment

Budyniowe pyszności, czyli torta della Nonna

Dziwię się sama sobie. Że tak późno zdecydowałam się na wypróbowanie tego przepisu. Uwielbiam piec ciasta, ale dopiero kilka tygodni temu po raz pierwszy upiekłam tzw. ciasto włoskiej babci (bo o nim mowa) według wskazówek z jednej z moich pierwszych książek kulinarnych: White Plate. Słodkie Elizy Mórawskiej.

Domowy budyń, którym jest nadziane to ciasto nie ma sobie równych. Trzeba się najeść na studiach i obozach harcerskich niemałych ilości budyniu z paczki, by po latach docenić smak tego deseru domowej roboty. Słodkie, kruche ciasto okalające cytrynowe nadzienie budyniowe, a na wierzchu słonawe orzeszki piniowe, które nieco przełamują tę niebiańską słodycz. To jest to!

Lubię angażować naszych gości do pomagania mi w kuchni, to sprawia, że czas oczekiwania na posiłek upływa przyjemnie i wesoło, a z efektu kulinarnego mogą być dumni wszyscy. Tak było i tym razem. Zaangażowałam Gabrysię do przygotowania masy budyniowej, a potem niecnie wykorzystałam ją jako modelkę do sesji zdjęciowej. No dobrze, głównie jej dłonie. Gabryś ochoczo i dzielnie asystowała mi podczas zdjęć:)

TORTA DELLA NONNA, CZYLI CIASTO WŁOSKIEJ BABCI

/wg przepisu z książki White Plate. Słodkie Elizy Mórawskiej/

na ciasto:

300 g mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki soli

70 g cukru pudru

150 g miękkiego masła

1 jajko

1 żółtko

1/2 łyżeczki ekstraktu z prawdziwej wanilii

na budyń:

1/2 l mleka (użyłam 2%)

skórka otarta z 1 niewoskowanej cytryny

3 żółtka

70 g drobnego cukru trzcinowego

50 g mąki pszennej

na wierzch:

1 jajko wymieszane z 1 łyżką śmietany 12 lub 18%

garść orzeszków piniowych

 

Przygotowujemy ciasto: w dużej misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i cukrem pudrem. Dodajemy miękkie masło, jajko, żółtko, ekstrakt waniliowy i zagniatamy ciasto. Po zagnieceniu będzie delikatnie klejące. Ciasto dzielimy na dwie części: większą wylepiamy formę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Spód i brzeg tortownicy wylepiamy do nieco ponad połowę wysokości. Drugi, mniejszy kawałek formujemy w kulę i chowamy na 1/2h do lodówki.

Przygotowujemy budyń: w ronedlku zagotowujemy mleko z otartą skórką cytryny. Odstawiamy. Żółtka ucieramy z cukrem na kogel-mogel. Ucierając, dodajemy stopniowo po łyżce-dwie mąki.Kiedy mąka będzie dobrze rozprowadzona w masie, wlewamy przestudzone mleko. Masę przekładamy do dużego rondla i na średnim ogniu gotujemy gęsty budyń (cały czas mieszając, by nie przypalił się!). budyń początkowo będzie płynny, po ok. kwadransie zacznie gęstnieć. Gdy budyń będzie gotowy, odstawiamy go z ognia i przykrywamy rondel folią aluminiową, by nie wystygł.

Z lodówki wyjmujemy mniejszy kawałek ciasta i rozwałkowujemy go w kształcie okręgu o średnicy nieco większej niż forma do pieczenia.

Formę do pieczenia wyjmujemy z lodówki, przekładamy do niej budyń. Na wierzchu układamy rozwałkowane ciasto, zlepiamy brzegi, wierzch smarujemy rozmąconym jajkiem ze śmietaną i posypujemy orzeszkami pini. Ciasto pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 180ºC. Jeżeli w trakcie pieczenia wierzch zacznie się  niebezpiecznie zarumieniać, ciasto przykrywamy folią aluminiową, by nie przypaliło się.

