gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Ciasto klementynkowe boskiej Nigelli

Niedzielne popołudnie. Pijemy kawę, ziołową herbatkę i raczymy się domowym ciastem. Wszyscy (łącznie z Zu) domagają  się dokładki ciasta klementynkowego. W pewnym momencie z ust S. pada: już dawno nie jadłem tak dobrego ciasta. Hmmm, zabrzmiało to niemal jak fragment z serii zuzinych książeczek o Kici Koci:

– Czy to te ciasteczka, które leżą na tacy? – zapytał tata i posmakował jedno.

– To najpyszniejsze ciasteczka w moim życiu – zawołał z pełną buzią.

.

.

.

Ciasto przed wlaniem do formy było tak płynne, że wkrótce po tym, jak wjechało do nagrzanego piekarnika, bez wahania stwierdziłam: czuję, że piecze się zakalec. Cóż, że pięknie pachniało…

Ale tym razem moja kulinarna intuicja zawiodła mnie na manowce. Efektem byłam zaskoczona nie tylko ja. Po ostudzeniu okazało się, że ciasto jest naprawdę pyszne. Pachnące, lekkie i rozpływające się w ustach.

Nigello, czuję, że powinnam wypróbować innych przepisów Twego autorstwa:)

CIASTO KLEMENTYNKOWE NIGELLI

/wg Nigelli Lawson/

1/2 kg klementynek z ekologicznej uprawy

6 jajek średniej wielkości

200 g cukru

250 g mielonych migdałów

1 łyżeczka proszku do pieczenia

cukier puder do posypania

 

Wyszorowane klementynki wrzucamy do rondla z wodą (woda powinna przykrywać owoce), doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na wolnym ogniu przez ok. 1,5h. Następnie klementynki odcedzamy na sicie, a gdy ostygną, kroimy na kawałki i wyciągamy pestki. Następnie miksujemy klementynki w robocie kuchennym, po czym dodajemy jajka, cukier i migdały wymieszane z proszkiem do pieczenia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC (termoobieg).

Tortownicę o ø ok. 22 cm wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy do niej ciasto (jest bardzo płynne). Ciasto pieczemy przez 1h. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej, dopiero po ostudzeniu wyjmujemy je z formy i posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Oldskulowy murzynek z gruszkami z polewą z białej czekolady

Dzisiejszej nocy świat posiwiał.

Najpierw szron pokrył trawę, a później spadły mokre, ciężkie płatki śniegu.

Sypało całą noc. Nad ranem powiał ciepły wiatr, dalekie echo fenowego halnego, spadł deszcz i roztopił śnieg.

Stary rok umiera ze starości, rodzi się nowy. Co nam przyniesie, czym nas zaskoczy?

Na pożegnanie starego roku piekę ciasto, które w czasach szalonej młodości było moim pierwszym samodzielnym słodkim wypiekiem. Na powitanie nowego roku wprowadzam w przepisie modyfikacje. Murzynek z gruszkami, który sto lat temu piekłam na harcerskie wigilie i sylwestry, podczas których toast wznosiliśmy… mlekiem;)

Dziś to ciasto powinno nazywać się bardziej poprawnie politycznie, czyli ciastem czekoladowym. W środku dobrej jakości kakao i miękkie gruszki, jak z babcinego kompotu. Na wierzchu nieprzyzwoicie słodka polewa z białej czekolady.

Witaj Nowy Roku, rozgość się, poczęstuj i bądź dla nas łaskawy.

OLDSKULOWY MURZYNEK Z GRUSZKAMI Z POLEWĄ Z BIAŁEJ CZEKOLADY

2 szklanki mąki

1 szklanka cukru trzcinowego

4 duże jajka

1/2 kostki masła

4 łyżki oleju

1/3 szklanki mleka 3,2%

3 łyżki kakao

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

2 średnie gruszki

na polewę:

1/2 tabliczki białej czekolady

2 łyżki masła

2 łyżki mleka

 

Gruszki obieramy, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy na ćwiartki.

