gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

O puceniu oscypka i innych przyjemnościach, czyli sałata juhasa z burakami i oscypkiem

W Tatrach w szałasie spędzałem całe lato. To się szło wiosną, a wracało, jak pierwszy śnieg przykurzył. Musisz doić, musisz paść i w nocy stać, jak niedźwiedź idzie. Chodził taki stary niedźwiedź, co zębów nie miał, do szopy wchodził i wybierał owce młode albo prosięta wyjadał w leśniczówce. Potem go odstrzelili, bo już stary był. Wolę niedźwiedzia jako wilka. Wilka bardziej się bałem, bo niedźwiedź chwyta jedną owcę i ucieka, a wilk bije na kupę. I dwadzieścia owiec zabije. Ja o owce się bał, a nie o siebie. Człowiek nie mógł się bać, szedł w otwarte karty.

Rano na bacówce sera się zjadło, zyntycy popiło. Rzepy się opiekło na watrze i bryndzą posypało. Dzwonki w nocy zadzwoniły, psy zaszczekały. Na wypasie to się ino leży, a nie śpi, czuwać trzeba. Być gotowym. Psy dobre trzeba było mieć, owczary. Moje to Dolina, Wierch i Ostroś, ten największy. Owce dawało się bacy na wypas. Baca dał za owce bundzu czy oscypka. Z bundzu bryndzę się zrobiło.

Nie ma owiec jednakowych, każda jest inna. Chłopy to poznają trzy pokolenia i po jakiej matce, i po jakiej babce, i po jakim baranie. Dobry juhas to do pięciuset owiec poznał. Każda owca ucho ma inne czy oko albo chód, albo posturę. Dziadek mnie tego nauczył, bo był z pokolenia bacą.

/Barbara Caillot Dubus, Aleksandra Karkowska Na Giewont się patrzy, Oficyna Wydawnicza Oryginały, Warszawa 2016/

Niezwykle towarzyska przedstawicielka gatunku;)

Co tam, gazdo w polityce?

Panocku, upuc se oscypka. Baco, chętnie, ino jak? Ano tak: umyj owcy wymiona (sic!), wydój ją. Gdy mleko będzie odpowiednio ciepłe (ok. 35-37ºC), pasowałoby teraz zaklagać mleko, czyli zakwasić dodając podpuszczkę.  Po tej operacji mleko się ścina, robi się na powierzchni skrzep (bundz), który po kawałku bierz w dłonie i ugniataj, coby wycisnąć serwatkę (która de facto jest kolejnym produktem pochodnym przy wyrobie oscypka, czyli żyntycą). Im dłużej będziesz wyciskał, tym lepiej, ser będzie smaczniejszy. Tak wyciśnięty ser trza kilka razy sparzyć gorącą wodą, by stał się miękki i elastyczny. Potem te gołki wsadź do rosołu, czyli solanki, a po kilkunastu godzinach wciśnij je w drewniane foremki do oscypków i umieść w bacówce pod powałą, by tam spokojnie się wędziły. Może to trwać nawet trzy tygodnie…

Proste to pucenie oscypka, nieprawdaż? A jakie smaczne!

Pucenie oscypka w Dolinie Kościeliskiej

Kulturowy wypas owiec na Rusinowej Polanie

P.S. Pamiętajcie, że od 14 lutego 2008 roku oscypek jest produktem regionalnym chronionym przez prawo Unii Europejskiej. Prawdziwy oscypek (nie mięsany) ma w składzie co najmniej 60% mleka owczego i nie więcej niż 40% mleka krowiego. I jest wytwarzany wyłącznie w czasie redyku, czyli od początku maja do października, gdy owce pasą się na zielonych podtatrzańskich holach.

 

 

SAŁATA JUHASA Z OSCYPKIEM, PIECZONYMI BURAKAMI I OLEJEM Z PESTEK DYNI

/porcja dla 2osób/

2 średnie buraki

10-12 plasterków oscypka

garść ulubionej sałaty

garść łuskanych orzechów włoskich

olej z pestek dyni lub lniany

świeżo mielony pieprz do smaku

 

Buraki myjemy, osuszamy, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy w piekarniku przez ok. 1h w temperaturze 180ºC. Po ostudzeniu buraki kroimy na plastry.

