gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Ekspresowe curry z kalafiorem, szpinakiem, indykiem i ciecierzycą

Od kilku miesięcy pałam płomienną miłością do tej mieszanki przypraw. Intensywnie żółte curry, bo o nim mowa, mogłabym jeść przynajmniej kilka razy w tygodniu. Curry na mleku kokosowym to kwintesencja comfort food w wersji orientalnej. Rozgrzewa, otula i daje przynajmniej namiastkę poczucia bezpieczeństwa i trwałości świata. A w dodatku jest łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Dziś proponuję Wam curry w wersji dla mięsożerców, choć wegetarianie i weganie mogą również skorzystać z tego pomysłu nie dodając do garnka indyka. Ten przepis to luźne połączenie inspiracji z dwóch przepisów znalezionych w Sieci. Warzywna część tego kociołka jest wariacją przepisu Patrycji z Truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com, zaś dodatek w postaci ciecierzycy obtoczonej i podsmażonej w curry pochodzi wprost z bloga Ani Strawberriesfrompoland.pl.

Jak każde curry, tak i to najlepiej podać z ryżem basmati. I jak każde curry, również i ta wersja smakuje jeszcze lepiej następnego dnia po przygotowaniu, gdy smaki się przegryzą. O ile zostanie trochę na następny dzień;)

CURRY Z KALAFIOREM, SZPINAKIEM, INDYKIEM I CIECIERZYCĄ

/inspirowane przepisami z http://www.truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com oraz http://www.strawberriesfrompoland.pl

300 g filetu z piersi indyka

2 szklanki ciecierzycy ugotowanej w osolonej wodzie

¼ kalafiora podzielonego na różyczki 200 g świeżego szpinaku, umytego i wysuszonego w wirówce do sałaty
2 ząbki czosnku, posiekane
1 kawałek imbiru (ok. 1 cm), starty na tarce
1 łyżeczka czerwonej, tajskiej pasty curry

1 mała cebula, posiekana
1 łyżka sosu sojowego

1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka oleju rzepakowego
1 puszka mleka kokosowego

¼ łyżeczki trawy cytrynowej

dodatkowo do podania:

½ szklanki ugotowanej ciecierzycy

1 łyżeczka curry w proszku

1 łyżeczka oleju rzepakowego

1/3 pęczka natki pietruszki, posiekanej

ryż basmati

 

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej rzepakowy, a następnie dodajemy filet z indyka pokrojony na małe kawałki. Smażymy aż mięso zmięknie, ok. 15 minut.

Następnie dodajemy czosnek, imbir, cebulę, pastę curry i smażymy na małym ogniu przez 7-8 minut, mieszając od czasu do czasu. Następnie wrzucamy kalafiora. Smażymy krótko zwiększając nieco ogień. Mieszamy, aż różyczki kalafiora obtoczą się w przyprawach.

Następnie zalewamy całość szklanką zimnej wody, dodajemy sos sojowy i sos rybny oraz szpinak. Dusimy do miękkości kalafiora. Następnie całość zalewamy mlekiem kokosowym, doprawiamy trawą cytrynową i dodajemy 2 szklanki ciecierzycy. Curry gotujemy na wolnym ogniu przez 10-15 minut do pożądanej gęstości sosu.

Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oleju, wrzucamy pozostałe ½ szklanki ciecierzycy i posypujemy curry. Smażymy na wolnym ogniu mieszając, aby ciecierzyca dokładnie obtoczyła się w curry i nieco „wysuszyła się”.

Gotowe curry wykładamy na talerze, posypujemy natką, dodajemy ryż basmati i ciecierzycę obtoczoną w curry.

