gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

Czekoladowe bez glutenu, czyli ciasto gryczane z malinami i czekoladą

Ten przepis miał pojawić się na blogu tuż przed Wielkanocą. Kolejna wariacja ciasta bez glutenu, wyłącznie na mące gryczanej z dodatkiem czekolady i malin. Ale, choć przetestowałam ten wypiek i pstryknęłam mu zdjęcia, zabrakło jednego ważnego czynnika. Czasu. A w zasadzie chwili wolnego czasu. Bo od kiedy wróciłam do pracy… gonię w piętkę.

Ale szczęśliwie nadszedł jeden z tych wyczekiwanych długich weekendów. Jest wieczór. Zu wykąpana, nakarmiona i ululana. S. drzemie oboka. Za oknem coraz ciemniej. Patrzę jak kończy się dzień, a na nieboskłonie pojawia się coraz więcej gwiazd. Zwalista sylwetka Giewontu powoli traci swe kontury, a po lewej coraz wyraźniej migocze jasny punkcik. Obserwatorium meteorologiczne na Kasprowym Wierchu. Jesteśmy na Podhalu, w moim rodzinnym mieście. Jutro wstanie nowy dzień, nasza dziewczynka zbudzi nas pewnie o 6:30 lub wcześniej i po śniadaniu, jeśli pogoda będzie dla nas łaskawa, wybierzemy się zdobywać którąś z dolin. Z Zu w nosidełku:)

CIASTO CZEKOLADOWE Z MALINAMI NA MĄCE GRYCZANEJ

80 g masła

50 g czekolady deserowej

50 g czekolady gorzkiej

125 ml mleka 3,2%

2 duże jajka

100 g mąki gryczanej

1 łyżeczka sody oczyszczonej

140 g cukru trzcinowego

1 szklanka malin (mogą być mrożone)

 

Masło i czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej, następnie dodajemy mleko i mieszamy całość na jednolitą masę.

Cukier i jajka miksujemy na puszystą masę, następnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia oraz przestudzoną masę czekoladowo-mleczną. Krótko miksujemy całość, tylko do połączenia się wszystkich składników. Dodajemy 1/2 szklanki malin (jeśli używamy mrożonych, nie rozmrażamy ich) i łyżką delikatnie rozprowadzamy je w masie. Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 35 minut w temperaturze 175ºC. Ciasto powinno pozostać w środku lekko wilgotne. Wyjmujemy na kratkę kuchenną, aby ostygło. Przed podaniem ciasto przybieramy malinami.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Budyniowe pyszności, czyli torta della Nonna

Dziwię się sama sobie. Że tak późno zdecydowałam się na wypróbowanie tego przepisu. Uwielbiam piec ciasta, ale dopiero kilka tygodni temu po raz pierwszy upiekłam tzw. ciasto włoskiej babci (bo o nim mowa) według wskazówek z jednej z moich pierwszych książek kulinarnych: White Plate. Słodkie Elizy Mórawskiej.

Domowy budyń, którym jest nadziane to ciasto nie ma sobie równych. Trzeba się najeść na studiach i obozach harcerskich niemałych ilości budyniu z paczki, by po latach docenić smak tego deseru domowej roboty. Słodkie, kruche ciasto okalające cytrynowe nadzienie budyniowe, a na wierzchu słonawe orzeszki piniowe, które nieco przełamują tę niebiańską słodycz. To jest to!

Lubię angażować naszych gości do pomagania mi w kuchni, to sprawia, że czas oczekiwania na posiłek upływa przyjemnie i wesoło, a z efektu kulinarnego mogą być dumni wszyscy. Tak było i tym razem. Zaangażowałam Gabrysię do przygotowania masy budyniowej, a potem niecnie wykorzystałam ją jako modelkę do sesji zdjęciowej. No dobrze, głównie jej dłonie. Gabryś ochoczo i dzielnie asystowała mi podczas zdjęć:)

TORTA DELLA NONNA, CZYLI CIASTO WŁOSKIEJ BABCI

/wg przepisu z książki White Plate. Słodkie Elizy Mórawskiej/

na ciasto:

300 g mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki soli

70 g cukru pudru

150 g miękkiego masła

1 jajko

1 żółtko

1/2 łyżeczki ekstraktu z prawdziwej wanilii

na budyń:

1/2 l mleka (użyłam 2%)

skórka otarta z 1 niewoskowanej cytryny

3 żółtka

70 g drobnego cukru trzcinowego

50 g mąki pszennej

na wierzch:

1 jajko wymieszane z 1 łyżką śmietany 12 lub 18%

garść orzeszków piniowych

 

Przygotowujemy ciasto: w dużej misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i cukrem pudrem. Dodajemy miękkie masło, jajko, żółtko, ekstrakt waniliowy i zagniatamy ciasto. Po zagnieceniu będzie delikatnie klejące. Ciasto dzielimy na dwie części: większą wylepiamy formę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Spód i brzeg tortownicy wylepiamy do nieco ponad połowę wysokości. Drugi, mniejszy kawałek formujemy w kulę i chowamy na 1/2h do lodówki.

Przygotowujemy budyń: w ronedlku zagotowujemy mleko z otartą skórką cytryny. Odstawiamy. Żółtka ucieramy z cukrem na kogel-mogel. Ucierając, dodajemy stopniowo po łyżce-dwie mąki.Kiedy mąka będzie dobrze rozprowadzona w masie, wlewamy przestudzone mleko. Masę przekładamy do dużego rondla i na średnim ogniu gotujemy gęsty budyń (cały czas mieszając, by nie przypalił się!). budyń początkowo będzie płynny, po ok. kwadransie zacznie gęstnieć. Gdy budyń będzie gotowy, odstawiamy go z ognia i przykrywamy rondel folią aluminiową, by nie wystygł.

Z lodówki wyjmujemy mniejszy kawałek ciasta i rozwałkowujemy go w kształcie okręgu o średnicy nieco większej niż forma do pieczenia.

Formę do pieczenia wyjmujemy z lodówki, przekładamy do niej budyń. Na wierzchu układamy rozwałkowane ciasto, zlepiamy brzegi, wierzch smarujemy rozmąconym jajkiem ze śmietaną i posypujemy orzeszkami pini. Ciasto pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 180ºC. Jeżeli w trakcie pieczenia wierzch zacznie się  niebezpiecznie zarumieniać, ciasto przykrywamy folią aluminiową, by nie przypaliło się.

Po upieczeniu ciasto studzimy na kratce kuchennej, a następnie posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


5 Comments

Kapryśny marzec i rigatoni z gorgonzolą, gruszką i tymiankiem

Kilka dni temu zapakowałam Zuzę w wózek i poszłam na zakupy połączone ze spacerem. Ubrałam się w kurtkę, czapkę i szalik, zwiedziona tym, że w nocy był lekki przymrozek, a o poranku wiał zimny wiatr. W trakcie spaceru wyszło słońce i temperatura skoczyła do jakichś 12 stopni Celsjusza. Po drodze Zuzka zasnęła, a ja wróciłam do domu ledwo żywa. Z czapką i szalikiem wciśniętym w kieszenie kurtki. Zgrzana i zła. I pomyślałam: Stasiuk znowu miał rację. Pod naszą szerokością geograficzną żyjemy na meteorologicznej huśtawce.

 

I znowu jest marzec. Znowu spływają śniegi, wieje mokry wiatr, duszę wypełnia poczucie daremności. Spod białego i okrągłego wyłazi bure i zgniłe, a wokół tylko monotonny horror przyrody, z którego nie płynie żadna nauka prócz tej, że ze swoją linearną i progresywną wizją egzystencji nie jesteśmy żadną koroną stworzenia, tylko smutną aberracją.

(…)

To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna.

(…)

Trzy dni temu było plus piętnaście stopni, a dzisiaj jest minus siedem. Powinniśmy być traktowani jak trochę niepełnosprawni, powinniśmy być częściowo zwolnieni od jakichś podatków albo ktoś powinien fundować nam sanatoria.