Sałatę rozkładamy na talerzach, na niej kładziemy plastry buraków, oscypka, polewamy olejem, doprawiamy świeżo mielonym pieprzem i posypujemy orzechami włoskimi.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Podróże z niemowlakiem, czyli kilka dni popod Tatrami

dsc_6918

W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, uczyniliśmy zadość tradycji i zjechaliśmy na kilka październikowo-listopadowych dni na Podhale. Tym razem w trójkę. Wygląda na to, że pobiliśmy własny rekord w zgromadzeniu ilości bagażu. Pakowanie zajęło S. dobre pół godziny, a żeby się zmieścić ze wszystkim konieczne stało się zamontowanie dodatkowego bagażnika na dachu. Chociaż żadne z nas nie brało nart;) Nasza mała dziewczyna była bowiem wyekwipowana nie tylko w wózek, ale również wanienkę do kąpieli, własną torbę z ciuchami, torbę z kaszkami i słoiczkami, worek pieluch oraz torbę z zabawkami. To tylko podstawowe elementy wyposażenia. Mój Tata żartował, że jeszcze chwila, a pojedzie za nami swoim samochodem wioząc… nasze bagaże:)  Wieszczę, że nadejdzie dzień, gdy będziemy musieli kupić TIRa, albo co najmniej przyczepę, by wybrać się gdzieś na dłużej…

Po sześciu godzinach byliśmy na Podhalu. Tym razem nie było mowy o wejściu na szlak, albowiem pogoda tym razem nie rozpieszczała. Musieliśmy się zadowolić spacerami po okolicy. Po obowiązkowej wizycie na cmentarzu i na targowicy, zapakowaliśmy Zuzę w wózku do wagonika kolejki i wjechaliśmy na Gubałówkę. Akurat tego jedynego dnia słońce towarzyszyło nam od rana do wieczora. Nasza dziewczyna przesypia atrakcje turystyczne: spała prawie trzy godziny i nie było jej dane podziwiać tatrzańskiej panoramy. Nic straconego, gdy podrośnie objaśnię jej gdzie Tatry Bielskie, gdzie Zachodnie, a gdzie Wysokie.

dsc_6901

Przez miniony rok zatęskniłam za Tatrami, marzyła mi się chociażby wycieczka na Rusinową. Przez zmieniającą się jak w kalejdoskopie pogodę zostaliśmy jednak popod Reglami. Większość czasu zacinał deszcz ze śniegiem, czasem lekki śnieg, a przy tym krapkę duło, by następnego dnia wyszło słońce, ale w towarzystwie mroźnego powietrza. Witajcie na Podhalu:) Na otarcie łez kupiliśmy kilka par kapci góralskich, urządziliśmy sobie posiady ze znajomymi, odwiedziliśmy moją przyjaciółkę i moją przyszywaną ciotkę, a wszystko to zakąsiliśmy oscypkami i popiliśmy herbatą z sokiem malinowym.

dsc_6866

Po powrocie do domu (Zuza dzielnie zniosła sześciogodzinną podróż autem, choć ostatnie sto kilometrów nie należało do najlepszych w jej wykonaniu) lodówka świeciła pustkami, więc szybko zapełniliśmy ją gołkami i oscypkami. Nazajutrz rano S. dostał do pracy kanapki z oscypkiem. Inaczej być nie mogło.

