gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

Czekoladowe bez glutenu, czyli ciasto gryczane z malinami i czekoladą

Ten przepis miał pojawić się na blogu tuż przed Wielkanocą. Kolejna wariacja ciasta bez glutenu, wyłącznie na mące gryczanej z dodatkiem czekolady i malin. Ale, choć przetestowałam ten wypiek i pstryknęłam mu zdjęcia, zabrakło jednego ważnego czynnika. Czasu. A w zasadzie chwili wolnego czasu. Bo od kiedy wróciłam do pracy… gonię w piętkę.

Ale szczęśliwie nadszedł jeden z tych wyczekiwanych długich weekendów. Jest wieczór. Zu wykąpana, nakarmiona i ululana. S. drzemie oboka. Za oknem coraz ciemniej. Patrzę jak kończy się dzień, a na nieboskłonie pojawia się coraz więcej gwiazd. Zwalista sylwetka Giewontu powoli traci swe kontury, a po lewej coraz wyraźniej migocze jasny punkcik. Obserwatorium meteorologiczne na Kasprowym Wierchu. Jesteśmy na Podhalu, w moim rodzinnym mieście. Jutro wstanie nowy dzień, nasza dziewczynka zbudzi nas pewnie o 6:30 lub wcześniej i po śniadaniu, jeśli pogoda będzie dla nas łaskawa, wybierzemy się zdobywać którąś z dolin. Z Zu w nosidełku:)

CIASTO CZEKOLADOWE Z MALINAMI NA MĄCE GRYCZANEJ

80 g masła

50 g czekolady deserowej

50 g czekolady gorzkiej

125 ml mleka 3,2%

2 duże jajka

100 g mąki gryczanej

1 łyżeczka sody oczyszczonej

140 g cukru trzcinowego

1 szklanka malin (mogą być mrożone)

 

Masło i czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej, następnie dodajemy mleko i mieszamy całość na jednolitą masę.

Cukier i jajka miksujemy na puszystą masę, następnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia oraz przestudzoną masę czekoladowo-mleczną. Krótko miksujemy całość, tylko do połączenia się wszystkich składników. Dodajemy 1/2 szklanki malin (jeśli używamy mrożonych, nie rozmrażamy ich) i łyżką delikatnie rozprowadzamy je w masie. Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 35 minut w temperaturze 175ºC. Ciasto powinno pozostać w środku lekko wilgotne. Wyjmujemy na kratkę kuchenną, aby ostygło. Przed podaniem ciasto przybieramy malinami.

Smacznego:)


Leave a comment

Chodzi za mną przepis, czyli placuszki z ricottą, kokosową nutą i malinami (z cyklu leniwe weekendowe śniadania)

dsc_6559

Ten przepis prześladował mnie od połowy lata. Znalazłam go na http://www.kuchniaagaty.pl. Śniły mi się pankejki z ricottą i sezonowymi owocami, ale jakoś zawsze na niedzielne leniwe śniadanie na naszym stole lądowało coś innego. Albo omlet, albo jajecznica albo, tak jak ostatnio, szakszuka.

Aż w pewne sobotnie popołudnie, gdy S. wrócił z targu obładowany siatkami, a w nich dwiema kobiałkami świeżutkich malin, klamka zapadła. Będą pankejki z ricottą. Placuszki, których do tej pory nie przygotowywałam na śniadanie.

Nazajutrz w ruch poszedł olej kokosowy tłoczony na zimno (najzdrowszy!) i moja największa patelnia. Do oryginalnego przepisu dodałam wiórki kokosowe, by wzmocnić kokosowy smak. Na stole, obok placuszków, wylądowały maliny, domowy jogurt naturalny i pyszny miód z Podhala, który podarował nam mój przyjaciel M. podczas ostatniej wizyty.

Placuszki były naprawdę smaczne, nawet Ozzy niemal połknął swoją skromną psią porcję;)

dsc_6565

PANKEJKI Z RICOTTĄ, KOKOSOWĄ NUTĄ I MALINAMI

/na podstawie http://www.kuchniaagaty.pl z moimi modyfikacjami/

1 szklanka mąki pszennej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 łyżki wiórków kokosowych

1/4 łyżeczki soli

1 łyżka cukru trzcinowego

1 opakowanie ricotty

3/4 szklanki mleka 2%

2 średnie jajka

ziarenka z 1/2 laski wanilii lub 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

olej kokosowy

do podania:

maliny

płatki kokosowe

jogurt naturalny

miód

 

W misce łączymy suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, wiórki kokosowe i sól. Do drugiej, większej miski wlewamy mleko, dodajemy ricottę, jajka, wanilię i mieszamy całość trzepaczką, po czym dodajemy suche składniki. Mieszamy całość, by składniki połączyły się.

