gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

Trudna sztuka mówienia i ciasto korzenno-marchewkowe z mascarpone

Nie dalej jak miesiąc temu moje dziecko wypowiedziało po raz pierwszy pełne zdanie. Jego adresatem był pies, do którego Zu zwróciła się tymi słowami: Ozi, idź  babci. Ja i moja Mama stanęłyśmy jak wryte, po czym zaczęłyśmy bić brawo zadowolonej z siebie Zu. Tylko na Ozzim ten wiekopomny fakt nie zrobił większego wrażenia.

Nietrudno się domyślić, że pierwsze zdanie dziecka jest dla matki jak… Ty poczywaj, a ja pobruszę dla literatury polskiej;) Minęło kilka dni i moja mała dziewczynka na dobre się rozkręciła. Rzuca teraz na lewo i prawo: Dzidzia siadaj tu, Tata kup Ziuzi, Mama chodź, Ozi  śiśka nu nu, Mama daj Ziuzi miód  i inne. Hitem ostatnich dni jest kołysanka, którą Zu mruczy sobie przed snem: aaa, kotki dła, siałobułe obidwa;)

W zasadzie nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak trudną sztuką dla małego dziecka jest zacząć mówić. Osłuchać się z całą masą dźwięków, najpierw głużyć, gaworzyć, a potem zacząć mówić pierwsze, nieporadne słowa. A po jakimś czasie “odważyć się” i wypowiedzieć pierwsze pełne zdanie. To większa sztuka niż dla dorosłego nauka języków obcych. I rację mają ci, którzy promują i zachęcają do czytania dzieciom od maleńkości. Dwadzieścia minut dziennie to absolutne minimum. Po Zu widzę, że nie wystarczy czytać, warto również opowiadać własnymi słowami co widzimy na rysunkach w książeczkach, bo w ten sposób zachęcamy maluszka, by sam zaczął nam po swojemu opowiadać historie. Niech to będą na początek same dźwięki typu beee, ihaha czy muuu i spontaniczne pokazywanie paluszkiem obrazków. W końcu od czegoś trzeba zacząć.

Zdolności językowe kształtują się, zanim dziecko zacznie budować pierwsze zdania. Tuż po urodzeniu maluch nie rozumie słów, ale słyszy rytmi intonację głosu, słucha rodzica bardzo uważnie. Często powtarzane frazy (wyliczanki, rytmiczne wierszyki) zostawiają ślad w jego mózgu, co wpływa na późniejsze rozumienie mowy (buduje słownik bierny), a codzienne czytanie pomaga przyswajać intonację i melodię języka. (…)

Stosunek małego dziecka do czytania, tak samo jak do wielu innych czynności, jest budowany przez odniesienia  emocjonalne. Zadaniem dorosłego jest stworzyć od samego początku pozytywny kontekst dotyczący czytania. Kiedy czytamy, jesteśmy blisko z dzieckiem, naturalnie tworzy się atmosfera bezpieczeństwa i zaufania do otaczającego świata. Kilkuminutowe czytanie spokojnym głosem uspokaja dziecko i może zainicjować kolejny domowy rytuał – to pozwala budować poczucie przewidywalności i przynależności do wspólnoty rodzinnej. Maluch ma okazję zobaczyć i poczuć spokojny oddech, bicie  serca, uśmiech, spokój i szczęście na twarzy rodzica, a wspólna lektura sprawia, że czuje się dla niego ważne. (…) Czytanie rozbudza emocjonalność młodego”czytelnika”, co jest szczególnie ważne po ukończeniu 24 miesiąca życia, kiedy dziecko zaczyna doświadczać całej gamy nowych, złożonych emocji. Rola rodzica staje się wtedy bezcenna przy doświadczaniu, tłumaczeniu i identyfikowaniu sytuacji pełnych emocji, a bohaterowie książek są nieocenionym źródłem przeżyć*)

Z perspektywy ostatnich kilku miesięcy widzę jak dużą inwestycją okazało się kupowanie stosów książeczek. Mamy niemal całą serię o Kici Koci i przygodach Zuzi, zaglądamy do książki o musze Fefe i króliczku, który idzie spać, a strzałem w dziesiątkę okazał się tryptyk o Puciu i Misi, dzięki którego Zu w krótkim czasie nauczyła się wielu nowych słów.

