gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Z cyklu kuchnia góralska: słodki kołacz

W tradycyjnie ubogiej kuchni góralskiej nie znajdziecie zbyt wielu propozycji deserów. W zasadzie można je policzyć na palcach jednej ręki: skromny deser z mąki owsianej z cukrem, hruba baba z grulami i cukrem oraz kołacz. I w zasadzie to wszystko. Bo i cóż ekstrawaganckiego można wymyślić mając pod ręką plony ubogiej podhalańskiej ziemi?

Po południowej stronie Tatr mają jeszcze parene buchty, zwane pampuchami, które kryją w sobie powidła lub dżem. Takie danie Słowacy serwują choćby w schronisku przy Zielonym Stawie w Wysokich Tatrach, ale o tym opowiem Wam przy innej okazji:)

Dziś na tapetę biorę słodki kołacz, który jest uboższą wersją popularnej na nizinach drożdżówki.

A przygotowując ciasto na kołacz, możemy zanucić choćby taką nieprzyzwoitą przyśpiewkę:

Upiec mi kołoca,

upiec mi moskola

pódzies pod pierzyne,

nie pódzies do pola

 

Nie podem do pola,

ani pod pierzyne,

dos mi ino gęby,

na słodkom juzyne.

 

SŁODKI KOŁACZ A.D. 2019

/przepis na ok. 9-10 szt./

na ciasto:

1/2 kg mąki pszennej

1/2 szklanki mleka

1 jajko

2 łyżki cukru

30 g drożdży

1/3 kostki miękkiego masła

na nadzienie:

300 g twarogu półtłustego

1/2 szklanki cukru

1 jajko

2 łyżki śmietany 12%

 

Przygotowujemy ciasto: w miseczce mieszamy drożdże z cukrem, zalewamy ciepłym mlekiem. Zostawiamy na ok. kwadrans, aby rozczyn “ruszył”. Następnie rozczyn przelewamy do dużej miski, dodajemy mąkę i jajko, zagniatamy ciasto, a po chwili dodajemy po kawałku masła. Ciasto wyrabiamy przez ok. 6-7 minut. Następnie ciasto przykrywamy lnianą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu na ok. 1h.

Przygotowujemy nadzienie: twaróg rozdrabniamy widelcem, dodajemy cukier, jajko i śmietanę. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy.

Z wyrośniętego ciasta odrywamy po kawałku i formujemy okrągłe placki. W każdym placku robimy wgłębienie, w którym umieszczamy po 2-3 łyżki nadzienia. Kołacze przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC. Kołacze podajemy nieco przestudzone. Możemy je dodatkowo posypać cukrem pudrem.

Smacznego:)

Advertisements


2 Comments

Z cyklu: kuchnia góralska. Drożdżowy wieniec z bryndzą i czosnkiem

Niedawno zaczął się redyk. Owce zajadają soczystą trawę na halach, a my raz na jakiś czas zajadamy się oscypkami i bryndzą “importowaną” spod Nowego Targu. W naszej brwinowskiej galerii handlowej usadowił się już jakiś czas temu producent owczo-krowich przysmaków z Pieniążkowic.

Od późnej jesieni do wczesnej wiosny omijaliśmy oscypkowo-kapciowe stoisko szerokim łukiem, bo kto chciałby jeść wymęczone krówskie redykołki udające oscypki jedynie na potrzeby panów spod Warsiawy? Ale wraz z rozpoczęciem redyku wróciła ochota na wędzone sery, które zaczęły mieć w składzie owcze mleko. Co prawda kosztowanie oscypka prawie pół tysiąca kilometrów od bacówki, w której on powstawał przypomina trochę lizanie lodów przez witrynę sklepową, ale jest to jakaś namiastka. I zachęta, by późnym latem wybrać się w Tatry i zjeść oryginalny produkt od bacy Staska, Józka czy Franka z oscypkowego szlaku.

