gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Pizza ze szparagami, fetą i mozzarellą

Jestem fanką sosów pomidorowych. Uważam, że są uniwersalnym składnikiem wielu dań, począwszy od spaghetti, pizzy, lazanii i w ogóle włoskich potraw, poprzez wegetariańskie gulasze, a skończywszy na zupach. W czeluściach mojej lodówki zawsze się znajdzie kartonik pasatty, a to nierzadko ratuje sytuację (gdy nie mam weny;)) i otwiera pole do kulinarnych popisów.

Dzisiejsza propozycja nie należy do tej ostatniej kategorii. Ot, zwykła pizza z sosem pomidorowym z dużą ilością młodego czosnku i ziół. Do tego mozzarella i feta. Niby nic nadzwyczajnego. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Zwłaszcza w jednym. Ta pizza jest ze szparagami, na które właśnie zaczął się sezon. A szparagi to istne bogactwo witamin i dobrych składników odżywczych. Jeśli znudziła Wam się pizza z salami lub szynką, to już wiecie czym je zastąpić:) Będzie pysznie. I zdrowo. Przynajmniej częściowo;)

PIZZA ZE SZPARAGAMI, FETĄ I MOZZARELLĄ

/porcja dla 4-5 głodnych osób, na podstawie przepisu z http://www.cookuj.pl, z moimi modyfikacjami/

na spód:

1/4 opakowania świeżych drożdży

2 szklanki ciepłej wody

1 łyżeczka cukru

3 szklanki mąki pszennej

1 szklanka mąki kukurydzianej

3 łyżki oliwy

1/2 łyżeczki soli morskiej

na wierzch:

1,5 szklanki pasatty pomidorowej

4 ząbki młodego czosnku

2 łyżeczki otartego oregano

garść listków bazylii

pęczek zielonych szparagów

1/2 opakowania sera feta

1 opakowanie tartej mozzarelli

oliwa do posmarowania blachy

 

Przygotowujemy spód pizzy: w dużej misce mieszamy drożdże z cukrem i wodą, miskę przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na 10 minut w ciepłe miejsce. Następnie dodajemy mąkę, sól, oliwę i wyrabiamy gładkie, ale lepiące się do dłoni ciasto. Ciasto w misce przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. godzinę. W tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Przygotowujemy sos pomidorowy: na patelnię wlewamy łyżeczkę oleju, pasattę, wyciskamy czosnek, wrzucamy posiekane zioła i sól i przesmażamy na średnim ogniu przez ok. 5 minut.

Szparagi myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, odłamujemy zdrewniałe końcówki. Szparagi kroimy na mniejsze kawałki.

Gdy ciasto wyrośnie, dzielimy jena dwie części, każdą z nich rozwałkowujemy na okrąg. Blachy do pieczenia smarujemy niewielką ilością oliwy. Na blachy przekładamy ciasto, odstawiamy na ok. 10 minut, by lekko wyrosły. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 220ºC (opcja “pizza”). Na cieście rozsmarowujemy sos pomidorowy, posypujemy mozzarellą, rozkładamy szparagi i posypujemy kawałkami fety.

Smacznego:)


Leave a comment

O dobrym i złym jedzeniu słów kilka. Muszle lumaconi z jarmużem i ricottą w pomidorowym sosie

 

Moja ostatnia wyprawa na zakupy spożywcze nie była już tak beztroska, jak do tej pory. Jestem świeżo po lekturze książki O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu Agaty Michalak. A wnioski płynące z tej lektury są raczej niewesołe. Ale zacznijmy od początku.

Od kiedy przeszłam na swoje (czyli od czasów studiów), zawsze czytałam etykiety na produktach. Z początku głównie daty przydatności do spożycia, z czasem coraz więcej: skąd pochodzi dane jedzenie i przede wszystkim jaki ma skład dany produkt. Bycie świadomym konsumentem to również trochę dłuższy czas poświęcony na robienie zakupów, ale nadal jestem przekonana, że warto to robić.  Do tej pory nieco czytałam o przemysłowej produkcji żywności i przyznam, że niektóre praktyki producentów przyprawiały mnie o ciarki na plecach. Gdy skończyłam O dobrym jedzeniu… nabrałam ochoty, by zostać wegetarianką i żywić się jedynie tym, co sama wyhoduję we własnym ogródku (jeśli go w końcu założę).