Po upieczeniu ciasto studzimy na kratce kuchennej, a następnie posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Coś słodkiego, całkiem zdrowego. Bezglutenowe ciasto czekoladowo-kokosowe

dsc_6572

Gdy wyciągam z kredensu czajniczek z podgrzewaczem na tealighty, oznacza to ni mniej ni więcej, że nadeszła jesień. Zaczynam gromadzić owocowe herbaty i moją ulubioną senchę z rozmaitymi dodatkami. Nic nie robi tak dobrze, jak filiżanka gorącej herbaty w słotny jesienny wieczór. Do niedawna do owej filiżanki była obowiązkowo dobra książka, dziś jest zabawa z naszą małą dziewczyną (a herbata stoi w bezpiecznym miejscu czekając na swoją kolej:)).

Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w oleje tłoczone na zimno, w tym olej kokosowy, oraz mąkę kokosową. Oleju używam do smażenia placuszków (przepis znajdziecie tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/10/07/chodzi-za-mna-przepis-czyli-placuszki-z-ricotta-kokosowa-nuta-i-malinami-z-cyklu-leniwe-weekendowe-sniadania/ ), a z mąką kokosową póki co eksperymentuję.

Miałam wielką ochotę upiec coś słodkiego i kokosowego, bo uwielbiam ten smak. Poszperałam w Sieci i znalazłam ciasto doskonałe. Czekoladowo-kokosowe, które po wystygnięciu potraktowałam polewą czekoladową. Wiem, brzmi nieprzyzwoicie. Ale jest pyszne. I całkiem zdrowe, bowiem prócz mąki kokosowej zawiera również kakao i miód. Słowem, w sam raz do świeżo zaparzonej herbaty.

dsc_6590

Mąka kokosowa niesamowicie chłonie płyn, dlatego na dzisiejsze ciasto pieczone w keksówce wystarczy zaledwie pół szklanki tej mąki. Prócz tego, że nadaje się dla osób uczulonych na gluten, jest również przyjazna dla diabetyków, ponieważ w przeciwieństwie do mąki pszennej po spożyciu nie powoduje gwałtownych skoków glukozy we krwi.

Z kolei kakao to bogactwo antyoksydantów, źródło magnezu, żelaza, miedzi, niektórych witamin, takich jak choćby witamina B mającej dobroczynny wpływ na nasz układ nerwowy, odpornościowy i narząd wzroku.

O właściwościach miodu można również pisać w samych superlatywach, bowiem korzystnie wpływa na serce i mózg, ma właściwości przeciwbakteryjne, a nawet goi rany.

Zatem upieczcie sobie to pyszne ciasto… na zdrowie:)

dsc_6587

CIASTO CZEKOLADOWO-KOKOSOWE

/na podstawie http://www.thehealthychef.com z moimi modyfikacjami/

1/2 szklanki naturalnego kakao

1/2 szklanki mąki kokosowej (użyłam mąki z http://www.olejowyraj.pl)

2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki cynamonu

szczypta soli

6 średniej wielkości jajek lub 5 dużych

1/2 szklanki płynnego miodu (ewentualnie drobnego cukru trzcinowego)

1/2 szklanki oleju (np. słonecznikowego)

1/2 szklanki mleka kokosowego

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej lub ziarenka z 1 laski wanilii

na polewę:

1/2 tabliczki czekolady gorzkiej (min. 70% kakao)

1/2 tabliczki czekolady deserowej

1/5 kostki masła

opcjonalnie płatki kokosowe

 

W dużej misce łączymy sypkie składniki: kakao, mąkę kokosową, proszek do pieczenia, cynamon i sól.

W osobnej misce za pomocą trzepaczki łączymy jajka, miód, olej, mleko kokosowe, wanilię. Następnie wlewamy je do miski z suchymi składnikami i mieszamy trzepaczką do połączenia się w jednolitą masę.

Ciasto przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 1h w temperaturze 160ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej.

Przygotowujemy polewę: w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę i masło, mieszamy aż połączą się w jednolitą masę. Polewamy nią przestudzone ciasto. Wierzch możemy posypać płatkami  kokosowymi.

