gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Tort marchwiowo-dyniowy z kremem fistaszkowym

W miniony weekend przez przypadek wyszło mi pyszne ciasto;) Na rynku kupiliśmy soczystą i słodką marchew, a do tego dorodny kawałek dyni Muscat.

W domu zaczęłam od poszukiwania w Sieci przepisu na krem do przełożenia ciasta. Idealny znalazłam na Kwestii smaku, a później zaczęłam eksperymentować ze składnikami ciasta. Upiekłam ciasto, które za sprawą kremu doczekało się miana tortu. Zamiast zwykłej mąki pszennej użyłam mąki orkiszowej, a dodatek w postaci soczystej marchewki i dyni sprawił, że ciasto było wilgotne i niemal rozpływające się w ustach. I gdyby nie to, że pochłonęliśmy je w ciągu dwóch dni, mogłoby pewnie przechować się w lodówce przez kolejne 3 doby;)

Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami piwnicy, śmiało możecie kupić zapas dyni i przechowywać ją nawet do wiosny. Cała, nieuszkodzona dynia dzielnie zniesie zimę w temperaturze ok. 8-10ºC. A Wy przez ten czas możecie uszczuplać zapasy i używać jej do przygotowywania kremowych zup, lazanii i pysznych ciast. Gorąco zachęcam do eksperymentowania!

TORT MARCHWIOWO-DYNIOWY Z KREMEM FISTASZKOWYM

250 g marchwi startej na tzw. dużym oczku

150 g dyni (użyłam odmiany Muscat)

3 jajka

150 g cukru trzcinowego

160 ml oleju rzepakowego

230 g mąki orkiszowej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka przyprawy do piernika

szczypta soli

na krem:

250 g mascarpone

3 łyżki masła orzechowego z kawałkami orzechów

2 łyżki cukru pudru

do posypania wierzchu:

garść posiekanych fistaszków

 

W misce mieszamy suche składniki: mąkę orkiszową, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, przyprawę do piernika i sól.

W osobnej dużej misce ubijamy jajka z cukrem. Cały czas miksując dodajemy olej. Następnie dodajemy po trochu suchych składników i krótko miksujemy, aż masa stanie się jednolita.

Następnie dodajemy do masy marchew i dynię. Mieszamy dokładnie drewnianą łyżką, a następnie przelewamy ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Ciasto pieczemy przez ok. 45 minut w temperaturze 160ºC (termoobieg).

Gdy ciasto się piecze przygotowujemy krem fistaszkowy: w misce umieszczamy mascarpone, masło orzechowe i cukier puder. Miksujemy ok. 4-5 minut. Chłodzimy w lodówce.

Upieczone ciasto studzimy na kratce kuchennej, następnie przekrawamy je w połowie wysokości. Wystudzony dolny blat smarujemy połową kremu fistaszkowego, przykrywamy drugim blatem, smarujemy resztą kremu i posypujemy posiekanymi orzeszkami.

Smacznego:)

Advertisements


1 Comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: zupa dyniowa z ryżem basmati

Nasza córeczka na wiosnę tego roku pożegnała się z jedzeniem słoiczkowym. Postanowiłam sama gotować jej obiadki, bo w kupnych daniach głównie znajdowałam marchewkę i ryż. Najtańsze zapychacze, które dodatkowo powodowały zaparcia. Pamiętam moją rozpacz (i co tu dużo mówić, również złość), gdy dumna i blada ugotowałam Zu pierwszą domową zupkę. Soczewicową. Maleństwo miało wówczas jakieś 12-13 miesięcy. Podałam jej pierwszą łyżeczkę, a ona… wypluła całą zawartość. To samo za drugim razem. I za trzecim. Zu kategorycznie odmówiła skosztowania matczynej kuchni.

Kolejne próby karmienia naszej dziewczyny moją autorską kuchnią nastąpiły niebawem. I okazało się, że jest coraz lepiej. Ziazia zaczęła zajadać krupniczek z mięsem indyczym, zupę brokułową czy rybę gotowaną na parze z warzywami. Później przyszedł czas na spaghetti pełnoziarniste z mozzarellą i sosem pomidorowym, pulpeciki z indyka i cukinii, krupnik, zupę z zielonego groszku czy zupę kalafiorową. Co więcej, zdaje się, że Ziazia stała się wielbicielką zup. Aczkolwiek moja córcia nadal odmawia jedzenia zupy pomidorowej. Chyba ma to po mnie. Gdy byłam pacholęciem jadłam pomidory, ale nie tolerowałam zupy pomidorowej:)

Dziś ze słoiczków korzystamy jedynie wyjątkowo, podczas wyjazdów. I żelaznym punktem tygodniowego jedzeniowego rozkładu jazdy jest suszona śliwka w słoiczku, którą (z innymi owocami, np.  jabłkiem, bananem lub gruszką) dodaję czasem do kaszy jaglanej na śniadanie lub do gotowej kaszki na kolację.

