gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Rehabilitacja buraka, czyli buraczana pasta do chleba z czosnkiem, chrzanem i czarnuszką

Słownik pod hasłem burak wskazuje na potoczne znaczenie tego słowa: to ktoś niedouczony, prymitywny.

Jeśli plotkujesz o kimś nieobytym i nieokrzesanym, wcześniej czy później nazwiesz go burakiem.

Jeśli chcesz się kogoś pozbyć, wysyłasz go na buraczane pole (to prawie jak “tam, gdzie pieprz rośnie”).

Jeśli chcesz obejrzeć zabawne memy wchodzi na Sok z buraka.

Biedny burak!

Czymże sobie zasłużył na takie traktowanie? Może swoją mało wykwintną powierzchownością? Może tym, że osypuje się ziemia z jego korzonków i pan burak nie wygląda jak elegant z żurnala?

A przecież burak to wspaniałe warzywo, pełne cennych właściwości zdrowotnych i odżywczych. Pisałam o tym już na blogu (np. tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2017/09/21/salatka-rodzinna-czyli-pieczone-buraki-z-serem-manouri-orzechami-wloskimi-i-rukola/ lub tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2018/04/17/z-cyklu-przepisy-dla-maluchow-wegetarianskie-burgery-z-buraczkow-z-kozim-twarozkiem-i-kielkami/)

Wpadłam ostatnio w buraczany ciąg. Co weekend S. taszczy z brwinowskiego bazarku co najmniej kilogram buraków, które następnie oczyszczam, zawijam w folię i piekę do miękkości. I do śniadania zajadamy się pastą z buraczków z dodatkiem chrzanu, czosnku i ogórków kiszonych. Samo dobro.

Dzisiejszy przepis, nieco zmodyfikowany pochodzi z książki, o której już tutaj wspominałam, a mianowicie Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento Malwiny Bareły. Spróbujcie:)

PASTA Z BURAKÓW Z DODATKIEM CHRZANU, CZOSNKU I CZARNUSZKI

/przepis, z moimi modyfikacjami, pochodzi z książki Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento Malwiny Bareły/

4 średnie upieczone buraki

1/2 szklanki słonecznika

2 małe ząbki czosnku

2 łyżeczki chrzanu ze słoiczka

2 łyżki oleju lnianego

2 średnie ogórki kiszone

pieprz, sól do smaku

łyżeczka czarnuszki do posypania

 

Słonecznik zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na 1/2h. Buraki obieramy ze skórki, kroimy w cienkie plastry i wrzucamy do robota kuchennego. Dodajemy czosnek, chrzan, olej oraz odsączone pestki słonecznika i miksujemy całość, aż wszystkie składniki będą drobno posiekane. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Następnie drobno kroimy ogórka, dodajemy do pozostałych składników i mieszamy łyżką, aby rozprowadzić równomiernie wszystkie składniki. Pastę przekładamy do miseczki, posypujemy czarnuszką. Pastą smarujemy chleb.

Smacznego:)

Advertisements


5 Comments

Kapryśny marzec i rigatoni z gorgonzolą, gruszką i tymiankiem

Kilka dni temu zapakowałam Zuzę w wózek i poszłam na zakupy połączone ze spacerem. Ubrałam się w kurtkę, czapkę i szalik, zwiedziona tym, że w nocy był lekki przymrozek, a o poranku wiał zimny wiatr. W trakcie spaceru wyszło słońce i temperatura skoczyła do jakichś 12 stopni Celsjusza. Po drodze Zuzka zasnęła, a ja wróciłam do domu ledwo żywa. Z czapką i szalikiem wciśniętym w kieszenie kurtki. Zgrzana i zła. I pomyślałam: Stasiuk znowu miał rację. Pod naszą szerokością geograficzną żyjemy na meteorologicznej huśtawce.

