gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Testowanie przepisów. Sernik tropikalny z migdałami

DSC_0191

DSC_0203

Na fali mojej fascynacji fotografią i kulinariami w 2012 roku zakupiłam pierwszą książkę Elizy Mórawskiej, czyli Liski, ponoć najpopularniejszej blogerki kulinarnej w rodzimej blogosferze. Ta książka to “White Plate. Słodkie”. Przetestowałam już szarlotki, brownie, ciasta orzechowe, marchwiaka… Jestem w trakcie eksperymentów z sernikami, które, choć są bardzo efektowne, to jednak kapryśne i wymagające (lubią “siadać”). Mentalnie przymierzam się do przepisów na torty i – może kiedyś, na emeryturze – croissantów domowej roboty:)

Póki co, zapraszam na efekty weekendowego pieczenia, czyli sernik tropikalny z migdałami wg przepisu ze wspomnianej książki Liski. Sernik jest bardzo wilgotny i najlepiej smakuje w dniu pieczenia. Kiepsko znosi przechowywanie w lodówce, tym bardziej, że spód to połączenie biszkoptów, dżemu i odrobiny masy serowej.

 

DSC_0205

DSC_0227

SERNIK TROPIKALNY Z MIGDAŁAMI

na spód:

100 g biszkoptów

3 łyżki dżemu pomarańczowego (użyłam konfitury)

na masę serową:

1 kg twarogu sernikowego (użyłam gotowy z wiaderka)

170 g cukru (w oryginale 200 g)

4 jajka

50 g mielonych migdałów

200 g suszonych owoców tropikalnych (ananas, mango, papaja, etc.)

50 g dżemu pomarańczowego (użyłam konfitury)

 

Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia i smarujemy odrobiną masła. Suszone owoce zalewamy dwiema szklankami wody i gotujemy ok. 20 minut, aż będą miękkie, następnie dokładnie suszymy, po czym łączymy z dżemem pomarańczowym.

Ser miksujemy, dodając stopniowo cukier i po jednym jajku. Pod koniec miksowania dodajemy owoce wymieszane z dżemem. Piekarnik nagrzewamy do 210°C.

Biszkopty kruszymy i rozcieramy na drobne kawałeczki, dodajemy do nich 4 łyżki masy serowej, a następnie wylepiamy nimi tortownicę. Na tak przygotowany spód, wlewamy masę serową. Na wierzchu układamy po 1/2 łyżeczki konfitury pomarańczowej.

Sernik wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 210°C,po czym zmniejszamy temperaturę do 160°C i pieczemy przez 1h. Sernik zostawiamy w piekarniku do czasu ostudzenia piekarnika (ok. 1/2h). Po tym czasie uchylamy drzwiczki piekarnika i pozwalamy sernikowi całkowicie wystygnąć. Wówczas jest szansa, że nie “siądzie”.

Smacznego:)

DSC_0198

DSC_0229

DSC_0200

DSC_0218

DSC_0297

DSC_0301

DSC_0306

DSC_0211

DSC_0300

Advertisements


Leave a comment

Mamine placki z jabłkami

DSC_0229

Nadal mamy fazę na jabłka. Niepryskane, ekologiczne antonówki z własnej jabłoni to w dzisiejszych postindustrialnych czasach prawdziwy rarytas. Gdy zjeżdżamy na weekend do B., prosimy moją Mamę, aby przygotowała na sobotni obiad placki z jabłkami. Sobotnie kucharzenie to Jej domena, w niedzielę to ja tłukę garami po rodzicielskiej kuchni:) Mama nie daje się zbyt długo prosić i po dostarczeniu antonówek, z gracją zabiera się do przygotowywania ciasta na jabłkowe placki. Ostatnio wzbogaciła ingrediencje swojego autorskiego przepisu jogurtem naturalnym. Dzięki tej modyfikacji placki są jeszcze bardziej delikatne i, co tu dużo mówić, jeszcze smaczniejsze.

Dziś zgodziła się zdradzić Wam na łamach bloga ten pyszny przepis. Mama smaży,  ja fotografuję, panowie konsumują. Zapraszam:)

DSC_0218

DSC_0216

PLACKI Z JABŁKAMI MOJEJ MAMY

/dla 4-5 głodnych osób/

8 antonówek

2 jajka

ok. 1 szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią

1 duży jogurt naturalny

1/2 szklanki mleka

2 łyżki cukru

szczypta soli

olej ryżowy do smażenia

 

Jajka roztrzepujemy trzepaczką z proszkiem do pieczenia, oba rodzajami cukru i szczyptą soli. Następnie dodajemy mleko, jogurt i ponownie mieszamy trzepaczką. Następnie dodajemy mąkę i rozcieramy masę, by była gładka, bez grudek. Do masy dodajemy starte na tarce o dużych oczkach jabłka, mieszamy całość do uzyskania gładkiej, kleistej masy.

