gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Jak się zregenerować, czyli serniko-brownie z malinową polewą

Od niedawna bardzo polubiłam niedzielne poranki. Niedziela to jeden z tych dni, gdy po przebudzeniu się Zu (która w weekendy lubi wstawać o 6 rano:)) spędzam z nią jakieś 1,5 godziny, a następnie oddaję ją pod opiekę tatusia. S. przejmuje pałeczkę, a ja zamykam drzwi naszej sypialni, otwieram szeroko okno i rzucam się na łóżko. Zakopuję się pod kołdrą pod samą szyję i udaję się w objęcia Morfeusza.

I tak sobie drzemię, a odgłosy harców dochodzą z daleka. Mam dla siebie całą godzinkę drzemki, dzięki czemu ładuję energię na cały nadchodzący długi dzień. I przyznam, że nawet tak bardzo mi nie przeszkadzają manewry mojej ślicznej córeczki. Gdy z łoskotem ciągnie przez cały salon drewnianego krokodylka lub z krzykiem biegnie na pełnym gazie z hałaśliwym żółwikiem, w którym przetaczają się klocki.

Wstaję rześka, przygotowuję dla nas śniadanie i starcza mi energii na wiele innych aktywności, choćby na pieczenie niedzielnego ciasta. Dzisiejszy przepis to efekt jednego z takich regeneracyjnych poranków: serniko-brownie z malinami, na które sezon jeszcze chwilę potrwa. Inspiracją był dla mnie przepis z książki The Hummingbird bakery.

SERNIKO-BROWNIE Z MALINOWĄ POLEWĄ

/przepis na małą formę do pieczenia o ø 21 cm)

na brownie:

1/2 kostki masła

100 g cukru pudru

1 duże jajko

100 g mąki pszennej

1 tabliczka gorzkiej czekolady

na sernik:

200 g twarogu półtłustego

70 g cukru pudru

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią (użyłam Kotanyi)

1 duże jajko

na polewę:

1/2 kubeczka śmietanki 36%

1 łyżeczka syropu klonowego lub płynnego miodu

1/2 szklanki malin

do dekoracji:

1/2 szklanki malin

 

W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę. Odstawiamy i studzimy.

Przygotowujemy brownie: w robocie kuchennym miksujemy masło i cukier puder na puszystą masę, następnie dodajemy roztopioną czekoladę, następnie jajko i miksujemy jeszcze chwilę. Gdy wszystkie składniki się połączą dodajemy po łyżce mąki i miksujemy jeszcze ok. 2-3 minuty. Masę przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Przygotowujemy sernik: w robocie kuchennym miksujemy twaróg z oba rodzajami cukru, dodajemy jajko i miksujemy jeszcze ok. 2 minuty na średnich obrotach. Masę przelewamy na wierzch brownie. Tak przygotowane ciasto pieczemy ok. 40 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 170ºC.

Gdy ciasto się piecze, przygotowujemy polewę malinową: maliny miksujemy z malinami dodając syrop klonowy/miód. Polewę umieszczamy w lodówce, by się schłodziła.

Ciasto po upieczeniu umieszczamy na kratce kuchennej do całkowitego wystudzenia, a następnie schładzamy przez co najmniej 2h. Następnie polewamy ciasto malinową polewą i dekorujemy pozostałymi malinami. Kroimy na kawałki i podajemy natychmiast.

Smacznego:)

 


Leave a comment

Domowe drożdżówki z serem, malinami i owsianą kruszonką

Ostatnio, gdy nadarza się okazja, by zmajstrować coś pysznego w kuchni, robię szybkie ucierane lub biszkoptowe ciasto z owocami lub coś na bazie drożdży. Takie okazje trafiają się o poranku, gdy Zu z pełnym brzuszkiem po śniadaniu oddala się do zabawek i zajmuje się swoimi sprawami. Albo przed wieczorem, gdy moja Mama rusza mi w sukurs i przychodzi bawić się z naszą dziewczyną.