 

I znowu jest marzec. Znowu spływają śniegi, wieje mokry wiatr, duszę wypełnia poczucie daremności. Spod białego i okrągłego wyłazi bure i zgniłe, a wokół tylko monotonny horror przyrody, z którego nie płynie żadna nauka prócz tej, że ze swoją linearną i progresywną wizją egzystencji nie jesteśmy żadną koroną stworzenia, tylko smutną aberracją.

(…)

To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna.

(…)

Trzy dni temu było plus piętnaście stopni, a dzisiaj jest minus siedem. Powinniśmy być traktowani jak trochę niepełnosprawni, powinniśmy być częściowo zwolnieni od jakichś podatków albo ktoś powinien fundować nam sanatoria.

(…)

Żeby w ogóle przetrwać, powinniśmy porzucić nasze strony i udać się na poszukiwanie meteorologicznej ziemi obiecanej. Niestety, wszystkie przyzwoite krainy są już zajęte. Dlatego zostaniemy na miejscu i będziemy działać na nerwy bardziej zrównoważonym sąsiadom. Słowiańska histeria, węgierska depresja i rumuńska paranoja to nasze specjalności, to nasze znaki rozpoznawcze i powinniśmy je opatentować. Ba, powinniśmy te stany eksportować do jakichś zrównoważonych i znudzonych krajów, tak jak eksportuje się kokainę, heroinę i amfetaminę.

 

Andrzej Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

RIGATONI Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I TYMIANKIEM

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu rigatoni (użyłam Barilla)

1 średnia gruszka

250 g sera gorgonzola

2 łyżki jogurtu greckiego

30 g masła

50 ml mleka

1 łyżeczka otartego tymianku

garść łuskanych ziaren słonecznika

 

Gruszkę obieramy, pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w kostkę. Słonecznik prażymy na suchej patelni do momentu, aż się zezłoci.

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie przygotowujemy sos. W rondelku o grubym dnie rozpuszczamy masło (na małym ogniu), dodajemy gorgonzolę, jogurt i mleko. Mieszamy całość do całkowitego rozpuszczenia i połączenia składników, na koniec dodajemy tymianek i gruszkę.

Ugotowany makaron odcedzamy, polewamy sosem i posypujemy słonecznikiem.

Smacznego:)


3 Comments

Nieskomplikowany obiad na letni dzień, czyli spaghetti z pesto rosso, kurkami i suszonymi pomidorami

spaghetti_pesto rosso_kurki_03

Letnie, upalne dni wymuszają w mojej głowie pomysły na proste dania. Takie, które nie wymagają zbyt wielu pochłaniających czas i uwagę czynności. Są to zwykle potrawy, których przygotowanie zajmuje nie więcej niż pół godziny. Coś obiorę, coś posiekam, coś zmiksuję:) Do tego dochodzi kilkanaście minut na ugotowanie i mamy szybki, nieskomplikowany obiad.

Do takich ekspresowych potraw wyśmienicie nadają się makarony. A bohaterem dzisiejszego wpisu jest pełnoziarniste spaghetti (obowiązkowo ugotowane al dente) z pesto rosso i moimi ulubionymi grzybami, czyli kurkami. Co do kurek, to przygotujcie się na nowe posty z tymi pysznościami w roli głównej: w kolejce czeka omlet i cannelloni zapiekane pod mozzarellą.

Ech, lato… nie odchodź zbyt szybko! ;)

spaghetti_pesto rosso_kurki_02

PEŁNOZIARNISTE SPAGHETTI Z PESTO ROSSO, KURKAMI I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 2 osób/

1/2 opakowania spaghetti pełnoziarnistego

1/2 słoiczka pesto rosso (czerwonego, na bazie suszonych pomidorów)

szklanka kurek, oczyszczonych i umytych

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku

1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

3-4 plastry suszonych pomidorów w oliwie

garść pestek słonecznika

kawałek parmezanu

oliwa

pieprz, sól

 

Cebulę i czosnek siekamy drobno i podsmażamy 3-4 minuty na łyżce oliwy dodając zioła. Kurki osuszamy, kroimy na drobne kawałki i dodajemy do cebuli z czosnkiem, dusimy do miękkości. Pod koniec dodajemy do smaku pieprz i odrobinę soli (pamiętając, że parmezan jest słony).