Smacznego:)

Advertisements


2 Comments

Jaglanka na mleku sojowym z karmelizowanymi śliwkami

W naszym domu panuje święta zasada: bez śniadania nie ma wyjścia z domu. W tygodniu bladym świtem S. gotuje owsiankę, którą dzieli się ze mną w te dni, kiedy jadę do biura. Do talerza z owsianym dobrem dorzucamy owoce, które akurat są pod ręką, zwykle są to gruszki, banany lub winogrona. W lecie na talerzu królują zaś sezonowe owoce.

Poranki, gdy nie jadę do biura są znacznie wolniejsze i bardziej kreatywne kulinarnie. Od kilku miesięcy śniadania jadamy wspólnie z Zu: to, co ląduje na moim talerzu, ląduje również na talerzyku mojej córki, tyle, że w wersji przystosowanej do małego brzuszka.

Nie należę do matek ślepo zapatrzonych w sklepowe półki ze specjalistycznymi produktami dla niemowląt i dzieci. Zu nie jada deserków owocowych w słoiczkach (z jednym wyjątkiem – podaję jej suszone śliwki na zaparcia), kaszek “na dobranoc” w kartonikach i innych wynalazków. Mała je trzy rodzaje mleka w różnych proporcjach: rano i wieczorem mamine, do śniadania kawę z mlekiem krowim, a na kolację zwykle niedosładzaną sklepową kaszkę na mleku modyfikowanym.

W te dni, gdy zostajemy razem w domu, zwykle jadamy kaszę jaglaną, placuszki lub jajecznicę. Jagły serwuję na mleku krowim lub kokosowym, do tego rozmaite dodatki, takie jak świeże owoce, starte migdały, odrobina miodu.

Jaglanka z dzisiejszego przepisu również nadaje się dla maluchów, lecz z małymi wyjątkami. Mleko sojowe najlepiej zastąpić krowim lub kokosowym (bez zbędnych dodatków, tylko kokos i woda, np. moje ulubione Real Thai), a orzechy najlepiej drobno posiekać lub zetrzeć na tarce (w wersji dla młodszych dzieci). Do tego duszone śliwki z cynamonem i ksylitolem i wspólne śniadanie gotowe.

Zatem smacznego w miłym towarzystwie:)

JAGLANKA NA MLEKU SOJOWYM Z KARMELIZOWANYMI ŚLIWKAMI

/przepis dla 2 osób/

1 szklanka kaszy jaglanej (suchej)

2 szklanki mleka sojowego

1/4 szklanki wody

garść migdałów

garść nerkowców

5-6 śliwek (najlepiej węgierek)

1 łyżeczka ksylitolu

1/5 łyżeczki cynamonu

 

Kaszę gotujemy do miękkości  na mleku sojowym. Rondelek z kaszą przykrywamy pokrywką i okrywamy ręcznikiem, by niewystygła. Przygotowujemy karmelizowane śliwki: śliwki pozbawiamy pestek i dzielimy na małe kawałki, przekładamy na patelnię i dusimy z ksylitolem na małym ogniu, aż puszczą sok  i nieco się rozpadną. Dodajemy cynamon.

Do talerzy przekładamy kaszę, dorzucamy orzechy i migdały, dodajemy karmelizowane śliwki.

Smacznego:)


Leave a comment

Ketchup dyniowo-paprykowy Babci Natalii

Jakiś czas temu moja serdeczna koleżanka Natalia przy okazji wizyty u nas podarowała nam słoiczek domowych przetworów. W środku były zamknięte jesienne aromaty: dyni, papryki, cebuli i mnóstwa ziół. Okazało się, że dostaliśmy w prezencie ketchup. Ale nie taki zwykły pomidorowy. Ketchup powstał w kuchni Babci Natalii, która jest znaną w Błoniu czarodziejką kulinarną. Co tu dużo mówić, wieść o jej talentach kulinarnych już dawno przekroczyła granice Błonia. Pani Joanna piecze pyszne ciasta i torty, i jak się okazuje również robi przepyszne przetwory.