Na patelni rozgrzewamy 1/2 łyżki oleju kokosowego i partiami smażymy placuszki na złoto (z obu stron). Aby smażone partami placki nie wystygły, umieszczamy je na talerzu i owijamy folią aluminiową.

Podajemy z jogurtem, miodem, płatkami kokosowymi i malinami lub innymi sezonowymi owocami.

Smacznego:)

dsc_6567

dsc_6561

dsc_6566


Leave a comment

Kac książkowy i tarta bez pieczenia z panna cottą, owocami sezonowymi i galaretką

dsc_6386

Znowu mam kaca. Książkowego kaca.

Czasem po wciągającej lekturze muszę kilka dni odsapnąć, nabrać oddechu, by zanurzyć się w fabułę kolejnej książki. Zwykle po przeczytaniu ciekawej pozycji miewam sny. Sny, które są niejako przedłużeniem fabuły. Śniąć “dopisuję” kolejne rozdziały i przygody bohaterów. A gdy się budzę, żałuję, że to był tylko sen. Ostatnio tak miałam czytając “Wiele demonów” Pilcha, “Piaskową Górę” i “Chmurdalię” Bator. W zeszłym roku śniły mi się nawet jakieś odpryski świetnego dokumentu Magdaleny Grzebałkowskiej “1945. Wojna i pokój”. Wówczas we śnie towarzyszyłam Niemcom uciekającym zimą 1945 roku przez skuty lodem Zalew Wiślany…

Tak było i tym razem. Skończyłam czytać najnowszą książkę jednej z moich ulubionych pisarek – Elif Shafak – i śniłam, że przemierzam z głównym bohaterem zaułki XVI-wiecznego Stambułu. Śniłam, że uczestniczę w uczcie wydanej przez sułtana Murada. Shafak opisuje co tam serwowano:

Podano gościom zupę z kaszy pszennej z pajdą ciemnego chleba, danie tak sycące, że Dżahan mógł już wtedy przestać jeść. Gdy jednak zabrano talerze, przyniesiono faszerowane liście winogron, ryż z piniolami, kebab z kurczaka, kurę z grzybami, jagnięcinę duszoną w maśle,smażone gołąbki, pieczone kuropatwy, nóżki jagnięce, gęś nadziewaną jabłkami, sardele w solance, ogromną czerwoną rybę z lodowatych mórz Północy, borek z rwanym mięsem, jajami i cebulą. (…) Gdy goście jedli, krążyli wśród nich degustatorzy i służący, pilnując, czy nikomu niczego nie brakuje. Później pojawiły się desery: migdałowa baklawa, gruszki pieczone z ambrą, krem wiśniowy, słodzone poziomki z kruszonym lodem i sterty fig w miodzie.∗)

Obudziłam się i postanowiłam zrobić coś słodkiego i pysznego. W dodatku bez pieczenia.

 

∗) Elif Shafak Uczeń architekta, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016

dsc_6409

TARTA BEZ PIECZENIA Z PANNA COTTĄ, OWOCAMI SEZONOWYMI I GALARETKĄ

180 g herbatników (użyłam pełnoziarnistych)

100 g miękkiego masła

3 łyżeczki żelatyny

250 ml śmietanki 36%

250 ml mleka 2 lub 3,2%

1 laska wanilii

60 g cukru

1 szklanka malin

1 szklanka borówek amerykańskich

opakowanie galaretki malinowej

 

Przygotowujemy spód tarty: w malakserze miksujemy herbatniki na “piasek” w międzyczasie dodając masło. Gdy oba składniki osiągną jednolitą konsystencję wylepiamy nimi formę do pieczenia (wysmarowaną uprzednio odrobiną masła). Spód schładzamy w lodówce co najmniej 1h.

