gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Ranne ptaszki i brownie z masłem orzechowym

Wiecie jak wygląda świat o 4:50 nad ranem? Ja czasem miewam tę (wątpliwą;)) przyjemność obserwowania budzącego się dnia. O tej porze latem, gdy nie ma chmur, powietrze jest świetliste, trochę błękitnawe. Dach “dymi”, ze względu na różnicę temperatur, a ptaki już dawno się obudziły i w gałęziach drzew słychać ich świergotanie i nawoływanie. Byłabym szalona, gdybym z własnej, nieprzymuszonej woli zrywała się z łóżka o świcie. Autorką całego zamieszania jest moja córcia, która raz na jakiś czas serwuje mi pobudkę o wschodzie słońca. A sama po kilku godzinach pada ze zmęczenia i ucina sobie 2-3-godzinną drzemkę. Ja na taki luksus niestety nie mogę sobie pozwolić.

Dziś będzie o uzależniającym maśle orzechowym. Od czasu do czasu mam fazę na masło z fistaszków. Zwykle kupuję wtedy półkilogramową paczkę orzeszków, zatrudniam S. do ich  obierania, po czym wrzucam wszystko do misy robota kuchennego. A on robi za mnie resztę. Sieka tak długo, aż z twardych orzeszków powstanie kremowa masa. Próbowałam już różnych wersji. Blendowałam orzechy po namoczeniu, z dodatkiem oliwy czy odrobiny soli. Jednak najbardziej lubię wersję najprostszą, po prostu zmiksowane na gładką masę orzechy. Dzisiejsze brownie jest z dodatkiem najprostszego, domowej roboty masła orzechowego. Przepis pochodzi z magazynu “Kukbuk”.

BROWNIE Z MASŁEM ORZECHOWYM

/na podstawie magazynu Kukbuk nr 26, z moimi modyfikacjami/

160 g masła

200 g cukru trzcinowego

200 g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)

250 g mąki pszennej

szczypta soli

50 g zmielonych migdałów

4 jajka

150 g masła orzechowego

 

W garnuszku albo kąpieli wodnej rozpuszczamy masło i cukier, po czym dodajemy połamaną na małe kawałki czekoladę. Mieszamy aż całość rozpuści się, a następnie zestawiamy z ognia, by masa ostudziła się.

Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy sól, mielone migdały, wlewamy roztrzepane jajka i masę czekoladową. Dokładnie mieszamy. Przekładamy masę do żaroodpornej formy  wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównujemy wierzch. Na wierzchu rozprowadzamy silikonową szpatułką masło orzechowe. Brownie pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez ok. 25 minut. Studzimy i kroimy w kostki.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Podmiejscy ogrodnicy, czyli ciasto rabarbarowe z budyniową pianką pod kruszonką

W ogrodzie zakwitł różanecznik, zielenią się liście funkii, a z sosny za płotem lecą szyszki. Te szyszki to młyn na wodę Ozziego. Tylko czeka, aż któryś z domowników rzuci mu szyszunię, by w mig złapać ją w locie. Potem nasz pies kładzie się na trawie i obgryza, obgryza, obgryza… Aż z szyszki zostanie smętny szkielet.

Rodzice pracują w ogrodzie, Zuza biega po trawie ze swoją pierwszą konewką, Ozzy za nią, a ja podlewam to, co zasadziliśmy w naszym pierwszym podmiejskim warzywniku. Tata zbudował go z desek, S. pomalował, przekopał  ziemię, zaś do kobiet w naszym domu należało sadzenie. W ten sposób rosną tam sadzonki cukinii, pod warstwą ziemi zbierają się do wykiełkowania natka pietruszki, jarmuż i buraki. Na tarasie rosną jak co roku zioła i pomidory, które namiętnie uprawia mój Brat, i których sadzonkami obdziela rodzinę od kilku sezonów. Tacy z nas podmiejscy ogrodnicy amatorzy. Może nawet bardziej amatorzy niż ogrodnicy;)

Ale dziś będzie o innym sezonowym przysmaku. O rabarbarze. Jego cierpki, kwaśny smak doskonale pamiętam z dzieciństwa. Obieranie łodyg dziś przywodzi mi na myśl wyciąganie nici dentystycznych. Mieszkaliśmy w Zakopanem, miałam kilka lat, gdy latem Mama gotowała wielki gar kompotu rabarbarowego. Dużo rabarbaru i jeszcze więcej cukru. A dziś piekę drożdżówki z twarogiem i rabarbarem albo ciasto z rabarbarem, budyniową pianką pod kruszonką.