Placki smażymy na rozgrzanej patelni z dodatkiem kilku kropel oleju ryżowego, po ok. 1-1,5 minuty z każdej strony.

Przed podaniem odsączamy placuszki z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

Placki podajemy sauté lub z odrobiną cukru pudru.

Smacznego:)

 

DSC_0189

DSC_0201

DSC_0240

DSC_0206

DSC_0235

DSC_0193

DSC_0224

DSC_0213

DSC_0223


Leave a comment

Najprostsza zupa kurkowa

DSC_0180

Początek jesieni. Sezon na grzyby trwa. Na bazarach obok wszechobecnych kurek pojawiły się niedawno maślaki i borowiki. Jako ignorantka grzybowa, trafiając do lasu zbieram wyłącznie kurki, ponieważ tylko te grzyby potrafię odróżnić od innych i wiem, że dzięki temu nie popełnię błędu, który mógłby mnie sporo kosztować.

W prawdziwym lesie byłam jednak wieki temu, więc póki co, w kurki zaopatruję się na bazarkach i targowiskach. Dziś polecam zupę kurkową z ziemniakami, której przygotowanie jest niezwykle proste i szybkie. Smakuje wybornie, spróbujcie.

DSC_0156

ZUPA Z KUREK I ZIEMNIAKÓW
/porcja dla 2-3 osób/
1,5 l wywaru jarzynowego
1 cebula
3-4 ziemniaki
2 łyżki oliwy z oliwek
250 g kurek, umytych i oczyszczonych
sól, pieprz,
1/2 łyżeczki suszonego majeranku
1/2 szklanki jogurtu greckiego
natka pietruszki

 

Cebulę obieramy, siekamy w kosteczkę i wrzucamy do garnka z rozgrzaną oliwą. Dusimy ok. 5 minut do zezłocenia. Następnie do cebuli dodajemy ziemniaki i kurki, dusimy ok. 10 minut. Po tym czasie zalewamy wywarem jarzynowym i gotujemy do czasu, aż ziemniaki będą miękkie.
Zupę doprawiamy do smaku solą, pieprzem oraz majerankiem.
Przed podaniem dodajemy jogurt grecki i posypujemy natką pietruszki.
Smacznego:)

DSC_0196

P.S. Przepis pochodzi z bloga Whiteplate.com.

DSC_0160

DSC_0182


Leave a comment

Tarta z owocami jagodowymi

DSC_0441

Koniec lata. Jestem zdziwiona, wręcz oburzona (sic!), że o godz. 20ej na polu (czytaj: na dworze) jest już ciemno. Powoli czuć nadchodzącą jesień. Poranne promienie słońca padają już pod innym kątem, a pod wieczór mienią się inaczej, złociście. Na chodnikach i w ogrodzie coraz częściej dostrzegam zwiędłe liście. Po powrocie z pracy coraz trudniej robić zdjęcia na blacie kuchennym, bo zastane światło już nie jest takie cudowne, jak w środku lata i zmrok zapada szybciej. Na bazarach co prawda wciąż mamy wysyp jabłek i pomidorów, lecz coraz częściej to śliwki zaczynają wieść prym na straganach. Wszystko płynie. Zwłaszcza czas:)

Na otarcie łez i pożegnanie lata proponuję dziś słodką tartę z owocami jagodowymi: borówkami amerykańskimi i jeżynami. To ostatni moment, by delektować się ich słodko-kwaskowatym smakiem.

DSC_0459

DSC_0435

TARTA Z OWOCAMI JAGODOWYMI

na ciasto:

350 g mąki

1 kostka masła

50 g cukru trzcinowego

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

1 jajko

1 łyżeczka jogurtu naturalnego

na nadzienie:

300 g owoców jagodowych (borówki amerykańskie, jeżyny, etc.)

1/2 kostki masła

100 g cukru pudru

2 łyżki cukru trzcinowego

15 dag mąki

2 jajka

5 dag zmielonych migdałów (mogą być ze skórką)

 

Ze składników na ciasto zagniatamy kruche ciasto. Dzielimy je na dwie części w następujących proporcjach: 3/4 zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki, pozostałą 1/4 również zawijamy w folię i umieszczamy w zamrażalniku.

