gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Na przednówku, czyli naleśniki pszenno-gryczane z musem jabłkowym

Im bliżej do wiosny, tym bardziej przestronnie robi się w naszej quasi-spiżarni. Co i rusz znikają słoiki z pysznymi kiszonymi ogórkami produkcji mojej Mamy. Znacznie wolniej zjadamy ogórki w zalewie octowej (tzw. żydki, wg przepisu mojej kuzynki Gosi), bo jest ich znacznie mniej. Wreszcie, zjedliśmy ostatni słoik z musem jabłkowym, który przygotowałam z działkowych jabłek z dodatkiem cukru, cynamonu i rodzynek. Gotowego musu używałam do szybkich szarlotek, ale sprawdził się równie dobrze jako nadzienie do słodkich naleśników.

Uwielbiam naleśniki, ale nie cierpię ich smażenia. Żeby zrobić naleśniki dla całej rodziny, zwykle zajmuje mi to 1,5 godziny. Stoisz przy wyspie kuchennej, wlewasz ciasto, sprawdzasz czy już czas przewrócić albo zdjąć naleśnika z patelni i… czas niemiłosiernie się dłuży. A odejść od kuchni, by zrobić inne rzeczy w międzyczasie, nie ma za bardzo jak z obawy przed przypaleniem. Bo ze smażeniem naleśników jest jak z awokado. Not yet. Not yet. Not yet. Eat me! Too late;)

Kiedy bardzo tęsknimy za latem i jego darami, robimy sobie małą kulinarną wyprawę w tę porę roku. Trochę naciągana jest ta wyprawa, ale zawsze to coś. Taka chwilowa podróż w cieplejszą porę roku. Czasem jest to upieczenie szarlotki, czasem przygotowanie sałaty, albo tak jak dziś usmażenie naleśników pachnących latem. W dzisiejszej odsłonie są z dodatkiem mąki gryczanej i dużym kleksem słodkiej śmietany.

NALEŚNIKI PSZENNO-GRYCZANE Z MUSEM JABŁKOWYM

/porcja na ok. 8-10 naleśników/

na naleśniki:

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej

1/2 szklanki mąki gryczanej

szklanka mleka 2%

szklanka wody mineralnej gazowanej

2 jajka

1/2 łyżeczki soli

2 łyżki oliwy z oliwek

olej rzepakowy do smażenia

na nadzienie:

2 i 1/2 szklanki domowego musu jabłkowego

lub

4 średnie jabłka

1/2 szklanki cukru trzcinowego

1 łyżeczka cynamonu

1/4 łyżeczki mielonego kardamonu

1/4 łyżeczki mielonego imbiru

do podania:

kubeczek śmietany 18%

2-3 łyżki cukru pudru

 

Składniki na ciasto naleśnikowe miksujemy, a następnie chłodzimy co najmniej 1/2h w lodówce. Następnie porcje ciasta nakładamy chochelką na rozgrzaną patelnię lekko posmarowaną olejem. Smażymy naleśniki i odkładamy jeden na drugi na talerz. Przykrywamy folią aluminiową, by zachowały ciepło.

Jeśli nie macie w swojej spiżarni musu jabłkowego domowej roboty, możecie go przygotować w wersji błyskawicznej: jabłka obieramy, wycinamy gniazda nasienne i ścieramy na tarce na dużych oczkach. Jabłka przekładamy do rondla o grubym dnie, dodajemy cukier i przyprawy, podlewamy odrobiną wody (1-2 łyżki) i dusimy na małym ogniu, aż jabłka się rozpadną i zmiękną. Gotowy mus nakładamy na naleśniki, zwijamy w kopertę lub klasyczną “rurkę”, wykładamy na talerz i polewamy śmietaną zmiksowaną z cukrem.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Pulpety z fasoli w warzywnym sosie i nieco spóźniona recenzja książki

dsc_7442

Miała swoją premierę jesienią 2016 roku, a ja dostałam ją w prezencie na gwiazdkę.