A jeśli oscypki uważacie za przereklamowane, to może spróbujecie innych owczych specjałów? Bryndzy, bundzu czy żentycy?

Dzisiejsza propozycja to trochę taki góralski fusion: wytrawne drożdżowe ciasto z nadzieniem z bryndzy, czosnku i masła. Do jedzenia na ciepło po wyjęciu z piekarnika lub nazajutrz odgrzania w opiekaczu.

Z dobrym jakościowo masłem.

Jako nietypowy zamiennik chleba do kanapek.

Jako przekąska.

Jak sobie wymyślicie, moi ostomili.

WIENIEC DROŻDŻOWY Z BRYNDZĄ I CZOSNKIEM

300 g mąki pszennej

50 g mąki orkiszowej

25 g świeżych drożdży

1 łyżeczka cukru

szczypta soli

170 ml ciepłego mleka 2%

1 jajko

40 g masła, roztopionego

na nadzienie:

250 g bryndzy

3-4 ząbki czosnku, drobno posiekanego

świeżo mielony pieprz

20 g miękkiego masła

 

W dużej misce rozkruszamy drożdże, dodajemy cukier i ciepłe (nie gorące!) mleko. Przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na kwadrans, by drożdże “ruszyły”. Po tym czasie dodajemy jajko, roztopione masło, sól i przesianą mąkę. Ciasto wyrabiamy w robocie kuchennym lub ręcznie, aż osiągnie zwartą i jednocześnie elastyczną konsystencję. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1h w ciepłe, nieprzewiewne miejsce.

W tym czasie przygotowujemy nadzienie: w miseczce łączymy bryndzę z czosnkiem, doprawiamy do smaku pieprzem.

Gdy ciasto urośnie, przekładamy je na stolnicę i wałkujemy, aby uzyskać niezbyt cienki prostokąt. Na cieście rozsmarowujemy masło oraz bryndzę z czosnkiem. Ciasto zwijamy w dosyć ciasny rulon (dłuższym bokiem) i zlepiamy jego końce. Rulon przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ostrym nożem kroimy rulon na pół, nie przecinając jednego z końców ciasta. Począwszy od nieprzeciętego końca zaczynamy zwijać ciasto w formie warkocza (naprzemiennie, uważając, aby nadzienie znalazło się na wierzchu). Tak upleciony warkocz formujemy w kształcie wieńca (czyli łączymy oba końce ciasta), przykrywamy ściereczką i pozwalamy ciastu urosnąć jeszcze dodatkowy kwadrans.

Wieniec wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180ºC (termoobieg) i pieczemy ok. 20 minut (do zrumienienia wierzchu).

Po upieczeniu studzimy nieco na kratce kuchennej. Najlepiej smakuje tego samego dnia z odrobiną dodatkowej porcji masła i plasterkiem oscypka:)

Smacznego:)


2 Comments

O puceniu oscypka i innych przyjemnościach, czyli sałata juhasa z burakami i oscypkiem

W Tatrach w szałasie spędzałem całe lato. To się szło wiosną, a wracało, jak pierwszy śnieg przykurzył. Musisz doić, musisz paść i w nocy stać, jak niedźwiedź idzie. Chodził taki stary niedźwiedź, co zębów nie miał, do szopy wchodził i wybierał owce młode albo prosięta wyjadał w leśniczówce. Potem go odstrzelili, bo już stary był. Wolę niedźwiedzia jako wilka. Wilka bardziej się bałem, bo niedźwiedź chwyta jedną owcę i ucieka, a wilk bije na kupę. I dwadzieścia owiec zabije. Ja o owce się bał, a nie o siebie. Człowiek nie mógł się bać, szedł w otwarte karty.