Słonecznik prażymy na złoto na suchej patelni.

Gotujemy wodę na spaghetti. W tym czasie kroimy pomidory na drobne kawałki, wrzucamy do miseczki i łączymy z pesto oraz łyżką startego parmezanu. Do masy dodajemy usmażone kurki.

Gdy spaghetti jest gotowe, przekładamy je do dużej miski (najlepiej lekko ogrzanej w piekarniku), dodajemy pesto i łączymy oba składniki w taki sposób, by pesto oblepiło makaron. Spaghetti przekładamy na talerze, posypujemy resztą startego parmezanu i pestkami słonecznika.

Smacznego:)

spaghetti_pesto rosso_kurki_01

spaghetti_pesto rosso_kurki_04


Leave a comment

Człowiek jest jak makaron, czyli pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z cukinią i suszonymi pomidorami

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_01– Człowiek jest jak makaron. Podgrzejesz – musi zmięknąć. Z wami też tak będzie. To co, otruliście go parówkami, si?

– Sam się otruł. Nie  parówkami, tylko balsamem.

– Kpicie ze mnie?

– Ależ skąd! Naprawdę balsamem. Do ciała. Nieżywego ciała, żeby być ścisłym.

(…)

– Dwadzieścia pięć lat! Będzie się ciągło jak lazanie!

(…)

– A wy tu, gorgonzola, siedzieć grzecznie. Z wami jeszcze nie skończyłem.

 

Nie mogłam sobie odmówić tych kilku cytatów z filmu, który obejrzałam już wiele razy, a który zawsze powoduje u mnie salwy śmiechu. To “Ciało” – czarna komedia sprzed kilkunastu lat, autorstwa duetu Saromonowicz-Konecki. Może pamiętacie charakterystyczną postać prowincjonalnego komisarza Haberka? To właśnie on co i rusz używał przerywników z języka włoskiego, głównie z dziedziny kulinariów. I zwykł mawiać po primo, po secundo… ;)

Kiedy widzę na sklepowej półce z makaronami długie, szerokie wstążki, czyli pappardelle, nieodmiennie na usta ciśnie mi się kolejny cytat, tym razem z innego bohatera “Ciała”, czyli Julka granego przez Roberta Więckiewicza: “Pappardelle – krzyczał. Urwę mu pappardelle!!!”

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam mój niedawno przetestowany przepis na pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z dodatkiem cukinii, suszonych pomidorów, sera Grana Padano i prażonych pestek słonecznika:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_02PAPPARDELLE Z SOSEM KURKOWO-ŚMIETANOWYM, CUKINIĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu pappardelle

ok. 200 g kurek

1 duża cebula

1/2 małej cukinii

4-5 kawałków suszonych pomidorów

200 ml śmietany 18%

3-4 łyżki jogurtu

kawałek sera Grana Padano

garść pestek słonecznika

1 żółtko

oliwa

sól

świeżo mielony kolorowy pieprz

 

Przygotowujemy sos: kurki dokładnie oczyszczamy, myjemy, osuszamy i kroimy na kawałki. Cebulę siekamy i razem z grzybami smażymy na patelni na rozgrzanej oliwie. Po 3-4 minutach dodajemy cukinię pokrojoną w kosteczkę i smażymy całość do miękkości na niezbyt dużym ogniu. Zmniejszamy ogień do minimum.

Na osobnej patelni prażymy na złoto pestki słonecznika.

Następnie suszone pomidory kroimy w paseczki, które dorzucamy do grzybów. Dodajemy śmietanę wymieszaną z jogurtem i żółtkiem, rozprowadzamy na patelni z grzybami, doprawiamy do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Delikatnie podgrzewamy sos.

W międzyczasie gotujemy makaron al dente.

Makaron odcedzamy, wykładamy na talerze, polewamy sosem, posypujemy startym Grana Padano i słonecznikiem.