Drodzy rodzice, nie oszczędzajcie na mądrych i pięknie ilustrowanych książeczkach:)

*) Michalina Gajewska w: Książką połączeni, czyli o roli czytania w życiu dziecka, Instytut Książki, Kraków 2016

CIASTO MARCHEWKOWO-KORZENNE Z KREMEM MASCARPONE

/na podstawie książki My petite kitchen cookbook Eleanor Ozich, z moimi modyfikacjami/

3 średnie jajka

175 g miodu lub 125 ml syropu z agawy lub klonowego

185 ml oleju rzepakowego

150 g zmielonych migdałów

160 g mąki ryżowej lub gryczanej

2 średnie marchewki, starte na tarce o dużym oczku

1/2 łyżeczki startego kardamonu

1 płaska łyżeczka cynamonu

2 płaska łyżeczka mielonego imbiru

1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej

na krem:

150 g serka mascarpone

sok i otarta skórka z jednej małej cytryny

2 łyżeczki miodu lub syropu z agawy lub klonowego

do dekoracji:

2 łyżki pestek dyni

3 łyżki wiórków kokosowych

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC.

W dużej misce umieszczamy jajka, miód/syrop, olej i pozostałe składniki, zaś mąkę ryżową/gryczaną przesiewamy przez sito przed dodaniem do pozostałych składników. Całość miksujemy na małych obrotach miksera, tylko do połączenia składników. Następnie masę przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia.

Ciasto pieczemy przez ok. 45 minut (do tzw. suchego patyczka).

W międzyczasie przygotowujemy krem do dekoracji: mascarpone, miód/syrop oraz sok i otartą skórkę z cytryny miksujemy w misce, aż składniki dobrze się połączą.

Upieczone ciasto pozostawiamy na kratce kuchennej do całkowitego wystygnięcia. Następnie smarujemy wierzch i boki kremem. Wierzch posypujemy wiórkami kokosowymi i pestkami dyni.

Smacznego:)

Advertisements


2 Comments

Byle do wiosny. Ciasteczka orkiszowo-pszenne

Przez okno połaciowe w mojej kuchni widać jeden z najwyższych kominów w kraju. To komin w Mosznej należący do pruszkowskiej elektrociepłowni. Strzelisty, w biało-czerwone paski, jak z francuskiego żurnala. Opleciony wianuszkiem czerwonych pulsujących światełek jest moim prywatnym detektorem smogu. Jeśli rano nie widać kolosa i wiatru jest jak na lekarstwo, jest niemal pewne, że zanieczyszczenie powietrza przekracza kilkaset procent i moja mała Zu nie utnie sobie drzemki na polu.

Przerażona alarmującymi doniesieniami mediów o zimowym smogu uzbroiłam się w dwie smogowe aplikacje na smartfona, które w sezonie grzewczym maniakalnie sprawdzam nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Wyjdziemy na spacer czy raczej zostaniemy w domu? Komin w Mosznej jest jak szklana kula wróżki (która prawdę Ci powie), zaś Airly i Kanarek to ta bardziej rozsądna część mojego ego.

Bywają takie noce, gdy cały dom śpi, a mnie zdarza się pracować do późna. W bezwietrzne noce, gdy wyglądam przez okno, w świetle ulicznej latarni widzę uśpione domy i drzewa jakby przez mgłę. Otulone brudnym muślinem. Ale to nie mgła, lecz smog.

Do południa wyglądam błogosławionego wiatru, który przegania zawieszone w powietrzu pyły i przynosi oczyszczającą mazowiecką “bryzę”. Wtedy tak bardzo tęsknię za tatrzańskimi podmuchami halnego…

Przeczytałam gdzieś, że modne ostatnio oczyszczacze powietrza przeznaczone do pomieszczeń jedynie w 60% usuwają przenikające do wnętrz pyły. I to w dodatku w warunkach laboratoryjnych. Więc póki co zostaję przy ekologicznych, roślinnych sposobach. Pielęgnuję niewymagającą sansewierię i równie skromną difenbachię.