Rano na bacówce sera się zjadło, zyntycy popiło. Rzepy się opiekło na watrze i bryndzą posypało. Dzwonki w nocy zadzwoniły, psy zaszczekały. Na wypasie to się ino leży, a nie śpi, czuwać trzeba. Być gotowym. Psy dobre trzeba było mieć, owczary. Moje to Dolina, Wierch i Ostroś, ten największy. Owce dawało się bacy na wypas. Baca dał za owce bundzu czy oscypka. Z bundzu bryndzę się zrobiło.

Nie ma owiec jednakowych, każda jest inna. Chłopy to poznają trzy pokolenia i po jakiej matce, i po jakiej babce, i po jakim baranie. Dobry juhas to do pięciuset owiec poznał. Każda owca ucho ma inne czy oko albo chód, albo posturę. Dziadek mnie tego nauczył, bo był z pokolenia bacą.

/Barbara Caillot Dubus, Aleksandra Karkowska Na Giewont się patrzy, Oficyna Wydawnicza Oryginały, Warszawa 2016/

Niezwykle towarzyska przedstawicielka gatunku;)

Co tam, gazdo w polityce?

Panocku, upuc se oscypka. Baco, chętnie, ino jak? Ano tak: umyj owcy wymiona (sic!), wydój ją. Gdy mleko będzie odpowiednio ciepłe (ok. 35-37ºC), pasowałoby teraz zaklagać mleko, czyli zakwasić dodając podpuszczkę.  Po tej operacji mleko się ścina, robi się na powierzchni skrzep (bundz), który po kawałku bierz w dłonie i ugniataj, coby wycisnąć serwatkę (która de facto jest kolejnym produktem pochodnym przy wyrobie oscypka, czyli żyntycą). Im dłużej będziesz wyciskał, tym lepiej, ser będzie smaczniejszy. Tak wyciśnięty ser trza kilka razy sparzyć gorącą wodą, by stał się miękki i elastyczny. Potem te gołki wsadź do rosołu, czyli solanki, a po kilkunastu godzinach wciśnij je w drewniane foremki do oscypków i umieść w bacówce pod powałą, by tam spokojnie się wędziły. Może to trwać nawet trzy tygodnie…

Proste to pucenie oscypka, nieprawdaż? A jakie smaczne!

Pucenie oscypka w Dolinie Kościeliskiej

Kulturowy wypas owiec na Rusinowej Polanie

P.S. Pamiętajcie, że od 14 lutego 2008 roku oscypek jest produktem regionalnym chronionym przez prawo Unii Europejskiej. Prawdziwy oscypek (nie mięsany) ma w składzie co najmniej 60% mleka owczego i nie więcej niż 40% mleka krowiego. I jest wytwarzany wyłącznie w czasie redyku, czyli od początku maja do października, gdy owce pasą się na zielonych podtatrzańskich holach.

 

 

SAŁATA JUHASA Z OSCYPKIEM, PIECZONYMI BURAKAMI I OLEJEM Z PESTEK DYNI

/porcja dla 2osób/

2 średnie buraki

10-12 plasterków oscypka

garść ulubionej sałaty

garść łuskanych orzechów włoskich

olej z pestek dyni lub lniany

świeżo mielony pieprz do smaku

 

Buraki myjemy, osuszamy, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy w piekarniku przez ok. 1h w temperaturze 180ºC. Po ostudzeniu buraki kroimy na plastry.

Sałatę rozkładamy na talerzach, na niej kładziemy plastry buraków, oscypka, polewamy olejem, doprawiamy świeżo mielonym pieprzem i posypujemy orzechami włoskimi.

Smacznego:)


Leave a comment

Z cyklu: kuchnia góralska. Kwaśnica na wędzonych żeberkach

dsc_7547

A może by tak ugotować kwaśnicę? rzuciłam mimochodem w zeszłym tygodniu. Nazajutrz Rodzice, jak co tydzień jechali na targ do Błonia, co skutkowało tym, że po południu na moim kuchennym blacie wylądowały niezbędne ingrediencje: wędzone żeberka i boczek oraz słuszna porcja naturalnie kiszonej kapusty “od chłopa”.

