gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Ekspresowe curry z kalafiorem, szpinakiem, indykiem i ciecierzycą

Od kilku miesięcy pałam płomienną miłością do tej mieszanki przypraw. Intensywnie żółte curry, bo o nim mowa, mogłabym jeść przynajmniej kilka razy w tygodniu. Curry na mleku kokosowym to kwintesencja comfort food w wersji orientalnej. Rozgrzewa, otula i daje przynajmniej namiastkę poczucia bezpieczeństwa i trwałości świata. A w dodatku jest łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Dziś proponuję Wam curry w wersji dla mięsożerców, choć wegetarianie i weganie mogą również skorzystać z tego pomysłu nie dodając do garnka indyka. Ten przepis to luźne połączenie inspiracji z dwóch przepisów znalezionych w Sieci. Warzywna część tego kociołka jest wariacją przepisu Patrycji z Truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com, zaś dodatek w postaci ciecierzycy obtoczonej i podsmażonej w curry pochodzi wprost z bloga Ani Strawberriesfrompoland.pl.

Jak każde curry, tak i to najlepiej podać z ryżem basmati. I jak każde curry, również i ta wersja smakuje jeszcze lepiej następnego dnia po przygotowaniu, gdy smaki się przegryzą. O ile zostanie trochę na następny dzień;)

CURRY Z KALAFIOREM, SZPINAKIEM, INDYKIEM I CIECIERZYCĄ

/inspirowane przepisami z http://www.truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com oraz http://www.strawberriesfrompoland.pl

300 g filetu z piersi indyka

2 szklanki ciecierzycy ugotowanej w osolonej wodzie

¼ kalafiora podzielonego na różyczki 200 g świeżego szpinaku, umytego i wysuszonego w wirówce do sałaty
2 ząbki czosnku, posiekane
1 kawałek imbiru (ok. 1 cm), starty na tarce
1 łyżeczka czerwonej, tajskiej pasty curry

1 mała cebula, posiekana
1 łyżka sosu sojowego

1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka oleju rzepakowego
1 puszka mleka kokosowego

¼ łyżeczki trawy cytrynowej

dodatkowo do podania:

½ szklanki ugotowanej ciecierzycy

1 łyżeczka curry w proszku

1 łyżeczka oleju rzepakowego

1/3 pęczka natki pietruszki, posiekanej

ryż basmati

 

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej rzepakowy, a następnie dodajemy filet z indyka pokrojony na małe kawałki. Smażymy aż mięso zmięknie, ok. 15 minut.

Następnie dodajemy czosnek, imbir, cebulę, pastę curry i smażymy na małym ogniu przez 7-8 minut, mieszając od czasu do czasu. Następnie wrzucamy kalafiora. Smażymy krótko zwiększając nieco ogień. Mieszamy, aż różyczki kalafiora obtoczą się w przyprawach.

Następnie zalewamy całość szklanką zimnej wody, dodajemy sos sojowy i sos rybny oraz szpinak. Dusimy do miękkości kalafiora. Następnie całość zalewamy mlekiem kokosowym, doprawiamy trawą cytrynową i dodajemy 2 szklanki ciecierzycy. Curry gotujemy na wolnym ogniu przez 10-15 minut do pożądanej gęstości sosu.

Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oleju, wrzucamy pozostałe ½ szklanki ciecierzycy i posypujemy curry. Smażymy na wolnym ogniu mieszając, aby ciecierzyca dokładnie obtoczyła się w curry i nieco „wysuszyła się”.

Gotowe curry wykładamy na talerze, posypujemy natką, dodajemy ryż basmati i ciecierzycę obtoczoną w curry.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Obiad dla studenta, czyli kotleciki szpinakowo-ziemniaczane

W  moim rodzinnym domu nie jadało się szpinaku. Może dlatego nie mam (jak wiele osób) traumy  z dzieciństwa związanej z tym warzywem. Szpinak zaczęłam jeść z własnej, nieprzymuszonej woli dopiero na studiach. Pamiętam, jak stołowałam się w barach mlecznych, których w tamtych czasach było sporo w pobliżu głównego kampusu uniwersyteckiego. Dwa bary przy Nowym Świecie, Bar Bambino, nieco oddalony Bar Prasowy na Marszałkowskiej i słynny “Karaluch” przy głównej bramie UW. Po latach połowa z tych jadłodajni zamieniła się w luksusowe butiki lub inne snobistyczne lokale bynajmniej nie na studencką kieszeń.