Mowa o Na zdrowie, najnowszej książce Elizy Mórawskiej, czyli Liski – autorki bloga White Plate. Przyznam, że mam wszystkie jej dotychczasowe książki kulinarne i choć nie wszystkie eksploatuję w równym stopniu, to lubię je czasem przeglądać. Ostatnio tylko wtedy, gdy Zuza śpi, a ja ogarnę najpotrzebniejsze sprawy w naszym domu. Lubię niespiesznie kartkować książki napisane przez Liskę, bo są autentyczne, z nieprzekombinowanymi przepisami i z charakterystycznymi zdjęciami. Te zdjęcia są nieprzestylizowane i chyba takie, jak ich autorka: naturalne.

Wizualnie Na zdrowie zachwyca. Książka jest wydrukowana z najwyższą starannością: gruby, matowy papier, porządne szycie, kapitałka z lnu i zakładka-wstążka, które tak lubię w książkach. Wydawnictwo podzielono na rozdziały: “Praktyczne rady”, “Mniej typowe urządzenia kuchenne, które być może ci się spodobają”, “Spiżarnia”, “Moje śniadania”, “Lekkie obiady”, “Gotowanie dla alergika”, “Desery”.

Autorka niczego nie narzuca, nie wygłasza tyrad typu “jedz tak, jak ja i moja rodzina, a będziesz cieszył się zdrowiem”. Przecież nikt tego nie lubi. Przeciwnie, Mórawska pokazuje i pisze o przykładach ze swojego życia: jakie odżywianie zdecydowanie jej nie służyło i co zmieniła, by zwyczajnie poczuć się lepiej. I żyć zdrowiej. Dla mnie jest uosobieniem osoby żyjącej według filozofii Slow life. I gotującej slow food:) I to chyba najlepszy sposób na to, by inni spróbowali podążyć tym śladem i choć odrobinę postarać się zmienić sposób przygotowywania posiłków. A wierzcie mi, nawet w tak bardzo zabieganych czasach, jak nasze, jest to możliwe.

W książce znajdziemy pomysły na niebanalne sałatki (świetne do zabrania do pracy), pyszne hummusy, pożywne zupy czy nawet tak proste, lecz pyszne dania jak leczo czy faszerowane warzywa. Bardzo dobrym pomysłem jest rozdział o gotowaniu dla alergika. Jestem pewna, że nie tylko zrozpaczone matki będą z niego korzystać. Znajdziemy w nim np. przepis na pizzę na bezglutenowym spodzie, różne rodzaje mięsnych dań czy wariacji nt. potraw warzywnych.

Książka jest pełna pięknych zdjęć, które zachęcają do samodzielnego zdrowego gotowania. Są tutaj też zdjęcia Liski krzątającej się wokół kuchennego stołu inie tylko. Bije z nich spokój i pogoda ducha. No i last but not least: już wiemy jak wygląda Pan Inżynier;)

Dzisiaj na tapecie z tejże książki przedstawiam Wam przepis na wegetariańskie pulpety. Kiedy przeczytałam, że to pyszne pulpety, które nie udają mięsnych, bo są po prostu tak smaczne, że mogą po prostu być pulpetami z fasoli i duszonych grzybów, natychmiast zapragnęłam je zrobić. I nie zawiodłam się:)

dsc_7449

PULPETY Z FASOLI I PIECZAREK W WARZYWNYM SOSIE wg książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej, z moimi niewielkimi modyfikacjami

/porcja dla 4-5 osób/

na pulpety:

400 g ugotowanej białej fasoli

300 g pieczarek, pokrojonych w plasterki

1 duża cebula, posiekana

1 jajko

3 łyżki płatków owsianych

1 łyżka musztardy, np. Dijon (choć Liska poleca bardziej słodkawą, np. miodową)

opcjonalnie 1/2 łyżeczki cynamonu (ja zrezygnowałam z tej słodkiej nuty)

garść ulubionych świeżych ziół (np. oregano, tymianek)

sól i pieprz do smaku

olej rzepakowy

na sos:

1 szklanka pasatty pomidorowej

1 puszka pomidorów z puszki

300 g włoszczyzny (waga po obraniu) pokrojonej w słupki: marchew, pietruszka, por, seler