Modna ostatnio skandynawska filozofia hartowania niemowląt i maluchów to nic przy metodach zalecanych przez jednego z przedwojennych bohaterów 13 pięter Filipa Springera. Ów lekarz (którego nazwiska nie pamiętam) żoliborskiej WSM zatroskanym matkom chorujących dzieci nieodmiennie zalecał wystawianie pociech “na mróz, na mróz!”:)

Więc, gdy nadciąga wyż i zaczyna wiać życiodajny wiatr, opatulam Zu w śpiworek, kombinezon i furę kocyków do wózka. Szkrab ucina sobie drzemkę na tarasie w towarzystwie dokarmianych sikorek, wróbli, kosów i sójek. Byle do  wiosny.

Na osłodę zostawiam Wam przepis na domowe ciasteczka pełne błonnika. W moim wykonaniu są nieco koślawe, ale bardzo smaczne. Musicie uwierzyć mi na słowo:)

CIASTECZKA ORKISZOWO-PSZENNE Z OTRĘBAMI

/przepis na jedną dużą blachę, czyli ok. 12-13 dużych ciastek)

100 g miękkiego masła

70 g cukru brzozowego lub trzcinowego

1 jajko

1 łyżeczka cynamonu

1/4 łyżeczki mielonego imbiru

100 g mąki orkiszowej

100 g mąki pszennej

20 g otrąb żytnich

 

W robocie kuchennym  lub ręcznie na stolnicy zagniatamy ciasto: najpierw miksujemy masło z cukrem na puszystą masę, następnie dodajemy jajko, przyprawy, a na końcu mąkę i otręby. Ciasto wyrabiamy do uzyskania miękkiej, jednolitej kuli.

Następnie ciasto zawijamy w folię spożywczą i umieszczamy na 1h w lodówce. Po tym czasie ciasto wyjmujemy z lodówki, dzielimy na 3 części  i każdą z nich rozwałkowujemy na cienki placek (ok. 5 mm grubości). Wykrawamy ciasteczka przy pomocy szklanki/kieliszka i ewentualnie stempelka.

Ciasteczka układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 16-17 minut w temperaturze 200ºC (termoobieg).

Po upieczeniu ciastka wykładamy na kratkę kuchenną, aby ostygły. Przechowujemy w metalowej puszce lub słoiku.

Smacznego:)


Leave a comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: zrób dziecku smakiję, czyli kasza manna z cynamonem i karmelizowanymi owocami

Urozmaicenie to klucz do jadłospisu zbuntowanego dwulatka.

W tym wieku szkraby gardzą papkami (przecież mam ząbki!), chętnie jadają rączkami i coraz sprawniej posługują się sztućcami. Mądre głowy mówią, że białko i zboża są wciąż bardzo ważne w żywieniu dzieci w trzecim roku życia. Praktycznie w każdym z pięciu codziennych posiłków (śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja) powinny się znaleźć różnorodne produkty białkowe i zbożowe.

O poranku maszerujemy z Zu do kuchni i wcielamy te zasady w życie. Najczęściej na śniadanie moja mała dziewczyna jada kaszę jaglaną lub owsiankę na mleku, a co 2-3 dni jajecznicę, jajko na miękko lub placuszki.

Nie dalej jak tydzień temu będąc w sklepie skusiłam się na Smakiję cynamonową, czyli zamkniętą w małym pojemniczku kaszę mannę na mleku z cynamonem. Wciągnęłam ją tego samego popołudnia do kawy, po czym przed wyrzuceniem pustego opakowania do śmieci, zawiesiłam wzrok na informacji o składzie Smakiji. Ku mojemu zdziwieniu lista była wyjątkowo krótka. Kasza manna, mleko, cukier, śmietanka, cynamon. Żadnych podejrzanych wzmacniaczy smaku i tym podobnych nieproszonych gości.

Pomyślałam: właściwie dlaczego by nie zrobić domowej wersji kaszki, która może być jednocześnie deserem i śniadaniem? Od tego pomysłu było już niedaleko do czynów. Domową kaszkę wzbogaciłam czymś ekstra: karmelizowanymi owocami. A w trosce o ząbki młodzieży posłodziłam całość cukrem brzozowym. I tym sposobem daję Wam przepis na cynamonowe pyszności.