W tamtych czasach na moim talerzu lądowały głównie pierogi, naleśniki, kasze i warzywa. Wspomnianemu szpinakowi towarzyszyła poczciwa kasza gryczana, do tego jakaś tradycyjna surówka. Był to całkiem świadomy wybór, zwłaszcza po tym, gdy wiedziona tęsknotą za maminymi pierogami z mięsem, zamówiłam w “Karaluchu” pierogi. Miały być z mięsem, ale smakowały, jak celulozowy odpad z zakładów papierniczych w Kluczach. Koszmarna pomyłka. Od tamtej pory stałam się, chcąc nie chcąc, miłośniczką jarskich potraw.

Dzisiaj, jeśli mogę zdecydować co podać na obiad, to preferuję wegetariańskie dania. Ale gotując dla całej rodziny, muszę liczyć się z jej zdaniem, a ta jest mięsożerna. Czasem uda mi się pójść na kompromis i zaserwować niby-pulpety lub niby-gulasz. Bo z mięsem (prócz nazwy) nie mają nic wspólnego.

I taka jest też moja dzisiejsza propozycja. Kotleciki szpinakowo-ziemniaczane podane z kaszą pęczak i kurkami przesmażonymi z cebulką na maśle. Do tego swojski ogórek małosolny lub kiszony. A inspiracja pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej.

KOTLECIKI SZPINAKOWO-ZIEMNIACZANE

/porcja dla 4 osób, przepis pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej, z moimi modyfikacjami/

1 kg ziemniaków ugotowanych w osolonej wodzie (najlepiej dzień wcześniej i ugniecionych tłuczkiem)

400 g świeżego szpinaku

1 łyżka świeżej bazylii, posiekanej

1 łyżka koperku, posiekanego

2 małe dymki ze szczypiorem

3 małe ząbki czosnku

1 łyżeczka musztardy ostrej (użyłam Dijon)

1 łyżeczka pikantnego ketchupu

sól, pieprz do smaku

1 jajko

mąka pszenna (2-3 łyżki) do obtoczenia:

olej rzepakowy do smażenia

 

Szpinak wrzucamy do garnka z wrzącą wodą i gotujemy do czasu aż zmięknie (ok. 3 minut). Następnie odciskamy z niego wodę i drobno siekamy. Ziemniaki łączymy ze szpinakiem, dodajemy posiekane zioła, dymkę, czosnek, musztardę i ketchup. Następnie dodajemy rozbełtane jajko, sól i pieprz do smaku. Tak przygotowaną masę schładzamy w lodówce przez co najmniej 1/2h, by nieco stężała (dzięki temu łatwiej będzie formować kotleciki).

Po tym czasie zwilżonymi wodą dłońmi formujemy niewielkie kotleciki, które lekko obtaczamy w mące i smażymy na średnim ogniu na patelni z rozgrzanym olejem (ok. 3-4 minut).  Usmażone na złoto kotleciki przekładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Przykrywamy folią aluminiową, by nie wystygły.

Kotleciki podajemy natychmiast z ulubioną kaszą i surówką.

Smacznego:)


Leave a comment

Z cyklu: leniwe weekendowe śniadania. Wiosenny omlet z zielonym groszkiem, szpinakiem i serem korycińskim

Po trwającej pół roku zimie wreszcie nadeszła wiosna. A w zasadzie niemalże lato, które na Mazowszu daje się we znaki upałami. Od kilku dni jest szczęśliwie chłodniej, choć niestety deszczowo. Całą zimę przetrwaliśmy bez odrobiny przeziębienia i innych sezonowych chorób. Nie licząc zuzinej trzydniówki, która przyplątała się nagle, nie wiadomo skąd, nieźle mnie wystraszyła, wymęczyła Zu i odeszła wręcz podręcznikowo.

Nasza mała dziewczynka ucina sobie 2,5-3 godzinne drzemki około południa i zapakowana w wózek śpi na polu. Bez bujania nie ma spania. Zimą, nawet przy kilkunastu stopniach mrozu, nasza dziewczyna spała w kilku warstwach ubranek, opatulona w śpiworek i koce. Jesienią i wiosną tylko deszcze i zbyt silny wiatr powstrzymywał nas przed wyjściem na zewnątrz. I myślę, że dzięki tym drzemkom nasz Szkrab nie rozchorował się. Łykamy witaminę D i hartujemy się od maleńkości:)

Dzisiejsza propozycja, to śniadanie zdecydowanie weekendowe. Pełne witamin, w sam raz, by wspierać odporność. Co prawda przygotowanie omletu nie wymaga zachodu, ale już jego konsumpcja zdecydowanie tak. Bo jak tu się nie delektować, gdy na talerzu tyle kolorowego, zdrowego dobra? Młody szpinak, zielony groszek, ser koryciński z czarnuszką, no i absolutne must have weekendowych śniadań: jajka z wolnego wybiegu.