Przygotowujemy nadzienie: masło miksujemy z cukrem (pudrem i trzcinowym), miksując dodajemy po jednym jajku, następnie dodajemy mąkę i migdały. Do tak przygotowanej masy dodajemy 1/3 owoców jagodowych.

Piekarnik nagrzewamy do 180ºC. Wyjmujemy z lodówki ciasto (3/4) i wylepiamy nim uprzednio posmarowaną masłem formę do pieczenia. Na ciasto wylewamy masę-nadzienie. Posypujemy pozostałymi owocami. Wyjmujemy z zamrażalnika pozostałe ciasto i robimy kruszonkę ścierając je na tarce o dużych oczkach. Ciasto pieczemy ok. 35-40 minut w temperaturze 180ºC.

Smacznego:)

DSC_0465

DSC_0466

DSC_0485

DSC_0473

DSC_0442

DSC_0469


Leave a comment

Krakowskim targiem. Obwarzanki inaczej

DSC_0228

Poranek po powrocie z Krakowa. W chlebaku kilka kromek starego, przysychającego chleba i fura krajowskich bajgli. A w lodówce pustki: trochę bryndzy, kilka plastrów sera pleśniowego i ekologiczna rukola z przydomowego ogródka starszego Brata. Mając pod ręką taki zestaw można wymyślić całkiem sprytne sobotnie śniadanie.

DSC_0235

DSC_0240

OBWARZANKI Z BRYNDZĄ, SEREM CAMEMBERT I RUKOLĄ

/porcja dla 2 osób/

2 obwarzanki (z poprzedniego dnia:))

1/2 małego opakowania bryndzy

1/2 opakowania sera camembert (użyłam naturalnego, bez dodatków)

kilka liści cykorii czerwonej

garść rukoli

kilka plasterków pomidora

pieprz, sól

 

Obwarzanki kroimy wzdłuż, dolną część smarujemy bryndzą, układamy plasterki camemberta. Na ser kładziemy pomidora, solimy i pieprzymy do smaku. Następnie na pomidora kładziemy umyte i starannie wysuszone liście cykorii i rukoli. Przykrywamy całość górną częścią obwarzanka. Tak przygotowane precle kładziemy na patelni, przykrywamy pokrywką i podgrzewamy na bardzo małym ogniu przez ok. 10 minut (trzeba uważać, by spód obwarzanka nie przypalił się).

Smacznego:)

DSC_0251

P.S. Pomysł na tak przyrządzony pierwszy posiłek dnia zaczerpnęłam wczoraj z kawiarni przy krakowskim rynku, w której jadłyśmy śniadanie. Tam w preclu była kiełbasa i trochę zieleniny, ja proponuję wersję wegetariańską.

DSC_0253

DSC_0244

DSC_0259

DSC_0239


Leave a comment

Co począć z nadmiarem jabłek, czyli rzecz o musie jabłkowym i jabłeczniku

DSC_0171

Pojechaliśmy na działkę, wróciliśmy z koszem pełnym antonówek. Niepryskanych, “niepędzonych”, ekstremalnie ekologicznych. Działkowa stara jabłoń rodzi co dwa lata. Ostatnim razem, gdy obsypała się owocami, wyprodukowałam opętańcze ilości musu jabłkowego.

Zdradzę Wam banalnie prosty przepis na ten pyszny mus: antonówki lub szare renety kroimy w cienkie plasterki, wrzucamy do garnka, podlewamy kilkoma łyżkami wody, zasypujemy cukrem (ilość zależy od stopnia kwaskowatości jabłek) i dusimy do czasu, gdy jabłka zaczną się rozpadać. Pod koniec dodajemy rodzynki i cynamon, ilość w zależności od indywidualnych upodobań. Jeszcze gorący mus przelewamy do czystych, wyparzonych słoików, ustawiamy na suchej,czystej ściereczce do góry dnem aż do całkowitego ostygnięcia (najlepiej na całą noc).

Z takim musem zima nam nie straszna, można piec szarlotkę co niedziela marząc o wiośnie:)

DSC_0076

DSC_0075

DSC_0079

DSC_0082

JABŁECZNIK Z RODZYNKAMI I CYNAMONEM

na ciasto:

300 g mąki pszennej

150 g masła

3 żółtka

80 g cukru trzcinowego

70 g jogurtu naturalnego

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii

na pianę:

3 białka

szczypta soli

na mus:

1 kg jabłek (najlepiej antonówek)

70 g cukru trzcinowego

1 łyżeczka cynamonu

1/2 szklanki rodzynek (wcześniej sparzonych)

 

Z wymienionych składników zagniatamy ciasto. Dzielimy je na dwie części: 3/4 (wkładamy do lodówki na 1/2h) i 1/4 (do zamrażalnika).

