gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

O dobrym i złym jedzeniu słów kilka. Muszle lumaconi z jarmużem i ricottą w pomidorowym sosie

 

Moja ostatnia wyprawa na zakupy spożywcze nie była już tak beztroska, jak do tej pory. Jestem świeżo po lekturze książki O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu Agaty Michalak. A wnioski płynące z tej lektury są raczej niewesołe. Ale zacznijmy od początku.

Od kiedy przeszłam na swoje (czyli od czasów studiów), zawsze czytałam etykiety na produktach. Z początku głównie daty przydatności do spożycia, z czasem coraz więcej: skąd pochodzi dane jedzenie i przede wszystkim jaki ma skład dany produkt. Bycie świadomym konsumentem to również trochę dłuższy czas poświęcony na robienie zakupów, ale nadal jestem przekonana, że warto to robić.  Do tej pory nieco czytałam o przemysłowej produkcji żywności i przyznam, że niektóre praktyki producentów przyprawiały mnie o ciarki na plecach. Gdy skończyłam O dobrym jedzeniu… nabrałam ochoty, by zostać wegetarianką i żywić się jedynie tym, co sama wyhoduję we własnym ogródku (jeśli go w końcu założę).

Jadamy mięso. Okazuje się, że jeśli chcemy kupić drób lub wieprzowinę, które nie są hodowane w sposób przemysłowy, czyli faszerowane hormonami wzrostu, powinniśmy zaopatrywać  się u sprzedawców, którzy kupują mięso bezpośrednio z małych ubojni, a te skupują zwierzęta od hodowców prowadzących gospodarstwa ekologiczne. Przy przemysłowym, pędzonym antybiotykami indyku z ośmiu kilo tuszy wydobędziemy z sześć i pół czystego mięsa (….). Z ekologicznego trzy kilo to świat i ludzie. Jemu masa nie przyrasta jak brojlerom: napędzisz i jazda! A ilu klientów jest w stanie zapłacić za prawdziwie ekologiczny produkt? To zaledwie 2-3% wszystkich mięsożernych klientów… Michalak konstatuje, że zatem może lepiej kupić raz na jakiś czas ekologiczny, czysty produkt (choć kilkakrotnie droższy) niż zjadać niemal codziennie mięso pędzone w sposób przemysłowy, niekorzystny dla naszego zdrowia.

No dobrze, skoro nie mięso, to może ryby? Weźmy te morskie. Wiele gatunków ryb jest zagrożonych wyginięciem (jak chociażby tuńczyk błękitnopłetwy czy okoń nilowy), a na nasze stoły w centralnej Polsce świeża ryba trafia dopiero po kilku dniach (zatem już nie jest świeża…). Czyste mięso mają niestety tylko ryby dziko żyjące lub te z ekologicznych hodowli, które nota bene można policzyć na palcach jednej ręki. Z morskich ryb nawet moje ulubione dorsze są coraz słabsze i mniejsze. Ponoć zasoby ich pożywienia bardzo uszczuplają paszowce, czyli norweskie statki, które poławiają mniejsze rybki na paszę dla łososi norweskich i innych zwierząt fermowych. (…) Odławia się wszystko, jak leci, a inspektorzy nie mogą nawet wejść na pokład jednostek, które zgłaszają do portu, że mają ryby na paszę. WWF Polska alarmuje, że co 20 minut na świecie wymiera jeden gatunek ryby, a aż 30 proc. stworzeń, w tym morskich, jest zagrożonych wyginięciem. W Bałtyku tylko 3 na 10 poławianych komercyjnie gatunków znajduje się na stabilnym poziomie – mimo to połowy wszystkich dziesięciu są kontynuowane.

Nie od dziś wiadomo, że łososie hodowlane również są faszerowane antybiotykami i hormonami, a także mączką rybną. A może warto kupować pstrągi w supermarketach? No cóż… W przemysłowych hodowlach te ryby całe swoje krótkie i smutne życie spędzają w sztucznych zbiornikach wodnych. W ekstensywnych hodowlach skraca się życie ryby do dziewięciu-jedenastu miesięcy, sztucznie wywołuje cykl  rozrodczy. Potem się rybę przekarmia, ledwo ma miejsce, żeby się poruszyć, podobnie jak kurczaki na fermach brojlerów. (…) Taka hodowla w całości odbywa się w kontenerach i betonowych stawach, ryby nie widzą w ogóle świata, tylko karmiarki przejeżdżające nad kontenerem i równo sypiące karmę z antybiotykami i hormonami, od których zwierzęta puchną.