Masło, olej i cukier rozpuszczamy w rondelku, studzimy. Żółtka oddzielamy od białek, z tych ostatnich ubijamy pianę ze szczyptą soli. Mąkę łączymy z sodą i kakao.

Następnie do masy z masła i cukru dodajemy żółtka i miksujemy. Następnie dodajemy mleko oraz po trochu mąki wymieszanej z sodą i kakao. Miksujemy krótko do połączenia składników. Na koniec do masy dodajemy pianę z białek i delikatnie łączymy drewnianą łyżką.

Masę przelewamy do klasycznej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu układamy ćwiartki gruszek lekko dociskając owoce. Ciasto pieczemy w temperaturze 170ºC (termoobieg) przez 1h.

Gdy ciasto studzi się na kuchennej kratce przygotowujemy polewę. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, masło i mleko. Mieszamy do połączenia się składników w jednolitą masę, po czym polewamy nią wierzch ostudzonego ciasta.

Smacznego:)


2 Comments

Jego doskonałość sernik krówkowy

Zaczynam podejrzewać u siebie swego rodzaju zafiksowanie na punkcie sernika. Serio.

Za każdym razem nieco modyfikuję kombinację składników i podświadomie dążę do doskonałego smaku i konsystencji. A moje początki pieczenia tego ciasta wcale nie należały do idealnych. Serniki siadały, były niedosłodzone, wciąż im czegoś brakowało. Gdy wreszcie osiągnęłam stan, który można nazwać sernikowym zadowoleniem (czyli: nie siada, jest odpowiednio słodki i lekki w konsystencji), zaczęłam kombinować.

Piekłam nowojorskie, czekoladowe, z owocami tropikalnymi, z masłem orzechowym, z trzema serami, z mlekiem skondensowanym, z waniliową nutą. Piekłam według doskonałego przepisu mojej Babci Wandy. Nie dalej jak trzy tygodnie temu wymyśliłam sernik krówkowy.

Nadziany i oblany krówkami z Milanówka.

Kremowy i jednocześnie lekki w konsystencji.

Rozpływający się w ustach.

Dla mnie doskonały. Przed Państwem jego doskonałość sernik. W sam raz na wyjątkowe okazje.

Spróbujcie.

Spokojnych Świąt!

SERNIK KRÓWKOWY

na spód:

100 g herbatników pełnoziarnistych (użyłam Petit Beurre Krakuski)

30 g miękkiego masła

na masę serową:

1 kg twarogu sernikowego (z wiaderka)

70 g cukru pudru trzcinowego

3 duże jajka

120 g krówek (najlepiej tzw. ciągutek)

4 łyżki mleka

2 łyżki kaszy manny

na polewę:

100 g krówek

2 łyżki mleka

 

Przygotowujemy spód: w robocie kuchennym miksujemy herbatniki z masłem (miksujemy do uzyskania konsystencji piasku). Formę do pieczenia z obręczą wykładamy papierem do pieczenia i równomiernie wykładamy nań zmiksowane herbatniki, dociskając do spodu. Formę umieszczamy w lodówce.

Przygotowujemy sernik właściwy: w kąpieli wodnej rozpuszczamy krówki z mlekiem. Mieszamy, aż powstanie jednolita masa, odstawiamy do ostudzenia. W robocie kuchennym umieszczamy ser twarogowy i cukier puder, miksujemy na średnich obrotach, co 1 minutę dodajemy po jednym jajku. Następnie do misy robota przelewamy przestudzoną masę krówkową, a na końcu kaszę mannę. Miksujemy chwilę, by wszystkie składniki się połączyły.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC (funkcja góra-dół).

Z lodówki wyjmujemy formę z ciasteczkowym spodem, na nią wylewamy masę serową i wkładamy do nagranego piekarnika. Pieczemy ok. 1h w temperaturze 170ºC. Po tym czasie lekko uchylamy drzwiczki piekarnika i pozwalamy sernikowi nieco przestygnąć (potrwa to ok. 1/2h). Po tym czasie sernik studzimy na kratce kuchennej, a gdy całkowicie przestygnie, przed podaniem umieszczamy go w lodówce na ok. 1h.