Smacznego:)

dsc_6579

dsc_6584

dsc_6573


Leave a comment

Piekarnik na urlopie, czyli klasyczne włoskie tiramisu

DSC_0192

Ostatnia fala upałów zmusiła mnie do tego, by dać odpocząć piekarnikowi. Mimo, że nagrzewa się do 200ºC zaledwie w kilka minut, to jednak rozgrzany sprzęt w połączeniu z wysoką temperaturą na polu i w domu daje efekt sauny. Uwielbiam nasze poddasze, ale w czasie, gdy słupek rtęci niebezpiecznie zbliża się do 30ºC, wolę unikać pieczenia.

W zamian mogę przygotowywać desery bez pieczenia, które zamiast w piekarniku lądują w lodówce, gdzie “dojrzewają”.

Dziś kolejna odsłona: klasyczne włoskie tiramisu.

DSC_0194

KLASYCZNE TIRAMISU

/porcja dla 4 osób, na podstawie książki Elizy Mórawskiej White plate. Słodkie/

250 g serka mascarpone

2 duże jajka

25 ml amaretto

4 łyżeczki kawy mielonej

3 łyżeczki cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

szczypta soli (do białek)

paczka biszkoptów

kakao gorzkie do posypania wierzchu

 

Kawę zaparzamy w 1/2 l wody, dodajemy łyżeczkę cukru i odstawiamy do ostudzenia.

Do dwóch misek wrzucamy osobno żółtka i białka ze sparzonych jajek. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubijamy z resztą cukru i ekstraktem wanilii do konsystencji kogla-mogla. Miksując dodajemy po trochu mascarpone i amaretto. Do masy z żółtek dodajemy pianę z białek i całość delikatnie mieszamy do połączenia składników (nie miksujemy). W miseczkach układamy warstwami: namoczone w kawie biszkopty, na nich warstwę masy, ponownie namoczone biszkopty, itd. Ostatnią warstwę powinna stanowić masa, którą posypujemy kakao. Tiramisu chłodzimy w lodówce co najmniej na 3 godziny przed podaniem.

Smacznego:)

DSC_0201

DSC_0190

DSC_0197


2 Comments

Chusty, śpioszki i kropelki. Ciasto marchewkowe z Hummingbird bakery

DSC_5083

Jak wiecie, od połowy stycznia przechodzę intensywną edukację w temacie “macierzyństwo”. To istny temat-rzeka. W ciągu ostatnich tygodni wyedukowałam się nie tylko w kwestiach szczepień i rodzajów smoczków dla maluchów. Okazuje się, że do tej pory nie dostrzegałam większej różnicy między śpioszkami a pajacykiem czy body. Już wiem co to kolka jelitowa i jakie kropelki pomagają, by się nie pojawiała. Wiem też co to aspirator do noska. Kiedyś widząc na ulicy kobietę z dzieckiem w chuście byłam przekonana, że istnieje tylko jeden rodzaj tego nosidła. Dziś już wiem, że są chusty elastyczne, tkane i kółkowe. I że dziecko można również nosić w nosidełku: ergonomicznym lub mei-tai. Jednak chyba najbardziej zdumiał mnie fakt, że gdy matka jest przeziębiona (co mi się ostatnio przytrafiło) nie powinna odstawiać maleństwa od piersi, ponieważ w jej pokarmie zawarte są przeciwciała, które chronią niemowlę przed zachorowaniem. Natura bywa niesamowita…

DSC_5394

Dziwię się też sobie, swoim reakcjom. Jestem typem śpiocha, który ma dosyć głęboki sen i zwykle kładzie się spać w okolicach północy. Co oznacza problem z porannym wstawaniem. Od kiedy pamiętam, wstając na uczelnię czy do pracy, zawsze “wyrywałam” dodatkowe 5 czy 10 minut drzemki i nigdy nie byłam wstanie podnieść się po pierwszym dzwonku budzika. Bywało, że przez to spóźniałam się na zajęcia i do pracy. Dziś śpię jak mysz pod miotłą i każdy dźwięk wydawany przez sen przez Zuzę od razu mnie budzi. Nauczyłam się spać na raty i wstawać bez marudzenia, by ją w środku nocy przewinąć. Doprawdy, nie poznaję siebie… Oczywiście jest to okupione cieniami pod oczami i “dosypianiem” podczas karmienia.