Czytam i jestem coraz bardziej przygnębiona.

OK. Skoro nie mięso i nie rybie mięso, to może przerzućmy się wyłącznie na warzywa i owoce? Tu sytuacja również nie wygląda najlepiej. Wiadomo, że warzywa i owoce (zwłaszcza te egzotyczne) trafiają do Polski jeszcze nie w pełni dojrzałe. Swoją zdatność do konsumpcji osiągają dopiero w dojrzewalniach, w których stwarza się im sztuczne, choć zbliżone do naturalnych warunki. Pisałam o tym tutaj, na przykładzie pomarańczy: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/05/o-uprawie-organicznych-pomaranczy-a-na-deser-ciasto-jogurtowo-pomaranczowe/ I nie wierzcie w bzdurne reklamy, które przekonują, że świeże i dojrzałe owoce i warzywa trafiają do nas prosto z krzaczka lub drzewa… A my przyzwyczajani do smaku dyskontowych pomidorów, jabłek czy śliwek powoli zapominamy ich prawdziwą, nie plastikową słodycz, smak i zapach. Bo supermarkety nie chcą karmić ludzi smacznymi produktami, lecz tym, że ważniejsze są dla nich inne cechy niż smak, na przykład wytrzymałość. Dlatego wymuszają selektywną uprawę ze względu na konkretne właściwości. To, że na przykład sklepowe pomidory często bywają niesmaczne, jest głównie kwestią odmiany, bo w tej produkcji nacisk kładzie się na plenność i odporność na  choroby czy wytrzymałość w transporcie.

Lecz z drugiej strony krytykowana produkcja wysokoobszarowa warzyw i owoców podlega rygorystycznej kontroli: te produkty są kontrolowane na obecność pozostałości pestycydów i zawartość azotanów i azotynów. A na targach i bazarkach handlują bardzo różni producenci, którzy mogą sprzedawać coś nie najlepszej jakości nie ze złej woli, lecz z nieświadomości. (…) a im mniejszy obszar mają pod opieką, tym łatwiej o brzemienną w skutkach pomyłkę. Jeśli masz nawóz, w którym substancji aktywnej potrzeba trzydziestu mililitrów na hektar, to jeśli rolnik ma do dyspozycji malutkie pole, bardzo łatwo pomylić się przy dozowaniu takich mikroskopijnych ilości. Dziesięciokrotnie przekroczyć dawkę to żaden problem, wystarczy dać dwie krople więcej. Nieświadomy niczego konsument w żaden sposób tego nie zweryfikuje.

Jak widzicie, lektura tej książki jest nie tylko pouczająca, ale również przygnębiająca. Oczywiście przede wszystkim jest to książka o tytułowym dobrym  jedzeniu, nie zepsutym niecnymi praktykami przemysłu nastawionego głównie na szybki zysk. Ale ja celowo wybrałam te fragmenty, które traktują o “psuciu” jedzenia przez wytwórców. Przyznam, że dzięki lekturze sporo się dowiedziałam  o mechanizmach rządzących tym rynkiem i jestem coraz bardziej świadomym konsumentem. Myślę, że czasem warto zastanowić się przez rutynowym wrzuceniem do koszyka produktu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni od lat. Może warto zwłaszcza wówczas, gdy mamy rodzinę, małe dzieci, którym pragniemy zapewnić to, co najlepsze, włącznie z jedzeniem. W tym kontekście stara zasada mówiąca o tym, że nie należy jeść, a należy się odżywiać nabiera zupełnie nowej perspektywy. A każda zmiana zaczyna się od refleksji. Za nią idzie działanie.