3 łyżki oliwy z oliwek

3 łyżki świeżych, posiekanych listków bazylii

1 łyżeczka otartego oregano

1 łyżeczka miodu

1/2 łyżeczki cynamonu

sól i pieprz do smaku

dodatkowo:

makaron, np. pełnoziarniste tagliatelle

grana padano lub parmezan

 

Przygotowujemy pulpety: fasolę miksujemy w blenderze/robocie kuchennym, aż będzie miała małe grudki (nie na krem). Pieczarki z cebulą smażymy ok. 5-6 minut na oliwie. Następnie łączymy fasolę z pieczarkami, mieszamy łyżką, dodajemy cynamon, musztardę płatki i jajko. Masę wkładamy na 1h do lodówki, dzięki temu będzie bardziej zwarta i pulpety nie będą się rozpadać podczas smażenia. Jeśli jednak uznamy, że słabo się kleją, możemy dodać do masy łyżkę mąki.

Po 1 h wyjmujemy masę z lodówki, formujemy niewielkie pulpety i smażymy je na patelni z olejem po kilka minut z każdej strony. Następnie wykładamy usmażone pulpety na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym.

W międzyczasie przygotowujemy sos: w garnku rozgrzewamy oliwę,podsmażamy cebulę i czosnek,dodajemy warzywa, a po ok. 5 minutach dodajemy pomidory i 3/4 szklanki wody. Doprawiamy solą, pieprzem i cynamonem. Miksujemy całość.

Liska radzi, by przed podaniem na stół, sos dodać do pulpetów i pozwolić im poleżeć w nim kilka minut.

Makaron gotujemy al dente i podajemy z sosem i pupleptami, wierzch posypujemy tartym serem.

Smacznego:)

dsc_7440

dsc_7476dsc_7453dsc_7461dsc_7458


2 Comments

Cynamonowe drożdżówki Minty. Najprostsze. Najlepsze

dsc_7482

W lodówce zawsze mam paczuszkę świeżych drożdży. Zwykle zużywam połowę do ciasta na pizzę, a druga połowa… no cóż, leżakuje w lodówce do momentu, gdy straci przydatność do spożycia. Ale czasem zdarza się, że nachodzi mnie ochota na upieczenie drożdżowych słodkości. Wówczas ta druga połowa nie marnuje się i ląduje w cieście albo drożdżówkach.

W ostatni weekend upiekłam blachę drożdżówek z cynamonem, na które trafiłam w książce Małgosi Minty (pisałam o tej pozycji tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/12/14/ksiazki-na-gwiazdke-dla-kulinarnych-pasjonatow-a-d-2016/ ). Ich skład jest banalnie prosty, wykonanie równie nieskomplikowane. Myślę nawet, że za kilka lat, gdy moja maleńka córka podrośnie, będą to pierwsze drożdżówki w jej życiu. Własnoręcznie upieczone, rzecz jasna:)

Tymczasem blachę rzeczonych drożdżówek upiekłam w ostatni weekend, tuż po śniadaniu. Dziecko “sprzedałam” Dziadkom. A sama obładowana torbą z lustrzanką i rekwizytami, jeszcze ciepłe bułeczki wyniosłam do ogrodu. Efekty prezentują się wraz z przepisem.

A drożdżówki? No cóż, szczerze polecam do przedpołudniowej kawy:)

dsc_7486

dsc_7499

CYNAMONOWE DROŻDŻÓWKI MAŁGOSI MINTY

/na podstawie książki Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą. Porcja na 1 blachę, ok. 12 dużych (lub 15 małych) drożdżówek/

na ciasto:

250 ml mleka (użyłam 2%)

25 g świeżych drożdży (lub 7 g instant)

40 g cukru trzcinowego

400 g mąki pszennej (użyłam Lubelli do ciast drożdżowych)

szczypta soli

75 g miękkiego masła

na nadzienie:

50 g miękkiego masła

50 g brązowego cukru

1 łyżka cynamonu

1 jajko

na lukier:

50 g cukru pudru

1 łyżka mleka

 

Do miski wlewamy leciutko podgrzane mleko, dodajemy drożdże  i cukier. Mieszamy i odstawiamy na 10-15 minut, by drożdże ruszyły.

