gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


5 Comments

Kapryśny marzec i rigatoni z gorgonzolą, gruszką i tymiankiem

Kilka dni temu zapakowałam Zuzę w wózek i poszłam na zakupy połączone ze spacerem. Ubrałam się w kurtkę, czapkę i szalik, zwiedziona tym, że w nocy był lekki przymrozek, a o poranku wiał zimny wiatr. W trakcie spaceru wyszło słońce i temperatura skoczyła do jakichś 12 stopni Celsjusza. Po drodze Zuzka zasnęła, a ja wróciłam do domu ledwo żywa. Z czapką i szalikiem wciśniętym w kieszenie kurtki. Zgrzana i zła. I pomyślałam: Stasiuk znowu miał rację. Pod naszą szerokością geograficzną żyjemy na meteorologicznej huśtawce.

 

I znowu jest marzec. Znowu spływają śniegi, wieje mokry wiatr, duszę wypełnia poczucie daremności. Spod białego i okrągłego wyłazi bure i zgniłe, a wokół tylko monotonny horror przyrody, z którego nie płynie żadna nauka prócz tej, że ze swoją linearną i progresywną wizją egzystencji nie jesteśmy żadną koroną stworzenia, tylko smutną aberracją.

(…)

To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna.

(…)

Trzy dni temu było plus piętnaście stopni, a dzisiaj jest minus siedem. Powinniśmy być traktowani jak trochę niepełnosprawni, powinniśmy być częściowo zwolnieni od jakichś podatków albo ktoś powinien fundować nam sanatoria.

(…)

Żeby w ogóle przetrwać, powinniśmy porzucić nasze strony i udać się na poszukiwanie meteorologicznej ziemi obiecanej. Niestety, wszystkie przyzwoite krainy są już zajęte. Dlatego zostaniemy na miejscu i będziemy działać na nerwy bardziej zrównoważonym sąsiadom. Słowiańska histeria, węgierska depresja i rumuńska paranoja to nasze specjalności, to nasze znaki rozpoznawcze i powinniśmy je opatentować. Ba, powinniśmy te stany eksportować do jakichś zrównoważonych i znudzonych krajów, tak jak eksportuje się kokainę, heroinę i amfetaminę.

 

Andrzej Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

RIGATONI Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I TYMIANKIEM

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu rigatoni (użyłam Barilla)

1 średnia gruszka

250 g sera gorgonzola

2 łyżki jogurtu greckiego

30 g masła

50 ml mleka

1 łyżeczka otartego tymianku

garść łuskanych ziaren słonecznika

 

Gruszkę obieramy, pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w kostkę. Słonecznik prażymy na suchej patelni do momentu, aż się zezłoci.

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie przygotowujemy sos. W rondelku o grubym dnie rozpuszczamy masło (na małym ogniu), dodajemy gorgonzolę, jogurt i mleko. Mieszamy całość do całkowitego rozpuszczenia i połączenia składników, na koniec dodajemy tymianek i gruszkę.

Ugotowany makaron odcedzamy, polewamy sosem i posypujemy słonecznikiem.

Smacznego:)

Advertisements


3 Comments

Nieskomplikowany obiad na letni dzień, czyli spaghetti z pesto rosso, kurkami i suszonymi pomidorami

spaghetti_pesto rosso_kurki_03

Letnie, upalne dni wymuszają w mojej głowie pomysły na proste dania. Takie, które nie wymagają zbyt wielu pochłaniających czas i uwagę czynności. Są to zwykle potrawy, których przygotowanie zajmuje nie więcej niż pół godziny. Coś obiorę, coś posiekam, coś zmiksuję:) Do tego dochodzi kilkanaście minut na ugotowanie i mamy szybki, nieskomplikowany obiad.

Do takich ekspresowych potraw wyśmienicie nadają się makarony. A bohaterem dzisiejszego wpisu jest pełnoziarniste spaghetti (obowiązkowo ugotowane al dente) z pesto rosso i moimi ulubionymi grzybami, czyli kurkami. Co do kurek, to przygotujcie się na nowe posty z tymi pysznościami w roli głównej: w kolejce czeka omlet i cannelloni zapiekane pod mozzarellą.