Tradycyjnie zapraszam Was do obejrzenia garści zdjęć z naszego krótkiego wyjazdu. Tatr na nich mało, ale obiecuję, że za rok się poprawię.

dsc_6895

dsc_6910-2

dsc_6931

dsc_6905

dsc_6903

dsc_6913

dsc_6893

dsc_6879

dsc_6889

dsc_6916

dsc_6922

dsc_6933

dsc_6900

dsc_6928

dsc_6929

dsc_6887


Leave a comment

Tatry po sezonie, czyli niespieszne wędrówki baby z bulą

Tatry_01112015_01

Jak co roku, na Wszystkich Świętych zjechaliśmy popod Tatry, by odwiedzić groby moich Bliskich. Zanim to jednak nastąpiło, cały wieczór przed porannym wyruszeniem na południe, byliśmy zajęci pakowaniem. Zauważyłam pewną prawidłowość: im większy samochód, tym bardziej pojemny bagażnik i tym większa pokusa zabrania większego bagażu;) I tak, zapakowaliśmy nie tylko ciuchy i buty do chodzenia “po mieście”, laptopy, ale również buty górskie i trekkingowe (bo a nuż skończymy na Drodze pod Reglami), górskie ciuchy, kijki do nordic walking, trochę suchego prowiantu, czekoladę z orzechami (“szczytówkę”), Nikony, “Zwierciadło”, a nawet najnowszą książkę Stasiuka. Tym razem nie zabraliśmy scrabble;) Pojechaliśmy raptem na trzy dni, a zapakowaliśmy się co najmniej jak na tydzień. Już dawno minęły czasy, gdy z łatwością pakowałam się w 60-litrowy plecak wyjeżdżając na dwutygodniowy obóz wędrowny…

Rok temu schodziliśmy z Kasprowego Wierchu wędrując dnem Doliny Gąsienicowej ku Kuźnicom, chwilami w śniegu i po oblodzonych głazach (pisałam o tym tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2014/11/05/tatrzanskie-opowiesci/ ).

W tym roku nie szarżowałam, bowiem tego typu wędrówki byłyby nierozsądne i wręcz niebezpieczne biorąc pod uwagę mój stan. Tym razem spacerowaliśmy, bo tak można nazwać powolne wędrówki baby z bulą, w siódmym miesiącu ciąży:) Wierzcie mi, chodzenie po dolinach i górach (choć to drugie określenie to w tym przypadku lekkie nadużycie, biorąc pod uwagę szlaki, na które weszliśmy) w dwupaku wcale nie należy do łatwych zadań. Czasem bywa nawet frustrujące. Trasa z Wierchu Porońca na Rusinową Polanę, którą zwykle robię w 30-35 minut, teraz zajęła mi prawie godzinę. Sunąc krok za krokiem czułam się jak sędziwa emerytka. Jak ktoś, kto na plecach ma tabliczkę z rozbrajającym napisem: “możecie mnie wszyscy wyprzedzać”.

Mój Miły wydaje się nawet zadowolony z takiego obrotu spraw: już nie musi dotrzymywać mi kroku, czy wręcz kłusować za mną. Moje żółwie tempo sprawia, że idąc pod górę, rozmawia przez telefon bez zadyszki i rozsmakowuje się w panoramach. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jestem pewna, że za rok tę samą trasę na Rusinkę będzie pokonywał z nosidełkiem na plecach i naszym Maleństwem zachwyconym widokami wokół:)

Tatry_01112015_02

Tradycyjnie przed wyjazdem odwiedziliśmy targowicę pod Gubałówką, by zaopatrzyć się w oscypki i bundz. Gdy kończy się redyk i owce schodzą z hal, na straganach co sezon pojawia się jakaś serowa “nowość”. Tzw. chwyt marketingowy. W zeszłym roku o tej porze każda gaździna zza kontuaru kusiła ceprów gołkami z napisem “serek małosolny” i z nieśmiertelnym zawołaniem na ustach: “Chodźcie państwo spróbować serka!”. Dziś furorę robi zalaminowana kartka formatu A4 z nadrukowanym napisem: “Pakujemy hermetycznie”.