Następnie dodajemy przesianą mąkę, sól i masło i wyrabiamy ciasto (w robocie kuchennym lub ręcznie), aż otrzymamy elastyczne ciasto. Przekładamy ciasto do miski lekko wysmarowanej masłem, przykrywamy suchą, lnianą ściereczką i odstawiamy na 1h w ciepłe miejsce.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę oprószoną mąką i wałkujemy na prostokąt o wymiarach ok. 30×40 cm. Masło ucieramy z cukrem i cynamonem, po czym rozsmarowujemy je na cieście. Zwijamy ciasto w roladę, zaczynając od dłuższego boku. Kroimy ciasto ostrym nożem na plastry (o grubości ok. 3 cm), układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Drożdżówki przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1/2h do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC (termoobieg), wyrośnięte drożdżówki smarujemy lekko rozmąconym jajkiem, pieczemy ok. 25-30 minut. Studzimy na kratce kuchennej. Przed podaniem drożdżówki smarujemy lukrem z cukru pudru roztartego z mlekiem.

Smacznego:)

dsc_7494

dsc_7483


Leave a comment

Jak sprzedać dom, czyli rustykalna tarta z jabłkami

dsc_6445

Zebrane na jesieni z sadów leżą teraz w chłodniach i po piwnicach. Ligole, kortlandy, golden deliciousy, lobo, rubiny czy szampiony. Słodkie, winne lub lekko kwaskowate. Twarde lub z miękkim miąższem.

Jabłka.

Najpopularniejszy owoc w Polsce. Pierwszy z owoców, które mamy podają niemowlętom rozszerzając ich dietę. Bo jabłka są delikatne dla małego brzuszka i nie alergizują.

Szarlotka, jabłecznik lub tarta z jabłkami. Z cynamonem i innymi korzennymi przyprawami. Pieczesz ciasto, a w domu pachnie jak w sklepie kolonialnym.

Podobno, gdy zamierzasz sprzedać dom, warto upiec szarlotkę w dniu, gdy potencjalni kupcy oglądają Twoje cztery kąty. Bo zapach właśnie upieczonego ciasta zwiększa szanse na udaną transakcję. Bo pachnie przytulnym, bezpiecznym domem. Dla wielu to synonim raju utraconego… Taki atawizm.

Zostawiam Was z przepisem na kolejną wariację ciasta z jabłkami: brzydką, ale jakże smaczną tartę rustykalną.

dsc_6441

TARTA RUSTYKALNA Z JABŁKAMI

na ciasto:

1,5 szklanki mąki pszennej

1/2 kostki masła

1/4 szklanki cukru trzcinowego

łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

1 żółtko

łyżeczka jogurtu greckiego

na nadzienie:

3 średniej wielkości jabłka

1/2 szklanki cukru trzcinowego

1 łyżeczka cynamonu

2 ziarenka kardamonu (rozgniecione w moździerzu na pył)

 

Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto, które chłodzimy w lodówce przez 1h. Po tym czasie piekarnik nagrzewamy do 170°C (termoobieg).

Jabłka obieramy ze skórki i kroimy w cienkie plasterki, dodajemy cukier, cynamon i kardamon, dokładnie mieszamy i odstawiamy.

Ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy na placek o średnicy ok. 20 cm i przekładamy na papier do pieczenia wyłożony na blasze z wyposażenia piekarnika. Następnie wykładamy na ciasto  jabłka z przyprawami (zachowując kilkucentymetrowy rant). Rant bez nadzienia zawijamy do góry częściowo przykrywając nadzienie z jabłek. Jabłka można dodatkowo posypać łyżeczką grubego cukru trzcinowego.

Tartę pieczemy przez ok. 25 minut w temperaturze 170°C.

Smacznego:)

dsc_6453


Leave a comment

Na Święta. Pierniczki, które zawsze się udają

dsc_7194

Jeśli nadal szukacie idealnego przepisu na świąteczne pierniczki, to przybywam Wam z pomocą.

Ten przepis mam od kilku ładnych lat, dostałam go od koleżanki z pracy, która wówczas marzyła, by wziąć udział w kulinarnym show, które w tamtych czasach zaczęły się pojawiać w telewizji.