Dawno temu wracając z moją Mamą z Zakopanego zatrzymałyśmy się, by coś przekąsić. To był zajazd przy autostradzie, stylizowany na góralską karczmę. Co prawda poprzedniego dnia zjadłam na obiad smakołyki typu pierogi z bryndzą, a na przystawkę moskole z grillowanym oscypkiem, ale nadal było mi mało (to normalna reakcja przed powrotem na niziny;)). Nadeszła kelnerka przyodziana w stylu folkowym. Zlustrowałam menu i nie widząc mojej ulubionej góralskiej zupy zapytałam kelnerkę: Macie kwaśnicę, bo nie widzę w karcie? Na co mocno zdziwione dziewczę zapytało: A co to takiego???

Morał z tej opowieści jest taki: prawdziwej kwaśnicy nie uświadczysz na nizinach. Chyba, że zrobisz ją sobie sam. Ale wróćmy do tematu przewodniego tego cyklu, czyli kuchni góralskiej.

Podstawowym produktem, z którego przygotowywano posiłki była i jest dla górali kapusta. W każdym domu kiszono kilka beczek, bogatsi gospodarze sposobili na zimę i dwadzieścia stulitrowych. Kiszenie kapusty było obrzędem. Od staranności przygotowania kapusty zależała potem jej jakość, smak. Przygotowania trwały kilka dni.

Najpierw sprawdzano, czy beczki są dobre, czy nie “puściły”. Szorowano je kilkakrotnie, wreszcie zalewano wodą., do której wrzucano kilka dużych, rozgrzanych do czerwoności w palenisku kamieni. Woda natychmiast wrzała i dopiero teraz była pewność, że beczka jest czysta. Dno wykładano liśćmi kapusty. Starsi domownicy przebierali główki, obierali je ze zgniłych liści. Młodsi, mający więcej siły, ustawiali na stole krązownice czyli szatkownice. Pilnie strzeżono kapusty przed dotykiem “chorej” kobiety. Taka musiała na czas przygotowywania kapusty oddalić się od pomieszczeń kuchennych.

Deptanie ułożonej w sudku (beczce) kapusty należało do najtęższego, najsilniejszego domownika. Często jednak robił to dziadek, młodsi bywali zazwyczaj zajęci pracą poważniejszą. Dziadkowi nakazywano na tę okoliczność umyć porządnie nogi – co czynił z oporami – i wytrzeć w białą ściereczkę. Deptającego kapustę dziadka otaczały wnuczęta, które też chciały wśliznąć się do beczki. Gdy się udało zmylić czujność “bab”, to dzieciska – za pozwoleniem dziadka – trochę podreptały.

Do poszatkowanej kapusty dodawano sól, liście laurowe, kminek. Niektóre gospodynie od razu szatkowały jarzyny – na surówki. Wrzucano niekiedy całe lub przepołowione jabłka. 

(…) Z kapusty przygotowuje się wiele potraw. Dawniej górale jedli je kilka razy dziennie. Wykorzystywano także płyn, który znajdował się w beczce, tak zwaną kwaśnicę. Kwaśnica podawana była w różnych postaciach. Jeśli kapusta była bardzo kwaśna, zagotowywano ją, odlewano płyn i ten także nazywano kwaśnicą.