Oczywiście nie zawahałam się, by zapytać Natalię o to, czy Babcia zechce zdradzić tajniki przygotowania swego dyniowego ketchupu. I udało się:) Dziś zatem daję Wam na zawsze (za zgodą Autorki) recepturę na to ketchupowe cudo. Wspaniale smakuje z serem, wędlinami, grillowanym mięsem. Sprawdza się świetnie jako sos do spaghetti czy alternatywa sosu pomidorowego do pizzy.

Słoiczki z tym ketchupem to kolejne w mojej kuchni domowe przetwory, które wylądowały w spiżarni obok przecieru pomidorowego i ajvaru. Robię zapasy. Wygląda na to, że zima będzie sroga…

KETCHUP DYNIOWO-PAPRYKOWY

/wg przepisu pani Joanny – Babci Natalii, z moimi modyfikacjami/

3 kg dyni (użyłam Hokkaido)

1 kg papryki czerwonej

1 kg cebuli

2 płaskie łyżki cukru

1/2 szklanki octu winnego białego

2 łyżki otartego oregano

2 łyżki bazylii (użyłam świeżej, drobno posiekanej)

1 łyżeczka curry

1 łyżeczka ostrej papryki

1/2 łyżeczki chilli

3 łyżki soli

3 słoiczki (po 200 g) koncentratu pomidorowego 30%

 

Dynię obieramy, kroimy w kostkę, posypujemy 1,5 łyżki soli, przekładamy do garnka i pozostawiamy na 2h. Po tym czasie odlewamy wodę z dyni i gotujemy do miękkości, aż dynia się rozpadnie.

Z papryki usuwamy gniazda nasienne, kroimy w paski, przekładamy do osobnego garnka. Cebulę obieramy, drobno siekamy i dorzucamy do papryki. Warzywa posypujemy 1,5 łyżki soli i pozostawiamy na 2h. Następnie odlewamy wodę z papryki i cebuli i gotujemy do miękkości.

Po ugotowaniu wszystkich warzyw łączymy je w jeden garnek i krótko miksujemy. Następnie dodajemy przyprawy i koncentrat pomidorowy. Całość mieszamy drewnianą łyżką i gotujemy na małym ogniu przez ok. 30-40 minut (bez pokrywki, by nadmiar wody wyparował).

Tak przygotowany, gorący ketchup przekładamy do wyparzonych słoików, które ustawiamy do góry dnem i przykrywamy kocem. Gdy ostygną, odwracamy słoiki.

Z podanej ilości składników wychodzi ok. 8 słoików o pojemności 300 ml.

Smacznego:)


2 Comments

Rozgrzewające śniadanie. Kremowa jaglanka na mleku kokosowym z masłem orzechowym i borówkami

Należę do tych, którzy nie wychodzą z domu bez śniadania. I do tych, którzy bezpowrotnie stracili nadzieję na złotą polską jesień w tym roku.

W Tatrach spadł śnieg, a na Mazowszu wieje zimny wiatr i niemal bez ustanku pada deszcz. Wygrzebuję z najdalszych czeluści garderoby przepastne pudła, z których wyciągam golfy, ciepłe swetry i polary. Na ich miejsce z nostalgią kładę T-shirty, sukienki i szorty mrucząc pod nosem “to se ne vrati. Już nie w tym roku”.

Nasze śniadania zaczynają być coraz bardziej rozgrzewające. S. w tygodniu o 6:30 przyrządza owsiankę, w której ląduje więcej pożywnych bakalii i orzechów. W dni, gdy nie jadę do biura i pracuję w domu przygotowuję kaszę jaglaną na mleku, którą wcinamy na spółkę z Zu. Czasem jest to wersja na mleku kokosowym, ale zwykle króluje jaglanka na mleku krowim. Nasza dziewczyna zajada kaszę jaglaną z mielonymi migdałami, suszonymi śliwkami i owocami, a ja dorzucam do swojej porcji garść fistaszków i masła orzechowego.