Przygotowujemy panna cottę: żelatynę zalewamy dwiema łyżkami ciepłej wody i odstawiamy na bok. Śmietankę, mleko i cukier podgrzewamy w rondelku mieszając trzepaczką, by cukier się rozpuścił. Następnie dodajemy ziarenka z laski wanilii, którą razem z pozostałą skorupką dodajemy do rondelka. Podgrzewamy całość (do pojawienia się na brzegach małych bąbelków), ale nie doprowadzamy do zagotowania. Następnie wyjmujemy z rondelka skorupkę laski. Dodajemy namoczoną żelatynę i mieszamy całość trzepaczką, by żelatyna całkowicie się rozpuściła. Studzimy, a następnie wylewamy panna cottę na schłodzony spód tarty. Formę umieszczamy w lodówce na co najmniej 1,5h.

Przygotowujemy galaretkę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gdy galaretka stygnie, wyjmujemy formę z lodówki i na wierzchu układamy owoce,  które następnie polewamy przestudzoną galaretką. Formę ponownie umieszczamy w lodówce na kilka godzin lub całą noc.

Smacznego:)

dsc_6419

dsc_6385

dsc_6415


Leave a comment

Zrób sobie śniadaniowy raj, czyli ziarna starożytne na mleku kokosowym z sezonowymi owocami

DSC_6079

Bywają takie dni, gdy wpadam w ciąg kulinarno-fotograficzny. Gotuję, piekę i fotografuję. Jak w transie.

Bo akurat pod ręką są nowe składniki, które chciałabym przetestować i sprawdzić czy “zagrają” z innymi, dobrze znanymi.

Bo jest sezon na konkretne owoce czy warzywa.

Bo gotując i robiąc zdjęcia psychicznie odpoczywam.

I wreszcie, bo bez fotografowania nie mogę żyć:)

Tak było i tym razem.

Po zrobieniu szarlotki, tarty z kwiatami cukinii, zapiekanych jajek i sałatki z pomidorkami z własnej uprawy przyszła pora na super zdrowe śniadanie.

W szufladzie od kilku dni tkwiło opakowanie mieszanki ryżu i zdrowych ziaren: Rice & More Monini, które zapragnęłam zaserwować na ten pierwszy, najważniejszy posiłek dnia. W składzie znajdziemy moją ukochaną kaszę jaglaną, kaszę gryczaną, brązowy ryż, bulgur i płatki owsiane. Jeśli nie macie pod ręką wspomnianej mieszanki, równie dobrze możecie zrobić autorską kompozycję łącząc ulubione kasze, ryż i płatki.

Do rondelka, zamiast mleka krowiego, wlałam mleko kokosowe i wodę, dzięki czemu ziarna miały wspaniały kokosowy posmak. Na wierzchu ułożyłam maliny, borówki amerykańskie i bakalie, a całość posypałam płatkami kokosowymi.

Pyszne i  zdrowe śniadanie, które pozytywnie nastraja na cały dzień. Spróbujcie, a poczujecie się jak na rajskiej wyspie:)

DSC_6093

ZIARNA STAROŻYTNE NA MLEKU KOKOSOWYM Z SEZONOWYMI OWOCAMI

/porcja dla 2 osób/

1/2 szklanki mieszanki Ziarna Starożytne Rice & More Monini lub mieszanki ulubionych kasz i płatków

3/4 szklanki mleka kokosowego

1/2 szklanki wody

1/2 szklanki jogurtu greckiego typu light

garść migdałów

1 łyżka suszonej morwy

1/2 szklanki malin

1/2 szklanki borówek amerykańskich

1 łyżka płatków kokosowych

 

Do rondelka wsypujemy ziarna, zalewamy mlekiem kokosowym i wodą. Gotujemy na małym ogniu ok. 15-20 minut (w zależności od preferowanej miękkości ziarenek).

Następnie ziarna (wraz z płynem) przelewamy do miseczek, dodajemy jogurt grecki, posypujemy migdałami, morwą i owocami. Całość wieńczymy płatkami kokosowymi.