Gdy sernik chłodzi się w lodówce przygotowujemy polewę krówkową: w kąpieli wodnej rozpuszczamy krówki z mlekiem. Mieszamy, aż powstanie jednolita masa, po czym odstawiamy do przestudzenia. Przed podaniem sernik wyjmujemy z lodówki i polewamy masą krówkową.

Smacznego:)


Leave a comment

Maślana zmowa cenowa, czyli cytrynowy piegusek na świąteczny stół

Pieczenie ciasta, w którego skład wchodzi masło jest dziś prawdziwym luksusem. I nie mówię tu różnych wynalazkach, które w składzie mają trochę masła, trochę oleju i Bóg wie czego jeszcze, a spece od marketingu nazwali je smarowidełkiem lub maślanym mixem. Mam na myśli masło maślane (sic!), czyli produkt o zawartości co najmniej 82% tłuszczu.

Ceny prawdziwego masła w ostatnich miesiącach poszybowały w górę i póki co nie zamierzają spadać. Dziś kostka masła to wydatek rzędu 7-8 zł, więc domowe maślane bułeczki, chałki i i inne cuda z masłem w roli głównej powinny być rarytasem.

Podobno już odpowiedni urząd wziął temat pod lupę, by sprawdzić czy te podwyżki nie są efektem zmowy cenowej. Tak czy siak, Polacy raczej masowo nie wyjdą na ulice, by protestować przeciwko drastycznym podwyżkom masła maślanego. Co najwyżej odmówią sobie kanapki posmarowanej tymże lub zrezygnują z bułki tartej do kalafiora;)

Lecz wyjątek niechaj rodacy uczynią przed nadchodzącymi Świętami. Kupcie zatem kostkę prawdziwego masła, by podniebieniu podarować odrobinę maślanego luksusu.

Oto przepis na cytrynowe ciasto z makiem nieźle nadziane masłem. Koniecznie 82-procentowym.

CYTRYNOWY PIEGUSEK

1 kostka miękkiego masła

190 g cukru trzcinowego

3 średnie jajka

50 g maku

200 ml mleka 2%

300 g mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 cytryna

na polewę:

1 opakowanie serka mascarpone (250g)

5 łyżek cukru pudru

1 łyżka soku z cytryny

 

Cytrynę sparzamy wrzątkiem, następnie ścieramy skórkę i wyciskamy sok. Mak wsypujemy do osobnego naczynia i zalewamy mlekiem, odstawiamy na kwadrans. Masło miksujemy z cukrem trzcinowym. Gdy masło z cukrem połączą się w puszystą masę, dodajemy po jednym jajku. Następnie do masy dodajemy po trochu mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia. Następnie do masy przelewamy mak z mlekiem i skórkę cytrynową z sokiem.

Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, pieczemy przez ok. 45 minut w temperaturze 180ºC.

Po upieczeniu ciasto studzimy na kuchennej kratce, a w międzyczasie przygotowujemy polewę: mascarpone miksujemy z cukrem pudrem i sokiem z cytryny.

Ostudzone ciasto smarujemy polewą.

Smacznego:)


Leave a comment

Bloger w ogrodzie, czyli szarlotka z żurawiną

Gdy kilka dni temu spadł śnieg i moja Mama powiedziała: “Ajka, strzep śnieg z pierisów” wiedziałam, że przy okazji uszczknę coś do zdjęć:) O każdej porze roku nasz ogród jest pełen naturalnych rekwizytów. Często, gdy szukam rekwizytów do fotografii kulinarnej zapuszczam się do ogrodu. Wiosną wykorzystuję kwitnące gałązki czereśni, latem kwiaty hortensji, jesienią opadłe liście, zimą gałązki świerków i kosodrzewiny. Naturalny cykl przyrody sprzyja blogerkom kulinarnym.