(…)

Żeby w ogóle przetrwać, powinniśmy porzucić nasze strony i udać się na poszukiwanie meteorologicznej ziemi obiecanej. Niestety, wszystkie przyzwoite krainy są już zajęte. Dlatego zostaniemy na miejscu i będziemy działać na nerwy bardziej zrównoważonym sąsiadom. Słowiańska histeria, węgierska depresja i rumuńska paranoja to nasze specjalności, to nasze znaki rozpoznawcze i powinniśmy je opatentować. Ba, powinniśmy te stany eksportować do jakichś zrównoważonych i znudzonych krajów, tak jak eksportuje się kokainę, heroinę i amfetaminę.

 

Andrzej Stasiuk, Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

RIGATONI Z GORGONZOLĄ, GRUSZKĄ I TYMIANKIEM

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu rigatoni (użyłam Barilla)

1 średnia gruszka

250 g sera gorgonzola

2 łyżki jogurtu greckiego

30 g masła

50 ml mleka

1 łyżeczka otartego tymianku

garść łuskanych ziaren słonecznika

 

Gruszkę obieramy, pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w kostkę. Słonecznik prażymy na suchej patelni do momentu, aż się zezłoci.

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie przygotowujemy sos. W rondelku o grubym dnie rozpuszczamy masło (na małym ogniu), dodajemy gorgonzolę, jogurt i mleko. Mieszamy całość do całkowitego rozpuszczenia i połączenia składników, na koniec dodajemy tymianek i gruszkę.

Ugotowany makaron odcedzamy, polewamy sosem i posypujemy słonecznikiem.

Smacznego:)


2 Comments

Cynamonowe drożdżówki Minty. Najprostsze. Najlepsze

dsc_7482

W lodówce zawsze mam paczuszkę świeżych drożdży. Zwykle zużywam połowę do ciasta na pizzę, a druga połowa… no cóż, leżakuje w lodówce do momentu, gdy straci przydatność do spożycia. Ale czasem zdarza się, że nachodzi mnie ochota na upieczenie drożdżowych słodkości. Wówczas ta druga połowa nie marnuje się i ląduje w cieście albo drożdżówkach.

W ostatni weekend upiekłam blachę drożdżówek z cynamonem, na które trafiłam w książce Małgosi Minty (pisałam o tej pozycji tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/12/14/ksiazki-na-gwiazdke-dla-kulinarnych-pasjonatow-a-d-2016/ ). Ich skład jest banalnie prosty, wykonanie równie nieskomplikowane. Myślę nawet, że za kilka lat, gdy moja maleńka córka podrośnie, będą to pierwsze drożdżówki w jej życiu. Własnoręcznie upieczone, rzecz jasna:)

Tymczasem blachę rzeczonych drożdżówek upiekłam w ostatni weekend, tuż po śniadaniu. Dziecko “sprzedałam” Dziadkom. A sama obładowana torbą z lustrzanką i rekwizytami, jeszcze ciepłe bułeczki wyniosłam do ogrodu. Efekty prezentują się wraz z przepisem.

A drożdżówki? No cóż, szczerze polecam do przedpołudniowej kawy:)

dsc_7486

dsc_7499

CYNAMONOWE DROŻDŻÓWKI MAŁGOSI MINTY

/na podstawie książki Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą. Porcja na 1 blachę, ok. 12 dużych (lub 15 małych) drożdżówek/

na ciasto:

250 ml mleka (użyłam 2%)

25 g świeżych drożdży (lub 7 g instant)

40 g cukru trzcinowego

400 g mąki pszennej (użyłam Lubelli do ciast drożdżowych)

szczypta soli

75 g miękkiego masła

na nadzienie:

50 g miękkiego masła

50 g brązowego cukru

1 łyżka cynamonu

1 jajko

na lukier:

50 g cukru pudru

1 łyżka mleka

 

Do miski wlewamy leciutko podgrzane mleko, dodajemy drożdże  i cukier. Mieszamy i odstawiamy na 10-15 minut, by drożdże ruszyły.