Ech, lato… nie odchodź zbyt szybko! ;)

spaghetti_pesto rosso_kurki_02

PEŁNOZIARNISTE SPAGHETTI Z PESTO ROSSO, KURKAMI I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 2 osób/

1/2 opakowania spaghetti pełnoziarnistego

1/2 słoiczka pesto rosso (czerwonego, na bazie suszonych pomidorów)

szklanka kurek, oczyszczonych i umytych

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku

1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

3-4 plastry suszonych pomidorów w oliwie

garść pestek słonecznika

kawałek parmezanu

oliwa

pieprz, sól

 

Cebulę i czosnek siekamy drobno i podsmażamy 3-4 minuty na łyżce oliwy dodając zioła. Kurki osuszamy, kroimy na drobne kawałki i dodajemy do cebuli z czosnkiem, dusimy do miękkości. Pod koniec dodajemy do smaku pieprz i odrobinę soli (pamiętając, że parmezan jest słony).

Słonecznik prażymy na złoto na suchej patelni.

Gotujemy wodę na spaghetti. W tym czasie kroimy pomidory na drobne kawałki, wrzucamy do miseczki i łączymy z pesto oraz łyżką startego parmezanu. Do masy dodajemy usmażone kurki.

Gdy spaghetti jest gotowe, przekładamy je do dużej miski (najlepiej lekko ogrzanej w piekarniku), dodajemy pesto i łączymy oba składniki w taki sposób, by pesto oblepiło makaron. Spaghetti przekładamy na talerze, posypujemy resztą startego parmezanu i pestkami słonecznika.

Smacznego:)

spaghetti_pesto rosso_kurki_01

spaghetti_pesto rosso_kurki_04


Leave a comment

Człowiek jest jak makaron, czyli pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z cukinią i suszonymi pomidorami

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_01– Człowiek jest jak makaron. Podgrzejesz – musi zmięknąć. Z wami też tak będzie. To co, otruliście go parówkami, si?

– Sam się otruł. Nie  parówkami, tylko balsamem.

– Kpicie ze mnie?

– Ależ skąd! Naprawdę balsamem. Do ciała. Nieżywego ciała, żeby być ścisłym.

(…)

– Dwadzieścia pięć lat! Będzie się ciągło jak lazanie!

(…)

– A wy tu, gorgonzola, siedzieć grzecznie. Z wami jeszcze nie skończyłem.

 

Nie mogłam sobie odmówić tych kilku cytatów z filmu, który obejrzałam już wiele razy, a który zawsze powoduje u mnie salwy śmiechu. To “Ciało” – czarna komedia sprzed kilkunastu lat, autorstwa duetu Saromonowicz-Konecki. Może pamiętacie charakterystyczną postać prowincjonalnego komisarza Haberka? To właśnie on co i rusz używał przerywników z języka włoskiego, głównie z dziedziny kulinariów. I zwykł mawiać po primo, po secundo… ;)

Kiedy widzę na sklepowej półce z makaronami długie, szerokie wstążki, czyli pappardelle, nieodmiennie na usta ciśnie mi się kolejny cytat, tym razem z innego bohatera “Ciała”, czyli Julka granego przez Roberta Więckiewicza: “Pappardelle – krzyczał. Urwę mu pappardelle!!!”

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam mój niedawno przetestowany przepis na pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z dodatkiem cukinii, suszonych pomidorów, sera Grana Padano i prażonych pestek słonecznika:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_02PAPPARDELLE Z SOSEM KURKOWO-ŚMIETANOWYM, CUKINIĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu pappardelle

ok. 200 g kurek

1 duża cebula

1/2 małej cukinii

4-5 kawałków suszonych pomidorów

200 ml śmietany 18%

3-4 łyżki jogurtu

kawałek sera Grana Padano

garść pestek słonecznika

1 żółtko

oliwa

sól

świeżo mielony kolorowy pieprz

 

Przygotowujemy sos: kurki dokładnie oczyszczamy, myjemy, osuszamy i kroimy na kawałki. Cebulę siekamy i razem z grzybami smażymy na patelni na rozgrzanej oliwie. Po 3-4 minutach dodajemy cukinię pokrojoną w kosteczkę i smażymy całość do miękkości na niezbyt dużym ogniu. Zmniejszamy ogień do minimum.