Na koniec zdradzę Wam tylko, że postanowiłam już jakiś czas temu rozpocząć własną ekologiczną parapetową uprawę. Pod kuchennym oknem rosną już kiełki, zioła, szczypiorek i natka pietruszki. W maleńkich doniczkach kiełkują z nasion cukinie. Lada chwila przepikujemy je do gleby. Tylko wyrychtujemy mini ogródek warzywny pod płotem:)

A dziś zostawiam Was z przepisem na makaron z warzywno-serowym nadzieniem. Smacznego. Mimo wszystko.

[Wszystkie cytaty, oprócz fragmentu dot. WWF Polska, pochodzą z książki O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu Agaty Michalak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017]

MUSZLE LUMACONI Z JARMUŻEM I RICOTTĄ W POMIDOROWYM SOSIE

/porcja dla 4 głodnych osób/

1 opakowanie makaronu lumaconi lub conciglioni

1 opakowanie jarmużu (200g)

2 opakowania ricotty (400 g)

1 opakowanie tartej mozzarelli

300 ml pasatty pomidorowej

4 ząbki czosnku

3 średnie cebule (użyłam czerwonych)

1/2 szklanki startego sera grana padano lub innego twardego długo dojrzewającego

2-3 gałązki pomidorków koktajlowych

2 łyżki oregano

olej rzepakowy do smażenia

sól, pieprz do smaku

 

Muszle gotujemy we wrzącej osolonej  wodzie przez ok. 4 minuty (muszą pozostać lekko twarde). Odcedzamy i rozkładamy na talerzu wyłożonym czystą ściereczką.

Jarmuż myjemy i usuwamy twarde łodyżki. Cebulę kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na rozgrzanym oleju przez ok. 5 minut, dodajemy jarmuż i dusimy na średnim ogniu pod przykryciem aż jarmuż zwiędnie i stanie się jasnozielony. Studzimy i przekładamy do miski, do której dodajemy ricottę i grana padano, mieszamy.

Czosnek przeciskamy przez wyciskarkę  do czosnku. Na patelnię wlewamy łyżeczkę oleju, dodajemy oregano i czosnek, wlewamy pasattę i doprawiamy pieprzem i solą. Dusimy na wolnym ogniu przez kwadrans.

Na dnie naczynia żaroodpornego wykładamy przestudzoną pasattę. Muszle nadziewamy mieszanką jarmużu i serów. Posypujemy mozzarellą, na wierzchu kładziemy gałązki pomidorków koktailowych.

Muszle zapiekamy przez ok. 20 minut w temperaturze 180ºC.

Smacznego:

Advertisements


2 Comments

Obiad na mroźny dzień, czyli wołowina z papryką i chilli w sosie pomidorowym z dodatkiem świeżej kolendry

dsc_0310

Nadal mroźno.

Rano, codziennie od wielu miesięcy, przygotowuję na śniadanie kaszę jaglaną na mleku z dodatkiem owoców, orzechów i bakalii. Takie śniadanie nie tylko jest zdrowe i pożywne, ale także wprawia w dobry nastrój. Od kilku dni do jaglanki dodaję łyżeczkę tłoczonego na zimno oleju kokosowego (to patent, o którym przeczytałam w najnowszej książce Liski,  autorki kultowego bloga White Plate). I nagle moja stara dobra jaglanka stała się bardziej aksamitna, delikatnie kokosowa i smaczniejsza.

Nadal mroźno.

Wracamy do domu ze spaceru i chce nam się czegoś rozgrzewającego. Pożywne curry, gęsta zupa pomidorowa z ryżem basmati, makaron zapiekany z warzywami. Albo długo duszona wołowina. Zapraszam.

dsc_0306

dsc_0317

WOŁOWINA Z PAPRYKĄ I CHILLI W SOSIE POMIDOROWYM Z DODATKIEM ŚWIEŻEJ KOLENDRY

/porcja dla 4 osób/

1/2 ligawy wołowej

1 średnia czerwona papryka

1 papryczka chilli

2 średnie cebule

1 ząbek czosnku

500 ml passaty pomidorowej

1 liść laurowy

2 ziarenka ziela angielskiego

kawałek sera grana padano

garść świeżej kolendry

sól

świeżo mielony pieprz

olej rzepakowy

do podania:

makaron rigatoni

 

Cebulę kroimy w piórka lub kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę, po czym  smażymy je kilka minut na patelni z rozgrzaną łyżką oleju rzepakowego. Następnie dodajemy wołowinę pokrojoną w kawałki lub paseczki. Podlewamy wodą (ok. 1 szklanki), dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, pieprz do smaku, posiekaną papryczkę chilli (i ziarenka w zależności od tego jak pikantne danie chcemy), pokrojoną w paseczki paprykę i dusimy na małym ogniu około 2-3h (w zależności od jakości mięsa). Pod koniec duszenia dodajemy sól do smaku.

