gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Rotolo z dynią i szpinakiem według przepisu sprytnego Jamiego

rotolo_JamieOliver_01

Kupiłam płaty lazanii, a wyszło rotolo. Wszystko przez Jamie Olivera. Postanowiłam upiec danie z książki, którą mam niemal od roku, a której tytuł brzmi Gotuj sprytnie jak Jamie. Kupuj mądrze, gotuj z głową, nie wyrzucaj. Przyznacie, że tytuł brzmi zachęcająco, zwłaszcza dla osób, które szczerze nie cierpią marnować jedzenia:) Cała książka to nie tylko zbiór przepisów, ale i praktycznych wskazówek, w jaki sposób wybierać i kupować produkty, by w pełni je wykorzystać i nie wyrzucać resztek. Idea szczytna i jak się okazuje nie taka trudna w realizacji. Zwłaszcza w przypadku dużej rodziny (sam Jamie ma czworo dzieci, więc wie co mówi).

Język, którym napisana jest książka, jest bardzo amerykański w sensie zachwycania się nad każdą opisywaną potrawą. Nas Polaków – malkontentów mogą w którymś momencie przeglądania tej pozycji trochę drażnić określenia, którymi jest ozdabiany każdy przepis: niezwykłe danie, przepyszne, wspaniały, uwielbia go każdy!, świetne, fantastyczny itd…

W książce znajdziemy sporo przepisów na dania pochodzące z kuchni indyjskiej (która miała i nadal ma niewątpliwie silny wpływ na kuchnię Brytyjczyków), azjatyckiej czy włoskiej.

We wstępie do przepisu Jamie tak pisze o rzeczonym rotolo: Rotolo to zdecydowanie jedno z najbardziej niezwykłych dań z makaronu, jakie możesz spotkać – wiele osób nigdy go nie jadło. Przygotowałem je tak, że w smaku przypomina lasagne lub cannelloni, a do tego świetnie się prezentuje. Makaron na górze jest chrupiący, a pod spodem, w sosie – miękki. Niech te słowa wystarczą za rekomendację. Zatem, do dzieła!

rotolo_JamieOliver_02

ROTOLO ZE SZPINAKIEM I DYNIĄ /wg Jamie Olivera, z moimi modyfikacjami/

/porcja dla 5-6 osób/

ok. 1 kg dyni (Jamie poleca piżmową)

1 cebula

oliwa

1 łyżeczka suszonego tymianku

400 g mrożonego szpinaku

1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej

4 ząbki czosnku

500-600 g passaty pomidorowej

12-13 płatów lazanii

50 g sera typu feta

20 g parmezanu

kilka gałązek świeżej szałwii (opcjonalnie)

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i pieczemy dynię pokrojoną w grube plastry przez ok. 1h.

W tym czasie obieramy cebulę, siekamy i smażymy na oliwie do zrumienienia dodając tymianek oraz sól i pieprz. Następnie dodajemy szpinak i smażymy całość do miękkości.

Upieczoną dynię studzimy, pozbawiamy pestek i skóry, miksujemy, a następnie doprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem.

Czosnek obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na oliwie. Po chwili dodajemy passatę pomidorową i gotujemy sos na dużym ogniu przez 3 minuty.

Płaty lazanii obgotowujemy przez 2-3 minuty w osolonym wrzątku, odcedzamy i studzimy. Ser kroimy w drobną kostkę.

Na płatach lazanii rozprowadzamy zmiksowaną dynię, następnie warstwę szpinaku i fetę. Tak przygotowane płaty lazanii zwijamy w rulony i następnie kroimy na dwie części.

Do żaroodpornej formy przekładamy sos pomidorowy, który rozprowadzamy równomiernie na dnie, a na nim pionowo rulony makaronowe, jeden obok drugiego. Tak przygotowane rotolo posypujemy startym parmezanem i listkami szałwi obtoczonymi w odrobinie oliwy (opcjonalnie).

Rotolo zapiekamy w temperaturze 180ºC przez ok. 35 minut.