[tekst pochodzi z książki Kuchnia góralska Zdzisławy Zegadłówny]

dsc_7552KWAŚNICA NA WĘDZONYCH ŻEBERKACH WG KUCHNI GÓRALSKIEJ Z. ZEGADŁÓWNY

kwaśnica

wędzone żeberka

czosnek

liście laurowe

sól

pieprz

ziemniaki

 

Kiszoną kapustę ugotować w większej ilości wody. Wodę odlać. Osobno ugotować żeberka wędzone, dodając czosnek, liście laurowe i cebulę. Wywar połączyć z kwaśnicą. Podawać z ugotowanymi w całości ziemniakami.

dsc_7545

KWAŚNICA NA WĘDZONYCH ŻEBERKACH A.D. 2017

1 kg kiszonej kapusty, posiekanej

1/2 szklanki soku spod kiszonej kapusty

1/2 kg wędzonych żeberek

hruby (gruby) plaster wędzonego boczku (ok. 150 g)

4-5 suszonych grzybów

3-4 ząbki czosnku

1 średnia cebula

2 liście laurowe

kilka ziarenek ziela angielskiego

1 łyżeczka kminku

4-5 ziarenek czarnego pieprzu

1/2 kg gruli (ziemniaków) ugotowanych wcześniej

sól i pieprz

 

Grzyby zalewamy wodą i moczymy przez noc, by zmiękły. Następnie kroimy je w kosteczkę lub paseczki, odstawiamy na bok. Boczek kroimy w kostkę, odkładamy. Cebulę siekamy w kosteczkę i przesmażamy delikatnie na łyżeczce oleju, odkładamy.

Żeberka płuczemy pod bieżącą wodą i razem z kapustą i sokiem wkładamy do dużego garnka. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, boczek, posiekane ząbki czosnku, cebulę, kminek, ziarenka pieprzu i grzyby. Całość zalewamy wodą (ok.1,5 litra). Gotujemy na wolnym ogniu przez co najmniej 2h. Wystudzoną kwaśnicę najlepiej schować na noc do lodówki i nazajutrz ponownie gotować na wolnym ogniu przez ok. 1h.

Przed podaniem dodajemy do kwaśnicy pokrojone w kostkę grule i podgrzewamy zupę.

Smacznego:)

dsc_7554


2 Comments

Z cyklu: kuchnia góralska. Jajka zapiekane pod oscypkową pierzynką

dsc_6952

Owce zeszły z redyku z hal na niziny. O tej porze roku już nie uświadczysz oryginalnego oscypka. Oryginalnego, czyli o zawartości co najmniej 60% mleka owczego. Kiedyś o tym napiszę więcej. Gdy owce znów będą na hali. Na targowicy pod Gubałówką piętrzą się stosy serów z mleka krowiego, czasem z domieszką owczego. Górale mają dobry PR, turyści nie czują różnicy.

dsc_6947

Podczas ostatniego wyjazdu na Podhale kupiliśmy sery z niewielkim dodatkiem mleka owczego, więc nazywanie ich oscypkiem to lekkie nadużycie, bo prócz składu również kształt nie ten (kupiliśmy gołki). Ale co tam, gdy znowu zacznie się redyk, przyrządzimy sobie śniadanie z dodatkiem prawdziwego oscypka.

Dzisiejszy przepis właściwie powinien trafić do cyklu Leniwe weekendowe śniadania. Bo trzeba wybrać się na targowisko i tam znaleźć dobre, duże, wiejskie jajka. Bo prócz zdobycia oryginalnego oscypka, trzeba poświęcić jakieś pół godziny na przygotowanie i zapieczenie jajek. A w naszym domu takie rzeczy zdarzają się wyłącznie w weekend. A później należy z należytą czcią skonsumować owe zapiekane jajka:)

dsc_6946

JAJKA ZAPIEKANE POD OSCYPKOWĄ PIERZYNKĄ

/porcja dla 2 głodnych osób/

4 duże wiejskie jajka

8-10 plasterków oscypka + kawałek do starcia na tarce

2 łyżeczki masła

2 łyżki jogurtu naturalnego

2 łyżeczki posiekanego szczypiorku

1,5 łyżeczki suszonego oregano

świeżo mielony pieprz kolorowy

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160ºC. W dwóch kokilkach/żaroodpornych naczynkach umieszczamy po łyżeczce masła i jogurtu. Umieszczamy w piekarniku na ok. 5 minut. Następnie do każdej kokilki wkładamy na dno po 4-5 plasterków oscypka,na nie wbijamy po 2 jajka, posypujemy, pieprzem, oregano i szczypiorkiem. Na wierzch ścieramy na tarce oscypka. Zapiekamy w temperaturze 160ºC przez ok. 15 minut, w zależności od tego, jaki preferujemy stopień ścięcia żółtka (ja lubię przypieczone).