Smacznego:)

DSC_6084

DSC_6090

DSC_6088

DSC_6092

DSC_6094


Leave a comment

Ciasto dla przyjaciela, czyli bezglutenowe podwójnie czekoladowe ciasto z malinami i płatkami migdałowymi

DSC_6039

Kilka dni temu odwiedziła nas moja przyjaciółka Zuzia, z którą znamy się od czasów studenckich. Poznałyśmy się dawno temu w warszawskim biurze UNHCR, gdzie odbywałam wówczas staż pod okiem rzeczniczki Przedstawiciela Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców w Polsce przygotowując teksty do biuletynu o uchodźcach. Kilkanaście miesięcy później zjeździłyśmy z Zuz Europę Środkową realizując wywiady do projektu badawczego o uchodźcach czeczeńskich (przy okazji świetnie się bawiąc, zwłaszcza w Czechach, gdzie niemal wszystko rozmieszało nas na każdym kroku: od tabliczek w ministerialnych toaletach po ludzi na ulicach).

Od tego czasu, a minęło już kilkanaście lat, widzimy się z Zuzanną co prawda rzadko (bowiem Zuzia mieszka na stałe w Anglii), ale w miarę regularnie.

Tym razem, rozmawiając przed spotkaniem, okazało się, że Zuz jest na diecie bezglutenowej i w pewnym sensie również eliminacyjnej. Gdy zaczęłam ją wypytywać co może jeść, odrobinę zrzedła mi mina i po chwili stwierdziłam: “To może powiedz czego jeść Ci nie wolno. Będzie mi łatwiej przygotować menu na nasze spotkanie”:).

Koniec końców okazało się, że powinnam przygotować dania nie tylko bez zawartości glutenu, ale również niektórych naturalnie występujących cukrów. Zatem w odstawkę poszły m.in. jabłka, gruszki, cebula i czosnek. Nazajutrz planowałam zrobić na obiad pizzę dla domowników i nie chcąc zmieniać planów zagrałam va banque beztrosko oświadczając Zuzi: “Nie ma problemu, damy radę. Głodna od nas nie wyjdziesz.”

Nazajutrz walczyłam z bezglutenowym spodem do pizzy i sosem pomidorowym bez dodatku czosnku;) Przepis na tę pizzę muszę jednak dopracować, ponieważ efekty nie były do końca zadowalające.

Ciasto z kolei wyszło takie, jak trzeba i z radością dzielę się z Wami tym przepisem. Jeśli wolicie wersję z glutenem, wystarczy mąkę ryżową i kukurydzianą zamienić na pszenną, najlepiej tortową. Z kolei maliny można poza sezonem zastąpić jakimikolwiek owocami: gruszkami, borówkami amerykańskimi czy bananami.

Ahoj, Sestra! Smacznego!:)

DSC_6052

BEZGLUTENOWE PODWÓJNIE CZEKOLADOWE CIASTO Z MALINAMI I PŁATKAMI MIGDAŁOWYMI

1 szklanka mąki ryżowej

1 szklanka mąki kukurydzianej

3 łyżki kakao

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1/2 szklanki jogurtu greckiego

1/4 szklanki mleka

3/4 szklanki oleju rzepakowego lub słonecznikowego

3 jajka

3/4 cukru trzcinowego lub brzozowego

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

1/2 tabliczki czekolady deserowej lub gorzkiej

1 szklanka malin

garść płatków migdałowych

łyżeczka cukru pudru

 

Jajka miksujemy z cukrem na białą, puszystą masę. Następnie powoli dodajemy po trochu olej, mleko i jogurt cały czas miksując. Na końcu dodajemy ekstrakt waniliowy.

W osobnej misce łączymy oba rodzaje mąki z kakao i sodą, po czym dodajemy je do masy jajeczno-olejowej i znowu miksujemy (krótko). Czekoladę łamiemy na małe kawałki i dodajemy do masy, mieszamy łyżką, by równomiernie rozłożyły się w cieście.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 170ºC. Żaroodporną formę wykładamy papierem do pieczenia, wlewamy 1/2 masy, posypujemy połową malin i wlewamy pozostałą masę. Posypujemy resztą malin (można je lekko powciskać do ciasta) oraz płatkami migdałowymi.

Ciasto pieczemy ok. 50 minut w temperaturze 170ºC. Studzimy na kratce kuchennej, posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)

DSC_6042

DSC_6047

DSC_6038


Leave a comment

Sernik Babci Wandy, czyli jak karmić bliskich

DSC_4173-2

Posiadanie Dziadków to super sprawa. Wiem, co mówię od kiedy zostałam mamą. A najlepsi Dziadkowie to tacy mieszkający niedaleko. Albo piętro niżej, jak Dziadkowie małej Zuzy:)

Moi Dziadkowie, zarówno ci ze strony Mamy, jak i Taty niestety już nie żyją. Dziadka Edzia nie zdążyłam poznać, bo zmarł zanim się urodziłam. Babci Tili (Otyli) prawie nie pamiętam. Za to rodziców mojego Taty pamiętam znacznie lepiej, bo mimo dzielącej odległości, w miarę regularnie się widywaliśmy.