Jamie radzi, by rotolo podawać z młodą sałatą.

Smacznego:)

rotolo_JamieOliver_03

rotolo_JamieOliver_04

rotolo_JamieOliver_05

Advertisements


Leave a comment

Chrzest bojowy piekarnika i magdalenki z malinami i kremem cytrynowym

magdalenki_krem cytr_maliny_01

Korzystam z okazji, że na rynku wciąż są ostatnie w tym sezonie świeże maliny. Lądują w owsiance, jaglance, a w zeszłą niedzielę również w słodkich wypiekach. Po raz pierwszy uruchomiłam sprzęt w mojej wyspie kuchennej w naszym świeżo wyrychtowanym gniazdu na poddaszu. Ale zanim to nastąpiło, spędziłam dobrych kilkanaście minut na studiowaniu instrukcji obsługi piekarnika i płyty indukcyjnej:)

Po latach spędzonych w akademikach, na stancjach i w wynajmowanych mieszkaniach przyzwyczaiłam się do sprzętu, którego delikatnie mówiąc, lata świetności dawno minęły. Jedynym egzemplarzem godnym uwagi, z którego korzystałam zwykle w weekendy, była kuchnia ceramiczna mojej Mamy. Z piekarnikiem z kilkoma funkcjami typu termoobieg, grill etc.

Urządzając kuchnię w naszym domu wymarzyłam sobie niedużą wyspę z wbudowaną płytą indukcyjną i piekarnikiem. Wybrałam sprzęt, ekipa montująca meble zainstalowała go i w ostatnią niedzielę (z lekką tremą;)) zrobiłam próbę. Już na początku sam wybór spośród kilkudziesięciu programów pieczenia sprawił, że musiałam się chwilę zastanowić, jaki tryb będzie najlepszy dla moich magdalenek. Obsługa tego sprzętu to jak przesiadka ze zdezelowanego fiata seicento do najnowszego modelu mercedesa;) Ale oboje daliśmy radę, ja i piekarnik:)

Pamiętacie wpis o Prouscie i magdalenkach z kremem cytrynowym wg przepisu Rachel Khoo z książki “Mała paryska kuchnia”? Pisałam o nich tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/15/proust-magdalenki-i-glupawe-skojarzenia/

Dziś mam dla Was wersję z malinami: smakują jeszcze lepiej. Koniecznie jeszcze ciepłe, z filiżanką dobrej zielonej herbaty:)

magdalenki_krem cytr_maliny_02

MAGDALENKI Z KREMEM CYTRYNOWYM I MALINAMI

/porcja na ok. 30 szt./

na ciasto:

3 jajka

80 g cukru

200 g mąki pszennej

10 g proszku do pieczenia

skórka starta z jednej niewoskowanej, sparzonej cytryny

20 g miodu

60 ml mleka

200 g masła, roztopionego i ostudzonego

cukier puder do posypania

garść świeżych malin

na krem cytrynowy:

drobno starta skórka i sok z 1 niewoskowanej, sparzonej cytryny

szczypta soli

30 g cukru

50 g masła

2 żółtka

 

Jajka ubijamy z cukrem na jasną, puszystą masę. Mąkę i proszek do pieczenia wsypujemy do osobnej miski i dodajemy skórkę z cytryny. Miód łączymy z mlekiem i ostudzonym masłem, dodajemy masę jajeczną i wlewamy do miski z mąką. Mieszamy całość do uzyskania gładkiej konsystencji. Miskę przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki.

Przygotowujemy krem cytrynowy: skórkę i sok z cytryny, cukier oraz masło umieszczamy w rondelku i podgrzewamy na bardzo małym ogniu. Kiedy masa roztopi się, rondelek zdejmujemy z ognia. W osobnej misce ubijamy mikserem żółtka, a następnie łączymy ją z masą w rondelku. Całość ubijamy trzepaczką. Rondelek stawiamy na małym ogniu, cały czas ubijając (aby żółtka nie ścięły się), co powinno trwać ok. 10 minut. Po tym czasie krem powinien zgęstnieć. Gdy na jego powierzchni pojawią się bąbelki, zdejmujemy rondelek z ognia i przecieramy krem przez sitko do miski. Studzimy i umieszczamy krem w lodówce na całą noc lub przynajmniej na 1h.

