gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Instagramowe żądze i drożdżowy placek z twarogiem i truskawkami

W ostatni weekend zobaczyłam na Instagramie obłędne zdjęcie drożdżówki z truskawkami i twarogiem i natychmiast zapałałam żądzą, by upiec podobne pyszności. S. wybierając się na sobotnie zakupy dostał listę, w której zapisałam kilka żelaznych punktów: masło (koniecznie Łaciate, moim zdaniem najlepsze na rynku), twaróg półtłusty i drożdże. O truskawkach nie musiałam mu przypominać, bo odkąd zaczął się na nie sezon, po każdej weekendowej wyprawie na brwinowskie targowisko, łubianka tych pysznych owoców trafia na nasz blat kuchenny.

Z truskawkami mamy pewien problem. Odkąd okazało się, że Zu jest uczulona na owoce drobno pestkowe (kiwi, maliny), unikam jak ognia podawania jej również truskawek. Z ciężkim sercem, ale lepsze wyrzuty sumienia niż kolejny nawrót wysypki na jej delikatnej skórze. Teraz, gdy robię całej naszej trójce mleczny koktajl, do kefiru dodaję banana dla Szkraba, a dla nas truskawki. Nasza dziewczynka sączy przez słomkę swoją porcję niemal jednym tchem, a my z S. z zakazaną truskawkową wersją przemykamy po kątach i pod skosami.

Ale wróćmy do drożdżówki. Uwiodła mnie. Ni mniej ni więcej, rzuciła na mnie urok. Poszperałam w Sieci, spojrzałam na przepisy, z których sama dotąd korzystałam, zerknęłam do jednego ze starszych wydań specjalnych Kukbuka i oto jest drożdżowy placek z truskawkowo-twarogowym wierzchem.

Maślany, pachnący. Idealny. Najlepszy jeszcze ciepły wyjadany wprost z blachy. Duuużej blachy;)

DROŻDŻOWY PLACEK Z TWAROGIEM I TRUSKAWKAMI

/inspiracja pochodzi z http://www.niebonatalerzu.blogspot.com i wydania specjalnego magazynu Kukbuk nr 2/2015/

na ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
1/2 kg mąki pszennej
3/4 szklanki cukru trzcinowego
4 żółtka
1/2 kostki masła o temperaturze pokojowej

szczypta soli

na wierzch:
250 g półtłustego twarogu
3 łyżki jogurtu greckiego typu light
2 łyżki cukru trzcinowego
10-12 średniej wielkości truskawek

na kruszonkę:
1/5 kostki masła

1/3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

1/3 szklanki płatków owsianych górskich

 

Do miski wlewamy ciepłe (lekko podgrzane) mleko, dodajemy drożdże i łyżeczkę cukru, mieszamy. Następnie odstawiamy na kilkanaście minut by zaczyn ruszył.

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy zaczyn, żółtka i sól. Energicznie wyrabiamy ciasto ok. 10 minut (ręcznie lub w robocie kuchennym używając końcówki z hakiem). Dodajemy pozostały cukier i masło, wyrabiamy jeszcze 2-3 minuty. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na ok. 1h.

Składniki kruszonki szybko łączymy w osobnej misce, tworzymy kulę, owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki przynajmniej na 1/2h.

W osobnej misce miksujemy twaróg, jogurt i cukier.

Truskawki pozbawiamy szypułek, kroimy na grube plasterki.
Wyrośnięte ciasto naciskamy ręką, by je odgazować, a następnie przekładamy do blachy wysmarowanej masłem. Zostawiamy na ok. 5 minut, by ciasto nieco urosło.

Następnie na wierzchu ciasta delikatnie rozsmarowujemy masę serową, a na nią układamy plasterki truskawek. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i ścieramy na tarce o dużych oczkach.

Tak przygotowane ciasto wstawiamy do zimnego piekarnika. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180ºC i pieczemy placek ok. 45 minut aż ładnie wyrośnie, a wierzch zrumieni się.