Fala upałów, która chwilowo oddaliła się znad mazowieckiej ziemi sprawia, że z powrotem można używać piekarnika, więc postanowiłam wykorzystać kilka pomysłów na drożdżowe przysmaki. Piekę jak najęta, gdyż wieść niesie, że za dwa dni znowu będzie ponad 30 stopni w cieniu…

DROŻDŻÓWKI Z SEREM, MALINAMI I OWSIANĄ KRUSZONKĄ

/z przepisu wychodzi duża blacha, czyli ok. 8-9 drożdżówek/

na ciasto:

3/4 szklanki ciepłego mleka

30 dag świeżych drożdży

1/2 kg mąki pszennej

3/4 szklanki cukru trzcinowego

4 średnie żółtka

1/2 kostki masła o temperaturze pokojowej

szczypta soli

na wierzch:

250 twarogu półtłustego

3 łyżki cukru trzcinowego

1 łyżka masła

1 żółtko

1 łyżka jogurtu greckiego

na kruszonkę:

3 łyżki masła

3 łyżki mąki

3 łyżki cukru

3 łyżki płatków owsianych górskich

 

Do miski wlewamy ciepłe mleko, dodajemy drożdże i łyżeczkę cukru, mieszamy. Następnie odstawiamy na kilkanaście minut, aby zaczyn ruszył.

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy zaczyn, żółtka i sól. Energicznie wyrabiamy ciasto ok. 10 minut (ręcznie lub w robocie kuchennym używając końcówki z hakiem). Dodajemy pozostały cukier i masło, wyrabiamy jeszcze 2-3 minuty. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na ok. 1h.

Składniki kruszonki szybko łączymy w osobnej misce, tworzymy kulę, owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki przynajmniej na 1/2h.

W osobnej misce łączymy twaróg, jogurt, masło, żółtko i cukier. Maliny płuczemy i osuszamy.
Wyrośnięte ciasto naciskamy ręką, by je odgazować, a następnie odrywamy po kawałku i formujemy płaskie dyski, które umieszczamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawiamy na ok. 5 minut, by ciasto nieco urosło.

Następnie każdy dysk na środku spłaszczamy za pomocą dna szklanki i na wierzchu kładziemy po czubatej łyżce masy serowej, a na niej układamy maliny. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i ścieramy na tarce o dużych oczkach lub odrywamy palcami.

Tak przygotowane drożdżówki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180ºC i pieczemy ok. 20 minut.

Smacznego:)


Leave a comment

Instagramowe żądze i drożdżowy placek z twarogiem i truskawkami

W ostatni weekend zobaczyłam na Instagramie obłędne zdjęcie drożdżówki z truskawkami i twarogiem i natychmiast zapałałam żądzą, by upiec podobne pyszności. S. wybierając się na sobotnie zakupy dostał listę, w której zapisałam kilka żelaznych punktów: masło (koniecznie Łaciate, moim zdaniem najlepsze na rynku), twaróg półtłusty i drożdże. O truskawkach nie musiałam mu przypominać, bo odkąd zaczął się na nie sezon, po każdej weekendowej wyprawie na brwinowskie targowisko, łubianka tych pysznych owoców trafia na nasz blat kuchenny.

Z truskawkami mamy pewien problem. Odkąd okazało się, że Zu jest uczulona na owoce drobno pestkowe (kiwi, maliny), unikam jak ognia podawania jej również truskawek. Z ciężkim sercem, ale lepsze wyrzuty sumienia niż kolejny nawrót wysypki na jej delikatnej skórze. Teraz, gdy robię całej naszej trójce mleczny koktajl, do kefiru dodaję banana dla Szkraba, a dla nas truskawki. Nasza dziewczynka sączy przez słomkę swoją porcję niemal jednym tchem, a my z S. z zakazaną truskawkową wersją przemykamy po kątach i pod skosami.

Ale wróćmy do drożdżówki. Uwiodła mnie. Ni mniej ni więcej, rzuciła na mnie urok. Poszperałam w Sieci, spojrzałam na przepisy, z których sama dotąd korzystałam, zerknęłam do jednego ze starszych wydań specjalnych Kukbuka i oto jest drożdżowy placek z truskawkowo-twarogowym wierzchem.

Maślany, pachnący. Idealny. Najlepszy jeszcze ciepły wyjadany wprost z blachy. Duuużej blachy;)

DROŻDŻOWY PLACEK Z TWAROGIEM I TRUSKAWKAMI

/inspiracja pochodzi z http://www.niebonatalerzu.blogspot.com i wydania specjalnego magazynu Kukbuk nr 2/2015/

na ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
1/2 kg mąki pszennej
3/4 szklanki cukru trzcinowego
4 żółtka
1/2 kostki masła o temperaturze pokojowej

szczypta soli

na wierzch:
250 g półtłustego twarogu
3 łyżki jogurtu greckiego typu light
2 łyżki cukru trzcinowego
10-12 średniej wielkości truskawek

na kruszonkę:
1/5 kostki masła

1/3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

1/3 szklanki płatków owsianych górskich

 

Do miski wlewamy ciepłe (lekko podgrzane) mleko, dodajemy drożdże i łyżeczkę cukru, mieszamy. Następnie odstawiamy na kilkanaście minut by zaczyn ruszył.