Pojawiły się też szklane lady, za którymi dumnie prężą się wszelkiej maści podróbki oscypków, względnie nie mięsane gołki i od czasu do czasu oscypki “właściwe”. Bundzu, bryndzy, żurawiny i marynowanych grzybów też jest spory wybór, a niektóre góralki oferują również masło. Zza szklanych lad (które prawdopodobnie powstały na polecenie Sanepidu) wyzierają sprzedawczynie z kuchennymi nożami w dłoniach, na których ostentacyjnie podtykają pod nos rozkapryszonym turystom sery do spróbowania. Trzeba nie małego talentu i doświadczenia, by nie nadziać się na podróbkę (czasem zamiast sera wędzonego w dymie znad watry można trafić na ser naprędce maczany w herbacianych fusach…).

Dobrze znaleźć się znowu w rodzinnych stronach… Jak z każdego wyjazdu, tak i tym razem uzbierało się trochę zdjęć. Zapraszam na małą fotorelację.

Tatry_01112015_03

Tatry_01112015_04

Tatry_01112015_05

DSC_4869

Tatry_01112015_06

Tatry_01112015_07

Tatry_01112015_08

Tatry_01112015_010

Tatry_01112015_011

Tatry_01112015_012

Tatry_01112015_014

Tatry_01112015_015

DSC_4865

Tatry_01112015_016

Tatry_01112015_017

Tatry_01112015_018

DSC_0154


2 Comments

Z cyklu: kuchnia góralska. Pierogi z bryndzą i oscypkiem

pierogi_bryndza_oscypek_01

Pierogi lepię niezwykle rzadko, w zasadzie dopiero niedawno nauczyłam się je robić. Choć są pyszne, to ich przygotowanie dla kilku osób bywa czasochłonne. Mistrzynią w lepieniu pierogów jest za to moja Mama. Latem serwuje pierogi z truskawkami lub jagodami, a gdy nastaną chłodniejsze dni Mama na obiad podaje pierogi z serem albo z mięsem mielonym.

Dawno temu, w czasach szkoły średniej, gdy już jeździłam na obozy harcerskie jako kwatermistrz, raz na cały pobyt zdarzał się “pierogowy dzień”. Dzieciaki pod opieką kadry po śniadaniu wychodziły na zajęcia terenowe z menażkami, do których po drodze zbierały jagody. Później z tych darów lasu lepiliśmy pierogi na obiad. W zastępie kuchennym pod wodzą naszej cudownej kucharki Pani Kasi pracowało 4-5 harcerzy/harcerek (plus ktoś z kadry). Średnio na obozie było nas wszystkich około setki osób, co oznaczało, że w ciągu kilku godzin trzeba było ulepić… tysiąc pierogów (sic!). Wyobraźcie sobie chmarę dzieciaków siedzących na obozowej stołówce tuż przy jeziorze, w sosnowym lesie, zajadających z menażek pierogi z nadzieniem z własnoręcznie zebranych jagód… I do tego polewa z pysznej wiejskiej śmietany z cukrem, mmm… :)

Ale, ale! Nie o takim nadzieniu chciałam Wam dziś opowiedzieć. Jak zobowiązuje nowa świecka tradycja i nazwa bloga, mam dziś dla Was propozycję wytrawną i wegetariańską zarazem. Pierogi po góralsku: z bryndzą, cebulką i oczywiście oscypkiem.
pierogi_bryndza_oscypek_02

Bryndza. Obok oscypka, bundzu i żyntycy sztandarowy produkt spożywczy Podhala. Co ciekawe, bryndza podhalańska (wytwarzana z mleka owiec rasy Polska Owca Górska) była pierwszym produktem wpisanym (w 2007 r.) do unijnego rejestru jako Chroniona Nazwa Pochodzenia (ChNP). Jak wiadomo, najlepszą bryndzę można dostać w zaprzyjaźnionej bacówce, wyłącznie podczas redyku. Wtedy możemy mieć pewność, że jest czysto owcza, nie “mięsana” z krówskim mlekiem:) Ale kiedy w Tatry mamy daleko, lub gdy owce zeszły już z hal, pozostaje pójść do sklepu i kupić bryndzę owczo-krowią. Spróbujcie tego specjału nowoczesnej kuchni góralskiej, mam nadzieję, że nasze smaki przypadną Wam do gustu.