Śnieg stopniał, wilgotna ziemia natarczywie wchodzi w podeszwy kaloszków Zu, pies z upodobaniem grzebie łapami w ziemi bawiąc się szyszkami, a ja zbieram ostatnie opadłe buczynowe liście. Po codziennym spacerze po ogrodzie wracamy do domu i serwujemy na rozgrzewkę malinową herbatę z pigwą. Na talerzykach obok kubków leży kawałek szarlotki. Tym razem z żurawiną.

SZARLOTKA Z ŻURAWINĄ

/przepis na małą okrągłą formę o ø 16 cm/

na spód:

1,5 szklanki mąki pszennej

1/2 kostki masła

1/2 szklanki cukru

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

1 żółtko

1 łyżeczka jogurtu naturalnego

na nadzienie:

3 duże kwaskowate jabłka

1/3 szklanki cukru

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

na wierzch:

2 łyżki zimnego masła

2 łyżki płatków owsianych

2 łyżki mąki

2 łyżki cukru

garść żurawiny (użyłam mrożonej)

cukier puder do posypania

 

Przygotowujemy spód: z podanych składników zagniatamy kruche ciasto, które rozwałkowujemy i wykładamy w formie do pieczenia, po czym chowamy na 1/2h do lodówki.

W tym czasie przygotowujemy nadzienie: jabłka obieramy, kroimy na cienkie plasterki, przekładamy do miski. Do jabłek dodajemy cukier, przyprawy, mieszamy całość, by pokryły jabłka.

Przygotowujemy kruszonkę: masło, płatki owsiane, mąkę i cukier rozcieramy w palcach tworząc kruszonkę, którą owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC. Spód w formie pieczemy przez 20 minut lub do zrumienienia. Następnie wykładamy na kratkę  kuchenną i studzimy.

Na przestudzony spód wykładamy nadzienie jabłkowe, dodajemy kruszonkę (odrywając palcami małe kawałki ciasta), na wierzchu układamy żurawinę.

Szarlotkę pieczemy przez ok. 35-40 minut w temperaturze 180ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej i posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


2 Comments

Jesienne spacery i placek dyniowo-kokosowy

Pachnie jesienią. Gdzieś w oddali pali się ognisko, a wiatr niesie w naszą stronę dym z ogniska. Około południa wychodzimy z Zu na spacer po ogrodzie. Dołącza do nas Ozzy zawsze chętny do biegania, bez względu na aurę panującą na zewnątrz. Zu w kaloszkach śmiga po rozmiękczonej deszczem ziemi, wbiega na kupkę liści z radością wykrzykując “opa, opa!”. Patrzę i uśmiecham się do swoich myśli. Jak niewiele potrzeba dziecku, by poczuło się szczęśliwe.

Ozzy czeka, aby rzucić mu szyszkę, którą za chwilę swoimi kłami rozłoży na tysiąc drobnych kawałeczków. Psi chirurg. Spacerujemy wokół domu, zbieramy kolorowe liście, wypatrujemy myszy w norce pod świerkami. Lubię tak spacerować (a coraz częściej biegać:)) za moją córką po ogrodzie, choć to wymaga 200% uważności. Na drodze co i rusz wyrastają z ziemi kamienie, ostre gałązki krzaków, na cisach czerwienią się trujące kulki. Każdy spacer to dla mojego szkraba nowa przygoda, poznawanie otaczającego świata każdym ze zmysłów.

A po spacerze do rozgrzewającej herbaty zjadamy po kawałeczku placka dyniowo-kokosowego naturalnie słodzonego.