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy zaczyn, żółtka i sól. Energicznie wyrabiamy ciasto ok. 10 minut (ręcznie lub w robocie kuchennym używając końcówki z hakiem). Dodajemy pozostały cukier i masło, wyrabiamy jeszcze 2-3 minuty. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na ok. 1h.

Składniki kruszonki szybko łączymy w osobnej misce, tworzymy kulę, owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki przynajmniej na 1/2h.

W osobnej misce miksujemy twaróg, jogurt i cukier.

Truskawki pozbawiamy szypułek, kroimy na grube plasterki.
Wyrośnięte ciasto naciskamy ręką, by je odgazować, a następnie przekładamy do blachy wysmarowanej masłem. Zostawiamy na ok. 5 minut, by ciasto nieco urosło.

Następnie na wierzchu ciasta delikatnie rozsmarowujemy masę serową, a na nią układamy plasterki truskawek. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i ścieramy na tarce o dużych oczkach.

Tak przygotowane ciasto wstawiamy do zimnego piekarnika. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180ºC i pieczemy placek ok. 45 minut aż ładnie wyrośnie, a wierzch zrumieni się.

Smacznego:)


2 Comments

Ukraińskie smaki, część 1. Syrniki z syropem klonowym

Kuchnia Ukrainy to mąka, kasza, kartofle, trochę warzyw i grzybów doprawionych słoniną oraz odrobiną mielonej wieprzowiny.

Na początku jest barszcz. Ukraińcy potrafią go jeść na śniadanie, obiad i kolację. (…) O barszcz od stuleci toczy się najdłuższa wojna ukraińsko-rosyjska. Otóż Rosjanie uznają go za swój. Mawiają całkiem poważnie, iż barszcz rosyjski od ukraińskiego różni się tym, że rosyjski jest na mięsie, w ukraińskim zaś nie uświadczysz nawet gołego gnata. Tymczasem jest odwrotnie.

Barszcz to zupa bardzo prosta: buraki, kapusta i fasola, ugotowane na wędzonce albo na dobrym rosole z włoszczyzną. Do tego obowiązkowa wielka łycha kwaśnej śmietany tuż przed podaniem.

Moja babcia mówiła o barszczu wyłącznie – rosyjski, ciocia Gala już ukraiński. Pamiętam dobrze ich kuchnie. Na śniadanie bliny. Góra naleśników na stole, a obok słój z tłustą śmietaną, cukrem i powidłami. Każdy smaruje, czym woli. Obiad, po barszczu, najczęściej mielone kotlety, kartoflane piure, świeże pomidory albo ogórki, albo wareniki, czyli pierogi nadziewane kartoflami i słoniną. Jeśli przegryzka to kanapki z czarnego chleba z olejem i tartym czosnkiem albo z peklowaną słoniną – sałem, czasem zdarzały się też suszone pikantne kiełbasy zakarpackie albo importowane węgierskie salami. Kolacja to podsmażone kartofle albo ałlady, czyli placuszki wielkości podkładki pod kufel do piwa, smażone na oleju. Idą jak naleśniki ze śmietaną albo powidłami. Mogą też być na bogato z kawiorem.*

* Sezon na słoneczniki Igor T. Miecik, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2015

Na śniadanie zaserwowałam niedawno ukraińskie syrniki, które najlepiej smakują na ciepło, prosto z patelni, polane słodką śmietaną lub jogurtem. Równie dobrze sprawdzą się na zimno jako słodka przekąska lub deser.

Przepis pochodzi z Mamushki. Recipes from Ukraine and beyond Olii Hercules. Receptura ujęła mnie tym, że w składzie jest typowo ukraiński ser, który (w przypadku braku jego dostępności) Hercules radzi zastąpić polskim twarogiem. A dziś twaróg w Londynie można przecież dostać równie łatwo jak orientalne przyprawy pochodzące z byłych kolonii Imperium;)

 

UKRAIŃSKIE SYRNIKI

/porcja na ok. 8 sztuk, na podstawie książki Mamushka Olii Hercules/

250 g twarogu półtłustego

szczypta soli morskiej

1 łyżka stołowa cukru pudru

1 jajko

50-80 g mąki pszennej

1 łyżka oleju słonecznikowego lub rzepakowego

250 g śmietany 18%

ziarenka z 1 laski wanilii

30 ml syropu klonowego lub płynnego miodu

 

Twaróg miksujemy z solą, cukrem pudrem i rozbełtanym jajkiem. Dodajemy po trochu mąki, by uzyskać miękkie, nieco klejące się ciasto. Z ciasta formujemy niewielkie placuszki.

Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy na złoto placuszki (z obu stron). Usmażone syrniki przekładamy na talerz, przykrywamy folią aluminiową, by nie wystygły.

W międzyczasie przygotowujemy słodką polewę: śmietanę łączymy z ziarenkami wanilii i syropem klonowym/miodem. Tak przygotowaną polewą polewamy syrniki i od razu podajemy na stół.

Smacznego:)


Leave a comment

Sernik nowojorski na wielkanocny stół

Dziś będzie krótko. Zaserwuję Wam ostatni wpis przed Wielkanocą. Jeśli nadal szukacie przepisu na świąteczny sernik, to być może zainteresuje Was dzisiejsza propozycja. Kremowy, lekki sernik na kruchym spodzie. Pamiętajcie, by wszystkie składniki, których użyjecie do jego przygotowania miały temperaturę pokojową.

Jego sekret tkwi w tym, by nie przesadzić z… miksowaniem składników: odłóż mikser natychmiast, gdy składniki połączą się. Zaś upieczony i zimny sernik włóż na noc do lodówki, nazajutrz podaj na deser po świątecznym obiedzie i czekaj na komplementy gości:)

Sernik nowojorski. Do upieczenia dziś lub jutro. Bo sernik na święta musi być:)

A jeśli nie ten pochodzący z książki The Hummingbird bakery cookbook, to może ten: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/03/30/wielkanoc-z-nuta-orientu-czyli-sernik-z-mango/ lub ten: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/03/19/sernik-na-wielkanoc-w-kajmakowo-kokosowej-odslonie/ , a może nawet ten: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/07/21/sernik-babci-wandy-czyli-jak-karmic-bliskich/

Serników ci u nas dostatek:)

Wesołych Świąt!

SERNIK NOWOJORSKI

/wg przepisu z książki The Hummingbird bakery cookbook, z moimi modyfikacjami/

na spód:

140 g mąki pszennej

1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

30 g cukru pudru

50 g niesolonego masła

1 żółtko

na nadzienie:

1 kg twarogu sernikowego

150 g cukru pudru

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii

4 średnie jajka

 

Przygotowujemy spód: w malakserze umieszczamy mąkę, proszek do pieczenia, cukier, masło. Miksujemy aż całość osiągnie jednolitą, nieco przypominającą piasek konsystencję. Dodajemy żółtko i ponownie miksujemy. Tak przygotowanym ciastem wykładamy spód formy do pieczenia (wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą lub wyłożonej papierem do pieczenia). Spód pieczemy ok. 20 minut w piekarniku nagrzanym do 160ºC. Następnie wyjmujemy formę i studzimy na kratce kuchennej.

Przygotowujemy nadzienie sernikowe: w malakserze umieszczamy twaróg, cukier, ekstrakt wanilii i miksujemy na wolnych obrotach do uzyskania kremowej konsystencji. Cały czas miksując dodajemy po jednym jajku. Miksujemy całość do momentu, gdy składniki połączą się. Następnie przelewamy masę serową na podpieczony spód i umieszczamy formę z sernikiem w drugiej, większej formie do pieczenia wypełnionej gorącą wodą (najlepiej tuż po zagotowaniu w czajniku). Woda powinna sięgać do 2/3 wysokości formy z sernikiem. Sernik pieczemy w 160ºC przez około 60 minut.

Po upieczeniu sernik studzimy na kratce kuchennej, a po całkowitym wystudzeniu wkładamy go do lodówki i chłodzimy przez całą noc.

Smacznego:)


Leave a comment

Dla wielbicieli czekolady. Sernik podwójnie czekoladowy

Czy znacie kogoś, kto nie lubi czekolady? Ja nie znam. Już wyznawałam na łamach bloga moją miłość do czekolady, nie tylko mlecznej, ale również gorzkiej, deserowej i z rozmaitymi dodatkami. Choćby z migdałami, płatkami róży lub chilli. Mmmm…

Jeśli kochacie czekoladę, to upieczcie na Wielkanoc czekoladowy sernik. Podwójnie czekoladowy. Na spodzie z pełnoziarnistych ciasteczek z dodatkiem naturalnego kakao. Taki pyszny duet dla wielbicieli serników i czekolady w jednym.

