gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

Smętne spojrzenie mascarpone, czyli pora na ciasto jogurtowo-pomarańczowe

Kiedy otwierając lodówkę smętnie patrzy na Was napoczęte opakowanie serka mascarpone, nie lekceważcie tego. To może znaczyć tylko jedno: mascarpone bezgłośnie krzyczy: Aaa, zrób ze mnie krem do ciasta jogurtowego!!!

Nie zlekceważyłam tego nabiałowego spojrzenia, co oznacza, że uraczę Was krótkim postem i nieskomplikowanym przepisem na jogurtowe ciasto. A mascarpone w połączeniu z pomarańczą nabrało nieco słonecznej opalenizny;)

CIASTO JOGURTOWO POMARAŃCZOWE Z MASCARPONE

2 szklanki mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 szklanka cukru trzcinowego

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

1/2 szklanki oleju

3/4 szklanki jogurtu greckiego

4 jajka

1 pomarańcza (otarta skórka i sok)

na krem:

3/4 opakowania serka mascarpone (ok. 200 g)

2 łyżki cukru pudru

sok wyciśnięty z 1 pomarańczy

 

W dużej misce miksujemy na puszystą masę jajka i cukier trzcinowy oraz cukier z wanilią. Następnie dodajemy olej i jogurt grecki, ponownie miksujemy. Do masy dodajemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą oraz sok pomarańczowy i otartą skórkę. Miksujemy całość (krótko, ok. 1 minuty) i przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC, ciasto pieczemy ok. 40-45 minut (do suchego patyczka).

Gdy ciasto się piecze, przygotowujemy krem: mascarpone miksujemy z cukrem pudrem i sokiem pomarańczowym. Krem schładzamy w lodówce.

Gdy ciasto zupełnie ostygnie, przekrawamy je na pół (powstaną 2 równe blaty) i smarujemy “dolny” blat 1/2 kremu, łączymy oba blaty i pozostałym kremem smarujemy wierzch ciasta. Opcjonalnie możemy ozdobić wierzch plasterkami pomarańczy.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: wegetariańskie burgery z buraczków z kozim twarożkiem i kiełkami

Starsze pokolenie radzi: Twoja córka nie zrobiła jeszcze kupki? Podaj jej buraczki! Tak się bowiem składa, że w życiu młodej matki wyznacznikiem dobrostanu dziecka jest regularność w tym względzie:) Cóż za niezwykłą, oczyszczającą moc posiada to niepozorne warzywo, które tak natrętnie barwi dłonie podczas obierania? Zasięgnęłam języka w Sieci i dzielę się z Wami tymi odkryciami.

Kluczem do oczyszczających właściwości poczciwego buraka są zawarte w nim błonnik, pektyny i enzymy, które regulują pracę układu pokarmowego, przeciwdziałają zaparciom i odtruwają jelita. Gotowany/pieczony burak lub sok ze świeżych buraczków działają więc jak cudowna szczotka, która wymiata i oczyszcza. Długo by rozwodzić się nad pozostałymi fenomenalnymi właściwościami buraka. Jedząc te niepozorne bulwy możemy obniżyć i uregulować ciśnienie krwi, obniżyć poziom złego cholesterolu, wspierać profilaktykę nowotworową.

Poddany obróbce termicznej burak jest słodki, więc zwykle smakuje maluchom. Można go z powodzeniem wykorzystać jako oręż w walce z zaparciami. Proponuję wypróbować przepis na pieczone buraczki, tym razem w wersji obiadowej: wegeburgery podane z kleksem gęstego jogurtu oraz kiełkami i prażonymi pestkami dyni.

WEGETARIAŃSKIE BURGERY Z BURACZKÓW

/przepis na 7-8 małych burgerów/

4 małe buraki

3 płaskie łyżki mąki pełnoziarnistej (użyłam orkiszowej)

5 łyżek płatków owsianych pełnoziarnistych

4 łyżki rolady koziej lub koziego twarożku

1 łyżeczka posiekanego koperku

szczypta suszonego tymianku

szczypta suszonej trawy cytrynowej

szczypta pieprzu świeżo mielonego

1 małe jajko

 

Buraki szorujemy pod bieżącą wodą, osuszamy i każdy osobno zawijamy w folię aluminiową. Pieczemy przez ok. 50 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 190ºC (termoobieg). Buraki są upieczone, jeśli widelec wchodzi w nie bez oporu.