Na targu pojawiły się już dynie, co niechybnie zwiastuje początek jesieni. Na straganach żółcą się moje ulubione zgrabne Hokkaido. Nic tylko brać, obierać i siekać. Na sos do lazanii, na ciasto, na ketchup, na zupę.

Dynia, która jest słodka w smaku doskonale nadaje się na pożywną jesienną zupę. Nie tylko dla dorosłych, ale również dla ponad półtorarocznych szkrabów. Odrobina imbiru i kurkumy rozgrzewa, a dodatek w postaci drobno posiekanej natki pietruszki gwarantuje, że naszemu dziecku zapewniamy dzienną porcję żelaza i witamin. Tak przygotowaną zupę możemy podzielić na dwie porcje, jedną dać szkrabowi, a drugą doprawić “po dorosłemu”. Pieprzem, solą, dodatkową ilością imbiru i mlekiem kokosowym.

ZUPA DYNIOWA Z RYŻEM BASMATI

/przepis na 3 małe porcje/

3 szklanki obranej i pokrojonej w kostkę dyni Hokkaido

1/2 średniej cebuli

1 mała marchewka

1 mała pietruszka

1/2 małego selera

1/2 cm korzenia świeżego imbiru

1 liść laurowy

1 ziele angielskie

10 ziarenek kolendry

2 ziarenka pieprzu kolorowego

olej rzepakowy

garść natki pietruszki

2 łyżki ugotowanego w nieosolonej wodzie ryżu basmati

 

Cebulę drobno siekamy. Imbir ścieramy na tarce. Marchewkę, pietruszkę i seler kroimy w słupki. Wszystkie warzywa oraz dynię zalewamy 1l wody źródlanej, dodajemy liść laurowy, ziele angielskie i pieprz. Gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie.

Następnie doprawiamy zupę roztartymi w moździerzu ziarnami kolendry, dodajemy łyżeczkę oleju rzepakowego i krótko miksujemy przy pomocy blendera. Zupę podajemy z ryżem basmati, wierzch posypujemy drobno posiekaną natką pietruszki.

Smacznego:)


Leave a comment

Indyk na diecie, czyli pieczone kotleciki z indyka w sosie porowym

Na naszym stole i w gazetowniku rośnie coraz większa kolekcja czasopism nt. pielęgnacji i wychowania dzieci. Na rynku jest ich sporo, tylko brać i czytać. Zwykle, gdy wsiadam do pociągu i jadę do pracy, wyciągam książkę lub gazetę i zaczynam czytać. Po trzydziestu minutach jestem w Warszawie, a w głowie mam niedokończoną fabułę lub kilka dobrych rad. O tym jak istotne są rytuały w życiu  niemowląt i małych dzieci, o AZS i emolientach czy prawidłowym zbilansowaniu diety malucha.

Jakiś czas temu uśmiałam się czytając w jednym z takich pism porady nt. powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim. Autorka artykułu przekonywała, że prócz czysto pragmatycznych korzyści (dodatkowa pensja pracującej młodej mamy, możliwość oderwania się od pieluch, dbanie o siebie, bo trzeba wyjść do ludzi), są też korzyści emocjonalne z powrotu do pracy. Bo wracamy stęsknione do domu, a tam czeka równie stęsknione nasze dziecko. Bo mamy nowe pomysły i energię, by bawić się z maluchem, w mig zapominając o stresach zawodowych.