Gdy wołowina będzie miękka (i jędrna), dodajemy passatę i całość gotujemy na małym ogniu dodatkowe 20-25 minut.

W międzyczasie gotujemy al dente makaron rigatoni.

Makaron wykładamy na talerze, polewamy sosem, posypujemy posiekaną kolendrą i startym serem grana padano.

Smacznego:)

dsc_0327

dsc_0307


2 Comments

Swojska pasta i basta, czyli pappardelle z fenkułem i kiełbasą krakowską

dsc_7013

Na moim blacie kuchennym od kilku tygodni piętrzą się książki kulinarne, a na stole w salonie rośnie stos czasopism, które zaprenumerowałam w zeszłym roku. Jakże byłam naiwna sądząc, że tak, jak do tej pory, będę mogła czytać “Kukbuka” lub “Zwierciadło” od deski do deski… Ostatnio udało mi się przejrzeć i nawet w dużej części przeczytać grudniowy numer tego ostatniego w czasie podróży do rodziny w Brodnicy. Jak to się stało? Bardzo prosto. Nasz mały ssak przespał w foteliku całą 2,5-godzinną podróż.

Zdarza się, że w kartkowanych czasopismach trafiam na genialnie proste przepisy, które z miejsca pragnę przetestować. Tak było i tym razem. W listopadowym numerze “Weranda Country” (rzecz jasna ochoczo zaprenumerowanej w ostatnim trymestrze ciąży:)) w oko wpadł mi przepis na makaron pappardelle z kiełbasą krakowską. Coś dla mięsożernej części rodziny. Pomyślałam: hmm,  ciekawe połączenie, swojska kiełbasa z włoską pastą, porem i koprem włoskim…

Fenkuł starczył nam na dwa obiady, a mięsożercy byli bardzo szczęśliwi.

Spróbujcie tego połączenia:)

dsc_7014

PAPPARDELLE Z FENKUŁEM, POREM I KIEŁBASĄ KRAKOWSKĄ

/porcja dla 4 osób, na podstawie Weranda Country, nr 11 (66) z moimi modyfikacjami/

1 opakowanie makaronu pappardelle

kilkanaście plasterków kiełbasy krakowskiej (cienko pokrojonej)

1 por (tylko biała część)

1/2 bulwy kopru włoskiego + kilka gałązek do dekoracji

200 ml śmietanki 30%

1/4 szklanki wody (w oryginale 1/2 szklanki białego wytrawnego wina)

kawałek oscypka lub sera grana padano

szczypta gałki muszkatołowej

olej rzepakowy

sól

świeżo mielony pieprz kolorowy

 

Łyżkę oleju rozgrzewamy na patelni, wrzucamy na nią pokrojoną w półplasterki kiełbasę. Podsmażamy 4-5 minut aż staną się rumiane, zdejmujemy z patelni. Następnie na tę samą patelnię wlewamy łyżkę oleju i dodajemy pokrojone w cienkie paseczki lub kosteczkę pora i fenkuł. Dodajemy wodę (lub wino), doprawiamy odrobiną soli i pieprzem. Przykrywamy i dusimy na małym ogniu, aż warzywa zmiękną. Następnie dodajemy śmietankę, szczyptę gałki muszkatołowej i dusimy na małym ogniu aż sos zgęstnieje.

Gotujemy makaron al dente, odcedzamy. Pappardelle dodajemy do sosu, podajemy natychmiast ze startym oscypkiem lub serem grana padano i gałązkami fenkułu.