Tak też powstała dzisiejsza receptura. Przygotowanie jaglanki na śniadanie zajmuje jakieś pół godziny. W czasie, gdy w rondelku wesoło pyrka kasza, przygotujcie dodatki: sezonowe owoce, orzechy, najrozmaitsze bakalie. A gdy rozgrzewające jagły będą już gotowe, dorzućcie je do nich. Nie żałujcie sobie tego dobra:)

KREMOWA JAGLANKA NA MLEKU KOKOSOWYM Z MASŁEM ORZECHOWYM I BORÓWKAMI

/przepis na 2 porcje/

1 szklanka suchej kaszy jaglanej

1 szklanka mleka kokosowego

1 szklanka wody

3 łyżki masła orzechowego

garść obranych fistaszków

garść migdałów

2 suszone figi, posiekane

kilka nerkowców

3/4 szklanki borówek amerykańskich

 

Kaszę płuczemy na sitku przelewając ją gorącą wodą (by pozbyć się goryczki), a następnie przekładamy do rondelka i zalewamy mlekiem kokosowym i wodą. Gotujemy na małym ogniu przez ok. 20-25 minut do uzyskania kremowej konsystencji. Jeśli uznacie, że kasza jest zbyt sucha, dolejcie mleka i gotujcie jeszcze 2-3 minuty na małym ogniu.

Ugotowaną kaszę przekładamy na talerze, dodajemy masło orzechowe, orzechy i bakalie. Posypujemy borówkami. Podajemy natychmiast.

Smacznego:)


1 Comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: zupa dyniowa z ryżem basmati

Nasza córeczka na wiosnę tego roku pożegnała się z jedzeniem słoiczkowym. Postanowiłam sama gotować jej obiadki, bo w kupnych daniach głównie znajdowałam marchewkę i ryż. Najtańsze zapychacze, które dodatkowo powodowały zaparcia. Pamiętam moją rozpacz (i co tu dużo mówić, również złość), gdy dumna i blada ugotowałam Zu pierwszą domową zupkę. Soczewicową. Maleństwo miało wówczas jakieś 12-13 miesięcy. Podałam jej pierwszą łyżeczkę, a ona… wypluła całą zawartość. To samo za drugim razem. I za trzecim. Zu kategorycznie odmówiła skosztowania matczynej kuchni.

Kolejne próby karmienia naszej dziewczyny moją autorską kuchnią nastąpiły niebawem. I okazało się, że jest coraz lepiej. Ziazia zaczęła zajadać krupniczek z mięsem indyczym, zupę brokułową czy rybę gotowaną na parze z warzywami. Później przyszedł czas na spaghetti pełnoziarniste z mozzarellą i sosem pomidorowym, pulpeciki z indyka i cukinii, krupnik, zupę z zielonego groszku czy zupę kalafiorową. Co więcej, zdaje się, że Ziazia stała się wielbicielką zup. Aczkolwiek moja córcia nadal odmawia jedzenia zupy pomidorowej. Chyba ma to po mnie. Gdy byłam pacholęciem jadłam pomidory, ale nie tolerowałam zupy pomidorowej:)

Dziś ze słoiczków korzystamy jedynie wyjątkowo, podczas wyjazdów. I żelaznym punktem tygodniowego jedzeniowego rozkładu jazdy jest suszona śliwka w słoiczku, którą (z innymi owocami, np.  jabłkiem, bananem lub gruszką) dodaję czasem do kaszy jaglanej na śniadanie lub do gotowej kaszki na kolację.

Na targu pojawiły się już dynie, co niechybnie zwiastuje początek jesieni. Na straganach żółcą się moje ulubione zgrabne Hokkaido. Nic tylko brać, obierać i siekać. Na sos do lazanii, na ciasto, na ketchup, na zupę.