CIASTO RABARBAROWE Z BUDYNIOWĄ PIANKĄ POD KRUSZONKĄ

/na podstawie http://www.moderntasteblog.com z moimi modyfikacjami/

na kruche ciasto:
250 g mąki
100 g zimnego masła
3 łyżki cukru pudru
szczypta soli
4 żółtka
1 łyżka zimnego mleka

na piankę waniliową:
4 białka
180 g cukru trzcinowego
2 budynie waniliowe bez cukru (70 g)
½ szklanki oleju roślinnego
1/2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią lub 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego

na kruszonkę:
80 g mąki
50 g cukru
30 g płatków owsianych
15 g posiekanych orzechów pekan

15 g posiekanych orzechów włoskich
100 g zimnego masła

na nadzienie:
ok. 1/2 kg rabarbaru (waga przed obraniem)

 

Przygotowujemy kruche ciasto: mąkę łączymy z cukrem i solą. Dodajemy zimne masło i miksujemy za pomocą robota kuchennego lub ręcznie siekając nożem do połączenia się masła z mąką. Dodajemy żółtka i mleko i wyrabiamy ciasto. Owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na co najmniej 1/2h.

Rabarbar myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na 2-3 cm kawałki.

Z podanych składników wyrabiamy kruszonkę.

Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Żaroodporną formę wykładamy papierem do pieczenia. Wyjmujemy schłodzone ciasto, rozwałkowujemy je i wykładamy dno formy.

Przygotowujemy piankę budyniową: białka ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec ubijania powoli wsypujemy cukier i dalej ubijamy, aż się rozpuści. Wsypujemy budynie i miksujemy na wolnych obrotach. Kiedy dobrze połączą się z pianą wlewamy olej i miksujemy jeszcze przez chwilę.

Na kruchy spód wylewamy piankę waniliową. Rozkładamy równomiernie kawałki rabarbaru, na wierzch wysypujemy kruszonkę. Pieczemy w 180ºC przez 35-40 minut. Po upieczeniu ciasto wyjmujemy na kratkę kuchenną, by ostygło.

Smacznego:)


Leave a comment

Skrzydlaci goście. Szparagi pod oscypkiem z orzechami włoskimi

Przysiadają na krawędzi dużej podstawki pod donicę. Zanurzają dzióbki w wodzie i piją maleńkimi łyczkami. Siedzą, rozglądają się, by za sekundę wskoczyć do wody jak do basenu i wykąpać się. Nastroszyć piórka, zatrzepotać i ledwie musnąć żółte brzuszki rozbryzgującymi kroplami wody. Sikorki. Małe sprytne ptaszki. Zimą dokarmiane przez Rodziców łuskanym słonecznikiem i kulkami z ziaren i tłuszczu. Zmarznięte wykonują istną ekwilibrystykę, by wydziobać najsmaczniejsze kąski z tych wirujących na wietrze kulek. Nawet poczciwe wróble przejęły z czasem ich sposób zdobywania pokarmu i teraz i one, choć nie z takim wdziękiem, tańczą w powietrzu uczepione pazurkami kulek.

Jak napisał Stasiuk, wywabiłem je z ich dzikości i teraz muszę pilnować, by nie zabrakło im pokarmu.

Ale to było zimą. Teraz na krawędzi poidła pojawiają się rozmaici goście. Gołębie, czasem wielkie jak kury i niezgrabne. Lądują ze świstem, patrzą tym swoim tępym wzrokiem i piją. Kiedyś jeden taki gigant siedząc na krawędzi przestraszył się, załopotał skrzydłami i ciężko unosząc się w powietrze strącił na ziemię podstawkę z całą zawartością.