SERNIK PODWÓJNIE CZEKOLADOWY

na masę sernikową:

1 kg twarogu sernikowego (z wiaderka)

150 g cukru pudru

1 łyżeczka ekstraktu z prawdziwej wanilii

4 średnie jajka

100 g gorzkiej czekolady

100 g deserowej czekolady

na spód:

170 g ciasteczek pełnoziarnistych (użyłam Krakusków)

1,5 łyżeczki naturalnego kakao

80 g masła (o temperaturze pokojowej)

 

Przygotowujemy spód sernika: ciasteczka, masło i kakao miksujemy w malakserze na masę o konsystencji piasku. Masą wylepiamy formę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia i wkładamy na co najmniej 1/2h do lodówki.

Następnie przygotowujemy masę serową: do misy malaksera wkładamy twaróg, cukier puder, ekstrakt waniliowy i zaczynamy miksować. Dodajemy pokruszoną na małe kawałki czekoladę oraz (ciągle miksując) po jednym jajku, aż masa będzie jednolita i aksamitna.

Z lodówki wyciągamy formę ze spodem, przelewamy masę sernikową i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 170ºC. Sernik pieczemy ok. 50 minut (środek powinien być lekko wilgotny). Przed podaniem sernik najlepiej schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.

Smacznego:)


Leave a comment

Sernik Babci Wandy, czyli jak karmić bliskich

DSC_4173-2

Posiadanie Dziadków to super sprawa. Wiem, co mówię od kiedy zostałam mamą. A najlepsi Dziadkowie to tacy mieszkający niedaleko. Albo piętro niżej, jak Dziadkowie małej Zuzy:)

Moi Dziadkowie, zarówno ci ze strony Mamy, jak i Taty niestety już nie żyją. Dziadka Edzia nie zdążyłam poznać, bo zmarł zanim się urodziłam. Babci Tili (Otyli) prawie nie pamiętam. Za to rodziców mojego Taty pamiętam znacznie lepiej, bo mimo dzielącej odległości, w miarę regularnie się widywaliśmy.

Rodzice pakowali mnie i mojego brata w naszego wściekle pomarańczowego dużego fiata i jechaliśmy przez pół Polski do Brodnicy. Tata lubił jeździć w długie trasy na noc, więc w siermiężnych wczesnych latach osiemdziesiątych, tylna kanapa auta była wyścielona kocami i poduszkami, na których z Tomkiem przesypialiśmy podróż. Nad ranem zajeżdżaliśmy do domu Dziadków. A tam z posiłkiem czekała już na nas Babcia Wanda. Babcia była doskonałym chefem w spódnicy we własnym domu. Nic dziwnego, skoro całe życie zawodowe poświęciła kuchni. Począwszy od wczesnej młodości, gdy w czasie wojny została wywieziona na roboty przymusowe, gdzie u bauera pracowała jako kucharka.

Babcia była twardą, surową kobietą, oszczędną w okazywaniu nam swych ciepłych uczuć. Ale kiedy myślę o tym teraz, po latach, jestem przekonana, że jej miłość do dzieci i wnucząt przejawiała się przede wszystkim w… karmieniu nas pysznymi potrawami, które wychodziły spod jej magicznych rąk. Babcia była niezrównaną gospodynią i świetną kucharką. Nigdy nie zapomnę smaku zupy ogórkowej, gruszek z octowej  zalewie, kiszonych ogórków czy peklowanego mięsa, które przyrządzała.

DSC_4584-2Dziadkowie z moją Mamą i Bratem

Gdy dzisiaj myślę o naszych wizytach w brodnickim domu Dziadków większość sytuacji pamiętam jak przez mgłę. Pomagają mi czarno-białe zdjęcia i opowieści Taty. Nic dziwnego, w końcu miałam zaledwie 12 lat, gdy Babcia zmarła. Pochodziła z małej wsi Krzewie niedaleko Kutna, zaś Dziadek Mietek przed wojną mieszkał z rodzicami i bratem Jankiem we wsi Mołotków niedaleko Krzemieńca (czyli na Kresach, aktualnie Ukrainie), gdzie mieli gospodarstwo. Babcię i Dziadka wojna wygnała z domów rodzinnych i zaniosła do Rzeszy, gdzie zostali wywiezieni na roboty przymusowe w rolnictwie. Tam się poznali. I tam też (niedaleko Hamburga, w Dolnej Saksonii) przyszedł na świat mój Tata.