Smacznego:)

dsc_7011


2 Comments

Nie tylko dla gości, czyli wytrawna tarta z kozim serem

dsc_4677

Wytrawna tarta to świetny pomysł na niebanalny obiad, zwłaszcza wówczas, gdy spodziewamy się gości. Kruchy spód możemy przygotować w wersji klasycznej, ale możemy też zaszaleć z dodatkami: wzbogacając kruche ciasto aromatycznymi ziołami lub różnymi rodzajami sera. Jeśli goście nie jadają mięsa, to wybór wegetariańskich dodatków jest ogromny: do farszu dodajemy warzywa, suszone pomidory, sery. Na to obowiązkowo masa jajeczna, chwila pieczenia i mamy pyszny i efektowny obiad.

A jeśli po wizycie zostanie Wam trochę tarty, to z powodzeniem możecie ją zjeść na śniadanie (odgrzewając ją na suchej teflonowej patelni na małym ogniu) albo zabrać na piknik (wersja na zimno, choć raczej nie o tej porze roku:)). Tak czy siak, zachęcam Was do eksperymentowania.

dsc_4687

WYTRAWNA TARTA Z KOZIM SEREM, SUSZONYMI POMIDORAMI I CUKINIĄ

na kruche ciasto:

175 g mąki pszennej

½ kostki zimnego masła

25 g startego sera grana padano

3 łyżki wody

gałązka świeżego tymianku lub 2 łyżki suszonego

¼ łyżeczki soli himalajskiej

na farsz:

7-8 suszonych pomidorów w oleju

1 opakowanie sera feta

1 małe opakowanie rolady koziej

1 mała cukinia

1 mała cebula

2 ząbki czosnku

tymianek otarty z 1/2 gałązki lub 1 łyżeczka suszonego tymianku

2 średnie jajka

200 ml śmietany 18%

100 ml jogurtu greckiego typu light

sól i pieprz

oliwa

 

Mąkę i sól przesiewamy na stolnicę, dodajemy masło, starty ser, suszony tymianek i wodę. Zagniatamy ciasto, owijamy w folię spożywczą i odkładamy do lodówki na 1h.

Cebulę drobno siekamy, cukinię kroimy w półplasterki i podsmażamy je na oliwie 5-6 minut (aby cukinia pozostała jędrna).

W misce ubijamy jajka ze śmietaną, jogurtem greckim i posiekanym drobno czosnkiem. Przyprawiamy do smaku pieprzem (nie solimy, gdyż feta jest wystarczająco słona). Odstawiamy.

Ciasto wyjmujemy z lodówki, formę do pieczenia smarujemy odrobiną masła i wykładamy na nią ciasto. Widelcem nakłuwamy ciasto, które następnie wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 190ºC. Pieczemy ok. 15 minut, aż nabierze złocistej barwy. Studzimy na kuchennej kratce.

W międzyczasie pomidory kroimy w paseczki, fetę rozdrabniamy i łączymy z roladą kozią. Sery wraz z pomidorami i podsmażoną cukinią przekładamy do miski. Dodajemy tymianek i pieprz do smaku.

Na podpieczony spód tarty układamy mieszankę serów, cukinii i pomidorów. Całość zalewamy masą jajeczną i wstawiamy na ok. 25-30 minut do piekarnika nagrzanego go temperatury 190ºC, aż farsz się zetnie i będzie złocisty.

Smacznego:)

dsc_4694


Leave a comment

Superfoods #5, czyli zupa brokułowa z płatkami migdałowymi, serem grana padano i śmietaną jogurtową

DSC_5755

Zielone drzewko. Tak w dzieciństwie nazywała brokuła moja młodsza bratanica Hania. I szczerze go nie lubiła. Z pewnością nie wiedziała, że to takie zdrowe warzywo. I w dodatku posiadające antyczne korzenie: brokuły uprawiano już w starożytnej Grecji i Rzymie.

Dzisiejszy post to kolejna odsłona serii przepisów z super żywnością w roli głównej.

Nie bez powodu brokuł jest cały zielony:) To warzywo ma w sobie spore pokłady sulforafanu – antyutleniacza działającego antynowotworowo. Jednak, by podane do stołu brokuły zachowały te super właściwości, muszą być jedynie krótko ugotowane na parze, przez 3-4 minuty. Badania wykazują również, że jedzenie brokułów może łagodzić objawy autyzmu, chronić przed wrzodami żołądka i dwunastnicy czy obniżać ciśnienie tętnicze. Jeśli chcecie mieć zdrowe oczy, mocne stawy i wąską talię, pałaszujcie brokuły:) A dodatkowo te zielone warzywa wspomagają walkę z cukrzycą, bowiem mają bardzo niski indeks glikemiczny*.