Przychodzą też leśni strażnicy. Piękne, dumne i kolorowe sójki, które choć są drapieżnikami są bardzo płochliwe i czujne. W ogrodzie na sośnie kalifornijskiej uwiły gniazdo. Czasem dochodziły stamtąd dziwne dźwięki, jakby miauczenie kota. Sójki w ten sposób odstraszają inne drapieżniki. W zeszłym tygodniu na trawie niedaleko gniazda znalazłam potłuczone skorupki dwóch ptasich jaj. Sójkom nie udało się ich uratować. Prawdopodobnie wykradła je sroka.

Sroki. Słynne amatorki błyskotek. Gdy jest ciepło i śpimy przy otwartym oknie, czasem budzą mnie po czwartej nad ranem. Ich klekot jest donośny, jakby ktoś przy oknie ustawił drewniany młynek-zabawkę, którą w dawnych czasach można było kupić na wiejskich odpustach.

————————————————-

Dzisiejszy przepis to propozycja na lekki lunch lub ciepłą kolację. Szparagi pod oscypkiem osmaganym dymem prosto z Podhala. W szparagowym sezonie, gdy dni są ciepłe pałaszujemy je niemal co drugi dzień. Jakbyśmy się chcieli najeść na zapas, bo sezon na szparagi za chwilę dobiegnie końca.

GRILLOWANE SZPARAGI POD OSCYPKIEM I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 2 osób/

1 pęczek zielonych szparagów

10-12 plasterków oscypka lub innego sera owczego

garść obranych orzechów włoskich

2 garście ulubionego mixu sałat

1 łyżeczka oleju rzepakowego

do smaku olej lniany i pieprz kolorowy grubo mielony

 

Szparagi myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i odłamujemy zdrewniałe końcówki.  Na patelni grillowej rozgrzewamy olej rzepakowy, przekładamy szparagi i grillujemy (na dużym ogniu) ok. 10-15 minut, aż nieco zmiękną, ale nadal będą jędrne.

Na talerzach rozkładamy sałatę, na nią kładziemy grillowane szparagi, które przykrywamy plasterkami oscypka. Całość posypujemy orzechami, dodajemy kilka kropli oleju lnianego i świeżo mielonego pieprzu. Podajemy natychmiast.

Smacznego:)


Leave a comment

Słodkie bez glutenu. Muffiny dyniowo-kokosowe

dsc_0143

W mojej zamrażarce leżą dwa pojemniki z musem z pieczonej dyni. Poprawka: leżały, bo jeden właśnie wykorzystałam. Upiekłam łatwe i pyszne muffiny. Jesień w naszej kuchni minęła między innymi pod znakiem dyni, głównie Hokkaido i piżmowej. Upiekłam kilka dyniowych blach, po czym zmiksowałam je, by część zużyć od razu, a część zamrozić.

Tym sposobem na naszym stole w ostatnich miesiącach gościła wegetariańska lazania z musem dyniowymi szpinakiem (przepis tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2014/10/27/sezon-na-dynie-lasagne-z-musem-dyniowym-szpinakiem-pieczarkami-i-ricotta/), rotolo wg Jamiego Olivera (https://gazdowanie.wordpress.com/2015/09/29/rotolo-z-dynia-i-szpinakiem-wedlug-przepisu-sprytnego-jamiego/), czy genialne ciasto dyniowo-kokosowe (o, tu: https://gazdowanie.wordpress.com/2016/11/24/lapidarnie-bezglutenowe-ciasto-dyniowo-kokosowe-z-czekolada/).

Czy wspominałam już o tym, że dynia jest bardzo zdrowa? Jeśli nie, to posłuchajcie odrobinę o jej właściwościach zdrowotnych.

Dynia jest niskokaloryczna i lekkostrawna. Ma więcej niż marchew betakarotenu, zawiera też witaminę A i E oraz luteinę i zeaksantynę, a wszystkie one mają dobroczynny wpływ na nasz wzrok. Związki zawarte w dyni wspomagają trawienie i perystaltykę jelit, co mówiąc w dużym skrócie przyczynia się do ochrony przed rakiem jelita.