Czytałam te odkrywcze zdania i pomyślałam, że pani redaktor musi być niepoprawną optymistką albo sama miała idealne warunki jako matka. I zaczęłam wyliczać obowiązki, które czekają na mnie tego dnia po powrocie z pracy: ugotowanie obiadu, nastawienie i rozwieszenie prania (w tym ostatnim dzielnie pomaga mi Zuzka), rozładowanie zmywarki, odebranie zamówionej karmy dla psa i dziesiątki drobniejszych powinności. Lista obowiązków wydłużyła się, a doba jakby… skurczyła;) Choć muszę redaktorce przyznać rację w jednym: nawet, gdy wracam do domu zmęczona, to uśmiech Zuzy sprawia, że zmęczenie schodzi na dalszy plan. Bo ta mała istotka daje potężny zastrzyk szczęścia i poczucia sensu:)

Od kiedy nasza mała dziewczynka jest z nami, staram się gotować nieskomplikowane potrawy. Taka jest też dzisiejsza propozycja: dietetyczne mięso z indyka z warzywami. Z piekarnika, bez tłuszczu. Myślę, że przypadnie do gustu nie tylko dbającym o linię. Jeśli nie jesteście na diecie, zróbcie do mięsa sos porowy.

PIECZONE KOTLECIKI Z INDYKA Z WARZYWAMI W SOSIE POROWYM

/porcja dla 4 osób/

na kotleciki:

500 g mielonego mięsa z indyka

1 średnia marchew

1 duża cebula

1 por (tylko biała część)

1/2 pęczka natki pietruszki

1 jajko

1/4 łyżeczki papryki ostrej

pieprz, sól

na sos:

1 duży por (tylko biała część)

śmietanka 30%

1 łyżka tymianku

szczypta soli

świeżo mielony pieprz kolorowy

olej rzepakowy

 

Marchew ścieramy na tarce o dużych oczkach. Cebulę i pora kroimy w kosteczkę. Natkę drobno siekamy.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC.

Mięso przekładamy do dużej miski, dodajemy warzywa, wbijamy jajko. Doprawiamy do smaku papryką i pozostałymi przyprawami, łączymy całość i szybko formujemy kulki, które układamy na blasze piekarnika wyłożonej papierem do pieczenia. Kotleciki pieczemy przez ok. 30 minut w temperaturze 180ºC.

Przygotowujemy sos: pora kroimy w cienkie półplasterki i wrzucamy wraz z tymiankiem na rozgrzaną patelnię z łyżką oleju rzepakowego. Dodajemy szczyptę soli i smażymy ok. 5-6 minut do zezłocenia się pora. Następnie lekko studzimy pora i dodajemy śmietankę podgrzewając całość na małym ogniu. Doprawiamy do smaku świeżo mielonym pieprzem.

Upieczone kotleciki podajemy z sosem oraz ulubioną kaszą i surówką.

Smacznego:)


Leave a comment

Rok za nami i ciasto krówkowo-marchwiowe na weekend

dsc_7520

Minął rok. W ciągu tych dwunastu miesięcy powinnam była nosić na okrągło jeden z tych T-shirtów, które widziałam w Internecie. Koszulki z napisem I produce milk. What’s your superpower?

Za nami milowy krok w rozwoju małego człowieka.

Za nami kilkanaście wieczorów, gdy Zuza płakała z bólu, a ja razem z nią z bezsilności. Aż wreszcie pomogły kropelki na kolkę jelitową i wieczory znowu były spokojne.

Za nami godziny przytulania, kołysania i śpiewania kołysanek, harcerskich szlagierów, słowackich piosenek i przyśpiewek góralskich.

Za nami pierwsze ekwilibrystyczne występy począwszy od samodzielnego siadania, poprzez stanie przy barierkach i meblach,  po pierwsze samodzielne kroki (a po nich spektakularne bach! na pupę).

Wreszcie, za nami pierwsze słowa: bla bla, brum brum, dada, i to najbardziej wyczekiwane: mama.

dsc_7060

Pierwsze urodziny Zuzy świętowaliśmy niemal trzy tygodnie temu.

Zjechali się goście, a ja kilkanaście godzin wcześniej szalałam w swoim żywiole. Był obiad, a po nim przekąski i ciasto. I, rzecz jasna, tort urodzinowy. Super zdrowy, bo Zuz musiała przecież spróbować pierwszego w życiu ciasta. A tort był pełen dobra: bananów, malin, borówek, mleka kokosowego, syropu klonowego czy cukru kokosowego.

dsc_7425

Ale tym razem nie podam Wam przepisu na tort, lecz na wilgotne, pachnące mlecznymi krówkami ciasto. W sam raz na weekend. Do niespiesznej kawy.

dsc_7505

CIASTO KRÓWKOWO-MARCHWIOWE

/wg przepisu z Weranda Country, luty 2017, z moimi modyfikacjami/

10 krówek

3 łyżki mleka

1 jajko

4 łyżki kwaśnej śmietany

1 łyżeczka ekstraktu z prawdziwej wanilii

1 szklanka startej marchewki (czyli z 1 dużej marchewki)

4 łyżki cukru

1/4 szklanki oleju

1 szklanka mąki

1 łyżeczka sody oczyszczonej

na wierzch:

cukier puder

migdały w płatkach

 

Krówki zalewamy mlekiem i rozpuszczamy w kąpieli wodnej, a następnie studzimy. Dodajemy śmietanę, jajko, cukier, olej i wanilię oraz marchew. Mieszając, wsypujemy mąkę wymieszaną z sodą.