Dynia, która jest słodka w smaku doskonale nadaje się na pożywną jesienną zupę. Nie tylko dla dorosłych, ale również dla ponad półtorarocznych szkrabów. Odrobina imbiru i kurkumy rozgrzewa, a dodatek w postaci drobno posiekanej natki pietruszki gwarantuje, że naszemu dziecku zapewniamy dzienną porcję żelaza i witamin. Tak przygotowaną zupę możemy podzielić na dwie porcje, jedną dać szkrabowi, a drugą doprawić “po dorosłemu”. Pieprzem, solą, dodatkową ilością imbiru i mlekiem kokosowym.

ZUPA DYNIOWA Z RYŻEM BASMATI

/przepis na 3 małe porcje/

3 szklanki obranej i pokrojonej w kostkę dyni Hokkaido

1/2 średniej cebuli

1 mała marchewka

1 mała pietruszka

1/2 małego selera

1/2 cm korzenia świeżego imbiru

1 liść laurowy

1 ziele angielskie

10 ziarenek kolendry

2 ziarenka pieprzu kolorowego

olej rzepakowy

garść natki pietruszki

2 łyżki ugotowanego w nieosolonej wodzie ryżu basmati

 

Cebulę drobno siekamy. Imbir ścieramy na tarce. Marchewkę, pietruszkę i seler kroimy w słupki. Wszystkie warzywa oraz dynię zalewamy 1l wody źródlanej, dodajemy liść laurowy, ziele angielskie i pieprz. Gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie.

Następnie doprawiamy zupę roztartymi w moździerzu ziarnami kolendry, dodajemy łyżeczkę oleju rzepakowego i krótko miksujemy przy pomocy blendera. Zupę podajemy z ryżem basmati, wierzch posypujemy drobno posiekaną natką pietruszki.

Smacznego:)


Leave a comment

Pomidorowy magnat, czyli najprostszy domowy przecier pomidorowy

Nad Mazowszem od tygodni wisi wielka chmura, z której niemal bez przerwy pada deszcz. Nasza tarasowa uprawa pomidorów jest mocno zagrożona: brak słońca, niskie temperatury i strugi deszczu lejące się z nieba sprawiły, że część pomidorów zamiast dojrzeć zgnije. To, co uda się wyhodować ze smakiem zjada Zu. A nasze pomidorki, choć niewielkie, mają w sobie wyjątkowo dużo słodyczy.

Na bazarku kupujemy pomidory od lokalnego rolnika, chyba magnata pomidorowego, bo na jego straganie królują wyłącznie one. Coś jest na rzeczy, bo nawet S. zaczął nazywać rolnika panem Pomidorem;) Pan Pomidor ma w asortymencie zwykłe, polne i malinowe oraz podłużne zwane Lima. Te ostatnie z racji niewielkiej ilości wody znakomicie nadają się na przetwory. Robię z nich najzwyklejszy przecier pomidorowy, który zimą będzie bazą dla zupy pomidorowej, sosu do makaronu czy do pizzy.

Pomidory z dodatkiem soli duszę kilka godzin na wolnym ogniu, by wyparował z nich nadmiar wody. Gdy pomidory są gotowe wlewam je do wyparzonych słoików. Nie przecieram przez sito, wmawiając sobie, że lubię z pestkami, ale w gruncie rzeczy robię to z lenistwa/braku czasu. Gdy słoiki wystygną, znoszę je do piwnicy, gdzie wciskam je pomiędzy słoje z kiszonymi ogórkami mojej Mamy (są najlepsze na świecie, uwierzcie mi na słowo:)) a rzędem słoików z mojej radosnej produkcji przetwórczej.

DOMOWY PRZECIER POMIDOROWY

3 kg dojrzałych pomidorów (najlepiej odmiana Lima)

1 łyżka soli do przetworów

 

Pomidory sparzamy wrzątkiem (można je wcześniej naciąć “na dupce”, by skórka łatwiej schodziła), kroimy na drobne kawałki i wrzucamy do dużego garnka. Dodajemy sól i krótko zagotowujemy, a następnie dusimy na małym ogniu przez ok. 3-4h. Jeśli chcemy idealnie gładki klasyczny przecier bez pestek, pomidory przecieramy przez sito.