Dziś już wiem, że gdy pojawia się dziecko, przestrzeń życiowa świeżo upieczonej mamy nagle kurczy się do mikroskopijnych rozmiarów. Przez pierwsze miesiące terytorium zakreślone jest bardzo wąskimi ramami: dom, ogród, trasa spaceru, sklep spożywczy, apteka, drogeria z pieluchami, czasem najbliższa IKEA.

Zuza jest typem dziecka dosyć absorbującego, które domaga się uwagi i bliskości. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć sytuacje, gdy położona w swoim łóżeczku pozwoliła mi na przeprowadzenie w całości porannej toalety czy zjedzenie śniadania przy stole (ostatnio jem na stojąco i na czas przy blacie kuchennym. Jest szybciej). W zasadzie, gdyby nie to, że pomagają mi Rodzice przy bawieniu i usypianiu (mamy to szczęście, że mieszkają piętro niżej) nie byłoby mowy o ugotowaniu czegokolwiek od A do Z, nie wspominając o fotografowaniu i blogowaniu. Cóż, podobno taka karma młodej mamy…

Swoją drogą, ten, kto ukuł w kodeksie pracy termin urlop macierzyński, musiał być albo nie w pełni władz umysłowych albo nie miał własnych dzieci. Urlop z definicji to odpoczynek, chillout i wytchnienie. Tymczasem rok spędzony w domu z niemowlakiem to nie tylko wspaniałe chwile, gdy wzajemnie się poznajecie, obserwujesz jak Twoje dziecko z dnia na dzień robi postępy, a Ty z każdym dniem coraz bardziej je kochasz. Ten rok to również ciężka, codzienna praca, czasem chwile zwątpienia okupione niewyspaniem i chronicznym zmęczeniem. I poczucie, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Ale macie teraz siebie nawzajem i to się liczy najbardziej.

DSC_5368

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam?

Teraz karnie i bez marudzenia proponuję Wam, abyście wypróbowali przepis na pyszne ciasto marchewkowe, które dzięki kilku nieskomplikowanym zabiegom można nawet nazwać tortem. Za tort “robiło” podczas niedawnych urodzin S. Krem do dekoracji z przepisu zastąpiłam własnym patentem na bazie mascarpone. Oryginalny przepis na ciasto pochodzi z książki The Hummingbird bakery, którą dostałam w zeszłym roku w prezencie od mojej przyjaciółki Kamy.

DSC_5096

CIASTO MARCHEWKOWE Z ORZECHAMI WŁOSKIMI

/wg przepisu z książki The Hummingbird bakery, z moimi modyfikacjami/

250 g drobnego cukru trzcinowego (w oryginale 300 g)

3 jajka

300 ml oleju słonecznikowego (zastąpiłam rzepakowym “Kujawskim”)

300 g mąki pszennej

1 łyżeczka sody

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu plus extra do dekoracji

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/2 łyżeczki soli

1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

300 g marchwi, startej na tarce o dużych oczkach

100 g posiekanych orzechów włoskich

na krem:

1 opakowanie serka mascarpone

3 łyżki cukru pudru

1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

kilka migdałów i połówek orzechów włoskich

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC.

Cukier trzcinowy, jajka i olej umieszczamy w misce i miksujemy do uzyskania jasnej masy. Następnie, cały czas miksując, dodajemy po trochu mąki wymieszanej z sodą i proszkiem do pieczenia oraz cynamonem, imbirem, solą i ekstraktem waniliowym.

Następnie dodajemy marchew oraz orzechy, mieszamy całość, by masa się dobrze połączyła.

Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 50 minut w temperaturze 170ºC (pod koniec pieczenia warto wykonać tzw. test suchego patyczka czy ciasto jest dobrze upieczone).

Po upieczeniu wyjmujemy ciasto i zostawiamy na kratce kuchennej, by ostygło.

Przygotowujemy krem: mascarpone miksujemy z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym. Ostudzone ciasto kroimy wzdłuż na pół, 1/3 kremu smarujemy połowę ciasta, przykrywamy górną częścią. Na wierzchu rozsmarowujemy pozostały krem, dekorujemy migdałami i orzechami.

Smacznego:)

DSC_5091