Jadamy mięso. Okazuje się, że jeśli chcemy kupić drób lub wieprzowinę, które nie są hodowane w sposób przemysłowy, czyli faszerowane hormonami wzrostu, powinniśmy zaopatrywać  się u sprzedawców, którzy kupują mięso bezpośrednio z małych ubojni, a te skupują zwierzęta od hodowców prowadzących gospodarstwa ekologiczne. Przy przemysłowym, pędzonym antybiotykami indyku z ośmiu kilo tuszy wydobędziemy z sześć i pół czystego mięsa (….). Z ekologicznego trzy kilo to świat i ludzie. Jemu masa nie przyrasta jak brojlerom: napędzisz i jazda! A ilu klientów jest w stanie zapłacić za prawdziwie ekologiczny produkt? To zaledwie 2-3% wszystkich mięsożernych klientów… Michalak konstatuje, że zatem może lepiej kupić raz na jakiś czas ekologiczny, czysty produkt (choć kilkakrotnie droższy) niż zjadać niemal codziennie mięso pędzone w sposób przemysłowy, niekorzystny dla naszego zdrowia.

No dobrze, skoro nie mięso, to może ryby? Weźmy te morskie. Wiele gatunków ryb jest zagrożonych wyginięciem (jak chociażby tuńczyk błękitnopłetwy czy okoń nilowy), a na nasze stoły w centralnej Polsce świeża ryba trafia dopiero po kilku dniach (zatem już nie jest świeża…). Czyste mięso mają niestety tylko ryby dziko żyjące lub te z ekologicznych hodowli, które nota bene można policzyć na palcach jednej ręki. Z morskich ryb nawet moje ulubione dorsze są coraz słabsze i mniejsze. Ponoć zasoby ich pożywienia bardzo uszczuplają paszowce, czyli norweskie statki, które poławiają mniejsze rybki na paszę dla łososi norweskich i innych zwierząt fermowych. (…) Odławia się wszystko, jak leci, a inspektorzy nie mogą nawet wejść na pokład jednostek, które zgłaszają do portu, że mają ryby na paszę. WWF Polska alarmuje, że co 20 minut na świecie wymiera jeden gatunek ryby, a aż 30 proc. stworzeń, w tym morskich, jest zagrożonych wyginięciem. W Bałtyku tylko 3 na 10 poławianych komercyjnie gatunków znajduje się na stabilnym poziomie – mimo to połowy wszystkich dziesięciu są kontynuowane.

Nie od dziś wiadomo, że łososie hodowlane również są faszerowane antybiotykami i hormonami, a także mączką rybną. A może warto kupować pstrągi w supermarketach? No cóż… W przemysłowych hodowlach te ryby całe swoje krótkie i smutne życie spędzają w sztucznych zbiornikach wodnych. W ekstensywnych hodowlach skraca się życie ryby do dziewięciu-jedenastu miesięcy, sztucznie wywołuje cykl  rozrodczy. Potem się rybę przekarmia, ledwo ma miejsce, żeby się poruszyć, podobnie jak kurczaki na fermach brojlerów. (…) Taka hodowla w całości odbywa się w kontenerach i betonowych stawach, ryby nie widzą w ogóle świata, tylko karmiarki przejeżdżające nad kontenerem i równo sypiące karmę z antybiotykami i hormonami, od których zwierzęta puchną.

Czytam i jestem coraz bardziej przygnębiona.