Buraki studzimy na kratce kuchennej, po czym obieramy i ścieramy na tarce z tzw. dużym oczkiem (lub krótko blendujemy w rozdrabniaczu). Starte buraczki przekładamy do miski, dodajemy mąkę, płatki owsiane, twarożek, koperek i przyprawy. Wbijamy jajko i mieszamy całość, by uzyskać jednolitą masę. Jeśli masa jest zbyt rzadka, dodajemy jeszcze odrobinę płatków owsianych. Masę odstawiamy do lodówki na 1/2h, aby płatki napęczniały i wchłonęły nadmiar płynu. Następnie z masy formujemy niewielkie kulki, które spłaszczamy dłonią i układamy w żaroodpornej formie wyłożonej papierem do pieczenia.

Tak przygotowane burgery pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 170ºC (termoobieg).

Po upieczeniu podajemy z kleksem jogurtu greckiego, kiełkami i prażonymi pestkami dyni. Burgery świetnie smakują z dodatkiem drobnej kaszy (np. jęczmiennej) i lekkiej surówki.

Smacznego:)


2 Comments

Z cyklu leniwe weekendowe śniadania: puszyste racuchy z jabłkami i miodowym twarożkiem

Kiedy już nudzą nam się jajecznice, omlety z pesto, jajka zapiekane w kokilkach, jajka na twardo w sosie curry i wiele innych śniadaniowych pyszności, sięgam do jednej z moich kulinarnych książek i wybieram się na krótkie przeszpiegi. Szukam inspiracji u innych, mądrzejszych w kuchni.

Tak też powstał ten wpis. Sięgnęłam do Rodzinnej kuchni Lidla i w części p.t. Kuchnia babci znalazłam przepis na niemal idealne racuszki z jabłkami. Ciasto na te przysmaki robi się błyskawicznie, a cała reszta, czyli smażenie to już tylko chwila.

W ciągu tych kilkunastu minut zdążycie nakryć do stołu, zaparzyć kawę i umyć rączki Waszemu dziecięciu. Bo dziecię obowiązkowo wcina racuszki za pomocą małych rączek. A jeśli chcecie, by dziecię (i Wy przy okazji) miało zdrowe ząbki poczciwy cukier zastąpcie cukrem brzozowym, czyli ksylitolem, który nie atakuje szkliwa.

PUSZYSTE RACUCHY Z JABŁKAMI I MIODOWYM TWAROŻKIEM

/porcja dla 4 osób, przepis pochodzi z książki Rodzinna kuchnia Lidla, z moimi modyfikacjami/

na racuchy:

2 średnie jabłka

1/2 cytryny

1 łyżka miodu

2 średnie jajka

3 łyżeczki ksylitolu

40 g masła

150 g mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

5 łyżek jogurtu naturalnego, najlepiej domowego lub greckiego

100 ml mleka

olej rzepakowy do smażenia

na twarożek:

100 g dobrego twarogu półtłustego (używam z Głuchowa)

1 łyżeczka miodu

2 łyżki jogurtu naturalnego

 

Twaróg umieszczamy w miseczce, dodajemy miód i jogurt, ucieramy całość, odstawiamy na bok.

Jabłka obieramy ze skórki, kroimy na cienkie plasterki, wyciskamy sok z cytryny i skrapiamy nim jabłka. Odstawiamy na bok.

Do dużej miski wbijamy całe jajka, dodajemy ksylitol, miód i ubijamy całość trzepaczką. W rondelku na małym ogniu rozpuszczamy masło, które następnie odstawiamy do ostudzenia. Gdy masło będzie chłodne dodajemy do masy jajecznej i mieszamy.

Mąkę, proszek do pieczenia przesiewamy przez sitko do masy jajeczno-maślanej. Całość delikatnie mieszamy do uzyskania gładkiej i gęstej konsystencji. Następnie dodajemy jogurt i mleko, mieszamy. Na koniec dodajemy plasterki jabłek i ponownie delikatnie mieszamy.

Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju, który równomiernie rozprowadzamy po powierzchni silikonowym pędzlem. Łyżką lub chochelką nakładamy na rozgrzany tłuszcz niewielkie porcje ciasta. Racuchy smażymy na średnim ogniu z obu stron.

Usmażone racuszki przekładamy na talerz wyłożony kawałkiem ręcznika papierowego (by wchłonął nadmiar tłuszczu), przykrywamy folią aluminiową (by nie wystygły). Racuchy podajemy z miodowym twarożkiem.