Zatem jedzmy brokuły na zdrowie:)

*) Korzystałam z informacji na stronie http://www.poradnikzdrowie.pl

 

DSC_5761

ZUPA BROKUŁOWA Z PŁATKAMI MIGDAŁOWYMI, SEREM GRANA PADANO I ŚMIETANĄ JOGURTOWĄ

/porcja dla 2-3 osób/

na wywar:

1 średnia marchew

1/2 korzenia selera

1 mała pietruszka

1 liść laurowy

2 ziarenka ziela angielskiego

kilka ziarenek czarnego pieprzu

na zupę:

1 duży brokuł

1 por (tylko biała część)

1 łyżka oliwy

garść płatków migdałowych

3-4 łyżki śmietany jogurtowej

kawałek sera grana padano lub innego typu parmezan

pieprz, sól

 

Ze składników na wywar przygotowujemy bazę do zupy. W dużym garnku w 1,5 litra wody gotujemy jarzyny na półtwardo, w międzyczasie na oliwie podsmażamy drobno posiekanego pora. Płatki migdałowe prażymy na złoto na suchej patelni.

Do wywaru dodajemy podsmażonego pora oraz brokuł podzielony na małe różyczki, gotujemy całość 10-15 minut, aż brokuł będzie miękki. Dodajemy pieprz i sól do smaku. Zupę lekko studzimy, wyjmujemy liść laurowy i ziele angielskie, zaś zupę blendujemy do konsystencji kremu. Ponownie podgrzewamy. Zupy rozlewamy do talerzy, dodajemy śmietanę jogurtową, płatki migdałowe i grubo starty ser grana padano. Zupę można podawać z grzankami z bagietki z masłem i twardym serem.

Smacznego:)

DSC_5756


Leave a comment

Sezonowo. Tarta ze szparagami, ricottą i suszonymi pomidorami

DSC_5467

Na początku maja pojawiają się te importowane. Zwykle przyjeżdżają z Hiszpanii i szczerze mówiąc daleko im do tego właściwego smaku. W połowie maja na rynek trafiają polskie. Białe i zielone, te ostatnie to moje ulubione. Szparagi, bo o nich mowa. Kiedyś synonim luksusu na talerzu i źródło dodatkowego, wakacyjnego zarobku Polaków wyjeżdżających na saksy do Niemiec.

Dziś szparagi można kupić nawet w zwykłej budzie z warzywami. I bardzo dobrze, bo są zdrowe, pełne witamin i mikroelementów. Wśród wielu zalet tego wysmukłego warzywa trzeba wymienić przede wszystkim to, iż wykazują działanie antynowotworowe, dobrze wpływają na rozwój płodu, wspomagają pracę nerek, wzmacniają skórę, włosy i paznokcie, wspierają pracą układu pokarmowego. A przy tym mają bardzo mało kalorii, tylko 18 w 100 gramach:)

Jedzmy więc szparagi, póki sezon na nie trwa. Dzisiaj proponuję podać je w wytrawnej tarcie w towarzystwie suszonych pomidorów i ricotty.

DSC_5477

DSC_5462

TARTA ZE SZPARAGAMI, RICOTTĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 4 osób/

na kruchy spód:

1,5 szklanki mąki pszennej

1/2 kostki zimnego masła

1 żółtko

1 łyżeczka soli

1-2 łyżki zimnej wody

na farsz:

1 pęczek zielonych szparagów

2 duże jajka

5-6 plasterków suszonych pomidorów w zalewie

1/2 szklanki śmietany 18%

1/2 szklanki jogurtu greckiego light

1 opakowanie ricotty

1/4 szklanki startego sera grana padano

sól, pieprz

łyżka ulubionych ziół (np. bazylia, oregano)

odrobina masła do wysmarowania formy

 

Przygotowujemy kruche ciasto: na stolnicę przesiewamy mąkę, dodajemy pokrojone na kawałeczki masło, żółtko, sól, wodę i szybko zagniatamy ciasto. Owijamy ciasto w folię spożywczą i umieszczamy w lodówce na 1h.