OK. Skoro nie mięso i nie rybie mięso, to może przerzućmy się wyłącznie na warzywa i owoce? Tu sytuacja również nie wygląda najlepiej. Wiadomo, że warzywa i owoce (zwłaszcza te egzotyczne) trafiają do Polski jeszcze nie w pełni dojrzałe. Swoją zdatność do konsumpcji osiągają dopiero w dojrzewalniach, w których stwarza się im sztuczne, choć zbliżone do naturalnych warunki. Pisałam o tym tutaj, na przykładzie pomarańczy: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/05/o-uprawie-organicznych-pomaranczy-a-na-deser-ciasto-jogurtowo-pomaranczowe/ I nie wierzcie w bzdurne reklamy, które przekonują, że świeże i dojrzałe owoce i warzywa trafiają do nas prosto z krzaczka lub drzewa… A my przyzwyczajani do smaku dyskontowych pomidorów, jabłek czy śliwek powoli zapominamy ich prawdziwą, nie plastikową słodycz, smak i zapach. Bo supermarkety nie chcą karmić ludzi smacznymi produktami, lecz tym, że ważniejsze są dla nich inne cechy niż smak, na przykład wytrzymałość. Dlatego wymuszają selektywną uprawę ze względu na konkretne właściwości. To, że na przykład sklepowe pomidory często bywają niesmaczne, jest głównie kwestią odmiany, bo w tej produkcji nacisk kładzie się na plenność i odporność na  choroby czy wytrzymałość w transporcie.

Lecz z drugiej strony krytykowana produkcja wysokoobszarowa warzyw i owoców podlega rygorystycznej kontroli: te produkty są kontrolowane na obecność pozostałości pestycydów i zawartość azotanów i azotynów. A na targach i bazarkach handlują bardzo różni producenci, którzy mogą sprzedawać coś nie najlepszej jakości nie ze złej woli, lecz z nieświadomości. (…) a im mniejszy obszar mają pod opieką, tym łatwiej o brzemienną w skutkach pomyłkę. Jeśli masz nawóz, w którym substancji aktywnej potrzeba trzydziestu mililitrów na hektar, to jeśli rolnik ma do dyspozycji malutkie pole, bardzo łatwo pomylić się przy dozowaniu takich mikroskopijnych ilości. Dziesięciokrotnie przekroczyć dawkę to żaden problem, wystarczy dać dwie krople więcej. Nieświadomy niczego konsument w żaden sposób tego nie zweryfikuje.

Jak widzicie, lektura tej książki jest nie tylko pouczająca, ale również przygnębiająca. Oczywiście przede wszystkim jest to książka o tytułowym dobrym  jedzeniu, nie zepsutym niecnymi praktykami przemysłu nastawionego głównie na szybki zysk. Ale ja celowo wybrałam te fragmenty, które traktują o “psuciu” jedzenia przez wytwórców. Przyznam, że dzięki lekturze sporo się dowiedziałam  o mechanizmach rządzących tym rynkiem i jestem coraz bardziej świadomym konsumentem. Myślę, że czasem warto zastanowić się przez rutynowym wrzuceniem do koszyka produktu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni od lat. Może warto zwłaszcza wówczas, gdy mamy rodzinę, małe dzieci, którym pragniemy zapewnić to, co najlepsze, włącznie z jedzeniem. W tym kontekście stara zasada mówiąca o tym, że nie należy jeść, a należy się odżywiać nabiera zupełnie nowej perspektywy. A każda zmiana zaczyna się od refleksji. Za nią idzie działanie.

Na koniec zdradzę Wam tylko, że postanowiłam już jakiś czas temu rozpocząć własną ekologiczną parapetową uprawę. Pod kuchennym oknem rosną już kiełki, zioła, szczypiorek i natka pietruszki. W maleńkich doniczkach kiełkują z nasion cukinie. Lada chwila przepikujemy je do gleby. Tylko wyrychtujemy mini ogródek warzywny pod płotem:)

A dziś zostawiam Was z przepisem na makaron z warzywno-serowym nadzieniem. Smacznego. Mimo wszystko.