Smacznego:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_03

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_04

 


1 Comment

Gdy nie masz czasu na pichcenie… zrób spaghetti z pesto

spaghetti_pesto_orzechy_05

Włoskie jedzenie. Jedno z najlepszych pod słońcem (nie licząc maminych pierogów i placków z jabłkami:)). Oliwa z oliwek, świeże zioła, sery długodojrzewające, i ma się rozumieć pasta. Pasta i basta!

Bucatini, tortellini, farfalle, cannelloni, lasagne, fusilli, orecchiette, penne, papardelle, spaghetti… Włosi mają dziesiątki, jeśli nie setki rodzajów makaronu. Co region, to inny makaron. Można go przygotowywać na tysiące sposobów i nigdy się nie znudzi. Smakuje mięsożercom i roślinożercom. Podobno makaron ugotowany al dente nie tuczy. Skoro tak, zapraszam na obiad ze spaghetti w roli głównej:)

Mowa o spaghetti z zielonym pesto, czosnkiem, natką pietruszki i orzechami, którego porcję zawsze wieńczy sowita garść parmezanu. Ten rodzaj włoskiej pasty przyrządzam często w piątki, bowiem wspomnienie świeżego, aromatycznego czosnku następnego dnia rano mogłaby być nie do zniesienia dla moich współpracowników:) Ponadto jest to danie błyskawiczne, wręcz idealne, gdy nie macie czasu, by zabawić w kuchni dłużej niż 30 minut.

Przepis na to danie znalazłam dawno temu na blogu Makecookingeasier.pl i od tego czasu towarzyszy mi w moich kulinarnych przygodach. Przepis wzbogaciłam podprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika. Pamiętajcie, by przygotowując pesto użyć oliwy dobrej jakości.

spaghetti_pesto_orzechy_02

SPAGHETTI Z ZIELONYM PESTO, CZOSNKIEM I ORZECHAMI

/porcja dla 2-3 osób/

1/2 opakowania spaghetti (użyłam pełnoziarnistego)

1/2 słoiczka zielonego pesto (z bazylią i orzeszkami pini)

1/2 pęczka natki pietruszki

100 g obranych orzechów włoskich

2-3 duże ząbki czosnku

kawałek sera typu parmezan (użyłam Grana Padano)

garść pestek słonecznika

oliwa

 

Spaghetti gotujemy al dente w lekko osolonym wrzątku z dodatkiem łyżki oliwy. W międzyczasie orzechy siekamy na drobne kawałki (najczęściej rozgniatam je lekko w moździerzu), wrzucamy je do miski, dodajemy pesto, 3-4 łyżki oliwy, drobno posiekaną natkę pietruszki i przeciśnięty przez praskę (lub posiekany) czosnek. Całość składników mieszamy, by uzyskać w miarę jednolitą masę.

Ser ścieramy na tarce o drobnych oczkach i odkładamy do osobnej miseczki. Pestki słonecznika podprażamy na złoto na suchej patelni.

Makaron odcedzamy, jeszcze gorący wrzucamy do miski z pesto i pozostałymi składnikami, a następnie mieszamy, by spaghetti oblepiło się pesto. Tak przygotowany makaron wykładamy na talerze (najlepiej lekko podgrzane w mikrofalówce), posypujemy pestkami słonecznika i startym serem.

Smacznego:)

spaghetti_pesto_orzechy_03

spaghetti_pesto_orzechy_04

spaghetti_pesto_orzechy_05


Leave a comment

Słowo o umami i ograny temat, czyli tagliatelle z gorgonzolą, gruszką i orzechami

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (01)W tygodniu nie zawsze mam czas i ochotę, by gotować wyszukane obiadokolacje. Często przygotowuję zupę na dwa dni (zwykle drugiego dnia jest jeszcze lepsza :)), do której zmieniam dodatki. W ciągu minionego roku tylko raz zdarzyło mi się kupić w barze na mieście gotowy obiad, który później odgrzałam w domu. Powód? Wyszłam z pracy przed 19-tą totalnie zmęczona i orając nosem po chodniku nie wyobrażałam sobie, by jeszcze cokolwiek ugotować w domu. Oczywiście to wydarzenie – kupno obiadu na mieście – uznałam za osobistą porażkę.