Następnie dodajemy przesianą mąkę, sól i masło i wyrabiamy ciasto (w robocie kuchennym lub ręcznie), aż otrzymamy elastyczne ciasto. Przekładamy ciasto do miski lekko wysmarowanej masłem, przykrywamy suchą, lnianą ściereczką i odstawiamy na 1h w ciepłe miejsce.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę oprószoną mąką i wałkujemy na prostokąt o wymiarach ok. 30×40 cm. Masło ucieramy z cukrem i cynamonem, po czym rozsmarowujemy je na cieście. Zwijamy ciasto w roladę, zaczynając od dłuższego boku. Kroimy ciasto ostrym nożem na plastry (o grubości ok. 3 cm), układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Drożdżówki przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1/2h do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC (termoobieg), wyrośnięte drożdżówki smarujemy lekko rozmąconym jajkiem, pieczemy ok. 25-30 minut. Studzimy na kratce kuchennej. Przed podaniem drożdżówki smarujemy lukrem z cukru pudru roztartego z mlekiem.

Smacznego:)

dsc_7494

dsc_7483


2 Comments

Idziemy na jagody, czyli domowe jagodzianki

jagodzianki_01Cotygodniowa wizyta na targowisku miejskim w B. zawsze kończy się kupnem znacznie większej ilości artykułów niż to, co sobie zaplanowałam. Bo jak tu się oprzeć w pełni sezonu błyszczącym, niemal wypolerowanym czereśniom, dorodnym malinom, soczystym arbuzom, dojrzałym w mazowieckim słońcu pomidorom i całej reszcie smakowitych owoców i warzyw?

W minioną sobotę również wróciliśmy z targu obładowani siatami. Kupiliśmy 2 kg papryki, tyleż pomidorów, aksamitnego bakłażana, fioletową cebulę i młody polski czosnek. Wszystkie one wylądowały w garze i połączyły się w warzywne ratatouille. Dorzuciliśmy do tej kolorowej kompanii żółtą cukinię, którą w obłędnej ilości dostaliśmy od miłego pana Witka:)

Na straganach pojawiły się również takie sezonowe delicje jak agrest, wiśnie i pierwsze śliwki. W lecie, zwłaszcza w taki upał, mogłabym jeść w zasadzie tylko owoce…

Od kilku tygodni moimi owocowymi faworytami są jagody. Ich cena nie jest już tak zaporowa, jak na początku, więc co kilka dni kupuję po 30-40 dag i dodaję je do owsianki, jogurtu, koktajlu na bazie kefiru. Jagody są nie tylko smaczne, ale i zdrowe. Wystarczy tylko wspomnieć, że mają zbawienny wpływ na wzrok, obniżają poziom złego cholesterolu, dobrze wpływają na naczynia krwionośne. Grzechem byłoby nie wykorzystać jagód do słodkich wypieków, więc proponuję Wam, abyście wypróbowali łatwy przepis na jagodzianki. Inspiracją był przepis na ciasto pochodzący z bloga Burczymiwbrzuchu.pl, z moimi modyfikacjami.

jagodzianki_02JAGODZIANKI

na ciasto:

500 g mąki pszennej (użyłam Lubelli do ciast drożdżowych)

opakowanie droższy instant (8 g)

40 g cukru trzcinowego

1/4 kostki masła

250 ml mleka

2 duże jajka

szczypta soli

na nadzienie:

400 g jagód

4-5 łyżek cukru trzcinowego

do posmarowania wierzchu jagodzianek:

1 białko

 

W dużej misce łączymy mąkę, drożdże, cukier, sól i rozkłócone jajka. Wyrabiamy ciasto dodając po kawałku miękkiego masła. Ciasto musi być elastyczne i nie kleić się do rąk (w razie potrzeby podsypujemy je odrobiną dodatkowej mąki). Ciasto przykrywamy suchą ściereczką i zostawiamy 1h w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.

Jagody łączymy z cukrem w osobnej miseczce.

Po 1h ciasto przekładamy na stolnicę, odkrawamy po kawałku i rozwałkowujemy. Z ciasta wycinamy kółka (użyłam do tego miseczki do musli), układamy na nich po łyżce farszu i sklejamy brzegi.

Jagodzianki wykładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (należy pamiętać o odstępach, ponieważ w trakcie pieczenia urosną) i pozostawiamy je na ok. 1/2 h w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190°C. Następnie smarujemy wierzch jagodzianek rozkłóconym białkiem i pieczemy jagodzianki ok. 15-17 minut (w zależności od piekarnika).