Smacznego:)


Leave a comment

Domowe drożdżówki z serem, malinami i owsianą kruszonką

Ostatnio, gdy nadarza się okazja, by zmajstrować coś pysznego w kuchni, robię szybkie ucierane lub biszkoptowe ciasto z owocami lub coś na bazie drożdży. Takie okazje trafiają się o poranku, gdy Zu z pełnym brzuszkiem po śniadaniu oddala się do zabawek i zajmuje się swoimi sprawami. Albo przed wieczorem, gdy moja Mama rusza mi w sukurs i przychodzi bawić się z naszą dziewczyną.

Fala upałów, która chwilowo oddaliła się znad mazowieckiej ziemi sprawia, że z powrotem można używać piekarnika, więc postanowiłam wykorzystać kilka pomysłów na drożdżowe przysmaki. Piekę jak najęta, gdyż wieść niesie, że za dwa dni znowu będzie ponad 30 stopni w cieniu…

DROŻDŻÓWKI Z SEREM, MALINAMI I OWSIANĄ KRUSZONKĄ

/z przepisu wychodzi duża blacha, czyli ok. 8-9 drożdżówek/

na ciasto:

3/4 szklanki ciepłego mleka

30 dag świeżych drożdży

1/2 kg mąki pszennej

3/4 szklanki cukru trzcinowego

4 średnie żółtka

1/2 kostki masła o temperaturze pokojowej

szczypta soli

na wierzch:

250 twarogu półtłustego

3 łyżki cukru trzcinowego

1 łyżka masła

1 żółtko

1 łyżka jogurtu greckiego

na kruszonkę:

3 łyżki masła

3 łyżki mąki

3 łyżki cukru

3 łyżki płatków owsianych górskich

 

Do miski wlewamy ciepłe mleko, dodajemy drożdże i łyżeczkę cukru, mieszamy. Następnie odstawiamy na kilkanaście minut, aby zaczyn ruszył.

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy zaczyn, żółtka i sól. Energicznie wyrabiamy ciasto ok. 10 minut (ręcznie lub w robocie kuchennym używając końcówki z hakiem). Dodajemy pozostały cukier i masło, wyrabiamy jeszcze 2-3 minuty. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na ok. 1h.

Składniki kruszonki szybko łączymy w osobnej misce, tworzymy kulę, owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki przynajmniej na 1/2h.

W osobnej misce łączymy twaróg, jogurt, masło, żółtko i cukier. Maliny płuczemy i osuszamy.
Wyrośnięte ciasto naciskamy ręką, by je odgazować, a następnie odrywamy po kawałku i formujemy płaskie dyski, które umieszczamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawiamy na ok. 5 minut, by ciasto nieco urosło.

Następnie każdy dysk na środku spłaszczamy za pomocą dna szklanki i na wierzchu kładziemy po czubatej łyżce masy serowej, a na niej układamy maliny. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i ścieramy na tarce o dużych oczkach lub odrywamy palcami.

Tak przygotowane drożdżówki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180ºC i pieczemy ok. 20 minut.

Smacznego:)


Leave a comment

Instagramowe żądze i drożdżowy placek z twarogiem i truskawkami

W ostatni weekend zobaczyłam na Instagramie obłędne zdjęcie drożdżówki z truskawkami i twarogiem i natychmiast zapałałam żądzą, by upiec podobne pyszności. S. wybierając się na sobotnie zakupy dostał listę, w której zapisałam kilka żelaznych punktów: masło (koniecznie Łaciate, moim zdaniem najlepsze na rynku), twaróg półtłusty i drożdże. O truskawkach nie musiałam mu przypominać, bo odkąd zaczął się na nie sezon, po każdej weekendowej wyprawie na brwinowskie targowisko, łubianka tych pysznych owoców trafia na nasz blat kuchenny.

Z truskawkami mamy pewien problem. Odkąd okazało się, że Zu jest uczulona na owoce drobno pestkowe (kiwi, maliny), unikam jak ognia podawania jej również truskawek. Z ciężkim sercem, ale lepsze wyrzuty sumienia niż kolejny nawrót wysypki na jej delikatnej skórze. Teraz, gdy robię całej naszej trójce mleczny koktajl, do kefiru dodaję banana dla Szkraba, a dla nas truskawki. Nasza dziewczynka sączy przez słomkę swoją porcję niemal jednym tchem, a my z S. z zakazaną truskawkową wersją przemykamy po kątach i pod skosami.