[Wszystkie cytaty, oprócz fragmentu dot. WWF Polska, pochodzą z książki O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu Agaty Michalak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017]

MUSZLE LUMACONI Z JARMUŻEM I RICOTTĄ W POMIDOROWYM SOSIE

/porcja dla 4 głodnych osób/

1 opakowanie makaronu lumaconi lub conciglioni

1 opakowanie jarmużu (200g)

2 opakowania ricotty (400 g)

1 opakowanie tartej mozzarelli

300 ml pasatty pomidorowej

4 ząbki czosnku

3 średnie cebule (użyłam czerwonych)

1/2 szklanki startego sera grana padano lub innego twardego długo dojrzewającego

2-3 gałązki pomidorków koktajlowych

2 łyżki oregano

olej rzepakowy do smażenia

sól, pieprz do smaku

 

Muszle gotujemy we wrzącej osolonej  wodzie przez ok. 4 minuty (muszą pozostać lekko twarde). Odcedzamy i rozkładamy na talerzu wyłożonym czystą ściereczką.

Jarmuż myjemy i usuwamy twarde łodyżki. Cebulę kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na rozgrzanym oleju przez ok. 5 minut, dodajemy jarmuż i dusimy na średnim ogniu pod przykryciem aż jarmuż zwiędnie i stanie się jasnozielony. Studzimy i przekładamy do miski, do której dodajemy ricottę i grana padano, mieszamy.

Czosnek przeciskamy przez wyciskarkę  do czosnku. Na patelnię wlewamy łyżeczkę oleju, dodajemy oregano i czosnek, wlewamy pasattę i doprawiamy pieprzem i solą. Dusimy na wolnym ogniu przez kwadrans.

Na dnie naczynia żaroodpornego wykładamy przestudzoną pasattę. Muszle nadziewamy mieszanką jarmużu i serów. Posypujemy mozzarellą, na wierzchu kładziemy gałązki pomidorków koktailowych.

Muszle zapiekamy przez ok. 20 minut w temperaturze 180ºC.

Smacznego:


Leave a comment

Z cyklu: leniwe weekendowe śniadania. Zapiekany omlet à la caprese

Nie wyobrażam sobie, by w mojej lodówce zabrakło jajek na sobotnie czy niedzielne śniadanie. Jajka jak chleb. W weekend muszą być. W tygodniu jadamy nieskomplikowaną i niewymagającą w przygotowaniu owsiankę z orzechami, bakaliami i owocami, które akurat mamy pod ręką. W dni, kiedy nie jadę do biura, gotuję dla siebie kaszę jaglaną na słodko. A dla Zuzy płatki jaglane na wodzie z dodatkiem domowego jogurtu i owocowego musu.

Ale gdy nadchodzi weekend, otwieram lodówkę i zastanawiam się w jakiej formie tym razem podać jajka. Podobno dorosły zdrowy człowiek w ciągu dnia może zjeść nie więcej niż dwa jajka. My nadrabiamy w weekend te ilości. Jajecznice, omlety, zapiekane jajka najczęściej nie mieszczą się w dietetycznych wytycznych dla dorosłego zdrowego człowieka;)

Wiosna skapitulowała. Zima nie  chce sobie pójść. W kuchni na parapecie uprawiam szczypiorek, bazylię i natkę pietruszki. I z tęsknoty za ciepłymi dniami gotuję potrawy, które mają w składzie śródziemnomorskie ingrediencje i pachną latem. Pójdźcie też tym tropem i sprawcie sobie na weekendowe śniadanie zapiekany omlet z dużą ilością natki, oliwek, pomidorków i mozzarelli. Może zima sobie pójdzie, gdy poczuje jak pachnie nasze niedzielne śniadanie..?

ZAPIEKANY OMLET A LA CAPRESE

/porcja dla 2 osób/

5 jajek z wolnego wybiegu

2-3 plastry suszonych pomidorów w oliwie

garść zielonych oliwek (użyłam nadziewanych papryką)

5-6 małych kulek mozzarelli

1/2 pęczka natki pietruszki

garść listków bazylii

1 łyżeczka suszonego oregano

1 łyżka sera permigiano regano lub innego typu parmezan

1/2 łyżeczki oleju rzepakowego

1/2 łyżeczki masła

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160ºC. Patelnię z olejem i masłem rozgrzewamy na średnim ogniu.