Na osobnej patelni prażymy na złoto pestki słonecznika.

Następnie suszone pomidory kroimy w paseczki, które dorzucamy do grzybów. Dodajemy śmietanę wymieszaną z jogurtem i żółtkiem, rozprowadzamy na patelni z grzybami, doprawiamy do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Delikatnie podgrzewamy sos.

W międzyczasie gotujemy makaron al dente.

Makaron odcedzamy, wykładamy na talerze, polewamy sosem, posypujemy startym Grana Padano i słonecznikiem.

Smacznego:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_03

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_04

 


1 Comment

Gdy nie masz czasu na pichcenie… zrób spaghetti z pesto

spaghetti_pesto_orzechy_05

Włoskie jedzenie. Jedno z najlepszych pod słońcem (nie licząc maminych pierogów i placków z jabłkami:)). Oliwa z oliwek, świeże zioła, sery długodojrzewające, i ma się rozumieć pasta. Pasta i basta!

Bucatini, tortellini, farfalle, cannelloni, lasagne, fusilli, orecchiette, penne, papardelle, spaghetti… Włosi mają dziesiątki, jeśli nie setki rodzajów makaronu. Co region, to inny makaron. Można go przygotowywać na tysiące sposobów i nigdy się nie znudzi. Smakuje mięsożercom i roślinożercom. Podobno makaron ugotowany al dente nie tuczy. Skoro tak, zapraszam na obiad ze spaghetti w roli głównej:)

Mowa o spaghetti z zielonym pesto, czosnkiem, natką pietruszki i orzechami, którego porcję zawsze wieńczy sowita garść parmezanu. Ten rodzaj włoskiej pasty przyrządzam często w piątki, bowiem wspomnienie świeżego, aromatycznego czosnku następnego dnia rano mogłaby być nie do zniesienia dla moich współpracowników:) Ponadto jest to danie błyskawiczne, wręcz idealne, gdy nie macie czasu, by zabawić w kuchni dłużej niż 30 minut.

Przepis na to danie znalazłam dawno temu na blogu Makecookingeasier.pl i od tego czasu towarzyszy mi w moich kulinarnych przygodach. Przepis wzbogaciłam podprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika. Pamiętajcie, by przygotowując pesto użyć oliwy dobrej jakości.

spaghetti_pesto_orzechy_02

SPAGHETTI Z ZIELONYM PESTO, CZOSNKIEM I ORZECHAMI

/porcja dla 2-3 osób/

1/2 opakowania spaghetti (użyłam pełnoziarnistego)

1/2 słoiczka zielonego pesto (z bazylią i orzeszkami pini)

1/2 pęczka natki pietruszki

100 g obranych orzechów włoskich

2-3 duże ząbki czosnku

kawałek sera typu parmezan (użyłam Grana Padano)

garść pestek słonecznika

oliwa

 

Spaghetti gotujemy al dente w lekko osolonym wrzątku z dodatkiem łyżki oliwy. W międzyczasie orzechy siekamy na drobne kawałki (najczęściej rozgniatam je lekko w moździerzu), wrzucamy je do miski, dodajemy pesto, 3-4 łyżki oliwy, drobno posiekaną natkę pietruszki i przeciśnięty przez praskę (lub posiekany) czosnek. Całość składników mieszamy, by uzyskać w miarę jednolitą masę.

Ser ścieramy na tarce o drobnych oczkach i odkładamy do osobnej miseczki. Pestki słonecznika podprażamy na złoto na suchej patelni.

Makaron odcedzamy, jeszcze gorący wrzucamy do miski z pesto i pozostałymi składnikami, a następnie mieszamy, by spaghetti oblepiło się pesto. Tak przygotowany makaron wykładamy na talerze (najlepiej lekko podgrzane w mikrofalówce), posypujemy pestkami słonecznika i startym serem.