Dziadkowie po wyzwoleniu przez aliantów mieli możliwość wyjechać na Zachód, ale Babcię ciągnęło do Polski. Trafili więc jako tzw. osadnicy na Dolny Śląsk, niedaleko Wałbrzycha, do Głuszycy. Tam, jak tysiące innych Polaków wykorzenionych z rodzinnych domów, zajęli opuszczone w popłochu przez Niemców gospodarstwo. A po kilku latach wylądowali w samym sercu krainy jezior, czyli w Brodnicy, gdzie Dziadek Mietek znalazł pracę w zakładach mięsnych.

Dziadek postawił dom na brodnickiej ziemi, tam urodził się brat mojego Taty, tam Dziadkowie mieszkali aż do śmierci. Przy domu mieli niewielki sad i maleńkie gospodarstwo, w którym hodowali kury, jakbyśmy je dzisiaj nazwali “szczęśliwe”, bo dziobiące to, co leżało na ziemi. Gospodarstwa zawsze pilnował pies, owczarek niemiecki. Pamiętam dorodne ogórki i pomidory, które rosły u Dziadków. W sadzie rosły drzewa owocowe: jabłka, gruszki, czereśnie. No i te porzeczki i agrest prosto z krzaczka…

DSC_4583-2Babcia Wanda z moją Mamą i Wujkiem Ryśkiem

DSC_4586-2Babcia Wanda z moim Tatą

Dziadkowie byli wytrawnymi grzybiarzami. Doskonale wiedzieli, gdzie w okolicy warto wybrać się na obfite grzybobranie. Bladym świtem Dziadek odpalał swoją emzetkę i mknęli z Babcią do lasu za Zbiczno. Z takich wypraw zawsze wracali z pełnym koszem grzybów.

Bardzo żałuję, że po Babci Wandzie nie zachował się żaden z jej zeszytów z przepisami kulinarnymi. Oczami wyobraźni widzę, jak mogłabym czerpać inspiracje z jej kulinarnej spuścizny. No cóż, zachowało się zaledwie kilka kartek z przepisami, a wśród nich przepis na sernik. Postanowiłam go nieco odświeżyć i przystosować do współczesnych czasów (w których nikt już nie mieli twarogu, lecz kupuje gotowy produkt w wiaderku:)). Jak mawia Piotr Bałtroczyk, daję Wam go dziś, abyście mogli cieszyć się jego smakiem. I tak jak ja piec ten sernik nie tylko na specjalne okazje.

Bo może jest w tym jakaś ciągłość pamięci..?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SERNIK BABCI WANDY A.D. 2016

750 g twarogu tłustego lub półtłustego albo twarogu sernikowego z wiaderka (dobrej jakości, np. z Piątnicy)

250 g ugotowanych, nieosolonych ziemniaków przeciśniętych przez praskę

150 g masła niesolonego, miękkiego

350 g cukru

6 jajek (o temperaturze pokojowej)

2 łyżki mąki ziemniaczanej

1/2 szklanki rodzynków

1/4 szklanki posiekanej skórki cytrynowej  lub pomarańczowej

opcjonalnie: cukier puder lub zmiksowane maliny do podania

 

Jeśli używamy twarogu, mielimy go trzykrotnie przez maszynkę. W dużej misce łączymy twaróg z ziemniakami za pomocą miksera. Żółtka oddzielamy od białek. W osobnej misce z białek i szczypty soli ubijamy sztywną pianę, odstawiamy na bok. Do miski z twarogiem dodajemy masło, cukier, łyżkę mąki oraz żółtka. Miksujemy całość do uzyskania jednolitej masy. Następnie dodajemy rodzynki obtoczone w pozostałej mące i skórkę cytrynową/pomarańczową. Na koniec do masy dodajemy białka i delikatnie (łyżką) łączymy całość.

Masę sernikową przekładamy do żaroodpornej formy do pieczenia (z obręczą) i pieczemy ok. 1 h w piekarniku nagrzanym do temperatury 170ºC (termoobieg). Sernik po upieczeniu pozostawiamy w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.

Sernik po schłodzeniu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy malinowym musem.

Smacznego:)

DSC_4159-2

DSC_4165-2

DSC_4166-2

DSC_4171-2