Szparagi myjemy, odrywamy zdrewniałe końcówki i dzielimy każdego szparaga na mniejsze kawałki. Pomidory kroimy w paseczki.

W misce umieszczamy śmietanę, jogurt, oba sery, wbijamy jajka i dodajemy przyprawy i zioła. Całość dokładnie mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190°C. Ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy i wylepiamy nim żaroodporną formę wysmarowaną masłem. Podpiekamy spód przez ok. 15 minut lub do zezłocenia wierzchu. Następnie wyjmujemy ciasto z piekarnika, lekko studzimy, po czym wylewamy masę jajeczno-serową. Na wierzchu układamy szparagi i kawałki suszonych pomidorów. Tartę pieczemy ok. 25-30 minut w temperaturze 190°C (termoobieg).

Smacznego:)

DSC_5474

DSC_5466


Leave a comment

Człowiek jest jak makaron, czyli pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z cukinią i suszonymi pomidorami

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_01– Człowiek jest jak makaron. Podgrzejesz – musi zmięknąć. Z wami też tak będzie. To co, otruliście go parówkami, si?

– Sam się otruł. Nie  parówkami, tylko balsamem.

– Kpicie ze mnie?

– Ależ skąd! Naprawdę balsamem. Do ciała. Nieżywego ciała, żeby być ścisłym.

(…)

– Dwadzieścia pięć lat! Będzie się ciągło jak lazanie!

(…)

– A wy tu, gorgonzola, siedzieć grzecznie. Z wami jeszcze nie skończyłem.

 

Nie mogłam sobie odmówić tych kilku cytatów z filmu, który obejrzałam już wiele razy, a który zawsze powoduje u mnie salwy śmiechu. To “Ciało” – czarna komedia sprzed kilkunastu lat, autorstwa duetu Saromonowicz-Konecki. Może pamiętacie charakterystyczną postać prowincjonalnego komisarza Haberka? To właśnie on co i rusz używał przerywników z języka włoskiego, głównie z dziedziny kulinariów. I zwykł mawiać po primo, po secundo… ;)

Kiedy widzę na sklepowej półce z makaronami długie, szerokie wstążki, czyli pappardelle, nieodmiennie na usta ciśnie mi się kolejny cytat, tym razem z innego bohatera “Ciała”, czyli Julka granego przez Roberta Więckiewicza: “Pappardelle – krzyczał. Urwę mu pappardelle!!!”

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam mój niedawno przetestowany przepis na pappardelle w sosie kurkowo-śmietanowym z dodatkiem cukinii, suszonych pomidorów, sera Grana Padano i prażonych pestek słonecznika:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_02PAPPARDELLE Z SOSEM KURKOWO-ŚMIETANOWYM, CUKINIĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu pappardelle

ok. 200 g kurek

1 duża cebula

1/2 małej cukinii

4-5 kawałków suszonych pomidorów

200 ml śmietany 18%

3-4 łyżki jogurtu

kawałek sera Grana Padano

garść pestek słonecznika

1 żółtko

oliwa

sól

świeżo mielony kolorowy pieprz

 

Przygotowujemy sos: kurki dokładnie oczyszczamy, myjemy, osuszamy i kroimy na kawałki. Cebulę siekamy i razem z grzybami smażymy na patelni na rozgrzanej oliwie. Po 3-4 minutach dodajemy cukinię pokrojoną w kosteczkę i smażymy całość do miękkości na niezbyt dużym ogniu. Zmniejszamy ogień do minimum.

Na osobnej patelni prażymy na złoto pestki słonecznika.

Następnie suszone pomidory kroimy w paseczki, które dorzucamy do grzybów. Dodajemy śmietanę wymieszaną z jogurtem i żółtkiem, rozprowadzamy na patelni z grzybami, doprawiamy do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Delikatnie podgrzewamy sos.

W międzyczasie gotujemy makaron al dente.

Makaron odcedzamy, wykładamy na talerze, polewamy sosem, posypujemy startym Grana Padano i słonecznikiem.

Smacznego:)

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_03

pappardelle_kurki_susz_pomidory_cukinia_04