Agnieszka faktycznie była fanką gotowania i pamiętam, że częstowała nas swoimi wypiekami, które były pyszne. Mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko temu, bym podzieliła się tym przepisem na łamach bloga. Te pierniczki wychodzą zawsze, wierzcie mi. Po upieczeniu są cudownie miękkie, by z czasem, gdy poleżakują w puszce stać się “właściwymi pierniczkami”:)

dsc_7195

PIERNICZKI BOŻONARODZENIOWE wg przepisu Agnieszki O.

/porcja na ok. 4 duże blachy/

1/2 kg mąki

1/2 szklanki miodu (używam gryczanego)

1/2 szklanki cukru

1/2 kostki masła

1 całe jajko

2 żółtka

2 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 szklanki kwaśnej śmietany (używam 12%)

1/2 opakowania przyprawy do pierników

1 łyżka kakao

 

Miód i cukier gotujemy w małym rondelku, aby się rozpuściły i połączyły. Zdejmujemy z ognia, dodajemy masło, mieszamy do połączenia się składników.

Na stolnicę wykładamy wszystkie pozostałe składniki, robiąc wgłębienie na płynną mieszankę. Wlewamy rozpuszczone cukier z miodem i masłem, zagniatamy ciasto. Wstawiamy na 2h do lodówki.

Po schłodzeniu wałkujemy ciasto na grubość ok. 1/2cm. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez ok. 5 minut.

Jeśli mamy czas i chęć po ostudzeniu dekorujemy pierniczki: czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej, lukrem etc.

Smacznego:)

dsc_7196

dsc_7191


Leave a comment

Lapidarnie. Bezglutenowe ciasto dyniowo-kokosowe z czekoladą

dsc_6966

Jest już ciemno. Przez szparę w uchylonych drzwiach sączy się struga światła. Nasza mała dziewczyna jest już wykąpana, przewinięta i nakarmiona. Trzymam ją na rękach, śpiewam kołysanki i tulę, by smacznie zasnęła.

Chodzę po sypialni. Niektóre deski skrzypią, a ja wyobrażam sobie, że kilka centymetrów pod stopami pracują ciężkie drewniane legary, które nie zdążyły wyschnąć. W mroku mój wzrok ślizga się po grzbietach książek uśpionych na regale. Próbuję odczytać ich tytuły.

Pada deszcz. W nocy wsłuchuję się w miarowe odgłosy kropli deszczu spadających na okno dachowe w sypialni. Zamykam oczy i łapię się na tym, że dokładnie takie wrażenia miałam lata temu leżąc w namiocie, gdy deszcz jednostajnie uderzał w tropik, a ziemia pachniała wilgocią.

Jest jesiennie, wilgotno i zimno. Jutro upiekę ciasto. Dyniowo-kokosowe, pachnące czekoladą i kokosem. W sam raz do herbaty z dodatkiem cytryny, miodu i imbiru.

dsc_7006

BEZGLUTENOWE CIASTO DYNIOWO-KOKOSOWE

3 duże wiejskie jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1 szklanka oleju (użyłam rzepakowego)

1/2 szklanki mąki kokosowej (użyłam mąki z http://www.olejowyraj.pl)

2 szklanki surowej dyni, obranej i startej na tarce o dużym oczku (użyłam Hokkaido)

1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich

3 łyżki wiórków kokosowych

2 łyżeczki sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

1/4 łyżeczki soli

na polewę:

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (o zawartości 70% kakao)

1/2 tabliczki deserowej czekolady

1 łyżka masła

garść posiekanych orzechów włoskich

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160ºC.

Do miski wsypujemy kolejno produkty sypkie: mąkę kokosową, wiórki kokosowe, przyprawy, orzechy, sodę i sól.

W osobnej, dużej misce miksujemy na puszystą masę jajka z cukrem trzcinowym. Dodajemy olej, sypkie produkty i dynię. Całość dokładnie mieszamy i przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez ok. 1h w temperaturze 160ºC.