Rodzice pakowali mnie i mojego brata w naszego wściekle pomarańczowego dużego fiata i jechaliśmy przez pół Polski do Brodnicy. Tata lubił jeździć w długie trasy na noc, więc w siermiężnych wczesnych latach osiemdziesiątych, tylna kanapa auta była wyścielona kocami i poduszkami, na których z Tomkiem przesypialiśmy podróż. Nad ranem zajeżdżaliśmy do domu Dziadków. A tam z posiłkiem czekała już na nas Babcia Wanda. Babcia była doskonałym chefem w spódnicy we własnym domu. Nic dziwnego, skoro całe życie zawodowe poświęciła kuchni. Począwszy od wczesnej młodości, gdy w czasie wojny została wywieziona na roboty przymusowe, gdzie u bauera pracowała jako kucharka.

Babcia była twardą, surową kobietą, oszczędną w okazywaniu nam swych ciepłych uczuć. Ale kiedy myślę o tym teraz, po latach, jestem przekonana, że jej miłość do dzieci i wnucząt przejawiała się przede wszystkim w… karmieniu nas pysznymi potrawami, które wychodziły spod jej magicznych rąk. Babcia była niezrównaną gospodynią i świetną kucharką. Nigdy nie zapomnę smaku zupy ogórkowej, gruszek z octowej  zalewie, kiszonych ogórków czy peklowanego mięsa, które przyrządzała.

DSC_4584-2Dziadkowie z moją Mamą i Bratem

Gdy dzisiaj myślę o naszych wizytach w brodnickim domu Dziadków większość sytuacji pamiętam jak przez mgłę. Pomagają mi czarno-białe zdjęcia i opowieści Taty. Nic dziwnego, w końcu miałam zaledwie 12 lat, gdy Babcia zmarła. Pochodziła z małej wsi Krzewie niedaleko Kutna, zaś Dziadek Mietek przed wojną mieszkał z rodzicami i bratem Jankiem we wsi Mołotków niedaleko Krzemieńca (czyli na Kresach, aktualnie Ukrainie), gdzie mieli gospodarstwo. Babcię i Dziadka wojna wygnała z domów rodzinnych i zaniosła do Rzeszy, gdzie zostali wywiezieni na roboty przymusowe w rolnictwie. Tam się poznali. I tam też (niedaleko Hamburga, w Dolnej Saksonii) przyszedł na świat mój Tata.

Dziadkowie po wyzwoleniu przez aliantów mieli możliwość wyjechać na Zachód, ale Babcię ciągnęło do Polski. Trafili więc jako tzw. osadnicy na Dolny Śląsk, niedaleko Wałbrzycha, do Głuszycy. Tam, jak tysiące innych Polaków wykorzenionych z rodzinnych domów, zajęli opuszczone w popłochu przez Niemców gospodarstwo. A po kilku latach wylądowali w samym sercu krainy jezior, czyli w Brodnicy, gdzie Dziadek Mietek znalazł pracę w zakładach mięsnych.

Dziadek postawił dom na brodnickiej ziemi, tam urodził się brat mojego Taty, tam Dziadkowie mieszkali aż do śmierci. Przy domu mieli niewielki sad i maleńkie gospodarstwo, w którym hodowali kury, jakbyśmy je dzisiaj nazwali “szczęśliwe”, bo dziobiące to, co leżało na ziemi. Gospodarstwa zawsze pilnował pies, owczarek niemiecki. Pamiętam dorodne ogórki i pomidory, które rosły u Dziadków. W sadzie rosły drzewa owocowe: jabłka, gruszki, czereśnie. No i te porzeczki i agrest prosto z krzaczka…

DSC_4583-2Babcia Wanda z moją Mamą i Wujkiem Ryśkiem

DSC_4586-2Babcia Wanda z moim Tatą

Dziadkowie byli wytrawnymi grzybiarzami. Doskonale wiedzieli, gdzie w okolicy warto wybrać się na obfite grzybobranie. Bladym świtem Dziadek odpalał swoją emzetkę i mknęli z Babcią do lasu za Zbiczno. Z takich wypraw zawsze wracali z pełnym koszem grzybów.