Ciasto przekładamy do żaroodpornej formy, posypujemy płatkami migdałów i pieczemy ok. 35-40 minut w temperaturze 180ºC.

Ciasto studzimy i oprószamy cukrem pudrem.

Smacznego:)

dsc_7507

dsc_7524

dsc_7523


2 Comments

Chusty, śpioszki i kropelki. Ciasto marchewkowe z Hummingbird bakery

DSC_5083

Jak wiecie, od połowy stycznia przechodzę intensywną edukację w temacie “macierzyństwo”. To istny temat-rzeka. W ciągu ostatnich tygodni wyedukowałam się nie tylko w kwestiach szczepień i rodzajów smoczków dla maluchów. Okazuje się, że do tej pory nie dostrzegałam większej różnicy między śpioszkami a pajacykiem czy body. Już wiem co to kolka jelitowa i jakie kropelki pomagają, by się nie pojawiała. Wiem też co to aspirator do noska. Kiedyś widząc na ulicy kobietę z dzieckiem w chuście byłam przekonana, że istnieje tylko jeden rodzaj tego nosidła. Dziś już wiem, że są chusty elastyczne, tkane i kółkowe. I że dziecko można również nosić w nosidełku: ergonomicznym lub mei-tai. Jednak chyba najbardziej zdumiał mnie fakt, że gdy matka jest przeziębiona (co mi się ostatnio przytrafiło) nie powinna odstawiać maleństwa od piersi, ponieważ w jej pokarmie zawarte są przeciwciała, które chronią niemowlę przed zachorowaniem. Natura bywa niesamowita…

DSC_5394

Dziwię się też sobie, swoim reakcjom. Jestem typem śpiocha, który ma dosyć głęboki sen i zwykle kładzie się spać w okolicach północy. Co oznacza problem z porannym wstawaniem. Od kiedy pamiętam, wstając na uczelnię czy do pracy, zawsze “wyrywałam” dodatkowe 5 czy 10 minut drzemki i nigdy nie byłam wstanie podnieść się po pierwszym dzwonku budzika. Bywało, że przez to spóźniałam się na zajęcia i do pracy. Dziś śpię jak mysz pod miotłą i każdy dźwięk wydawany przez sen przez Zuzę od razu mnie budzi. Nauczyłam się spać na raty i wstawać bez marudzenia, by ją w środku nocy przewinąć. Doprawdy, nie poznaję siebie… Oczywiście jest to okupione cieniami pod oczami i “dosypianiem” podczas karmienia.

Dziś już wiem, że gdy pojawia się dziecko, przestrzeń życiowa świeżo upieczonej mamy nagle kurczy się do mikroskopijnych rozmiarów. Przez pierwsze miesiące terytorium zakreślone jest bardzo wąskimi ramami: dom, ogród, trasa spaceru, sklep spożywczy, apteka, drogeria z pieluchami, czasem najbliższa IKEA.

Zuza jest typem dziecka dosyć absorbującego, które domaga się uwagi i bliskości. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć sytuacje, gdy położona w swoim łóżeczku pozwoliła mi na przeprowadzenie w całości porannej toalety czy zjedzenie śniadania przy stole (ostatnio jem na stojąco i na czas przy blacie kuchennym. Jest szybciej). W zasadzie, gdyby nie to, że pomagają mi Rodzice przy bawieniu i usypianiu (mamy to szczęście, że mieszkają piętro niżej) nie byłoby mowy o ugotowaniu czegokolwiek od A do Z, nie wspominając o fotografowaniu i blogowaniu. Cóż, podobno taka karma młodej mamy…

Swoją drogą, ten, kto ukuł w kodeksie pracy termin urlop macierzyński, musiał być albo nie w pełni władz umysłowych albo nie miał własnych dzieci. Urlop z definicji to odpoczynek, chillout i wytchnienie. Tymczasem rok spędzony w domu z niemowlakiem to nie tylko wspaniałe chwile, gdy wzajemnie się poznajecie, obserwujesz jak Twoje dziecko z dnia na dzień robi postępy, a Ty z każdym dniem coraz bardziej je kochasz. Ten rok to również ciężka, codzienna praca, czasem chwile zwątpienia okupione niewyspaniem i chronicznym zmęczeniem. I poczucie, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Ale macie teraz siebie nawzajem i to się liczy najbardziej.