Smacznego:)


Leave a comment

Ranne ptaszki i brownie z masłem orzechowym

Wiecie jak wygląda świat o 4:50 nad ranem? Ja czasem miewam tę (wątpliwą;)) przyjemność obserwowania budzącego się dnia. O tej porze latem, gdy nie ma chmur, powietrze jest świetliste, trochę błękitnawe. Dach “dymi”, ze względu na różnicę temperatur, a ptaki już dawno się obudziły i w gałęziach drzew słychać ich świergotanie i nawoływanie. Byłabym szalona, gdybym z własnej, nieprzymuszonej woli zrywała się z łóżka o świcie. Autorką całego zamieszania jest moja córcia, która raz na jakiś czas serwuje mi pobudkę o wschodzie słońca. A sama po kilku godzinach pada ze zmęczenia i ucina sobie 2-3-godzinną drzemkę. Ja na taki luksus niestety nie mogę sobie pozwolić.

Dziś będzie o uzależniającym maśle orzechowym. Od czasu do czasu mam fazę na masło z fistaszków. Zwykle kupuję wtedy półkilogramową paczkę orzeszków, zatrudniam S. do ich  obierania, po czym wrzucam wszystko do misy robota kuchennego. A on robi za mnie resztę. Sieka tak długo, aż z twardych orzeszków powstanie kremowa masa. Próbowałam już różnych wersji. Blendowałam orzechy po namoczeniu, z dodatkiem oliwy czy odrobiny soli. Jednak najbardziej lubię wersję najprostszą, po prostu zmiksowane na gładką masę orzechy. Dzisiejsze brownie jest z dodatkiem najprostszego, domowej roboty masła orzechowego. Przepis pochodzi z magazynu “Kukbuk”.

BROWNIE Z MASŁEM ORZECHOWYM

/na podstawie magazynu Kukbuk nr 26, z moimi modyfikacjami/

160 g masła

200 g cukru trzcinowego

200 g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)

250 g mąki pszennej

szczypta soli

50 g zmielonych migdałów

4 jajka

150 g masła orzechowego

 

W garnuszku albo kąpieli wodnej rozpuszczamy masło i cukier, po czym dodajemy połamaną na małe kawałki czekoladę. Mieszamy aż całość rozpuści się, a następnie zestawiamy z ognia, by masa ostudziła się.

Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy sól, mielone migdały, wlewamy roztrzepane jajka i masę czekoladową. Dokładnie mieszamy. Przekładamy masę do żaroodpornej formy  wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównujemy wierzch. Na wierzchu rozprowadzamy silikonową szpatułką masło orzechowe. Brownie pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez ok. 25 minut. Studzimy i kroimy w kostki.

Smacznego:)


2 Comments

Pusta lodówka i placek z truskawkami z orkiszową kruszonką

Pewnie znacie to uczucie, gdy po kilku dniach spędzonych poza domem wracacie z podróży i dobrze znane cztery kąty wydają się jakieś inne. Kilka dni z dala od domu sprawia, że nabiera się nieco świeżego spojrzenia na własne mieszkanie. Trwa to co prawda kilka chwil, ale jest bardzo ożywcze. Przez głowę przemykają wówczas myśli typu: ale fajnie mieszkamy, jakie światło!, dobrze, że posprzątaliśmy przed wyjazdem:)

Tak miałam ostatnio, gdy wróciliśmy do domu po kilkudniowym wypadzie na Podhale. Salon zrobił się jakby większy, bo dzień przed wyjazdem zlikwidowaliśmy zuziną zagrodę. Drewniany kojec służył naszej dziewczynie niemal rok. To w nim na początku raczkowała, zaczynała siadać, by następnie stanąć na nóżki i zrobić pierwsze w życiu kroki. Gdy zagroda została zdemontowana, Zu zaczęła zachowywać się jak Ozzy spuszczony ze smyczy. Biegała z piskiem w tę i z powrotem, jakby nie dowierzając, że to już na zawsze i nie na niby. Poczuła nieskrępowaną wolność.