Jedzmy dynię na zdrowie.

P.S. Dynia to twardzielka. Nawet po ugotowaniu i upieczeniu nie traci swoich cennych właściwości:)

dsc_0138

MUFFINY DYNIOWO-KOKOSOWE

na podstawie Kwestiasmaku.com z moimi modyfikacjami

/porcja na 12 mufinów/

1,5 szklanki musu z pieczonej dyni
5 łyżek miodu
1 jajko
6 łyżek roztopionego masła lub oleju kokosowego
1,5 szklanki mąki ryżowej

1 łyżka gorzkiego kakao
4 łyżki wiórków kokosowych
kilka łuskanych orzechów włoskich
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka przyprawy korzennej do pierników

 

Przygotowujemy mokre składniki: w misce mieszamy mus z dyni z miodem, jajkiem i masłem, do połączenia składników.

W drugiej misce mieszamy suche składniki: mąkę ryżową, kakao, wiórki kokosowe i posiekane orzechy. Dodajemy proszek do pieczenia, sodę, przyprawę korzenną i dokładnie mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 175°C.

Do miski z suchymi składnikami dodajemy mokre składniki, delikatnie mieszamy całość łyżką do połączenia składników (krótko). Ciasto nakładamy do papilotek i pieczemy przez ok. 20 minut w temperaturze 175ºC.

Smacznego:)

dsc_0136

dsc_0132

dsc_0157


Leave a comment

Alternatywa dla pasztetu, czyli wegańska pasta z białej fasoli, orzechów włoskich i czosnku

dsc_7303

Mając naście lat najadłam się pasztetu. Chyba na całe życie. Kanapki z pasztetem obok pasty jajecznej i dżemu truskawkowego stanowiły podstawowe menu śniadaniowe obozów stałych pod namiotami. Później, w czasach wędrownych obozów harcerskich w plecakach targaliśmy puszki pasztetu obok konserw, menażek, karimat i map.

Dzisiaj na pasztet patrzę z obojętnością. Chyba, że wybieramy się w góry. Latem, gdy wyruszając skoro świt docieraliśmy do przełęczy lub schroniska, jedliśmy tam drugie śniadanie. Wtedy wystarczała czysta ściereczka, ostry nóż, świeży chleb. Pomidor, gruntowy ogórek i smarowidła. Serek i pasztet. Wtedy ten ostatni smakował… jakoś inaczej. Lepiej.

Jeśli macie tak samo, że pasztet jadacie w wyjątkowych sytuacjach lub po prostu nie jecie mięsa, a serki na kanapce już Wam się przejadły, to mam dla Was pomysł na smaczne i zdrowe domowe smarowidło. Pastę z białej fasoli, orzechów włoskich i czosnku z dodatkiem chilli i natki pietruszki. Na kanapki jak znalazł. Nie tylko dla wegan.

dsc_7202

dsc_7310

PASTA Z BIAŁEJ FASOLI, ORZECHÓW WŁOSKICH I CZOSNKU Z DODATKIEM CHILLI I NATKI PIETRUSZKI

1 szklanka białej drobnej fasoli (suchej)

4 ząbki czosnku

1/2 szklanki obranych orzechów włoskich

1/4 łyżeczki sproszkowanego chilli

1/2 łyżeczki ostrej papryki

2-3 łyżki posiekanej natki pietruszki

3-4 łyżki oleju lnianego

sól

pieprz kolorowy

 

Fasolę namaczamy na noc. Rano odlewamy wodę, przepłukujemy fasolę kilkakrotnie pod bieżącą wodą i gotujemy do miękkości (pod koniec gotowania solimy do smaku).