DSC_5368

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam?

Teraz karnie i bez marudzenia proponuję Wam, abyście wypróbowali przepis na pyszne ciasto marchewkowe, które dzięki kilku nieskomplikowanym zabiegom można nawet nazwać tortem. Za tort “robiło” podczas niedawnych urodzin S. Krem do dekoracji z przepisu zastąpiłam własnym patentem na bazie mascarpone. Oryginalny przepis na ciasto pochodzi z książki The Hummingbird bakery, którą dostałam w zeszłym roku w prezencie od mojej przyjaciółki Kamy.

DSC_5096

CIASTO MARCHEWKOWE Z ORZECHAMI WŁOSKIMI

/wg przepisu z książki The Hummingbird bakery, z moimi modyfikacjami/

250 g drobnego cukru trzcinowego (w oryginale 300 g)

3 jajka

300 ml oleju słonecznikowego (zastąpiłam rzepakowym “Kujawskim”)

300 g mąki pszennej

1 łyżeczka sody

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu plus extra do dekoracji

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/2 łyżeczki soli

1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

300 g marchwi, startej na tarce o dużych oczkach

100 g posiekanych orzechów włoskich

na krem:

1 opakowanie serka mascarpone

3 łyżki cukru pudru

1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

kilka migdałów i połówek orzechów włoskich

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC.

Cukier trzcinowy, jajka i olej umieszczamy w misce i miksujemy do uzyskania jasnej masy. Następnie, cały czas miksując, dodajemy po trochu mąki wymieszanej z sodą i proszkiem do pieczenia oraz cynamonem, imbirem, solą i ekstraktem waniliowym.

Następnie dodajemy marchew oraz orzechy, mieszamy całość, by masa się dobrze połączyła.

Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 50 minut w temperaturze 170ºC (pod koniec pieczenia warto wykonać tzw. test suchego patyczka czy ciasto jest dobrze upieczone).

Po upieczeniu wyjmujemy ciasto i zostawiamy na kratce kuchennej, by ostygło.

Przygotowujemy krem: mascarpone miksujemy z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym. Ostudzone ciasto kroimy wzdłuż na pół, 1/3 kremu smarujemy połowę ciasta, przykrywamy górną częścią. Na wierzchu rozsmarowujemy pozostały krem, dekorujemy migdałami i orzechami.

Smacznego:)

DSC_5091


Leave a comment

Coś na rozgrzewkę, czyli gulasz z soczewicy z papryką, ziemniakami i chorizo

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_01

Jesień przyszła zdecydowanie za szybko. Zamiast narzekać, postanowiliśmy z moim Miłym zaopatrzyć się w niezbędne akcesoria i użyć sprawdzonych metod, dzięki którym robi się od razu cieplej i przytulniej. Zapytacie pewnie jak sobie radzimy. Ano w sumie są to banalne sposoby. Już latem zainwestowaliśmy w naszym gniazdku na poddaszu w niewielki kominek, który teraz ogrzewa nas w chłodne wieczory. Trzaskający ogień w długie jesienne wieczory, kocyk, dobra książka i herbata z lipy z cytryną i miodem to zestaw idealny.

Zmieniliśmy kołdrę na bardzo ciepłą z wypełnieniem z puchu i pierza kaczego. Wygrzebaliśmy ciepłe skarpety i polarowe szlafroki, co nie było takie proste, choć już minęło kilka miesięcy od naszej przeprowadzki na prowincję:)

To tyle w kwestii akcesoriów. Jeśli zaś chodzi o kulinaria, to tutaj oczywiście też pojawiło się kilka nowych, rozgrzewających potraw. Wiele z nich robiłam po raz pierwszy w życiu, choć niektóre już gdzieś kiedyś kosztowałam. I tak, na stole pojawiają się ostatnio m.in. chilli con carne (w nietypowym towarzystwie, ale o tym niebawem), babka ziemniaczana, makaron zapiekany z warzywami czy muffiny z cynamonem i bananami.