Zrób dziecku (i sobie) smakiję. Wystarczy zaledwie kwadrans:)

KASZA MANNA Z CYNAMONEM I KARMELIZOWANYMI JABŁKAMI I GRUSZKAMI

/porcja dla 2 osób/

kasza:

ok. 300 ml mleka

3 łyżki kaszy manny (użyłam błyskawicznej)

1/2 łyżeczki ksylitolu (cukru brzozowego)

2 łyżki śmietanki 36%

szczypta cynamonu

karmelizowane owoce:

1/2 łyżeczki masła

1/2 małego jabłka

1/2 małej gruszki

1/2 łyżeczki ksylitolu lub zwykłego cukru

 

Przygotowujemy karmelizowane owoce: na patelni lub w rondlu o grubym dnie roztapiamy masło, dodajemy pokrojone w plasterki owoce, zasypujemy cukrem brzozowym i dusimy na małym ogniu, aż owoce puszczą sok. Odstawiamy na bok pod przykryciem.

Mleko podgrzewamy, gdy jest odpowiednio gorące wsypujemy kaszę mannę, dodajemy cukier brzozowy i na średnim ogniu gotujemy kaszę co chwila mieszając, by nie przywarła do dna. Po ok. 5 minutach kasza powinna być gotowa, wówczas zmniejszamy ogień do minimum i dodajemy cynamon oraz śmietankę. Delikatnie mieszamy, by cynamon i śmietanka dobrze się rozprowadziły.

Do misek nakładamy kaszę, dodajemy karmelizowane owoce, podajemy natychmiast.

Smacznego:)


Leave a comment

Samowystarczalni goście, czyli kokosowa granola

Nasza nowa świecka tradycja wymaga, bym przed każdym wypadem w góry zrobiła duży słój granoli, którą zabieramy na wyjazd. Zwykle mieszkamy na kwaterach, w których nie wykupujemy śniadania. Dawniej powodem było nasze wczesne zrywanie się z łóżka (gdy kuchnia i goście jeszcze śpią), by pójść w góry. Dzisiaj powodem jest mała Ziazia, która za nic ma fakt, że podczas wyjazdu powinna spać przynajmniej do 9. rano, a tymczasem nierzadko budzi się bladym świtem.

Tym sposobem jesteśmy samowystarczalni i śniadania jemy niemal w łóżku;)

Nie od dziś wiadomo, że sposobem na smaczne i szybkie śniadanie jest granola. Najlepiej domowa, bez zbędnych wypełniaczy, za to pełna zdrowych dodatków, takich jak orzechy czy suszone owoce. Granolę można zjeść z mlekiem, można z  jogurtem. Można wkroić do niej świeże, sezonowe owoce. Można wreszcie dodać gorzką czekoladę i zjeść całość z ciepłym mlekiem, czując jak przyjemnie rozpływa się w trzewiach i wyzwala uszczęśliwiającą endorfinę.

Na zdrowie!

KOKOSOWA GRANOLA Z GORZKĄ CZEKOLADĄ

/porcja na  1 duży słoik, wg przepisu z książki Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą, Małgorzata Minta/

150 g miodu

50 ml oleju kokosowego

szczypta soli

szczypta cynamonu

500 g płatków owsianych górskich

100 g wiórków kokosowych

100 g płatków kokosowych

1/2 szklanki migdałów

1 tabliczka gorzkiej czekolady o zawartości min. 70% kakao

 

Do rondelka przekładamy miód, olej kokosowy, sól i cynamon. Podgrzewamy na małym ogniu, aż miód i olej roztopią się i utworzą jednolitą masę.

Płatki owsiane i wiórki kokosowe przesypujemy do dużej miski, dodajemy miodowo-olejowy płyn i mieszamy całość. Odstawiamy na 10minut,by płatki napęczniały.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150ºC (termoobieg).

Na dwóch blachach wyłożonych papierem do pieczenia równomiernie rozsypujemy po połowie płatki, dociskamy. Pieczemy ok. 15-20 minut (sprawdzając, by się nie przypiekły), po czym dodajemy płatki kokosowe i migdały, pieczemy kolejne 10 minut. Studzimy.

Czekoladę kroimy na drobne kawałki, dodajemy do granoli i przekładamy do dużego szczelnego słoika.

Granolę podajemy z mlekiem lub jogurtem.