Gorące pomidory przekładamy do wyparzonych i suchych słoików, zakręcamy, odwracamy do góry dnem i przykrywamy kocem. Pozwalamy im całkowicie wystygnąć, po czym odwracamy słoiki. Tak przygotowany przecier można przechowywać w spiżarce całą zimę.

Z podanych proporcji otrzymamy ok. 6 słoików o pojemności 300 ml.

Smacznego:)


Leave a comment

Sałatka rodzinna, czyli pieczone buraki z serem manouri, orzechami włoskimi i rukolą

Koniec lata obrodził w naszym domu w buraki i buraczki. Dla Zu gotowałam botwinkę, którą zabielałam jogurtem greckim i posypywałam drobno posiekanym koperkiem. Dla całej naszej trójki piekłam natomiast buraki, które następnie lądowały w sałatce. Zajadaliśmy się nią średnio raz w tygodniu, na późny obiad lub wczesną kolację. Nasza mała Ziazia dostawała wersję tej sałatki z twarogiem (zamiast słonego owczego sera), skropioną samym olejem lnianym bez dodatków. Ja z S. pałaszowaliśmy buraki z ostro-słodkim dressingiem na bazie oleju, musztardy i miodu, posypane serem manouri (łagodny w smaku ser z mleka owczego), kozim twarożkiem lub fetą. Soczysta pomarańcza i chrupiące orzechy dopełniały całość. A ta była pyszna.

Kiedy byłam mała nie przepadałam za burakami. Mimo, że są słodkie, ich smak nie przemawiał do mnie. W zasadzie dopiero w ciąży poszłam po rozum do głowy. Gdy okresowo wykonywane wyniki badań niezmiennie wskazywały, że mam lekką anemię, sięgnęłam po buraki.

Mają one właściwości krwiotwórcze i wzmacniają układ krwionośny dzięki czemu zapobiegają anemii. Buraki to również bogactwo kwasu foliowego (tak potrzebnego do prawidłowego rozwoju płodu). Zawarte w burakach związki wpływają na obniżenie ciśnienia i złego cholesterolu. Wygląda na to, że buraki to kolejne rodzime warzywo, które powinno zasłużyć na miano super food:)

SAŁATKA Z PIECZONYMI BURAKAMI, SEREM MANOURI I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 3 osób/

3 szt. średnich buraków

1/2 dużej pomarańczy

1/2 szklanki pokruszonego sera manouri lub rolady koziej

1/2 szklanki obranych orzechów włoskich

3 garście rukoli lub ulubionych sałat

dressing:

sok z 1/2 pomarańczy

1 łyżeczka musztardy francuskiej

1 łyżeczka miodu

1/5 łyżeczki pieprzu kolorowego świeżo mielonego

olej lniany

do posypania:

biały sezam

pestki dyni

 

Buraki myjemy, osuszamy i owijamy w folię aluminiową. Pieczemy przez ok. 1h w piekarniku nagrzanym do temperatury 200ºC. Odwijamy z folii i zostawiamy do wystudzenia.

Pomarańczę obieramy, usuwamy białe błonki i kroimy na niewielkie cząstki. Rukolę/sałatę myjemy i osuszamy.

Sezam i pestki dyni lekko prażymy na suchej patelni.

Wszystkie składniki dressingu łączymy ze sobą w szklance i odstawiamy na bok.

Na talerzach kładziemy rukolę/sałatę, na niej ostudzone buraki pokrojone w plastry, dodajemy cząstki pomarańczy i pokruszony ser, posypujemy orzechami. Tak przygotowaną sałatę polewamy dressingiem i posypujemy sezamem i pestkami dyni. Podajemy natychmiast.

Smacznego:)