Smacznego:)

spaghetti_pesto_orzechy_03

spaghetti_pesto_orzechy_04

spaghetti_pesto_orzechy_05


Leave a comment

Słowo o umami i ograny temat, czyli tagliatelle z gorgonzolą, gruszką i orzechami

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (01)W tygodniu nie zawsze mam czas i ochotę, by gotować wyszukane obiadokolacje. Często przygotowuję zupę na dwa dni (zwykle drugiego dnia jest jeszcze lepsza :)), do której zmieniam dodatki. W ciągu minionego roku tylko raz zdarzyło mi się kupić w barze na mieście gotowy obiad, który później odgrzałam w domu. Powód? Wyszłam z pracy przed 19-tą totalnie zmęczona i orając nosem po chodniku nie wyobrażałam sobie, by jeszcze cokolwiek ugotować w domu. Oczywiście to wydarzenie – kupno obiadu na mieście – uznałam za osobistą porażkę.

Oczywiście byłabym nieszczera pisząc, że toleruję jedzenie wyłącznie przygotowane w domu. Raz, dwa razy w miesiącu lądujemy z S. na kebabie po sąsiedzku, albo w naszej ulubionej włoskiej knajpie na Ochocie. Ale to są wyjątki. Zazwyczaj smaczne wyjątki od reguły :)

Dziś proponuję proste, aczkolwiek klasyczne połączenie rodem ze słonecznej Italii. Makaron z sosem z gorgonzoli z gruszkami i orzechami. Temat ograny, ale danie bardzo smakowite i szybkie w przygotowaniu.

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (02)Jedzeniem należy się delektować.

W tym przekonaniu utwierdziła mnie ostatnio książka, którą dostałam pod choinkę. To “Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu”, książka będąca zapisem niezwykle ciekawych rozmów Łukasza Modelskiego z ludźmi zawodowo zajmujących się kulinariami i tym, co się z nimi wiąże. Znajdziemy w niej wywiady z szefami kuchni i restauratorami, założycielem ruchu Slow Food, znawcami trunków czy właścicielami winnic. I chociaż książkę “połknęłam” w ciągu kilku dni (wręcz musiałam sobie dawkować lekturę, by nie skończyła się zbyt szybko ta przyjemność), to nadal wracam do niektórych jej fragmentów. Zbiór wywiadów rozpoczyna rozmowa z Agnieszką Kręglicką: warszawską restauratorką, której smakowite felietony publikują co tydzień “Wysokie Obcasy”.

Posłuchajcie jednego z fragmentów tej ciekawej rozmowy:

Łukasz Modelski (ŁM): A jak wyjaśnić fakt, że przez całe życie wiesz o istnieniu czterech smaków, a tu nagle pojawia się piąty i nikt nawet z tym nie dyskutuje?

Agnieszka Kręglicka (AK): Znaliśmy cztery smaki podstawowe: słodki, słony, kwaśny, gorzki. Na początku XX wieku japoński chemik, Kikunae Ikeda, dodał do tego smak, który nazwał umami….

ŁM: Co więcej, prawie sto lat później odkryto na języku czy na podniebieniu receptor tego smaku!

AK: Ikeda po prostu sprawnie go wyróżnił. Poczuł, że to, co smakuje, nie wpisuje się ani w słodkie, ani gorzkie, ani słone, tylko w coś dodatkowego. I nazwał to.

ŁM: A jak smakuje umami?

AK: Jego specyfikę odkrywa glutaminian sodu. Powoduje, że wszystko z jego dodatkiem smakuje mocniej, przyjemniej. Nie ma swoistego smaku, ale najwięcej jest go w produktach dojrzałych, przefermentowanych – parmezanie, sosie sojowym, pomidorach. Mówi się, że smakuje białkowo. Mięso, ryba są umami. Ale wiesz przecież, jak smakuje ryba – czy smakuje białkowo? W rybie ważne są aromaty morza, smakujesz ją nosem.

ŁM: Ikeda podobno wyodrębnił umami z jakiegoś wodorostu, rzeczy niespecjalnie aromatycznej.

AK: Nie wiem, jak się bada smak, odłączając aromaty… W odczuwaniu smaku najważniejsze jest to, co dzieje się pomiędzy ustami a nosem. Zapach współgra z podniebieniem. Smakując, powinniśmy przede wszystkim wdychać, napowietrzać i pozwalać tej zapachowo-smakowej mieszance rozwijać się w ustach. Prosty przykład: nie poczujemy smaku, mając zapchany nos.