Ale wróćmy do refleksji o domu. Bo tam po powrocie czekała na nas… wymieciona lodówka. Po kątach leżały smętne kawałki sera, zdechłe rzodkiewki, kubeczki z jogurtem, pomarszczona cytryna i kostka masła. Błyskawicznie zapełniliśmy ją oscypkami. W szufladach kuchennych czekały mąki, cukier i pozostałe ingrediencje niezbędne do wypieków. Tego akurat nigdy u mnie nie brakuje. Nazajutrz wystarczyło kupić duże, dojrzałe w mazowieckim słońcu truskawki. I upiec placek. Ot, i cała filozofia.

PLACEK Z TRUSKAWKAMI I ORKISZOWĄ KRUSZONKĄ

na ciasto:

2 szklanki mąki orkiszowej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 jajka (w temperaturze pokojowej)

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1 i 1/2 małego opakowania jogurtu greckiego (à 180g)

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

1/2 szklanki oleju

 na wierzch:

2 szklanki truskawek, umytych i odszypułkowanych

na kruszonkę:

1/3 szklanki mąki orkiszowej

1/4 kostki zimnego masła (ok. 50g)

2 czubate łyżki płatków orkiszowych

4 łyżki cukru trzcinowego

 

Zaczynamy od przygotowania kruszonki: do miski wsypujemy mąkę, posiekane masło, cukier i płatki orkiszowe. Rozcieramy palcami składniki aż powstanie grudkowate ciasto. Chowamy do lodówki.

Przygotowujemy ciasto: mąkę orkiszową z proszkiem do pieczenia przesiewamy do miski. W drugiej misce ubijamy jajka z cukrem na puszystą masę, pod koniec ubijania dodajemy ekstrakt waniliowy. Następnie dodajemy jogurt, olej i wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia. Miksujemy krótko, do połączenia się składników w jednolitą masę.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC.

Ciasto przelewamy do formy do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu układamy truskawki pokrojone w ćwiartki. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i posypujemy wierzch ciasta. Ciasto pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 180ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Podmiejscy ogrodnicy, czyli ciasto rabarbarowe z budyniową pianką pod kruszonką

W ogrodzie zakwitł różanecznik, zielenią się liście funkii, a z sosny za płotem lecą szyszki. Te szyszki to młyn na wodę Ozziego. Tylko czeka, aż któryś z domowników rzuci mu szyszunię, by w mig złapać ją w locie. Potem nasz pies kładzie się na trawie i obgryza, obgryza, obgryza… Aż z szyszki zostanie smętny szkielet.

Rodzice pracują w ogrodzie, Zuza biega po trawie ze swoją pierwszą konewką, Ozzy za nią, a ja podlewam to, co zasadziliśmy w naszym pierwszym podmiejskim warzywniku. Tata zbudował go z desek, S. pomalował, przekopał  ziemię, zaś do kobiet w naszym domu należało sadzenie. W ten sposób rosną tam sadzonki cukinii, pod warstwą ziemi zbierają się do wykiełkowania natka pietruszki, jarmuż i buraki. Na tarasie rosną jak co roku zioła i pomidory, które namiętnie uprawia mój Brat, i których sadzonkami obdziela rodzinę od kilku sezonów. Tacy z nas podmiejscy ogrodnicy amatorzy. Może nawet bardziej amatorzy niż ogrodnicy;)

Ale dziś będzie o innym sezonowym przysmaku. O rabarbarze. Jego cierpki, kwaśny smak doskonale pamiętam z dzieciństwa. Obieranie łodyg dziś przywodzi mi na myśl wyciąganie nici dentystycznych. Mieszkaliśmy w Zakopanem, miałam kilka lat, gdy latem Mama gotowała wielki gar kompotu rabarbarowego. Dużo rabarbaru i jeszcze więcej cukru. A dziś piekę drożdżówki z twarogiem i rabarbarem albo ciasto z rabarbarem, budyniową pianką pod kruszonką.