Żółtka oddzielamy od białek. Natkę i bazylię drobno siekamy. Suszone pomidory kroimy w paseczki, oliwki w plasterki, a mozzarellę w kosteczkę. Wszystkie składniki oprócz żółtek i sera permigiano regano przekładamy do miski z żółtkami. W osobnej misce ubijamy mikserem białka i dodajemy je do żółtek z warzywami i mozzarellą. Mieszamy i przelewamy na rozgrzaną patelnię. Omlet smażymy na średnim ogniu przez około 5 minut. Następnie patelnię przekładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy kolejne 15-20 minut.

Zapieczony omlet posypujemy startym serem permigiano regano, możemy też posypać listkami świeżej bazylii.

Smacznego:)


Leave a comment

Obiad dla wegetarian. Lazania z czerwoną soczewicą i warzywami

dsc_7071

Mężczyźni w naszym domu są typowymi mięsożercami, nad czym boleję, ponieważ sama mogłabym jeść mięso od wielkiego dzwonu. Ale gotując kilka razy w tygodniu dla wszystkich członków rodziny, chcąc nie chcąc, muszę uwzględniać preferencje kulinarne męskiej części. Czasem jednak udaje mi się przemycić warzywa i ugotować danie wegetariańskie, które “udaje” swój mięsny odpowiednik.

Tak się stało w przypadku dzisiejszej propozycji: zamiast mielonego mięsa w sosie pomidorowym (które jest typowe dla lazanie rosso) przygotowałam czerwoną soczewicę w sosie pomidorowym z ziołami. Do tego dołożyłam sporo warzyw. Całość udawała lazanię z mięsem.

Czy z powodzeniem, oceńcie sami.

dsc_6849

WEGETARIAŃSKA LAZANIA Z CZERWONĄ SOCZEWICĄ I WARZYWAMI

/porcja dla 4 głodnych osób/

12 płatów makaronu typu lazania

1 szklanka czerwonej soczewicy

1,5 szklanki pasatty pomidorowej

6-7 pieczarek

1/2 kalafiora ugotowanego na parze, podzielonego na różyczki

1/2 szklanki sera typu feta pokrojonego w kosteczkę

1 mała cukinia

1 szklanka tartej mozzarelli

1 duża cebula

2-3 ząbki czosnku

kilka listków bazylii

1 łyżeczka suszonego oregano

olej rzepakowy

sos beszamelowy wg tego przepisu: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/04/14/zielono-mi-czyli-lasagne-verde/

 

Płaty lazanii obgotowujemy przez ok. 2 minut w osolonej wodzie, odkładamy na półmisek wyłożony czystą i suchą ściereczką.

Pieczarki kroimy w plasterki i podsmażamy na suchej patelni. Przekładamy na talerz. Na patelnię wlewamy 1 łyżkę oleju i podsmażamy cukinię pokrojoną w półplasterki (cukinia powinna pozostać jędrna).

Cebulę i czosnek siekamy, podsmażamy na oleju aż się zezłocą. Soczewicę płuczemy na sitku i dodajemy do cebuli i czosnku, doprawiamy oregano i posiekaną bazylią, wlewamy pasattę i gotujemy ok. 10 minut na małym ogniu. Odkładamy.

Przygotowujemy farsz: Do dużej miski przekładamy ugotowaną soczewicę z dodatkami, pieczarki, cukinię, fetę, kalafiora ostrożnie mieszamy całość.

Na dno żaroodpornej formy wykładamy 3-4 łyżki farszu, który przykrywamy 3-4 płatami lazanii, a następnie znowu kładziemy kilka łyżek farszu. Kontynuujemy przekładankę aż do wyczerpania składników, przy czym ostatnią warstwę powinien stanowić makaron. Na wierzchu rozprowadzamy sos beszamelowy i posypujemy tartą mozzzarellą.