Nazajutrz pieczemy magdalenki: piekarnik nagrzewamy do temperatury 190ºC. Kremem cytrynowym nadziewamy szprycę lub rękaw cukierniczy. Do foremki na magdalenki wkładamy po czubatej łyżce ciasta, po czym wciskamy do ciasta po jednej malinie. Pieczemy 5 minut, a następnie wyłączamy piekarnik na 1 minutę. Następnie zmniejszamy temperaturę do 160ºC i pieczemy kolejne 5 minut.

Magdalenki wyjmujemy z pieca, kładziemy na kratce i przekładamy je z foremki na talerz. W czasie, gdy stygną nadziewamy każdą magdalenkę kremem cytrynowym. Posypujemy cukrem pudrem i od razu podajemy. Najpyszniejsze są jeszcze ciepłe.

Smacznego:)

magdalenki_krem cytr_maliny_03

magdalenki_krem cytr_maliny_05

magdalenki_krem cytr_maliny_05


Leave a comment

Wspomnienie greckich wakacji i tapenada z bakłażana, suszonych pomidorów i koziego sera

poros_ (4)

Ostatnio odwiedzili nas znajomi z Dolnego Śląska, którzy przez jakiś czas mieszkali w Grecji. Nie są to częste spotkania, ale zawsze bardzo miłe i intensywne. Trzy lata temu Ania i Kamil gościli nas w swoim ateńskim domu, a my korzystaliśmy pełnymi garściami z uroków tego śródziemnomorskiego kraju. Kilka dni spędzonych w Grecji pozwoliło nam nacieszyć się słońcem, ciepłym morzem, tamtejszym przyjaznym klimatem i oczywiście zwiedzić Ateny oraz bliższe i dalsze okolice. To był czas, gdy zza winkla dopiero nieśmiało wyzierał grecki kryzys, lecz turystyka nadal kwitła, a i sami Grecy mieli się dobrze.

DSC_0475

Nie sposób nie wspomnieć o tamtejszej śródziemnomorskiej kuchni. Zajadaliśmy się greckimi specjałami: souvlakami, mousaką, grillowanym ser haloumi, pitą prosto z pieca i wieloma innymi pysznościami. Genialny smak greckich pomidorów, oliwek i lokalnej oliwy wciąż mam w swojej “kulinarnej” pamięci. Tam określenie “proste jedzenie” nabiera właściwego znaczenia…

DSC_0476

Dziś zapraszam Was na wegetariańską pastę do chleba zwaną tapenade. Każdy może sobie wyczarować kawałek Grecji w swojej kuchni.

A na deser garść zdjęć z naszego wyjazdu sprzed trzech lat: z Aten, przylądka Sunion, Peloponezu i wyspy Poros. I oczywiście pozdrawiamy serdecznie naszych greckich przewodników: Aneczkę i Kamila :)

tapenade_01

tapenade_02

TAPENADA Z BAKŁAŻANA, SUSZONYCH POMIDORÓW I KOZIEGO SERA

1 mały bakłażan

4-5 plasterków suszonych pomidorów w oliwie

100 g koziego sera

5-6 dużych zielonych oliwek

2 ząbki czosnku

2-3 gałązki oregano

oliwa

pieprz, sól

 

Bakłażana kroimy w plastry, oprószamy solą, pozostawiamy na kwadrans, by puścił soki, które następnie spłukujemy pod bieżącą wodą. Osuszamy bakłażana, przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, skrapiamy oliwą i pieczemy ok. 15 minut w temperaturze 200ºC.

W blenderze rozdrabiamy suszone pomidory, kozi ser, oliwki, czosnek i ostudzonego bakłażana pokrojonego na małe kawałki. Podczas blendowania dodajemy łyżkę oliwy (lub więcej w zależności od konsystencji), posiekane oregano oraz pieprz i sól do smaku.