Odlewamy 1/4 szklanki wody z gotowania fasoli. Gdy fasola wystygnie, przekładamy ją do malaksera, dodajemy orzechy, czosnek, chilli, paprykę i natkę i miksujemy dolewając po trochu wody z gotowania i oleju lnianego. Dodajemy do smaku trochę świeżo mielonego pieprzu kolorowego. Gdy składniki się rozdrobnią i całość nabierze konsystencji pasty do smarowania, przekładamy ją do miseczki. Wierzch możemy posypać szczyptą chilli i polać odrobiną oleju lnianego. Pastę przechowujemy w lodówce maksymalnie do 3-4 dni.

Smacznego:)

dsc_7320

dsc_7313

dsc_7316

dsc_7318


Leave a comment

Lapidarnie. Bezglutenowe ciasto dyniowo-kokosowe z czekoladą

dsc_6966

Jest już ciemno. Przez szparę w uchylonych drzwiach sączy się struga światła. Nasza mała dziewczyna jest już wykąpana, przewinięta i nakarmiona. Trzymam ją na rękach, śpiewam kołysanki i tulę, by smacznie zasnęła.

Chodzę po sypialni. Niektóre deski skrzypią, a ja wyobrażam sobie, że kilka centymetrów pod stopami pracują ciężkie drewniane legary, które nie zdążyły wyschnąć. W mroku mój wzrok ślizga się po grzbietach książek uśpionych na regale. Próbuję odczytać ich tytuły.

Pada deszcz. W nocy wsłuchuję się w miarowe odgłosy kropli deszczu spadających na okno dachowe w sypialni. Zamykam oczy i łapię się na tym, że dokładnie takie wrażenia miałam lata temu leżąc w namiocie, gdy deszcz jednostajnie uderzał w tropik, a ziemia pachniała wilgocią.

Jest jesiennie, wilgotno i zimno. Jutro upiekę ciasto. Dyniowo-kokosowe, pachnące czekoladą i kokosem. W sam raz do herbaty z dodatkiem cytryny, miodu i imbiru.

dsc_7006

BEZGLUTENOWE CIASTO DYNIOWO-KOKOSOWE

3 duże wiejskie jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1 szklanka oleju (użyłam rzepakowego)

1/2 szklanki mąki kokosowej (użyłam mąki z http://www.olejowyraj.pl)

2 szklanki surowej dyni, obranej i startej na tarce o dużym oczku (użyłam Hokkaido)

1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich

3 łyżki wiórków kokosowych

2 łyżeczki sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

1/4 łyżeczki soli

na polewę:

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (o zawartości 70% kakao)

1/2 tabliczki deserowej czekolady

1 łyżka masła

garść posiekanych orzechów włoskich

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160ºC.

Do miski wsypujemy kolejno produkty sypkie: mąkę kokosową, wiórki kokosowe, przyprawy, orzechy, sodę i sól.

W osobnej, dużej misce miksujemy na puszystą masę jajka z cukrem trzcinowym. Dodajemy olej, sypkie produkty i dynię. Całość dokładnie mieszamy i przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez ok. 1h w temperaturze 160ºC.

Ciasto wyjmujemy z piekarnika, by ostygło na kuchennej kratce. W międzyczasie przygotowujemy polewę: w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę i masło, a następnie dokładnie mieszamy, by składniki połączyły się. Czekoladą polewamy ciasto, następnie posypujemy je posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego:)

dsc_6969

dsc_6962

dsc_6961


Leave a comment

O radości parzenia kawy. A na deser ciasto korzenne z jabłkami

korzenne z jablkami_01

korzenne z jablkami_02Królestwo za dobrą, świeżo parzoną kawę!!!

Tak mógłby brzmieć okrzyk niewyspanego człowieka w pochmurny poranek, gdy ciśnienie atmosferyczne spada na łeb, na szyję.

Jestem przekonana, że dobra kawa o poranku to połowa sukcesu w ciągu dnia. Taką arabicę serwuje mi codziennie na śniadanie mój Miły, który obsługuje jedną z najlepszych rzeczy, które wymyślili Włosi: kafetierę. Małe, niepozorne metalowe cudo, które pod ciśnieniem zamienia mieloną kawę i wodę w aromatyczny napój. Jej cudowny zapach roznosi się po całym mieszkaniu i sprawia, że nie bez trudu zwlekam się z łóżka, by miło rozpocząć dzień.