Po upieczeniu wykładamy jagodzianki na kuchenną kratkę i pozostawiamy do ostudzenia. Następnie posypujemy cukrem pudrem lub lukrujemy.

Smacznego:)

jagodzianki_03

jagodzianki_04


Leave a comment

Ciasto drożdżowe z truskawkami, rabarbarem i kruszonką

drozdzowe_truskawki_rabarbar_01Masz tu miskę świeżych truskawek. Spójrz, jak prężą się wdzięczne sztuki w rosochatych beretach z zielonych szypułek. No i talerzyk z cukrem masz, do kompletu. Zobacz, jak zabawnie jest jeść truskawki, odgryzając im szypułki i mocząc miejsce po odgryzieniu w cukrze. A, jeszcze śmietankę dobrą mam, naleję ci trochę. Najpierw więc zimna, pyszna śmietana, potem chrzęszczący cukier i szybko do ust. Zestaw doskonały, sam się zrobił w kilka sekund.

(…)

Wystarczy chwila, by przygotować komuś coś pysznego; jednym kęsem rozchmurzyć i ukoić. Oczarować zmysły, wzbudzić uśmiech, przywołać najlepsze wspomnienia albo wykreować na przyszłość nowe. Wystarczy moment, by poprzez najprostszą nawet, ale radosną twórczość kulinarną zmienić bieg ludzkich historii. W te pędy chodźmy do kuchni.*

A może na fali truskawkowych fascynacji upiec ciasto drożdżowe? Skłoniła mnie do tego pomysłu obfitość. Obfitość właśnie truskawek i rabarbaru na bazarku w B. Niemal  na każdym straganie czy stoliczku turystycznym prężą swoje czerwone, nakrapiane piersi truskawki. Łodygi rabarbaru leżą jedna przy drugiej czekając na amatorów drożdżowych wypieków i domowych kompotów. Nic tylko brać, jeść i delektować się.

W takim razie, marsz do kuchni;)

* Paweł Loroch, Wystarczy chwila, felieton gościnny w Kukbuku nr 15, maj-czerwiec 2015 r.

drozdzowe_truskawki_rabarbar_02CIASTO DROŻDŻOWE Z TRUSKAWKAMI, RABARBAREM I KRUSZONKĄ

400 g mąki pszennej

20 g drożdży świeżych

150 ml ciepłego mleka

60 g cukru trzcinowego

2 jajka

60 g masła roztopionego

200 g truskawek, odszypułkowanych, umytych i osuszonych

1 mała łodyga rabarbaru

na kruszonkę:

20 g zimnego masła

3-4 łyżki płatków owsianych

4 łyżki cukru trzcinowego

2 łyżki mąki

 

Przygotowujemy zaczyn: drożdże rozpuszczamy w 2 łyżkach ciepłego mleka, dodajemy łyżkę cukru i odstawiamy na kwadrans w ciepłe miejsce, by rozczyn ruszył.

Następnie do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, ciepłe mleko, jajka i zaczyn, po czym wyrabiamy elastyczne ciasto. Przykrywamy miskę z ciastem suchą ściereczką i odstawiamy na ok. 1h do wyrośnięcia.

W międzyczasie truskawki kroimy na pół, a rabarbar w 1-2 cm kawałki.

Przygotowujemy kruszonkę: mąkę, cukier i płatki owsiane łączymy z masłem i palcami tworzymy grudki.

Po godzinie wyrośnięte ciasto drożdżowe przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i dodajemy do ciasta owoce: lekko wciskamy rabarbar i truskawki, całość posypujemy kruszonką, ewentualnie dodatkową łyżką cukru. Ponownie odstawiamy ciasto na 1/2 h do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180°C. Wkładamy ciasto do piekarnika i przez ok. 15 minut pieczemy przy uchylonych drzwiczkach piekarnika, by ciasto ładnie urosło. Następnie zamykamy piekarnik i pieczemy ciasto przez ok. 40 minut.

Smacznego:)

drozdzowe_truskawki_rabarbar_03

drozdzowe_truskawki_rabarbar_04

drozdzowe_truskawki_rabarbar_05

drozdzowe_truskawki_rabarbar_06

drozdzowe_truskawki_rabarbar_07