Tapenadę przekładamy do miseczki i używamy do smarowania chleba. Pastę można przechowywać w lodówce max. 3-4 dni.

Smacznego:)

tapenade_03

tapenade_04

tapenade_05

akropol_atenyAkropol

DSC_0013Targ rybny w Atenach

DSC_0017

przyladek sunion_01Przylądek Sunion

przyladek sunion_02

kanal korynckiKanał Koryncki

poros_ (1)

koryntKorynt

poros_ (5)na Wyspie Poros

nafplio_peloponez_01Nafplio na Peloponezie

poros_ (3)na Wyspie Poros

poros_ (2)
DSC_0021

DSC_0029


2 Comments

Upiecz sobie brioszkę, czyli kolejne wyzwanie mistrza Małeckiego

brioszk_Malecki_01

Drożdżowe wypieki należą moim zdaniem do nieskomplikowanych. Pewnie tak mówię, ponieważ przede mną wciąż pieczenie chleba na zakwasie, który wcześniej należy czule doglądać i dokarmiać. Ciasto drożdżowe nie jest aż tak wymagające. Wystarczy odpowiednia temperatura składników, świeże drożdże i czas. Ten ostatni jest najważniejszy. Musimy bowiem dać ciastu “odpocząć” i wyrosnąć. Reszta dzieje się w piekarniku przy odpowiedniej temperaturze.

Mając takie przemyślenia gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu piekę drożdżowe to i owo. Na blogu prezentowałam drożdżowe ciasta z owocami sezonowymi i słodkie drożdżowe bułeczki, najlepsze na weekendowe śniadanie (ten ostatni przepis znajdziecie tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/04/21/drozdzowe-wezelki-z-rodzynkami-i-cynamonem/ )

brioszk_Malecki_04

Ostatnio znowu zajrzałam do mojej wiosennej zdobyczy z Lidla, czyli książki “Cukiernia Lidla. Przepisy mistrza Pawła Małeckiego”. A w niej spodobał mi się przepis na francuskie brioche z czekoladą. Co prawda składników jest niewiele, za to opis przygotowania jest nieco dłuższy. Bo drożdżowe wypieki, jak już ustaliliśmy, wymagają uwagi i cierpliwości:)

Przepis nieznacznie zmodyfikowałam, dodając gorzką czekoladę (zamiast mlecznej), jak również cukier trzcinowy zamiast zwykłego i cukier z prawdziwą wanilią w miejsce syntetycznego cukru wanilinowego. Do przygotowania brioszek potrzebujemy ponadto małych żaroodpornych foremek, w których ciasto najpierw będzie wyrastać, a następnie wyląduje w piekarniku. Reszta została przeze mnie przygotowana zgodnie ze wskazówkami mistrza cukiernictwa.

Bienvenu:)

brioszk_Malecki_03

FRANCUSKIE BRIOSZKI Z GORZKĄ CZEKOLADĄ

/proporcje na ok. 13-15 szt./

20 g świeżych drożdży

6 łyżek cukru

1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią

5 jajek

100 ml mleka 3,2%

300 g masła bardzo miękkiego (plus niewielka ilość do wysmarowania foremek)

ok. 550 g mąki pszennej tortowej

100 g czekolady gorzkiej 70%

 

Drożdże ucieramy z cukrem i cukrem z prawdziwą wanilią, dodajemy ciepłe mleko.

Do dużej miski przesiewamy mąkę, w mące robimy zagłębienie, do którego wlewamy mieszankę drożdży z cukrem i mlekiem. Robimy rozczyn, odstawiamy do wyrośnięcia, miskę przykrywając suchą ściereczką (ok. 20 minut).

W międzyczasie czekoladę kroimy na małe kawałki.