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (03)

TAGLIATELLE Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 2-3 osób/

1/2 opakowania makaronu tagliatelle (użyłam makaronu z dodatkiem szpinaku)

100 g sera gorgonzola lub innego z niebieską pleśnią (użyłam sera Memel Blue)

1 opakowanie jogurtu greckiego

1 dojrzała gruszka

garść orzechów włoskich

garść pestek słonecznika podprażonych na suchej patelni

świeżo zmielony pieprz kolorowy

oliwa

 

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie z dodatkiem łyżki oliwy. Gruszkę obieramy, kroimy w kostkę. Orzechy drobno siekamy. Gorgonzolę z jogurtem umieszczamy w rondelku na bardzo małym ogniu i rozpuszczamy, co chwilę mieszając, by nie przywarły do dna. Makaron odcedzamy, przekładamy na talerze, polewamy ciepłym sosem serowo-jogurtowym, posypujemy gruszkami i orzechami oraz pestkami słonecznika. Całość oprószamy świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego:)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (04)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (05)

tagiatelle_gorgonzola_orzechy_gruszka (06)


Leave a comment

Co zrobić z resztkami jedzenia, czyli poświąteczne pesto szpinakowe

DSC_0096Święta, święta i po świętach…

Jak co roku upiekłam na Święta indyka z nadzieniem ze szpinaku, serka i czosnku i jak zwykle zostało w lodówce sporo świeżego szpinaku. Nie bardzo miałam  pomysł na jego  zagospodarowanie (sałatki ze szpinakiem o tej porze roku jakoś nam nie wchodzą;)). Ale wczoraj robiłam porządki ze stosem gazet, które nazbierały się przez ostatnie miesiące przy moim łóżku. I wpadłam na “ratunkowy” przepis na pesto szpinakowo-parmezanowo-słonecznikowe opublikowany w “Wysokich Obcasach” w maju tego roku. Marta Gessler przyszła mi z odsieczą;)

Dzielę się nim z Wami: pesto szpinakowe na grzankach z mozzarellą to jest strzał w dziesiątkę w mroźny niedzielny poranek. A po przeczytaniu tego fragmentu ślinka będzie  Wam ciekła i zapragniecie gorącej grzanki na rozgrzanie:

Dobrze przygotowana grzanka powinna być złota, delikatna w środku i gorąca. Różne gatunki pieczywa potrzebują innej temperatury i innego czasu opiekania. (…) Przygotowanie grzanek uczy uwagi i dokładności. Oczywiście to nie jest najbardziej ambitny projekt, z którym możecie się zmierzyć w kuchni. Ale może warto zacząć od niego. Chleb nabity na patyk, podgrzany nad ogniskiem – brzmi dziś archaicznie, ale muszę się przyznać, że to była jedna z najlepszych kanapek mojego dzieciństwa.

Grzanka musi być zjedzona od razu po przygotowaniu. Ciepła, z roztapiającym się masłem, dżemem, serem, polana strużką oliwy, z rozgniecionym dojrzałym pomidorem i listkiem bazylii – to kwintesencja prostego jedzenia.

DSC_0106

PESTO SZPINAKOWE NA GRZANCE 

kilka kromek chleba

120 g świeżego szpinaku

60 g parmezanu lub innego twardego sera (użyłam Pecorino Romano)

20 g łuskanego słonecznika (w oryginale orzeszki pini)

1 łyżka soku z cytryny

2 łyżki oliwy z oliwek

sól

świeżo mielony pieprz

ząbek czosnku

kilka kulek mini mozzarelli

 

Umyty i osuszony szpinak wrzucamy do miski blendera razem z serem, słonecznikiem, cytryną i miksujemy na gładką masę. Pod koniec miksowania dodajemy oliwę oraz pieprz i sól do smaku.

Kromki chleba umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180ºC (lub na suchej patelni na średnio rozgrzanym palniku) i podpiekamy chwilę. Następnie chleb wyjmujemy, smarujemy przekrojonym ząbkiem czosnku, smarujemy pesto, kładziemy kawałki mozzarelli i ponownie zapiekamy kilka minut.

Tak przygotowane grzanki świetnie komponują się również z oliwkami lub pomidorami.