CIASTO RABARBAROWE Z BUDYNIOWĄ PIANKĄ POD KRUSZONKĄ

/na podstawie http://www.moderntasteblog.com z moimi modyfikacjami/

na kruche ciasto:
250 g mąki
100 g zimnego masła
3 łyżki cukru pudru
szczypta soli
4 żółtka
1 łyżka zimnego mleka

na piankę waniliową:
4 białka
180 g cukru trzcinowego
2 budynie waniliowe bez cukru (70 g)
½ szklanki oleju roślinnego
1/2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią lub 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

na kruszonkę:
80 g mąki
50 g cukru
30 g płatków owsianych
15 g posiekanych orzechów pekan

15 g posiekanych orzechów włoskich
100 g zimnego masła

na nadzienie:
ok. 1/2 kg rabarbaru (waga przed obraniem)

 

Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę łączymy z cukrem i solą. Dodajemy zimne masło i miksujemy za pomocą robota kuchennego lub ręcznie siekając nożem do połączenia się masła z mąką. Dodajemy żółtka i mleko i wyrabiamy ciasto. Owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na co najmniej 1/2h.

Rabarbar myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na 2-3 cm kawałki.

Z podanych składników wyrabiamy kruszonkę.

Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Żaroodporną formę wykładamy papierem do pieczenia. Wyjmujemy schłodzone ciasto, rozwałkowujemy je i wykładamy dno formy.

Przygotowujemy piankę budyniową: białka ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec ubijania powoli wsypujemy cukier i dalej ubijamy, aż się rozpuści. Wsypujemy budynie i miksujemy na wolnych obrotach. Kiedy dobrze połączą się z pianą wlewamy olej i miksujemy jeszcze przez chwilę.

Na kruchy spód wylewamy piankę waniliową. Rozkładamy równomiernie kawałki rabarbaru, na wierzch wysypujemy kruszonkę. Pieczemy w 180ºC przez 35-40 minut. Po upieczeniu ciasto wyjmujemy na kratkę kuchenną, by ostygło.

Smacznego:)


Leave a comment

Rok za nami i ciasto krówkowo-marchwiowe na weekend

dsc_7520

Minął rok. W ciągu tych dwunastu miesięcy powinnam była nosić na okrągło jeden z tych T-shirtów, które widziałam w Internecie. Koszulki z napisem I produce milk. What’s your superpower?

Za nami milowy krok w rozwoju małego człowieka.

Za nami kilkanaście wieczorów, gdy Zuza płakała z bólu, a ja razem z nią z bezsilności. Aż wreszcie pomogły kropelki na kolkę jelitową i wieczory znowu były spokojne.

Za nami godziny przytulania, kołysania i śpiewania kołysanek, harcerskich szlagierów, słowackich piosenek i przyśpiewek góralskich.

Za nami pierwsze ekwilibrystyczne występy począwszy od samodzielnego siadania, poprzez stanie przy barierkach i meblach,  po pierwsze samodzielne kroki (a po nich spektakularne bach! na pupę).

Wreszcie, za nami pierwsze słowa: bla bla, brum brum, dada, i to najbardziej wyczekiwane: mama.

dsc_7060

Pierwsze urodziny Zuzy świętowaliśmy niemal trzy tygodnie temu.