Gdy rozczyn wyrośnie, zarabiamy ciasto, stopniowo dodając cztery jajka, jedno żółtko i masło. Pod koniec wyrabiania do ciasta dodajemy czekoladę. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, na ok. 1h (musi podwoić swoją objętość). Gdy ciasto wyrośnie, ponownie je wyrabiamy, zawijamy w folię spożywczą i umieszczamy w lodówce na ok.  1,5 h. Następnie ciasto dzielimy na ok. 13-15 dużych i 13-15 małych części. Z wszystkich części formujemy kulki.

Foremki do babeczek smarujemy pozostałym masłem i na ich dnie umieszczamy najpierw dużą kulkę, a na niej mniejszą, delikatnie łącząc obie. Ciasto w foremkach odstawiamy do wyrośnięcia na 1/2h. Po tym czasie brioszki smarujemy pozostałym białkiem.

Brioszki pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC (termoobieg) lub 190-200ºC (bez termoobiegu) przez ok. 15 minut.

Smacznego:)

brioszk_Malecki_02

brioszk_Malecki_05

brioszk_Malecki_06

brioszki_Malecki_01 (7)

brioszki_Malecki_01 (9)

brioszki_Malecki_01 (10)


Leave a comment

Z cyklu: leniwe weekendowe śniadania, czyli omlet z kurkami, rukolą i prażonymi pestkami dyni

omlet_kurki_rukola_01

Kapryśna pogoda i przenikliwy chłód o poranku powoli przegania nas w weekendy z tarasu do jadalni. Możemy co prawda opatulić się w polarowe koce, a na stopy naciągnąć grube skarpety, ale taki strój raczej nie byłby wygodny przy stole, gdy trzeba kroić, smarować i konsumować. Okolicznym sikorkom, srokom  i sójkom nie przeszkadza jednak poranny chłód i nadal przylatują się kąpać w ogromnej podstawce pod kwiaty wypełnionej wodą.

Sezon na kurki nadal trwa. Tym razem wykorzystałam je w śniadaniowym przepisie. Kurki podsmażamy z cebulką i dodajemy odrobinę posiekanego, świeżego tymianku lub inne ulubione zioła. Aby zaoszczędzić cennego porannego czasu, warto przygotować kurki dzień wcześniej. Ja wykorzystałam te, które zostały mi z risotta z poprzedniego dnia (nie zużyłam wszystkich). Całość dopełniają zielone listki rukoli i zrumienione pestki dyni. Ach, te weekendy…;)

omlet_kurki_rukola_02

OMLET Z KURKAMI, RUKOLĄ I PRAŻONYMI PESTKAMI DYNI

/porcja dla 2 osób/

4 jajka

garść kurek, umytych i oczyszczonych

1/2 małej cebuli

1/2 łyżeczki świeżego lub suszonego tymianku

garść rukoli

garść pestek dyni

pieprz

sól

łyżka oliwy

łyżeczka masła

 

Kurki i cebulę siekamy drobno, podsmażamy na oliwie, odstawiamy na bok. Pestki dyni podprażamy na suchej patelni.

Jajka rozbijamy i rozkłócamy w garnuszku z dodatkiem pieprzu i soli oraz drobno posiekanego tymianku. Dodajemy kurki z cebulką, mieszamy całość. Na patelni rozgrzewamy masło i wlewamy masę jajeczno-kurkową. Smażymy do ścięcia się jajek.

Omlet dzielimy na pół, przekładamy na talerze, posypujemy rukolą i pestkami dyni.

Smacznego:)

omlet_kurki_rukola_03omlet_kurki_rukola_04


2 Comments

Z cyklu: kuchnia góralska. Pierogi z bryndzą i oscypkiem

pierogi_bryndza_oscypek_01

Pierogi lepię niezwykle rzadko, w zasadzie dopiero niedawno nauczyłam się je robić. Choć są pyszne, to ich przygotowanie dla kilku osób bywa czasochłonne. Mistrzynią w lepieniu pierogów jest za to moja Mama. Latem serwuje pierogi z truskawkami lub jagodami, a gdy nastaną chłodniejsze dni Mama na obiad podaje pierogi z serem albo z mięsem mielonym.