Oczywiście byłabym nieszczera pisząc, że toleruję jedzenie wyłącznie przygotowane w domu. Raz, dwa razy w miesiącu lądujemy z S. na kebabie po sąsiedzku, albo w naszej ulubionej włoskiej knajpie na Ochocie. Ale to są wyjątki. Zazwyczaj smaczne wyjątki od reguły :)

Dziś proponuję proste, aczkolwiek klasyczne połączenie rodem ze słonecznej Italii. Makaron z sosem z gorgonzoli z gruszkami i orzechami. Temat ograny, ale danie bardzo smakowite i szybkie w przygotowaniu.

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (02)Jedzeniem należy się delektować.

W tym przekonaniu utwierdziła mnie ostatnio książka, którą dostałam pod choinkę. To “Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu”, książka będąca zapisem niezwykle ciekawych rozmów Łukasza Modelskiego z ludźmi zawodowo zajmujących się kulinariami i tym, co się z nimi wiąże. Znajdziemy w niej wywiady z szefami kuchni i restauratorami, założycielem ruchu Slow Food, znawcami trunków czy właścicielami winnic. I chociaż książkę “połknęłam” w ciągu kilku dni (wręcz musiałam sobie dawkować lekturę, by nie skończyła się zbyt szybko ta przyjemność), to nadal wracam do niektórych jej fragmentów. Zbiór wywiadów rozpoczyna rozmowa z Agnieszką Kręglicką: warszawską restauratorką, której smakowite felietony publikują co tydzień “Wysokie Obcasy”.

Posłuchajcie jednego z fragmentów tej ciekawej rozmowy:

Łukasz Modelski (ŁM): A jak wyjaśnić fakt, że przez całe życie wiesz o istnieniu czterech smaków, a tu nagle pojawia się piąty i nikt nawet z tym nie dyskutuje?

Agnieszka Kręglicka (AK): Znaliśmy cztery smaki podstawowe: słodki, słony, kwaśny, gorzki. Na początku XX wieku japoński chemik, Kikunae Ikeda, dodał do tego smak, który nazwał umami….

ŁM: Co więcej, prawie sto lat później odkryto na języku czy na podniebieniu receptor tego smaku!

AK: Ikeda po prostu sprawnie go wyróżnił. Poczuł, że to, co smakuje, nie wpisuje się ani w słodkie, ani gorzkie, ani słone, tylko w coś dodatkowego. I nazwał to.

ŁM: A jak smakuje umami?

AK: Jego specyfikę odkrywa glutaminian sodu. Powoduje, że wszystko z jego dodatkiem smakuje mocniej, przyjemniej. Nie ma swoistego smaku, ale najwięcej jest go w produktach dojrzałych, przefermentowanych – parmezanie, sosie sojowym, pomidorach. Mówi się, że smakuje białkowo. Mięso, ryba są umami. Ale wiesz przecież, jak smakuje ryba – czy smakuje białkowo? W rybie ważne są aromaty morza, smakujesz ją nosem.

ŁM: Ikeda podobno wyodrębnił umami z jakiegoś wodorostu, rzeczy niespecjalnie aromatycznej.

AK: Nie wiem, jak się bada smak, odłączając aromaty… W odczuwaniu smaku najważniejsze jest to, co dzieje się pomiędzy ustami a nosem. Zapach współgra z podniebieniem. Smakując, powinniśmy przede wszystkim wdychać, napowietrzać i pozwalać tej zapachowo-smakowej mieszance rozwijać się w ustach. Prosty przykład: nie poczujemy smaku, mając zapchany nos.