Smacznego:)

dsc_6949

dsc_6956

dsc_6951


Leave a comment

Z cyklu: kuchnia góralska. Placek po zbójnicku

placek_po_zbojnicku_01

Każda szanująca się karczma góralska ma w swoim menu placek po zbójnicku. Jak wiadomo, jest to zwykle placek ziemniaczany polany solidną ilością sosu przyrządzonego z mięsa wołowego z dodatkami. Ktoś, kto wymyślił to danie, widocznie był przekonany, że koledzy Janosika, zbójnicy i harnasie często jadali mięso. Być może.

Tradycyjna kuchnia góralska jest bowiem niezwykle uboga i głównie jarska (co wynikało z biedy i nieurodzajnej podhalańskiej gleby). Jak pisał w 1914 r. Walery Staszel,  (…) nadzwyczaj ubogą jest spiżarnia góralki na naszym Podhalu. (…) Twarde warunki klimatyczne i ubóstwo kamiennej gleby czyni pożywienie zaiste po spartańsku jednostajnym. (…) Jesienią, w czasie kopania ziemniaków w polu, z dala od domu i w zimie, podczas dni krótkich, punkt ciężkości starań gospodyni góralki około codziennego pożywienia spoczywa na śniadaniu. Pierwotny sposób śniadania polegał na spożywaniu ziemniaków, klusek z omastą lub mlekiem kwaśnym, rzadziej słodkim.*)

Dziś proponuję przyrządzenie popisowego dania góralskiej kuchni rodem z Krupówek w zaciszu domowym. Składnikiem sosu jest mięso wołowe, które wymaga długiego duszenia, warto więc zabrać się za jego przyrządzanie już po śniadaniu. W czasie kiedy będziecie się oddawać innym obowiązkom, sos będzie powolutku pyrkał na małym ogniu, by po 3-4 godzinach wołowina stała się cudownie krucha.

Nie zawadzi, gdy przy nakrywaniu do stołu zaśpiewacie jedną z góralskich przyśpiewek:) Na przykład tę:

Łopusiańskie baby

gruli nawarzyły,

chciały je odcedzić –

brzuchy poparzyły!

 

*) korzystałam z książki Zdzisławy Zegadłówny Kuchnia góralska

placek_po_zbojnicku_02

PLACEK PO ZBÓJNICKU

/porcja dla 4 osób/

na placki ziemniaczane:

ok. 1,5 kg ziemniaków

ok. 1 szklanki mąki pszennej

2 jajka

pieprz, sól

na sos wołowy:

40-50 dag chudej wołowiny (użyłam ligawy)

3-4 średnie cebule

2 ząbki czosnku

1/2 czerwonej papryki

1 mały ogórek kiszony

2 liście laurowe

2 ziarenka ziela angielskiego

1/2 łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedziego

olej ryżowy

ok. 3 szklanek wody

pieprz, sól

 

Przygotowujemy sos: wołowinę myjemy, suszymy i kroimy w niewielkie kostki. Posypujemy pieprzem. Cebulę obieramy i kroimy w piórka, czosnek drobno siekamy. Cebulę i czosnek podsmażamy ok. 3-4 minut na rozgrzanej patelni z dodatkiem 2-3 łyżek oleju. Następnie dodajemy pokrojone mięso, chwilę dusimy, podlewamy wodą, dorzucamy liście laurowe, ziele angielskie i czosnek niedźwiedzi. Dusimy całość na małym ogniu co jakiś czas mieszając. Po ok. 1,5h do sosu dodajemy paprykę pokrojoną w paseczki oraz ogórka pokrojonego w plasterki. Do sosu dodajemy sól i pieprz do smaku. Ponownie dusimy sos przez kolejne 1,5-2h, sprawdzając co jakiś czas czy mięso jest już kruche, a sos dobrze przyprawiony.