Piknie pytomy, hej!:)

pierogi_bryndza_oscypek_03

PIEROGI Z BRYNDZĄ I OSCYPKIEM

/porcja dla 4 osób/

na ciasto pierogowe:

2 szklanki mąki

1 jajko

2 łyżki oleju słonecznikowego

ok. 1/2 szklanki ciepłej wody

na farsz:

250 g bryndzy owczej lub owczo-krowiej (4 opakowania à 125 g)

100 g oscypka

100 g twarogu półtłustego

1 jajko

1 duża cebula

sól, pieprz

na omastę:

1 średnia cebula

50 g masła lub oliwy

 

Z mąki, jajka, oleju, szczypty soli i wody zagniatamy ciasto. Przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na ok. 1/2h.

Cebulę siekamy drobno i podsmażamy na złoto na patelni z rozgrzaną oliwą/olejem. Odstawiamy do przestudzenia. W tym czasie ścieramy oscypka na tarce o dużych oczkach.

Przygotowujemy farsz: w misce rozdrabniamy bryndzę, twaróg, starty oscypek, przestudzoną cebulę, wbijamy jajko, doprawiamy pieprzem i solą (z tą ostatnią nie przesadzając, bowiem bryndza i oscypek są słone) i wyrabiamy całość na jednolitą masę.

Ciasto cienko rozwałkowujemy na stolnicy, wykrawamy szklanką krążki, które następnie nadziewamy farszem. Lepimy ręcznie lub za pomocą specjalnego urządzenia do zlepiania pierogów.

Gotujemy wodę na pierogi, w międzyczasie przygotowujemy omastę: cebulę drobno siekamy i smażymy na złoty kolor na maśle lub oleju.

Pierogi gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie do czasu, aż zaczną wypływać na powierzchnię.

Pierogi przekładamy na talerze i polewamy omastą.

Smacznego:)

pierogi_bryndza_oscypek_04

pierogi_bryndza_oscypek_05


Leave a comment

Tatrzańskie opowieści

DSC_0213-2

DSC_0184

W czasach, gdy zaczynałam naukę w średniej szkole i biegałam w harcerskim mundurze miałam prosty i jasny plan na życie: prowadzić pensjonat i zrobić kurs na przewodnika tatrzańskiego. Jak się później okazało, mój plan legł w gruzach, bowiem zmieniły mi się tzw. priorytety, a ja ostatecznie wylądowałam na studiach w stolicy.

Ale z tamtych czasów pozostała mi miłość do gór i całkiem spora garść wiedzy i anegdot o Tatrach. Dziś, gdy jedziemy w moje rodzinne strony i wchodzimy na szlak, zabawiam S. opowieściami. O tym, że Tytus Chałubiński określił panoramę z Gęsiej Szyi jako jedną z najpiękniejszych ekspozycji Wysokich Tatr. O tym, jak to archeolodzy znaleźli w jaskiniach masywu Kopy Magury szczątki niedźwiedzia z ery plejstocenu i o tym, że w tych samych jaskiniach pod koniec XIX wieku prowadził swoją”działalność” pewien czarownik… Wreszcie zamęczam S. pytaniami w stylu: “a wiesz co to są dziwożony?” albo “słyszałeś kiedyś na czym polega widmo Brockenu?”. Tak więc na szlaku bywam męcząca, ale mojemu towarzyszowi wędrówek wszelkie niedogodności wynagradzają widoki:)

Dzisiaj chcę się nimi podzielić również z Wami. Przedstawiam Wam kilka fotek z naszego listopadowego wypadu. Przed Wami zdjęcia z Hali Gąsienicowej, Kasprowego Wierchu i otoczenia Orlej Perci oraz Rusinowej Polany.

Przyjemnego obzirania:)

DSC_0207

DSC_0208

DSC_0214

DSC_0209

DSC_0217

DSC_0150

DSC_0181

DSC_0155

DSC_0195

DSC_0230

DSC_141101 (1)

DSC_141101 (11)

DSC_141101 (26)

DSC_141101 (62)