Ale wróćmy do drożdżówki. Uwiodła mnie. Ni mniej ni więcej, rzuciła na mnie urok. Poszperałam w Sieci, spojrzałam na przepisy, z których sama dotąd korzystałam, zerknęłam do jednego ze starszych wydań specjalnych Kukbuka i oto jest drożdżowy placek z truskawkowo-twarogowym wierzchem.

Maślany, pachnący. Idealny. Najlepszy jeszcze ciepły wyjadany wprost z blachy. Duuużej blachy;)

DROŻDŻOWY PLACEK Z TWAROGIEM I TRUSKAWKAMI

/inspiracja pochodzi z http://www.niebonatalerzu.blogspot.com i wydania specjalnego magazynu Kukbuk nr 2/2015/

na ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
1/2 kg mąki pszennej
3/4 szklanki cukru trzcinowego
4 żółtka
1/2 kostki masła o temperaturze pokojowej

szczypta soli

na wierzch:
250 g półtłustego twarogu
3 łyżki jogurtu greckiego typu light
2 łyżki cukru trzcinowego
10-12 średniej wielkości truskawek

na kruszonkę:
1/5 kostki masła

1/3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

1/3 szklanki płatków owsianych górskich

 

Do miski wlewamy ciepłe (lekko podgrzane) mleko, dodajemy drożdże i łyżeczkę cukru, mieszamy. Następnie odstawiamy na kilkanaście minut by zaczyn ruszył.

Mąkę wsypujemy do dużej miski, dodajemy zaczyn, żółtka i sól. Energicznie wyrabiamy ciasto ok. 10 minut (ręcznie lub w robocie kuchennym używając końcówki z hakiem). Dodajemy pozostały cukier i masło, wyrabiamy jeszcze 2-3 minuty. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe, nieprzewiewne miejsce na ok. 1h.

Składniki kruszonki szybko łączymy w osobnej misce, tworzymy kulę, owijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki przynajmniej na 1/2h.

W osobnej misce miksujemy twaróg, jogurt i cukier.

Truskawki pozbawiamy szypułek, kroimy na grube plasterki.
Wyrośnięte ciasto naciskamy ręką, by je odgazować, a następnie przekładamy do blachy wysmarowanej masłem. Zostawiamy na ok. 5 minut, by ciasto nieco urosło.

Następnie na wierzchu ciasta delikatnie rozsmarowujemy masę serową, a na nią układamy plasterki truskawek. Kruszonkę wyjmujemy z lodówki i ścieramy na tarce o dużych oczkach.

Tak przygotowane ciasto wstawiamy do zimnego piekarnika. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180ºC i pieczemy placek ok. 45 minut aż ładnie wyrośnie, a wierzch zrumieni się.

Smacznego:)


5 Comments

Kapryśny marzec i rigatoni z gorgonzolą, gruszką i tymiankiem

Kilka dni temu zapakowałam Zuzę w wózek i poszłam na zakupy połączone ze spacerem. Ubrałam się w kurtkę, czapkę i szalik, zwiedziona tym, że w nocy był lekki przymrozek, a o poranku wiał zimny wiatr. W trakcie spaceru wyszło słońce i temperatura skoczyła do jakichś 12 stopni Celsjusza. Po drodze Zuzka zasnęła, a ja wróciłam do domu ledwo żywa. Z czapką i szalikiem wciśniętym w kieszenie kurtki. Zgrzana i zła. I pomyślałam: Stasiuk znowu miał rację. Pod naszą szerokością geograficzną żyjemy na meteorologicznej huśtawce.

 

I znowu jest marzec. Znowu spływają śniegi, wieje mokry wiatr, duszę wypełnia poczucie daremności. Spod białego i okrągłego wyłazi bure i zgniłe, a wokół tylko monotonny horror przyrody, z którego nie płynie żadna nauka prócz tej, że ze swoją linearną i progresywną wizją egzystencji nie jesteśmy żadną koroną stworzenia, tylko smutną aberracją.

(…)

To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna.

(…)

Trzy dni temu było plus piętnaście stopni, a dzisiaj jest minus siedem. Powinniśmy być traktowani jak trochę niepełnosprawni, powinniśmy być częściowo zwolnieni od jakichś podatków albo ktoś powinien fundować nam sanatoria.