Dzisiaj na tapetę biorę gulasz z ziemniakami, papryką i hiszpańską kiełbasą chorizo. To danie z kategorii comfort food: otulające, w sam raz na jesienną chandrę i bardzo proste w wykonaniu. Jeśli nie macie akurat pod ręką chorizo, możecie użyć salami lub poczciwej suchej krakowskiej.

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_02

GULASZ Z SOCZEWICY Z PAPRYKĄ, ZIEMNIAKAMI I CHORIZO

/porcja dla 4 osób/

1 szklanka suchej czerwonej soczewicy

1,5 szklanki wywaru z warzyw

1 duża cebula

1 ząbek czosnku

1 czerwona papryka

5-6 ziemniaków

1 marchew

kilkanaście plasterków kiełbasy chorizo

350-400 ml pasatty pomidorowej

1 liść laurowy

2 ziarenka ziela angielskiego

3-4 ziarenka pieprzu czarnego lub kolorowego

oliwa

pieprz, sól
Ziemniaki obieramy i kroimy na niewielkie cząstki. Marchew obieramy i kroimy w słupki. Soczewicę zalewamy wywarem, dodajemy ziemniaki, marchew, liść laurowy, ziele angielskie, ziarenka pieprzu i gotujemy na małym ogniu ok. 10 minut. W międzyczasie obieramy i siekamy cebulę i czosnek oraz pokrojoną w kostkę kiełbasę chorizo i podsmażamy na patelni na oliwie. Paprykę pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w niewielkie kawałki.

Gdy soczewica z warzywami jest już na wpół miękka, dodajemy do niej paprykę, cebulę, chorizo i pasattę. Przyprawiamy pieprzem i solą do smaku. Całość dusimy na małym ogniu kolejne 10-15 minut. Gulasz podajemy ze świeżą bagietką.

Smacznego:)

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_03


Leave a comment

Porcja witamin na obiad, czyli wegetariańskie burgery

wege burger_01Po wpisie o burgerach z indyka i cukinii z rewelacyjnej “Jerozolimy” Ottolenghi i Tammimi, przyszedł czas na wegetariańską wersję burgerów. Nie wegańską, lecz wegetariańską, bowiem w składzie mają jajko, które wiąże masę i nie pozwala warzywom rozpaść się podczas smażenia.

Taki warzywny burger to porządna dawka witamin i składników odżywczych: w swoim składzie mają ciecierzycę, marchew, cukinię i zielony groszek. Możecie do nich równie dobrze dodać inne warzywa, które lubicie lub ulubiony ser, np. odrobinę sera feta, której słony smak dobrze współgra z łagodnym smakiem warzyw.

Jeśli macie ochotę na złapanie oddechu od mięsnej wersji kotlecików, spróbujcie przygotować w swojej kuchni wegetariańskie burgery. To świetna alternatywa dla mięsożerców:)

wege burger_02WEGETARIAŃSKIE BURGERY

/porcja dla 4 osób/

1 puszka ciecierzycy

1 marchew

1 średnia cukinia

1/2 puszki zielonego groszku lub 2 garście świeżego groszku zblanszowanego 2-3 minuty

70 g sera feta (opcjonalnie)

1 jajko

1/3 pęczka natki pietruszki

garść świeżych ziół (lub suszonych), np. bazylii, tymianku, oregano

sól, pieprz do smaku

bułka tarta do obtoczenia burgerów

olej ryżowy lub słonecznikowy

 

Ciecierzycę odsączamy z zalewy i blendujemy na niemal gładką masę. Marchew i cukinię ścieramy na tarce o dużym oczku, odsączamy z nadmiaru wody. Groszek odsączamy z zalewy i rozgniatamy widelcem. Fetę (jeśli zdecydujecie się ją dodać) kroimy w drobną kostkę. Natkę pietruszki i zioła drobno siekamy.

W misce umieszczamy ww. składniki, dodajemy do smaku pieprz i sól oraz wbijamy jajko. Z masy formujemy małe burgery, które następnie obtaczamy w bułce tartej.

Burgery smażymy na patelni na rozgrzanym oleju po kilka minut z każdej strony. Po usmażeniu odsączamy ręcznikiem papierowym nadmiar tłuszczu z burgerów.

Burgery świetnie smakują polane odrobiną sosu przygotowanego na bazie jogurtu greckiego, czosnku, cytryny, oliwy oraz pieprzu i odrobiny soli.

Smacznego:)

wege burger_03

wege burger_04