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (03)

TAGLIATELLE Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 2-3 osób/

1/2 opakowania makaronu tagliatelle (użyłam makaronu z dodatkiem szpinaku)

100 g sera gorgonzola lub innego z niebieską pleśnią (użyłam sera Memel Blue)

1 opakowanie jogurtu greckiego

1 dojrzała gruszka

garść orzechów włoskich

garść pestek słonecznika podprażonych na suchej patelni

świeżo zmielony pieprz kolorowy

oliwa

 

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie z dodatkiem łyżki oliwy. Gruszkę obieramy, kroimy w kostkę. Orzechy drobno siekamy. Gorgonzolę z jogurtem umieszczamy w rondelku na bardzo małym ogniu i rozpuszczamy, co chwilę mieszając, by nie przywarły do dna. Makaron odcedzamy, przekładamy na talerze, polewamy ciepłym sosem serowo-jogurtowym, posypujemy gruszkami i orzechami oraz pestkami słonecznika. Całość oprószamy świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego:)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (04)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (05)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (06)


Leave a comment

Co zrobić z resztkami jedzenia, czyli poświąteczne pesto szpinakowe

DSC_0096Święta, święta i po świętach…

Jak co roku upiekłam na Święta indyka z nadzieniem ze szpinaku, serka i czosnku i jak zwykle zostało w lodówce sporo świeżego szpinaku. Nie bardzo miałam  pomysł na jego  zagospodarowanie (sałatki ze szpinakiem o tej porze roku jakoś nam nie wchodzą;)). Ale wczoraj robiłam porządki ze stosem gazet, które nazbierały się przez ostatnie miesiące przy moim łóżku. I wpadłam na “ratunkowy” przepis na pesto szpinakowo-parmezanowo-słonecznikowe opublikowany w “Wysokich Obcasach” w maju tego roku. Marta Gessler przyszła mi z odsieczą;)

Dzielę się nim z Wami: pesto szpinakowe na grzankach z mozzarellą to jest strzał w dziesiątkę w mroźny niedzielny poranek. A po przeczytaniu tego fragmentu ślinka będzie  Wam ciekła i zapragniecie gorącej grzanki na rozgrzanie:

Dobrze przygotowana grzanka powinna być złota, delikatna w środku i gorąca. Różne gatunki pieczywa potrzebują innej temperatury i innego czasu opiekania. (…) Przygotowanie grzanek uczy uwagi i dokładności. Oczywiście to nie jest najbardziej ambitny projekt, z którym możecie się zmierzyć w kuchni. Ale może warto zacząć od niego. Chleb nabity na patyk, podgrzany nad ogniskiem – brzmi dziś archaicznie, ale muszę się przyznać, że to była jedna z najlepszych kanapek mojego dzieciństwa.

Grzanka musi być zjedzona od razu po przygotowaniu. Ciepła, z roztapiającym się masłem, dżemem, serem, polana strużką oliwy, z rozgniecionym dojrzałym pomidorem i listkiem bazylii – to kwintesencja prostego jedzenia.

DSC_0106

PESTO SZPINAKOWE NA GRZANCE 

kilka kromek chleba

120 g świeżego szpinaku

60 g parmezanu lub innego twardego sera (użyłam Pecorino Romano)

20 g łuskanego słonecznika (w oryginale orzeszki pini)

1 łyżka soku z cytryny

2 łyżki oliwy z oliwek

sól

świeżo mielony pieprz

ząbek czosnku

kilka kulek mini mozzarelli

 

Umyty i osuszony szpinak wrzucamy do miski blendera razem z serem, słonecznikiem, cytryną i miksujemy na gładką masę. Pod koniec miksowania dodajemy oliwę oraz pieprz i sól do smaku.

Kromki chleba umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180ºC (lub na suchej patelni na średnio rozgrzanym palniku) i podpiekamy chwilę. Następnie chleb wyjmujemy, smarujemy przekrojonym ząbkiem czosnku, smarujemy pesto, kładziemy kawałki mozzarelli i ponownie zapiekamy kilka minut.

Tak przygotowane grzanki świetnie komponują się również z oliwkami lub pomidorami.

Smacznego:)

DSC_0099

DSC_0102

DSC_0105