Smacznego:)


Leave a comment

Bloger w ogrodzie, czyli szarlotka z żurawiną

Gdy kilka dni temu spadł śnieg i moja Mama powiedziała: “Ajka, strzep śnieg z pierisów” wiedziałam, że przy okazji uszczknę coś do zdjęć:) O każdej porze roku nasz ogród jest pełen naturalnych rekwizytów. Często, gdy szukam rekwizytów do fotografii kulinarnej zapuszczam się do ogrodu. Wiosną wykorzystuję kwitnące gałązki czereśni, latem kwiaty hortensji, jesienią opadłe liście, zimą gałązki świerków i kosodrzewiny. Naturalny cykl przyrody sprzyja blogerkom kulinarnym.

Śnieg stopniał, wilgotna ziemia natarczywie wchodzi w podeszwy kaloszków Zu, pies z upodobaniem grzebie łapami w ziemi bawiąc się szyszkami, a ja zbieram ostatnie opadłe buczynowe liście. Po codziennym spacerze po ogrodzie wracamy do domu i serwujemy na rozgrzewkę malinową herbatę z pigwą. Na talerzykach obok kubków leży kawałek szarlotki. Tym razem z żurawiną.

SZARLOTKA Z ŻURAWINĄ

/przepis na małą okrągłą formę o ø 16 cm/

na spód:

1,5 szklanki mąki pszennej

1/2 kostki masła

1/2 szklanki cukru

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

1 żółtko

1 łyżeczka jogurtu naturalnego

na nadzienie:

3 duże kwaskowate jabłka

1/3 szklanki cukru

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

na wierzch:

2 łyżki zimnego masła

2 łyżki płatków owsianych

2 łyżki mąki

2 łyżki cukru

garść żurawiny (użyłam mrożonej)

cukier puder do posypania

 

Przygotowujemy spód: z podanych składników zagniatamy kruche ciasto, które rozwałkowujemy i wykładamy w formie do pieczenia, po czym chowamy na 1/2h do lodówki.

W tym czasie przygotowujemy nadzienie: jabłka obieramy, kroimy na cienkie plasterki, przekładamy do miski. Do jabłek dodajemy cukier, przyprawy, mieszamy całość, by pokryły jabłka.

Przygotowujemy kruszonkę: masło, płatki owsiane, mąkę i cukier rozcieramy w palcach tworząc kruszonkę, którą owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC. Spód w formie pieczemy przez 20 minut lub do zrumienienia. Następnie wykładamy na kratkę  kuchenną i studzimy.

Na przestudzony spód wykładamy nadzienie jabłkowe, dodajemy kruszonkę (odrywając palcami małe kawałki ciasta), na wierzchu układamy żurawinę.

Szarlotkę pieczemy przez ok. 35-40 minut w temperaturze 180ºC. Po upieczeniu studzimy na kratce kuchennej i posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


2 Comments

Jesienne spacery i placek dyniowo-kokosowy

Pachnie jesienią. Gdzieś w oddali pali się ognisko, a wiatr niesie w naszą stronę dym z ogniska. Około południa wychodzimy z Zu na spacer po ogrodzie. Dołącza do nas Ozzy zawsze chętny do biegania, bez względu na aurę panującą na zewnątrz. Zu w kaloszkach śmiga po rozmiękczonej deszczem ziemi, wbiega na kupkę liści z radością wykrzykując “opa, opa!”. Patrzę i uśmiecham się do swoich myśli. Jak niewiele potrzeba dziecku, by poczuło się szczęśliwe.

Ozzy czeka, aby rzucić mu szyszkę, którą za chwilę swoimi kłami rozłoży na tysiąc drobnych kawałeczków. Psi chirurg. Spacerujemy wokół domu, zbieramy kolorowe liście, wypatrujemy myszy w norce pod świerkami. Lubię tak spacerować (a coraz częściej biegać:)) za moją córką po ogrodzie, choć to wymaga 200% uważności. Na drodze co i rusz wyrastają z ziemi kamienie, ostre gałązki krzaków, na cisach czerwienią się trujące kulki. Każdy spacer to dla mojego szkraba nowa przygoda, poznawanie otaczającego świata każdym ze zmysłów.

A po spacerze do rozgrzewającej herbaty zjadamy po kawałeczku placka dyniowo-kokosowego naturalnie słodzonego.