Zjechali się goście, a ja kilkanaście godzin wcześniej szalałam w swoim żywiole. Był obiad, a po nim przekąski i ciasto. I, rzecz jasna, tort urodzinowy. Super zdrowy, bo Zuz musiała przecież spróbować pierwszego w życiu ciasta. A tort był pełen dobra: bananów, malin, borówek, mleka kokosowego, syropu klonowego czy cukru kokosowego.

dsc_7425

Ale tym razem nie podam Wam przepisu na tort, lecz na wilgotne, pachnące mlecznymi krówkami ciasto. W sam raz na weekend. Do niespiesznej kawy.

dsc_7505

CIASTO KRÓWKOWO-MARCHWIOWE

/wg przepisu z Weranda Country, luty 2017, z moimi modyfikacjami/

10 krówek

3 łyżki mleka

1 jajko

4 łyżki kwaśnej śmietany

1 łyżeczka ekstraktu z prawdziwej wanilii

1 szklanka startej marchewki (czyli z 1 dużej marchewki)

4 łyżki cukru

1/4 szklanki oleju

1 szklanka mąki

1 łyżeczka sody oczyszczonej

na wierzch:

cukier puder

migdały w płatkach

 

Krówki zalewamy mlekiem i rozpuszczamy w kąpieli wodnej, a następnie studzimy. Dodajemy śmietanę, jajko, cukier, olej i wanilię oraz marchew. Mieszając, wsypujemy mąkę wymieszaną z sodą.

Ciasto przekładamy do żaroodpornej formy, posypujemy płatkami migdałów i pieczemy ok. 35-40 minut w temperaturze 180ºC.

Ciasto studzimy i oprószamy cukrem pudrem.

Smacznego:)

dsc_7507

dsc_7524

dsc_7523


Leave a comment

Coś słodkiego, całkiem zdrowego. Bezglutenowe ciasto czekoladowo-kokosowe

dsc_6572

Gdy wyciągam z kredensu czajniczek z podgrzewaczem na tealighty, oznacza to ni mniej ni więcej, że nadeszła jesień. Zaczynam gromadzić owocowe herbaty i moją ulubioną senchę z rozmaitymi dodatkami. Nic nie robi tak dobrze, jak filiżanka gorącej herbaty w słotny jesienny wieczór. Do niedawna do owej filiżanki była obowiązkowo dobra książka, dziś jest zabawa z naszą małą dziewczyną (a herbata stoi w bezpiecznym miejscu czekając na swoją kolej:)).

Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w oleje tłoczone na zimno, w tym olej kokosowy, oraz mąkę kokosową. Oleju używam do smażenia placuszków (przepis znajdziecie tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/10/07/chodzi-za-mna-przepis-czyli-placuszki-z-ricotta-kokosowa-nuta-i-malinami-z-cyklu-leniwe-weekendowe-sniadania/ ), a z mąką kokosową póki co eksperymentuję.

Miałam wielką ochotę upiec coś słodkiego i kokosowego, bo uwielbiam ten smak. Poszperałam w Sieci i znalazłam ciasto doskonałe. Czekoladowo-kokosowe, które po wystygnięciu potraktowałam polewą czekoladową. Wiem, brzmi nieprzyzwoicie. Ale jest pyszne. I całkiem zdrowe, bowiem prócz mąki kokosowej zawiera również kakao i miód. Słowem, w sam raz do świeżo zaparzonej herbaty.

dsc_6590

Mąka kokosowa niesamowicie chłonie płyn, dlatego na dzisiejsze ciasto pieczone w keksówce wystarczy zaledwie pół szklanki tej mąki. Prócz tego, że nadaje się dla osób uczulonych na gluten, jest również przyjazna dla diabetyków, ponieważ w przeciwieństwie do mąki pszennej po spożyciu nie powoduje gwałtownych skoków glukozy we krwi.

Z kolei kakao to bogactwo antyoksydantów, źródło magnezu, żelaza, miedzi, niektórych witamin, takich jak choćby witamina B mającej dobroczynny wpływ na nasz układ nerwowy, odpornościowy i narząd wzroku.

O właściwościach miodu można również pisać w samych superlatywach, bowiem korzystnie wpływa na serce i mózg, ma właściwości przeciwbakteryjne, a nawet goi rany.