Bardzo żałuję, że po Babci Wandzie nie zachował się żaden z jej zeszytów z przepisami kulinarnymi. Oczami wyobraźni widzę, jak mogłabym czerpać inspiracje z jej kulinarnej spuścizny. No cóż, zachowało się zaledwie kilka kartek z przepisami, a wśród nich przepis na sernik. Postanowiłam go nieco odświeżyć i przystosować do współczesnych czasów (w których nikt już nie mieli twarogu, lecz kupuje gotowy produkt w wiaderku:)). Jak mawia Piotr Bałtroczyk, daję Wam go dziś, abyście mogli cieszyć się jego smakiem. I tak jak ja piec ten sernik nie tylko na specjalne okazje.

Bo może jest w tym jakaś ciągłość pamięci..?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SERNIK BABCI WANDY A.D. 2016

750 g twarogu tłustego lub półtłustego albo twarogu sernikowego z wiaderka (dobrej jakości, np. z Piątnicy)

250 g ugotowanych, nieosolonych ziemniaków przeciśniętych przez praskę

150 g masła niesolonego, miękkiego

350 g cukru

6 jajek (o temperaturze pokojowej)

2 łyżki mąki ziemniaczanej

1/2 szklanki rodzynków

1/4 szklanki posiekanej skórki cytrynowej  lub pomarańczowej

opcjonalnie: cukier puder lub zmiksowane maliny do podania

 

Jeśli używamy twarogu, mielimy go trzykrotnie przez maszynkę. W dużej misce łączymy twaróg z ziemniakami za pomocą miksera. Żółtka oddzielamy od białek. W osobnej misce z białek i szczypty soli ubijamy sztywną pianę, odstawiamy na bok. Do miski z twarogiem dodajemy masło, cukier, łyżkę mąki oraz żółtka. Miksujemy całość do uzyskania jednolitej masy. Następnie dodajemy rodzynki obtoczone w pozostałej mące i skórkę cytrynową/pomarańczową. Na koniec do masy dodajemy białka i delikatnie (łyżką) łączymy całość.

Masę sernikową przekładamy do żaroodpornej formy do pieczenia (z obręczą) i pieczemy ok. 1 h w piekarniku nagrzanym do temperatury 170ºC (termoobieg). Sernik po upieczeniu pozostawiamy w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.

Sernik po schłodzeniu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy malinowym musem.

Smacznego:)

DSC_4159-2

DSC_4165-2

DSC_4166-2

DSC_4171-2


Leave a comment

Addio truskawki i budyń jaglany z kokosową nutą

DSC_5637

Nieubłaganie nadszedł koniec sezonu na truskawki, więc pora pożegnać się z tymi pysznymi owocami i… powitać maliny, porzeczki morele i wiele innych przysmaków. Dzisiaj na pożegnanie proponuję prosty i zdrowy budyń jaglany w towarzystwie musu truskawkowego i malin.

Nie będę się tutaj rozwodzić nad dobrodziejstwem kaszy jaglanej, bowiem już wielokrotnie na łamach bloga wyznawałam jej miłość:) Powiem tylko tyle, że jeśli, tak jak ja, lubicie jaglankę w owocowej odsłonie, to ten przepis jest dla Was. Super prosty w przygotowaniu. Kaszę gotuję na mleku kokosowym, ale możecie je zastąpić jakimkolwiek innym, np. sojowym, migdałowym lub po prostu krowim.

Żegnajcie truskawki, do przyszłego roku!

DSC_5634

BUDYŃ JAGLANY Z KOKOSOWĄ NUTĄ

/porcja dla 2 osób/

1/2 szklanki kaszy jaglanej

1 szklanka mleka kokosowego

1/2 szklanki wody

1 szklanka truskawek

mała garść migdałów, suszonych fig, morwy białej lub innych bakalii do dekoracji

kilka malin do dekoracji

 

Kaszę gotujemy do miękkości w mleku kokosowym dodając 1/2 szklanki wody. Następnie blendujemy kaszę do konsystencji budyniu.

Z truskawek robimy mus (również za pomocą blendera).

Kaszę przekładamy do miseczek/szklanek, polewamy musem i przybieramy malinami.

Smacznego:)

DSC_5626