Lazanię pieczemy w temperaturze 180ºC przez ok. 20 minut lub do zrumienienia wierzchu.

Smacznego:)

dsc_6845

dsc_7073


Leave a comment

Na grubym czy cienkim cieście, czyli domowa pizza z tuńczykiem, owczym serem i pomidorami

dsc_0199

Zakopane koniec października.

Przed zmrokiem meldujemy się w “naszym” pensjonacie niedaleko Antałówki. Po rozpakowaniu bagaży, przewinięciu naszej dziewczyny, pakujemy ją w wózek z zamiarem wyruszenia pod Nosal na obiado-kolację. Zuchna zaczyna płakać, po czym zasypia po 3 minutach. Jest 18:30. Wracamy na tarczy. Głodni. Przez telefon zamawiamy margharitę z najpopularniejszej pod Giewontem restauracji-pizzerii. Na grubym cieście, bo tylko takie jest w menu. Zaskakująco smaczną.

Restauracja gdzieś w Polsce.

Na przeszklonych drzwiach wejściowych wisi zadrukowana karta: “Zatrudnimy pizzera”. Przechodzę obok i przez głowę przelatuje mi myśl, że co prawda nie jestem kandydatem do tej posady, ale chętnie zaciągnęłabym się na jeden dzień w takiej knajpie, by asystować owemu pizzerowi i nauczyć się robić pizzę na cienkim cieście.

Co najmniej raz w miesiącu robię domową pizzę. Kombinuję z mąką i dodatkami. Ostatnio zajadamy się pizzą, która zamiast klasycznego pomidorowego sosu ma dodatek pesto: bazyliowego lub z suszonych pomidorów. Co do mąki, to raz używam mąki do ciast drożdżowych, innym razem pszenną mieszam pół na pół z kukurydzianą, czasem dodaję orkiszową lub gryczaną. Jednak od kiedy odkryłam mąkę pszenną do pizzy (typu 00), to z niej właśnie wychodzi mi najsmaczniejszy spód. Czasem z dodatkiem kukurydzianej. Zwykle moje ciasto jest z gatunku tych grubych, ale mam nadzieję (i ambicję), że w przyszłości dojdę do wprawy i zaczną mi wychodzić cienkie i chrupiące spody. Kwestia czasu (?).

Dzisiejszy przepis należy do nieskomplikowanych. Wystarczy mieć pod ręką puszkę tuńczyka i garść dodatków. A czas między wyrastaniem ciasta na pizzę a wałkowaniem i pieczeniem można sobie umilić na przykład malowaniem paznokci. Albo lepiej zabawą z dzieckiem. Lub psem:)

Miłego!

dsc_0203

PIZZA Z TUŃCZYKIEM I OWCZYM SEREM

/dla 4 głodnych osób/

na spód:

3 szklanki mąki pszennej typu 00

1/4 opakowania świeżych drożdży (25 g)

4 łyżki oliwy

2/3 szklanki letniej wody

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

na wierzch:

1/2 szklanki sosu pomidorowego z tego przepisu: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/18/przeglad-lodowki-czyli-pizza-na-pszenno-kukurydzianym-spodzie/

1 puszka tuńczyka w oliwie

8-10 oliwek bez pestek

1/2 szklanki sera owczego, pokrojonego w kostkę

3 średnie pomidory, pokrojone w plasterki

1 kulka mozzarelli, pokrojona w plastry

pieprz

 

Przygotowujemy spód pizzy: w dużej misce rozkruszamy drożdże, dodajemy cukier i letnią wodę, mieszamy, po czym przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na 10-15 minut, by drożdże “ruszyły”.

Po 10-15 minutach do roztworu drożdżowego dodajemy mąkę, sól, oliwę i wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto. W razie konieczności, gdy ciasto jest zbyt twarde dodajemy odrobinę wody lub dodatkową łyżkę oliwy. Ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1h.