Dawno temu, w czasach szkoły średniej, gdy już jeździłam na obozy harcerskie jako kwatermistrz, raz na cały pobyt zdarzał się “pierogowy dzień”. Dzieciaki pod opieką kadry po śniadaniu wychodziły na zajęcia terenowe z menażkami, do których po drodze zbierały jagody. Później z tych darów lasu lepiliśmy pierogi na obiad. W zastępie kuchennym pod wodzą naszej cudownej kucharki Pani Kasi pracowało 4-5 harcerzy/harcerek (plus ktoś z kadry). Średnio na obozie było nas wszystkich około setki osób, co oznaczało, że w ciągu kilku godzin trzeba było ulepić… tysiąc pierogów (sic!). Wyobraźcie sobie chmarę dzieciaków siedzących na obozowej stołówce tuż przy jeziorze, w sosnowym lesie, zajadających z menażek pierogi z nadzieniem z własnoręcznie zebranych jagód… I do tego polewa z pysznej wiejskiej śmietany z cukrem, mmm… :)

Ale, ale! Nie o takim nadzieniu chciałam Wam dziś opowiedzieć. Jak zobowiązuje nowa świecka tradycja i nazwa bloga, mam dziś dla Was propozycję wytrawną i wegetariańską zarazem. Pierogi po góralsku: z bryndzą, cebulką i oczywiście oscypkiem.
pierogi_bryndza_oscypek_02

Bryndza. Obok oscypka, bundzu i żyntycy sztandarowy produkt spożywczy Podhala. Co ciekawe, bryndza podhalańska (wytwarzana z mleka owiec rasy Polska Owca Górska) była pierwszym produktem wpisanym (w 2007 r.) do unijnego rejestru jako Chroniona Nazwa Pochodzenia (ChNP). Jak wiadomo, najlepszą bryndzę można dostać w zaprzyjaźnionej bacówce, wyłącznie podczas redyku. Wtedy możemy mieć pewność, że jest czysto owcza, nie “mięsana” z krówskim mlekiem:) Ale kiedy w Tatry mamy daleko, lub gdy owce zeszły już z hal, pozostaje pójść do sklepu i kupić bryndzę owczo-krowią. Spróbujcie tego specjału nowoczesnej kuchni góralskiej, mam nadzieję, że nasze smaki przypadną Wam do gustu.

Piknie pytomy, hej!:)

pierogi_bryndza_oscypek_03

PIEROGI Z BRYNDZĄ I OSCYPKIEM

/porcja dla 4 osób/

na ciasto pierogowe:

2 szklanki mąki

1 jajko

2 łyżki oleju słonecznikowego

ok. 1/2 szklanki ciepłej wody

na farsz:

250 g bryndzy owczej lub owczo-krowiej (4 opakowania à 125 g)

100 g oscypka

100 g twarogu półtłustego

1 jajko

1 duża cebula

sól, pieprz

na omastę:

1 średnia cebula

50 g masła lub oliwy

 

Z mąki, jajka, oleju, szczypty soli i wody zagniatamy ciasto. Przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na ok. 1/2h.

Cebulę siekamy drobno i podsmażamy na złoto na patelni z rozgrzaną oliwą/olejem. Odstawiamy do przestudzenia. W tym czasie ścieramy oscypka na tarce o dużych oczkach.

Przygotowujemy farsz: w misce rozdrabniamy bryndzę, twaróg, starty oscypek, przestudzoną cebulę, wbijamy jajko, doprawiamy pieprzem i solą (z tą ostatnią nie przesadzając, bowiem bryndza i oscypek są słone) i wyrabiamy całość na jednolitą masę.

Ciasto cienko rozwałkowujemy na stolnicy, wykrawamy szklanką krążki, które następnie nadziewamy farszem. Lepimy ręcznie lub za pomocą specjalnego urządzenia do zlepiania pierogów.