Zatem upieczcie sobie to pyszne ciasto… na zdrowie:)

dsc_6587

CIASTO CZEKOLADOWO-KOKOSOWE

/na podstawie http://www.thehealthychef.com z moimi modyfikacjami/

1/2 szklanki naturalnego kakao

1/2 szklanki mąki kokosowej (użyłam mąki z http://www.olejowyraj.pl)

2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki cynamonu

szczypta soli

6 średniej wielkości jajek lub 5 dużych

1/2 szklanki płynnego miodu (ewentualnie drobnego cukru trzcinowego)

1/2 szklanki oleju (np. słonecznikowego)

1/2 szklanki mleka kokosowego

1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej lub ziarenka z 1 laski wanilii

na polewę:

1/2 tabliczki czekolady gorzkiej (min. 70% kakao)

1/2 tabliczki czekolady deserowej

1/5 kostki masła

opcjonalnie płatki kokosowe

 

W dużej misce łączymy sypkie składniki: kakao, mąkę kokosową, proszek do pieczenia, cynamon i sól.

W osobnej misce za pomocą trzepaczki łączymy jajka, miód, olej, mleko kokosowe, wanilię. Następnie wlewamy je do miski z suchymi składnikami i mieszamy trzepaczką do połączenia się w jednolitą masę.

Ciasto przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 1h w temperaturze 160ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej.

Przygotowujemy polewę: w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę i masło, mieszamy aż połączą się w jednolitą masę. Polewamy nią przestudzone ciasto. Wierzch możemy posypać płatkami  kokosowymi.

Smacznego:)

dsc_6579

dsc_6584

dsc_6573


Leave a comment

Uśmiech sąsiadki, czyli szarlotka z migdałami

DSC_5965

Z niepryskanych jabłek, które dostałam od Sąsiadki upiekłam szarlotkę.

Klasyczną, z maleńką modyfikacją: do nadzienia dodałam migdały. Gdy ostygła podzieliłam ją na trzy części: pierwszą dostali Sąsiedzi, druga powędrowała do pana Witka (który obdarowuje nas w sezonie pyszną sałatą i cukinią), resztę zjedliśmy w weekend.

Zdarzyło Wam się kiedykolwiek obdarować kogoś znajomego własnymi wypiekami? Tak spontanicznie, bez wcześniejszego planu, kalkulacji i szumnych zapowiedzi? Jeśli nie, to koniecznie spróbujcie kiedyś to zrobić. Zaskoczenie i przede wszystkim szczery uśmiech obdarowanej osoby są bezcenne.

Dobrego weekendu:)

DSC_5974

DSC_5967

SZARLOTKA Z MIGDAŁAMI

na ciasto:

3 szklanki mąki pszennej

kostka masła

1/2 szklanki cukru trzcinowego

łyżeczka ekstraktu waniliowego

3 żółtka

łyżka jogurtu naturalnego

na nadzienie:

1,5 kg kwaskowatych jabłek

3/4 szklanki cukru trzcinowego

garść posiekanych migdałów

3 białka

szczypta soli

 

Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto. Dzielimy na 2 części i chłodzimy ok. 1/2h (3/4 ciasta wkładamy do lodówki, 1/4 do zamrażalnika). Piekarnik nagrzewamy do 180°C.

Jabłka obieramy i kroimy w cienkie plasterki, dodajemy cukier, migdały, dokładnie mieszamy i odstawiamy. Białka ze szczyptą soli ubijamy mikserem na sztywną pianę.

3/4 ciasta wyjmujemy z lodówki, wylepiamy nim formę do pieczenia (wyłożoną papierem do pieczenia), ciasto nakłuwamy widelcem i podpiekamy ok. 10-15 minut w temperaturze 180°C do momentu zrumienienia.

Podpieczony spód wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a następnie wykładamy nań jabłka, a na nie ubitą pianę z białek. Ostatnią warstwę stanowi 1/4 ciasta: wyjmujemy je z zamrażarki i ścieramy na tarce.

Szarlotkę pieczemy przez ok. 35-40 minut w temperaturze 180°C. Po ostudzeniu można ją posypać cukrem pudrem.

Smacznego:)

DSC_5969

DSC_5972