Piekarnik nagrzewamy do 210°C.

Po godzinie wyjmujemy ciasto z miski, rozwałkowujemy na duży placek albo kilka mniejszych i kładziemy na rozgrzaną blachę uprzednio wysmarowaną odrobiną oliwy.  Na wierzchu rozsmarowujemy sos pomidorowy, a następnie układamy kawałki tuńczyka (odsączonego z oliwy), pomidory, oliwki i mozzarellę. Posypujemy świeżo mielonym pieprzem.

Pizzę pieczemy w temperaturze 210°C przez ok. 13-14 minut, do zrumienienia brzegów.

Smacznego:)

dsc_0212


Leave a comment

Z cyklu: leniwe weekendowe śniadania, czyli jajka zapiekane z szynką serrano, mozzarellą i rukolą

DSC_5429

Jak wiecie, darzę płomiennym uczuciem magazyn Kukbuk, który trafia do mojej skrzynki na listy co dwa miesiące. Wielbię Kukbuka przede wszystkim za przepiękne zdjęcia i oczywiście za niebanalne przepisy kulinarne. Lubię też felietony stałych autorów magazynu, takich jak Agata Wojda i Maciej Nowak, które rzecz jasna kręcą się wokół kuchni i przyprawione są zawsze szczyptą humoru. Z tych też powodów (a zaręczam, że to nie jedyne:)) z wytęsknieniem wyglądam pani listonoszki, która w połowie miesiąca przywozi mi w koszyku na swoim (służbowym?) rowerze Kukbuka. Uwielbiam przeglądać jego kolejne strony, gdy “jeszcze ciepły” wciąż pachnie farbą drukarską.

Jest też coś, co mnie ostatnimi czasy łączy z Kukbukiem, przynajmniej w sferze mentalnej. Jego hasło przewodnie to “Zawsze głodni”. Od kiedy karmię piersią również jestem wiecznie głodna i jakoś ciężko mi uwierzyć w to, że matka karmiąca potrzebuje dziennie dodatkowo zaledwie 500 kalorii:)

Czasem zaglądam do internetowego wydania magazynu, równie bogatego w piękne fotografie i przepisy, co publikacja papierowa. Tym razem Kukbuk razem z marką Fiskars ogłosił konkurs pt. “Zostań szefem Kukbuka”. Polega on na dodaniu swojego przepisu wraz ze zdjęciem potrawy, a w każdym miesiącu tematem jest jakiś składnik lub rodzaj dania. Postanowiłam stanąć w szranki i ja. Tematem czerwca są śniadania, które na moim blogu przybierają postać cyklu Leniwe weekendowe śniadania. Tym sposobem zaserwowałam Kukbukowi moje autorskie jajka zapiekane z szynką długodojrzewającą, mozzarellą i rukolą.

Spróbujcie i Wy tych pyszności, a jeśli znajdziecie chwilę czasu w czerwcu, będzie mi bardzo miło, jeśli zagłosujecie na mój przepis. Wystarczy się zarejestrować i zagłosować. Link znajdziecie tutaj:

http://kukbuk.com.pl/konkurs/9117

DSC_5432

JAJKA ZAPIEKANE Z SZYNKĄ SERRANO, MOZZARELLĄ I RUKOLĄ

/przepis dla 2 osób/

2 duże jajka “0”

2 plastry szynki serrano lub innej długodojrzewającej

1 kulka mozzarelli

3 łyżki startego parmezanu

1 garść rukoli

1 łyżeczka posiekanego szczypiorku

2 łyżki jogurtu naturalnego

masło do wysmarowania ramekinów

 

Piekarnik nagrzewamy do 160ºC (termoobieg). Ramekiny smarujemy w środku masłem, dodajemy do każdego po łyżce jogurtu. W ramekinach umieszczamy po plastrze szynki, tak, by brzegi wystawały na bokach foremek. Na szynce układamy mozzarellę pokrojoną w kawałki, listki rukoli, a następnie wbijamy po jajku do każdej foremki, posypujemy parmezanem, solimy i pieprzymy do smaku.
Ramekiny umieszczamy w piekarniku i pieczemy w temperaturze 160 st. C przez około 15 minut (lub dłużej, jeśli chcemy bardziej ścięte żółtko). Przed podaniem jajka posypujemy szczypiorkiem.