Smacznego:)

DSC_0099

DSC_0102

DSC_0105


Leave a comment

Rozgrzewające risotto z dynią, gorgonzolą i oscypkiem

DSC_0129Dopadła mnie infekcja górnych dróg oddechowych, co sprawia, że aktualnie całym moim światem są cztery ściany i Internet. Nie mam apetytu, potrawy mają nijaki smak, piję obłędne ilości ziołowych herbatek i maliny z dziką różą.

W związku z tym nieciekawym stanem ciała i ducha, nachodzą mnie różne refleksje. Jedną z nich jest następująca: wyobraziłam sobie, jak straszną rzeczą (w kontekście radości życia) byłaby bezpowrotna utrata zmysłu smaku. Jak by to było obudzić się pewnego dnia i podczas śniadania stwierdzić, że codziennie przygotowywana przed wyjściem do pracy owsianka… jest zupełnie bez smaku. To samo poczuć – a raczej nie czuć nic w sensie smaku – podczas drugiego śniadania, lunchu, kolacji… Przyznajcie sami, że jest to druzgocąca wizja, odbierająca jedną z podstawowych, prostych przyjemności w życiu: smaku potraw i radości jedzenia. Brrr…

I choć w oskrzelach nadal mi gra, a zatoki boleśnie przypominają, że są częścią mojej głowy, należy coś przecież zjeść. W lodówce była pieczona dynia Hokkaido, w szafce ryż arborio, słonecznik, orzechy i wino. Pod ręką natomiast przepis na risotto autorstwa Agaty Wojdy, szefowej warszawskiej restauracji “Opasły tom”. Pozostało mi wysłać S. do sklepu po kawałek gorgonzoli. Ja gotowałam opatulona w szlafrok, S. doprawiał danie wiedząc, że mój zmysł smaku aktualnie jest do niczego.

Zapraszamy na rozgrzewające risotto.

DSC_0108

DSC_0134

RISOTTO Z DYNIĄ,  GORGONZOLĄ, ORZECHAMI I OSCYPKIEM

/porcja dla 2 osób/

1 szklanka ryżu do risotto (użyłam arborio)

kawałek upieczonej dyni (użyłam Hokkaido)

1 średnia cebula

1-2 ząbki czosnku

1 l bulionu warzywnego

łyżeczka ziół prowansalskich

150 ml białego wytrawnego wina

łyżeczka zimnego masła

10 dag gorgonzoli (lub innego sera z niebieską pleśnią, np. błękitny Lazur)

mała garść orzechów włoskich

garść pestek słonecznika, podprażonych na suchej patelni

kawałeczek oscypka lub sera typu parmezan

1 łyżka oliwy

pieprz, sól do smaku

 

Cebulę i czosnek drobno siekamy, wrzucamy do garnka z oliwą i ziołami prowansalskimi, podsmażamy do zarumienienia. Wrzucamy ryż, mieszamy łącząc go z cebulą i czosnkiem, czekamy chwilę aż ziarenka ryżu staną się szkliste. Następnie wlewamy wino, mieszamy co chwilę aż do momentu, gdy wino wyparuje. Następnie dolewamy po trochu bulionu (po małej chochelce) i mieszamy co jakiś czas uważając, by ryż nie przywarł do dna garnka. Pod koniec gotowania dodajemy 1/3 upieczonej dyni, pokrojonej lub porwanej na małe kawałki i mieszamy, by połączyły się z ryżem. Doprawiamy pieprzem i odrobiną soli do smaku.

Gdy zużyjemy cały bulion, który zostanie wchłonięty przez ryż, wówczas najprawdopodobniej risotto jest gotowe (należy to sprawdzić próbując ryż, musi być miękki i aksamitnie kleisty). Wówczas zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy masło, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Do risotto ścieramy kawałek oscypka (1/2 kawałka, resztę zostawiamy do starcia na talerzu), mieszamy.

Risotto przekładamy na talerze, posypujemy pozostałą dynią, pokruszoną gorgonzolą, orzechami i pestkami słonecznika. Na koniec na wierzch dania ścieramy resztę oscypka.

Smacznego:)

DSC_0144P.S. Przepis lekko zmodyfikowałam dodając oscypka i pestki słonecznika. Myślę, że jeżeli nie dysponujecie tymi dwoma składnikami, risotto będzie równie smaczne i aromatyczne:)

DSC_0096

DSC_0137

DSC_0147