(…)

Żeby w ogóle przetrwać, powinniśmy porzucić nasze strony i udać się na poszukiwanie meteorologicznej ziemi obiecanej. Niestety, wszystkie przyzwoite krainy są już zajęte. Dlatego zostaniemy na miejscu i będziemy działać na nerwy bardziej zrównoważonym sąsiadom. Słowiańska histeria, węgierska depresja i rumuńska paranoja to nasze specjalności, to nasze znaki rozpoznawcze i powinniśmy je opatentować. Ba, powinniśmy te stany eksportować do jakichś zrównoważonych i znudzonych krajów, tak jak eksportuje się kokainę, heroinę i amfetaminę.

 

Andrzej Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

RIGATONI Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I TYMIANKIEM

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu rigatoni (użyłam Barilla)

1 średnia gruszka

250 g sera gorgonzola

2 łyżki jogurtu greckiego

30 g masła

50 ml mleka

1 łyżeczka otartego tymianku

garść łuskanych ziaren słonecznika

 

Gruszkę obieramy, pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w kostkę. Słonecznik prażymy na suchej patelni do momentu, aż się zezłoci.

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie przygotowujemy sos. W rondelku o grubym dnie rozpuszczamy masło (na małym ogniu), dodajemy gorgonzolę, jogurt i mleko. Mieszamy całość do całkowitego rozpuszczenia i połączenia składników, na koniec dodajemy tymianek i gruszkę.

Ugotowany makaron odcedzamy, polewamy sosem i posypujemy słonecznikiem.

Smacznego:)


Leave a comment

Zgrana para. Kurczak w sosie kurkowo-śmietanowym

dsc_0104

Latem myślę, że mogłabym smacznie przeżyć okrągły rok jedząc wyłącznie świeże warzywa, owoce i jajka. Latem jest całe mnóstwo smacznych konfiguracji tych produktów i w zasadzie nie mam ochoty na mięso. Ale gdy pogoda jest taka, jak przez ostatnie dni, gdy za oknem zimno, wietrznie i pada deszcz, to mój organizm nawiedzają jakieś pierwotne instynkty. Atawizmy, które sprawiają, że nachodzi mnie ochota na danie z mięsem w roli głównej. Pryskają wówczas moje refleksje na temat tego, że może jednak zostanę wegetarianką… I tak aż do kolejnego lata.

Mimo wszystko staram się ograniczać jedzenie mięsa. Zamiast kanapki posmarowanej pasztetem wybieram domowy hummus lub smarowidło zrobione z fasoli lub soczewicy z czosnkiem i innymi dodatkami. Ale w taki szary, ponury dzień jak dzisiaj czasem mam ochotę na mięsne danie.

Dzisiejszy przepis jest wprost stworzony dla osób, które nie lubią spędzać w kuchni zbyt wiele czasu, a jednocześnie lubią smacznie i pożywnie zjeść. I są mięsożerni. Czyli chyba dla znacznej części z nas. Zwłaszcza, gdy za oknem smętnie i zimno.

Kurczaki jemy od wielkiego dzwonu, ponieważ jeśli chodzi o drób, to na naszym stole pojawia się głównie indyk. Nie od dziś wiadomo bowiem, że ten ostatni jest zdrowszy niż faszerowane antybiotykami kurczaki. Mamy sezon grzybowy, więc sos jest na bazie moich ulubionych kurek. Kurczaki i kurki. Całkiem zgrana para.

dsc_0093

KURCZAK W SOSIE KURKOWO-ŚMIETANOWYM

/porcja dla 2 osób/

2 piersi kurczaka

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku

1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

200 g kurek

180 g śmietanki 30%

100 g jogurtu greckiego

szczypta ostrej papryki

pieprz, sól do smaku

garść szczypiorku

olej do smażenia

do podania:

makaron (np. penne lub świderki)

ulubiona surówka

 

Piersi kurczaka kroimy na mniejsze kawałki, przyprawiamy papryką, pieprzem i solą. Kurczaka grillujemy lub smażymy na oleju.

W rondelku roztapiamy łyżkę oleju, dodajemy posiekaną cebulę, czosnek i oczyszczone kurki. Dusimy aż grzyby będą miękkie, pod koniec dodajemy sól, pieprz i zioła prowansalskie. Następnie zmniejszamy ogień na minimum i dodajemy śmietankę i jogurt. Mieszamy aż składniki sosu będą dobrze wymieszane.

W międzyczasie gotujemy makaron al dente. Odcedzamy makaron i polewamy go sosem, posypujemy szczypiorkiem. Podajemy z surówką.

Smacznego:)

dsc_0109