PLACEK DYNIOWO-KOKOSOWY

/inspiracja pochodzi z bloga http://www.minimalistbaker.com, z moimi modyfikacjami/

3 średnie jajka

1 i 1/4 szklanki cukru kokosowego

2 średnie banany

1/2 szklanki roztopionego miodu

1 i 1/2 szklanki purée z dyni

1/2 szklanki oleju roślinnego

1 szklanka mleka kokosowego

1 łyżeczka białego octu winnego

szczypta soli

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka przyprawy do pierników

1/3 szklanki płatków owsianych

1 szklanka mąki kokosowej

1 szklanka mąki orkiszowej

 

W dużej misce ubijamy jajka z cukrem kokosowym, dodajemy miód, rozgniecione banany, dyniowe purée, olej. Miksujemy 2-3 minuty.

W osobnej misce łączymy suche składniki: sól, sodę, proszek do pieczenia, płatki owsiane, cynamon, przyprawę do pierników, mąkę kokosową i orkiszową. Suche składniki dodajemy do ubitej masy jajeczno-dyniowej,  mieszamy drewnianą łyżką, na końcu dodajemy mleko kokosowe i ocet. Mieszamy całość aż połączy się w miarę jednolitą masę.

Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 40 minut w temperaturze 170ºC.

Ciasto studzimy na kratce kuchennej, przed podaniem możemy posypać trzcinowym cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Tort marchwiowo-dyniowy z kremem fistaszkowym

W miniony weekend przez przypadek wyszło mi pyszne ciasto;) Na rynku kupiliśmy soczystą i słodką marchew, a do tego dorodny kawałek dyni Muscat.

W domu zaczęłam od poszukiwania w Sieci przepisu na krem do przełożenia ciasta. Idealny znalazłam na Kwestii smaku, a później zaczęłam eksperymentować ze składnikami ciasta. Upiekłam ciasto, które za sprawą kremu doczekało się miana tortu. Zamiast zwykłej mąki pszennej użyłam mąki orkiszowej, a dodatek w postaci soczystej marchewki i dyni sprawił, że ciasto było wilgotne i niemal rozpływające się w ustach. I gdyby nie to, że pochłonęliśmy je w ciągu dwóch dni, mogłoby pewnie przechować się w lodówce przez kolejne 3 doby;)

Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami piwnicy, śmiało możecie kupić zapas dyni i przechowywać ją nawet do wiosny. Cała, nieuszkodzona dynia dzielnie zniesie zimę w temperaturze ok. 8-10ºC. A Wy przez ten czas możecie uszczuplać zapasy i używać jej do przygotowywania kremowych zup, lazanii i pysznych ciast. Gorąco zachęcam do eksperymentowania!

TORT MARCHWIOWO-DYNIOWY Z KREMEM FISTASZKOWYM

250 g marchwi startej na tzw. dużym oczku

150 g dyni (użyłam odmiany Muscat)

3 jajka

150 g cukru trzcinowego

160 ml oleju rzepakowego

230 g mąki orkiszowej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka przyprawy do piernika

szczypta soli

na krem:

250 g mascarpone

3 łyżki masła orzechowego z kawałkami orzechów

2 łyżki cukru pudru

do posypania wierzchu:

garść posiekanych fistaszków

 

W misce mieszamy suche składniki: mąkę orkiszową, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, przyprawę do piernika i sól.

W osobnej dużej misce ubijamy jajka z cukrem. Cały czas miksując dodajemy olej. Następnie dodajemy po trochu suchych składników i krótko miksujemy, aż masa stanie się jednolita.

Następnie dodajemy do masy marchew i dynię. Mieszamy dokładnie drewnianą łyżką, a następnie przelewamy ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Ciasto pieczemy przez ok. 45 minut w temperaturze 160ºC (termoobieg).

Gdy ciasto się piecze przygotowujemy krem fistaszkowy: w misce umieszczamy mascarpone, masło orzechowe i cukier puder. Miksujemy ok. 4-5 minut. Chłodzimy w lodówce.

Upieczone ciasto studzimy na kratce kuchennej, następnie przekrawamy je w połowie wysokości. Wystudzony dolny blat smarujemy połową kremu fistaszkowego, przykrywamy drugim blatem, smarujemy resztą kremu i posypujemy posiekanymi orzeszkami.

Smacznego:)