PLACEK DYNIOWO-KOKOSOWY

/inspiracja pochodzi z bloga http://www.minimalistbaker.com, z moimi modyfikacjami/

3 średnie jajka

1 i 1/4 szklanki cukru kokosowego

2 średnie banany

1/2 szklanki roztopionego miodu

1 i 1/2 szklanki purée z dyni

1/2 szklanki oleju roślinnego

1 szklanka mleka kokosowego

1 łyżeczka białego octu winnego

szczypta soli

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka przyprawy do pierników

1/3 szklanki płatków owsianych

1 szklanka mąki kokosowej

1 szklanka mąki orkiszowej

 

W dużej misce ubijamy jajka z cukrem kokosowym, dodajemy miód, rozgniecione banany, dyniowe purée, olej. Miksujemy 2-3 minuty.

W osobnej misce łączymy suche składniki: sól, sodę, proszek do pieczenia, płatki owsiane, cynamon, przyprawę do pierników, mąkę kokosową i orkiszową. Suche składniki dodajemy do ubitej masy jajeczno-dyniowej,  mieszamy drewnianą łyżką, na końcu dodajemy mleko kokosowe i ocet. Mieszamy całość aż połączy się w miarę jednolitą masę.

Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 40 minut w temperaturze 170ºC.

Ciasto studzimy na kratce kuchennej, przed podaniem możemy posypać trzcinowym cukrem pudrem.

Smacznego:)


2 Comments

Jaglanka na mleku sojowym z karmelizowanymi śliwkami

W naszym domu panuje święta zasada: bez śniadania nie ma wyjścia z domu. W tygodniu bladym świtem S. gotuje owsiankę, którą dzieli się ze mną w te dni, kiedy jadę do biura. Do talerza z owsianym dobrem dorzucamy owoce, które akurat są pod ręką, zwykle są to gruszki, banany lub winogrona. W lecie na talerzu królują zaś sezonowe owoce.

Poranki, gdy nie jadę do biura są znacznie wolniejsze i bardziej kreatywne kulinarnie. Od kilku miesięcy śniadania jadamy wspólnie z Zu: to, co ląduje na moim talerzu, ląduje również na talerzyku mojej córki, tyle, że w wersji przystosowanej do małego brzuszka.

Nie należę do matek ślepo zapatrzonych w sklepowe półki ze specjalistycznymi produktami dla niemowląt i dzieci. Zu nie jada deserków owocowych w słoiczkach (z jednym wyjątkiem – podaję jej suszone śliwki na zaparcia), kaszek “na dobranoc” w kartonikach i innych wynalazków. Mała je trzy rodzaje mleka w różnych proporcjach: rano i wieczorem mamine, do śniadania kawę z mlekiem krowim, a na kolację zwykle niedosładzaną sklepową kaszkę na mleku modyfikowanym.

W te dni, gdy zostajemy razem w domu, zwykle jadamy kaszę jaglaną, placuszki lub jajecznicę. Jagły serwuję na mleku krowim lub kokosowym, do tego rozmaite dodatki, takie jak świeże owoce, starte migdały, odrobina miodu.

Jaglanka z dzisiejszego przepisu również nadaje się dla maluchów, lecz z małymi wyjątkami. Mleko sojowe najlepiej zastąpić krowim lub kokosowym (bez zbędnych dodatków, tylko kokos i woda, np. moje ulubione Real Thai), a orzechy najlepiej drobno posiekać lub zetrzeć na tarce (w wersji dla młodszych dzieci). Do tego duszone śliwki z cynamonem i ksylitolem i wspólne śniadanie gotowe.

Zatem smacznego w miłym towarzystwie:)

JAGLANKA NA MLEKU SOJOWYM Z KARMELIZOWANYMI ŚLIWKAMI

/przepis dla 2 osób/

1 szklanka kaszy jaglanej (suchej)

2 szklanki mleka sojowego

1/4 szklanki wody

garść migdałów

garść nerkowców

5-6 śliwek (najlepiej węgierek)

1 łyżeczka ksylitolu

1/5 łyżeczki cynamonu

 

Kaszę gotujemy do miękkości  na mleku sojowym. Rondelek z kaszą przykrywamy pokrywką i okrywamy ręcznikiem, by niewystygła. Przygotowujemy karmelizowane śliwki: śliwki pozbawiamy pestek i dzielimy na małe kawałki, przekładamy na patelnię i dusimy z ksylitolem na małym ogniu, aż puszczą sok  i nieco się rozpadną. Dodajemy cynamon.

Do talerzy przekładamy kaszę, dorzucamy orzechy i migdały, dodajemy karmelizowane śliwki.

Smacznego:)