Jeśli w spiżarni nie mamy przypadkiem słoika z musem jabłkowym, przygotowujemy go błyskawicznie wg opisu powyżej:)

Przygotowujemy pianę: białka miksujemy ze szczyptą soli aż powstanie sztywna, śnieżnobiała piana.

Piekarnik rozgrzewamy do 180ºC. Ciasto wyjmujemy z lodówki i wylepiamy nim formę wyłożoną papierem do pieczenia. Nakłuwamy ciasto widelcem i pieczemy ok. 15 minut w temperaturze 180ºC do zezłocenia wierzchu. Po upieczeniu spodu wyjmujemy go na kratkę kuchenną, studzimy i układamy na wierzchu mus jabłkowy. Następnie równomiernie rozprowadzamy na jabłkach pianę z białek. Na wierzchu ciasta robimy kruszonkę: wyjmujemy ciasto z zamrażalnika i ścieramy je na tarce o grubych oczkach. Opcjonalnie możemy rozwałkować ciasto i przykryć nim warstwę musu.

Ciasto pieczemy przez ok. 40 minut w temperaturze 180ºC. Studzimy, posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)

 

P.S. A przed zachodem słońca ten sam jabłecznik mieni się złociście:

DSC_0088

DSC_0092

DSC_0090

DSC_0093


Leave a comment

Cukinia zapiekana z serem korycińskim i orzechami

DSC_0019

Czy znacie już smak sera korycińskiego, regionalnego przysmaku rodem z Podlasia? To ser dojrzewający, zrobiony z krowiego mleka, jedynie z dodatkiem podpuszczki i soli. Jest produkowany również z dodatkami: np. czosnkiem niedźwiedzim, ziołami, lubczykiem lub kminkiem. Mój ulubiony  rodzaj sera korycińskiego jest upstrzony maleńkimi czarnymi ziarenkami – to czarnuszka.

Ze świeżym serem korycińskim jest jak z bundzem: najlepiej smakuje na pajdzie świeżego chleba, posmarowanej dobrym masłem. Tylko tyle i aż tyle. Swojskie, proste smaki. A kiedy bardzo zatęsknię za smakiem prawdziwego owczego oscypka, idę na bazar pod Halą Banacha i kupuję kawałek wędzonego sera korycińskiego. Co prawda jest wyprodukowany z krówskiego mleka, ale w smaku przypomina mój ukochany oscypek z bacówki “po sąsiedzku” u wylotu Doliny ku Dziurze…

Dzisiaj przedstawiam Wam przepis na cukinię zapiekaną z serem korycińskim oraz orzechami i koperkiem. Zaskakujące połączenie? Być może. Ale warto spróbować, by samemu ocenić czy po kilku kęsach zaskoczenie zmieni się w zadowolenie:)

DSC_0213

DSC_0014

CUKINIA ZAPIEKANA Z SEREM KORYCIŃSKIM I ORZECHAMI WŁOSKIMI

1 cukinia

15-20 dag sera korycińskiego (najlepiej naturalnego, bez dodatków)

10 dag orzechów włoskich, łuskanych

garść posiekanego koperku

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku (opcjonalnie)

1 jajko

1/2 małego kubka jogurtu greckiego

oliwa z oliwek

świeżo mielony kolorowy pieprz

sól

Cukinię kroimy wzdłuż na pół, wykrawamy ze środka miąższ. Cebulę kroimy w kosteczkę, czosnek siekamy drobno, razem z miąższem cukinii podsmażamy na oliwie przez ok. 3-4 minuty. Piekarnik nagrzewamy do 200ºC, umieszczamy w nim na blasze wyłożonej papierem do pieczenia wydrążoną cukinię, skrapiamy oliwą i pieczemy ok. 15 minut.

Orzechy drobno siekamy lub ubijamy w moździerzu. Koperek drobno siekamy. Do szklanki wbijamy całe jajko, dodajemy jogurt, dodajemy świeżo mielony pieprz i odrobinę soli do smaku. Łączymy w misce wszystkie składniki: miąższ cukinii z cebulą, posiekane orzechy, koperek oraz masę jogurtowo-jajeczną. Całość dokładnie mieszamy do połączenia się składników. Podpieczone cukinie napełniamy tak przygotowanym farszem. Zapiekamy przez ok. 15 minut w temperaturze 180ºC.

Smacznego:)

 

P.S. Jeśli macie trudność z kupnem sera korycińskiego, możecie go w ostateczności zastąpić serem typu feta.

DSC_0009

DSC_0021

DSC_0005