Smacznego:)

DSC_5431

DSC_5433

DSC_5434


Leave a comment

Zielono mi, czyli lasagne verde

DSC_5344Jednym ze sztandarowych dań kuchni włoskiej jest lazania. Wśród nich królują dwie damy: lasagne rosso (czyli czerwona, z pomidorami) i lasagne verde (zielona, ze szpinakiem). Przyszła wiosna i nasz organizm domaga się większej ilości zieleniny, a za chwilę nowalijek. Póki co, przez cały rok mamy pod ręką szpinak, bogaty w żelazo, witaminy i antyoksydanty.

Szperam w Sieci i czytam, że szpinak “odkryli” w średniowieczu Arabowie podczas jednej z wypraw do Persji. Znacznie później szpinak trafił do Europy i został na początku swej kariery na starym kontynencie uznany za warzywo lecznicze.

Dzisiejszy przepis to połączenie szpinaku z czterema serami podane właśnie w towarzystwie płatów lazanii i sosu beszamelowego. Zwykle przygotowuję lazanię z mięsem indyczym i sosem pomidorowym, tym razem naszła mnie ochota na wersję wege ze szpinakiem i aż czterema rodzajami sera.

Zieleń rządzi na polu i na talerzu:)

DSC_5340

LAZANIA ZE SZPINAKIEM I CZTEREMA SERAMI POD BESZAMELEM

/porcja dla 4 osób/

10-12 płatów lazanii

2 cebule

3 ząbki czosnku

200 g świeżego szpinaku baby

200 g sera feta

250 g chudego twarogu

125 g tartej mozzarelli

250 g sera ricotta

6-7 średnich suszonych pomidorów w zalewie

sól, pieprz

olej do smażenia

na sos beszamelowy:

1/4 kostki masła

ok. 3/4 szklanki mąki

ok. 1 szklanki mleka

duża szczypta gałki muszkatołowej

pieprz, sól

 

Cebulę i czosnek drobno siekamy i wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem (łyżka), podsmażamy ok. 3-4 minut, a następnie dodajemy umyty i osuszony szpinak. Całość dusimy do momentu aż szpinak zwiędnie. Przyprawiamy do smaku pieprzem i solą. Odstawiamy.

W dużej misce umieszczamy wszystkie rodzaje sera, przy czym odkładamy na później 1/2 opakowania mozzarelli, sery rozdrabniamy widelcem, dodajemy pokrojone na cienkie plasterki suszone pomidory. Mieszamy całość i przyprawiamy do smaku pieprzem i odrobiną soli (feta jest bardzo słona).

Płaty lazanii obgotowujemy przez ok. 2 minut w osolonej wodzie, odkładamy na półmisek wyłożony czystą i suchą ściereczką.

Przygotowujemy sos beszamelowy: w rondelku na małym ogniu roztapiamy masło, po czym dodajemy mąkę cały czas mieszając. Gdy składniki się połączą dolewamy po trochu mleka i nadal mieszamy. Pod koniec doprawiamy gałką muszkatołową oraz odrobiną pieprzu i soli.

Na dno żaroodpornej formy wykładamy 2 łyżki szpinaku, następnie kilka łyżek mieszanki serów i wygładzamy powierzchnię, którą przykrywamy 3-4 płatami lazanii. Kontynuujemy przekładankę aż do wyczerpania składników, przy czym ostatnią warstwę powinien stanowić makaron. Na wierzchu rozprowadzamy sos beszamelowy i posypujemy pozostałą mozzzarellą.

Lazanię pieczemy w temperaturze 180ºC przez ok. 20 minut lub do zrumienienia wierzchu.

Smacznego:)

DSC_5346

DSC_5343