W międzyczasie przygotowujemy ciasto na placki ziemniaczane. Ziemniaki ścieramy na tarce, odcedzamy nadmiar skrobi. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Do startych ziemniaków dodajemy 2 jajka i mąkę. Mieszamy na jednolitą masę, ewentualnie dodając odrobinę więcej mąki – ciasto na placki musi być w miarę zwarte. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy po łyżce ciasta i smażymy na złoty kolor. Usmażone placki przekładamy na półmisek odsączając nadmiar tłuszczu ręcznikiem papierowym.

Usmażone placki przekładamy następnie na talerze i polewamy gorącym sosem.

Smacznego:)

 

placek_po_zbojnicku_03


Leave a comment

Smaki Tex-Mex pożenione z kuchnią góralską. Chili con carne z moskolami grulanymi

chilli con carne_moskole_01

Idzie zima, nasz organizm zaczyna “rozglądać się” za rozgrzewającymi potrawami. Co byście powiedzieli na dymiące chili con carne podane w towarzystwie bardzo nieoczywistym? Zamiast meksykańskiej tortilli, dziś serwuję swojskie, góralskie… moskole. Prosto z patelni grillowej.

Chili con carne to chilli z mięsem, tradycyjna potrawa kuchni tex-mex, czyli z pogranicza Teksasu i Meksyku. Potrawa dziecinnie prosta w przygotowaniu, bowiem do podsmażonego mięsa (zwykle wołowego) wystarczy dodać paprykę, papryczki chilli, sos pomidorowy i czerwoną fasolę. Do tego garść przypraw i gotowe. Tak powstaje smaczny, sycący obiad.

Do chili con carne podałam nasze góralskie grulane moskole. Przepis na te ostatnie podawałam tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2014/12/04/z-cyklu-kuchnia-goralska-moskole-grulane-z-masylkiem-cosnkowym/

Korzystajcie z niego do woli, sukces gwarantowany:)

chilli con carne_moskole_02

CHILI CON CARNE Z MOSKOLAMI GRULANYMI

/porcja dla 4 osób/

1/2 kg mielonej chudej wołowiny (np. ligawy)

1 czerwona papryka

1/3 papryczki chilli

1 puszka całych pomidorów w zalewie

150 ml pasatty pomidorowej

1 puszka czerwonej fasoli

2 cebule

2 ząbki czosnku

1 łyżeczka kminu rzymskiego, roztartego w moździerzu

kilka gałązek świeżego, drobno posiekanego oregano lub 1 łyżeczka suszonego

olej ryżowy lub oliwa

sól, pieprz

 

Cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na dużej patelni przez 2-3 minuty z dodatkiem oleju/oliwy. Następnie dodajemy mięso, posiekaną paprykę i chilli i dusimy całość do miękkości. Pod koniec smażenia doprawiamy mięso solą i pieprzem do smaku oraz dodajemy oregano i kmin rzymski.

Pomidory z puszki rozdrabniamy i łączymy z pasattą. Następnie dodajemy tak przygotowane pomidory do mięsa, dusimy całość na wolnym ogniu.

Przed podaniem do potrawy dodajemy odsączoną fasolę i dusimy całość jeszcze ok. 3 do 5 minut.

Do chilli con carne podajemy moskole grulane przygotowane wg przepisu powyżej (tym razem pieczone na patelni grillowej, obowiązkowo bez tłuszczu).

Smacznego:)

chilli con carne_moskole_03

chilli con carne_moskole_04

chilli con carne_moskole_05