Gotujemy wodę na pierogi, w międzyczasie przygotowujemy omastę: cebulę drobno siekamy i smażymy na złoty kolor na maśle lub oleju.

Pierogi gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie do czasu, aż zaczną wypływać na powierzchnię.

Pierogi przekładamy na talerze i polewamy omastą.

Smacznego:)

pierogi_bryndza_oscypek_04

pierogi_bryndza_oscypek_05


Leave a comment

Niedzielny obiad w ogrodzie, czyli cannelloni z kurkami, szpinakiem i ricottą

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_01

Wygląda na to, że niepostrzeżenie minęły ostatnie tak ciepłe dni, gdy można było celebrować posiłek w ogrodzie bez konieczności opatulania się polarowym kocykiem. Pod koniec sierpnia wynieśliśmy więc stół, krzesła, zastawę i pozostałe utensylia, by zjeść rodzinny niedzielny obiad.

Lubię dania jednogarnkowe z dwóch powodów. Po pierwsze, są one zwykle pełne pysznych składników, a po drugie, po posiłku nie ma zbyt wiele naczyń do mycia:) Wszystko mieści się bowiem w jednym garnku lub formie do zapiekania. Tak jest i tym razem. Dzisiejsza propozycja, to wegetariański obiad w stylu włoskim z polskim akcentem, a wszystko podane w jednym dużym naczyniu. To cannelloni faszerowane kurkami z cebulką, szpinakiem i serem ricotta. Całość zapieczona pod mozzarellą. Wbrew pozorom przygotowanie tej potrawy nie wymaga biegłości kulinarnej. Wystarczy dobra organizacja pracy i niezbędne składniki. Ciepły, słoneczny dzień i ogród nie są elementami niezbędnymi, aczkolwiek podkręcą atmosferę ;)

Przy okazji nie omieszkam wspomnieć o jednym ze składników tego dania, czyli o kurkach. Po okresie suszy, na niektórych bazarkach i targowiskach szczęśliwie znów pojawiły się te pyszne grzyby. Te z lasu smakują wyśmienicie, w przeciwieństwie do tych sprzedawanych w popularnych dyskontach. Te ostatnie są wysuszone, chude i anemiczne. Pochodzą z komercyjnych hodowli grzybów. Jeśli więc szykujecie rodzinny obiad z kurkami w jednej z głównych ról, warto pofatygować się po nie na bazarek.

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_02

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_03

CANNELLONI Z KURKAMI, SZPINAKIEM I RICOTTĄ ZAPIEKANE POD MOZZARELLĄ

/porcja dla 4 osób/

1/2 opakowania cannelloni

2 szklanki kurek, umytych i oczyszczonych

2 średnie cebule

4 ząbki czosnku

1 opakowanie szpinaku mrożonego (w liściach)

1 opakowanie ricotty (250 g)

kawałek parmezanu

1 duże opakowanie mozzarelli

olej

pieprz, sól

 

Cannelloni gotujemy w osolonej wodzie z dodatkiem łyżki oliwy przez ok. 3 minuty. Odcedzamy i odkładamy na talerz.

Cebulę i czosnek siekamy drobno i podsmażamy na oliwie. Połowę cebuli przekładamy na osobną patelnię i smażymy razem ze szpinakiem doprawiając pieprzem i solą. Drugą połowę smażymy z uprzednio pokrojonymi kurkami. Po usmażeniu odstawiamy obie patelnie, by ich zawartość przestygła.

W dużej misce umieszczamy kurki, szpinak i ricottę, łączymy całość w jedną masę. Doprawiamy połową startego parmezanu oraz do smaku solą i pieprzem.

Mozzarellę kroimy na cienkie plastry.

Cannelloni faszerujemy nadzieniem ze szpinakowo-kurkowym, układamy w żaroodpornym naczyniu i przykrywamy równomiernie mozzarellą. Posypujemy pozostałym parmezanem. Całość zapiekamy ok. 15-20 minut w temperaturze 180°C.

Smacznego:)

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_04

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_05

canelloni_kurki_szpinak_ricotta_06