Jarosław Mikołajewski, znakomity italianista, poeta i były szef Instytutu Polskiego w Rzymie opisuje z jakim pietyzmem i jednocześnie radością zwyczajny włoski kawiarz (tak, “kawiarz”, nie barista) traktuje swą codzienną pracę i kontakt z ludźmi, którzy przychodzą do jego kawiarni. Dla Mikołajewskiego jest to punkt wyjścia do opisu różnic w podejściu do klienta. W słonecznej Italii, słynącej ze świetnych kaw, zawód “kawiarza” jest uświęcony latami tradycji, a ludzie wykonujący tę profesję są rzemieślnikami w najlepszym tego słowa znaczeniu i jednocześnie wirtuozami w tym, co robią.

W Polsce za barem kawowym najczęściej nadal stoją osoby, dla których bycie kawiarzem/baristą to jedynie przystanek na zawodowej ścieżce.  Mikołajewski nie bez ironii pisze, że w wielu kawiarniach można spotkać młodych ludzi, którym powinęła się noga i nie dostali się na studia, a swoją pracę traktują dorywczo i nie wkładają w nią ani serca, ani uwagi. Jest sporo racji w stwierdzeniu, że różnica między Włochami a Polską tkwi w podejściu do usług. U nas często wykonują ją ludzie znudzeni lub niezadowoleni. I nie dotyczy to tylko sfery usług kawiarnianych.

Mikołajewski opisuje scenkę rodzajową z kawiarni, do której często zachodził, gdy mieszkał i pracował w Rzymie. Pewnego popołudnia, oprócz klientów na wprost kawiarza siedział dziesięcioletni chłopiec. Chłopiec był synem parzącego kawę, który patrzył na swojego ojca z nieukrywaną dumą i radością. A włoski kawiarz jest profesjonalistą, który niczym showman występuje przed swą publicznością: jest skupiony, nie rozprasza się, parzy kawę z uwagą i… kocha to, co robi.

Życie codzienne musi sprawiać radość niezbędnej życiowo konsumpcji, dawać cud spotkań z miłymi ludźmi za ladą i wrażenie, że nawet świat, w którym się płaci, jest piękny. Sprzedawcom i usługodawcom potrzeba poczucia godności i zakotwiczenia, włoskiej radości robienia kawy na oczach własnego dziecka. A do tego, by ludzie za ladą traktowali swoją pracę jak dobro, potrzebni są mistrzowie zawodu, uczciwi pracodawcy i powszechna tęsknota za pięknem. Czyli kultura wcielona.

Zostawiam Was z tymi refleksjami, a na deser do pysznej, świeżo zaparzonej kawy proponuję ciasto korzenne z jabłkami.

Korzystałam z tekstu Jarosława Mikołajewskiego Pochwała codziennej pracy sklepikarza z cyklu “Esej podróżny”, Gazeta Wyborcza, 7-8 marca 2015 r.

korzenne z jablkami_03

korzenne z jablkami_04CIASTO KORZENNE Z JABŁKAMI

4 jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

2/3 szklanki oleju (lub roztopionego masła)

2 szklanki mąki pszennej tortowej

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 łyżeczki cynamonu

2 goździki i 2 ziarenka kardamonu rozgniecione na proszek w moździerzu

1/2 szklanki posiekanych orzechów laskowych

1/2 szklanki posiekanych migdałów

2-3 duże jabłka

 

Jabłka obieramy i kroimy w drobne plasterki, odstawiamy. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC.

Jajka, cukier i olej miksujemy w dużej misce na gładką i puszystą masę. Dodajemy do masy mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą, przyprawy korzenne, orzechy, migdały i mieszamy drewnianą łyżką. Pod koniec dodajemy plasterki jabłek i mieszamy, aż wszystkie składniki połączą się w jednolitą masę.

Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 45 min. w temperaturze 180ºC.

Smacznego:)

korzenne z jablkami_05

korzenne z jablkami_06

korzenne z jablkamI_07

korzenne z jablkami_09

korzenne z jablkami_08