Ciasto wyjmujemy z piekarnika, by ostygło na kuchennej kratce. W międzyczasie przygotowujemy polewę: w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę i masło, a następnie dokładnie mieszamy, by składniki połączyły się. Czekoladą polewamy ciasto, następnie posypujemy je posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego:)

dsc_6969

dsc_6962

dsc_6961


Leave a comment

Superfoods #1, czyli jaglane batony z bakaliami na mleku roślinnym

DSC_5221

Nie bez kozery mądra głowa ukuła kiedyś powiedzenie “nie wystarczy jeść, należy się odżywiać”. Bo w codziennej diecie chodzi o coś więcej niż tylko dostarczanie niezbędnej energii organizmowi.

Słyszeliście o tzw. superfoods, czyli jedzeniu, które dostarcza naszemu organizmowi wielu wartości odżywczych? Jeśli nie, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Superfoods to kilkadziesiąt produktów, które są pełne dobra: witamin, minerałów, składników odżywczych, antyutleniaczy, chlorofilu czy protein. Słowem, tego wszystkiego, co świetnie wpływa na nasz organizm, daje zastrzyk niezbędnej energii, poprawia odporność i posiada wręcz lecznicze właściwości. Do super żywności zalicza się takie produkty jak: brokuły, nasiona chia, siemię lniane, kaszę jaglaną, szpinak, czosnek, quinoę, morskie glony i algi (np. wakame) czy zielony jęczmień.

Dzisiejszym wpisem rozpoczynam cykl przepisów z super żywnością w roli głównej. Na pierwszy ogień idzie najzdrowsza wśród kasz, czyli kasza jaglana. Była ona już kilkakrotnie bohaterką postów na blogu, ale dajmy jej ponownie zaprezentować swoje walory: ma działanie zasadotwórcze, jest świetnym źródłem witamin z grupy B, witaminy E, lecytyny oraz żelaza i miedzi. Co istotne, nie zawiera glutenu, zatem nie uczula i jest lekkostrawna. Ponadto jagły mają działanie przeciwzapalne (zmniejszają stan zapalny błon śluzowych). Ta kasza to również skarbnica krzemionki, a co za tym idzie, poprawia kondycję włosów, skóry i paznokci.

Po tych peanach na cześć jagieł proponuję Wam przygotowanie zdrowych batonów z kaszą jaglaną w roli głównej z dodatkiem mnóstwa bakalii. Zamiast sięgać po batoniki ze sklepu pełne chemii, zróbcie sobie zapas zdrowych przekąsek w domu. Na zdrowie!

DSC_5455

JAGLANE BATONY Z BAKALIAMI NA MLEKU ROŚLINNYM

/przepis na ok. 16 batonów/

1 szklanka kaszy jaglanej

2 szklanki mleka roślinnego (użyłam sojowego z naturalną wanilią)

1 łyżka płynnego miodu

1/2 szklanki posiekanych orzechów (użyłam migdałów i włoskich)

1/4 szklanki suszonej żurawiny

1/4 szklanki jagód goi

1/4 szklanki pestek dyni

1/4 szklanki pestek słonecznika

1/4 szklanki suszonych moreli, posiekanych

1/4 szklanki suszonych fig, posiekanych

1/4 szklanki wiórków kokosowych

1 banan

1 płaska łyżeczka cynamonu

 

Kaszę płuczemy wrzątkiem, przekładamy do rondelka, zalewamy mlekiem roślinnym, dodajemy miód i gotujemy do miękkości na wolnym ogniu. Po ugotowaniu rondelek owijamy w ściereczkę i chowamy na ok.kwadrans pod koc, by kasza “doszła”. Po tym czasie kaszę studzimy, a następnie przekładamy ją do  dużej miski i dodajemy pozostałe składniki, przy czym banana kroimy na bardzo małe kawałeczki. Całość mieszamy, by uzyskać w miarę jednorodną masę (najlepiej ręką).

Żaroodporną formę wykładamy papierem do pieczenia,przekładamy do niej masę, ręką wyrównujemy wierzch i pieczemy ok. 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 180ºC.

Po upieczeniu masę całkowicie studzimy, po czym kroimy na batony. Batony przechowujemy w lodówce w pojemniku do żywności do 3-4 dni.

Smacznego:)

DSC_5225

DSC_5456