WIOSENNY OMLET Z ZIELONYM GROSZKIEM, SZPINAKIEM I SEREM KORYCIŃSKIM

/porcja dla 2 osób/

4 jajka

1/2 szklanki zielonego groszku (może być mrożony)

garść szpinaku

50 g sera korycińskiego (użyłam z dodatkiem czarnuszki)

kilka pomidorków koktajlowych

garść pestek słonecznika

pieprz, sól do smaku

olej rzepakowy

 

Jajka wbijamy do miseczki, roztrzepujemy i przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oleju rzepakowego i na średnim ogniu smażymy omlet.

Pestki słonecznika prażymy na suchej patelni.

Groszek gotujemy 4-5 minut w lekko osolonym wrzątku, odcedzamy. Szpinak i pomidorki myjemy, osuszamy. Ser kroimy w kosteczkę.

Gdy omlet jest gotowy, kroimy go na trójkąty (lub połówkę) i przekładamy na talerze. Posypujemy szpinakiem, pomidorkami, serem i pestkami słonecznika.

Smacznego:)


Leave a comment

Zuza na redyku. Wytrawna tarta ze szpinakiem i wędzonym łososiem

dsc_6294

Mój urlop macierzyński trwa w najlepsze, a nasze gniazdko na poddaszu powoli obrasta sprzętami i zabawkami niemowlęcymi. Nie dalej jak cztery tygodnie temu w salonie stanął kojec rozmiarów małego auta. A w środku pełno zabawek, poduszek i innych amortyzatorów. Wygląda to jak zagroda dla owiec. Brakuje tylko juhasów, honielników, owczarka podhalańskiego i, rzecz jasna, bacówki. Aczkolwiek w ostateczności Ozzy mógłby pełnić funkcję zaganiacza owiec, czemu nie…

W czasach, gdy mieszkaliśmy na Podhalu i już jako studentka zjeżdżałam do rodzinnego domu w czasie przerwy wakacyjnej, beczenie owiec i gwizdy juhasów czasem budziły mnie o poranku. Nasz dom stał niedaleko Doliny ku Dziurze oraz chałupy słynnego ostatniego tatrzańskiego zbójnika Wojciecha Matei (i jego konkubiny Kacki, ale o tym innym razem). Z okien mojego pokoju na piętrze rozpościerał się widok na Giewont i Drogę pod Reglami, a tuż przy niej, w czasie redyku obok bacówki nocował w wielkim kojcu kierdel owiec. Wieczorami słychać było beczenie i zbyrkanie dzwonków, a o poranku harmider zwiastujący wyjście na hale.

dsc_0038

dsc_0010

Dziś mamy miniaturę zagrody na mazowieckiej ziemi. Jej  przeznaczenie jest zgoła odmienne od tego, do czego przywykłam w zakopiańskich czasach:) Codziennie rano spoglądam na ten kojec i moje poczucie estetyki bardzo cierpi, lecz po chwili tłumaczę sobie, że przecież ten sprzęt nie będzie tutaj stał wiecznie. TEN redyk się kiedyś skończy. Jak każdy redyk.

dsc_6423

Nasza mała dziewczyna od dwóch tygodni siedzi bez podparcia, a od tygodnia staje przy barierkach kojca, kiwa się i radośnie gaworzy do nas, co mnie osobiście przeraża (to kiwanie rzecz jasna, które grozi niekontrolowanym upadkiem). Zapewne nie obejrzymy się, jak zacznie stawiać pierwsze kroki. I wtedy wskoczymy na poziom wyżej, czyli Stasiu, zabezpiecz schody, zakryj gniazdka elektryczne, zablokuj szuflady! Zuza nadciąga;)

Z pewnością wówczas piekarnik będzie mniej używany. Ale póki co, Zuza jest na redyku, co oznacza, że mogę jeszcze piec bez obawy o  to, że mała odkrywczyni będzie chciała doprowadzić do bliskich kontaktów ze sprzętami w wyspie kuchennej.

Zatem piekę. I przedstawiam Wam kolejne wcielenie wytrawnej tarty: tym razem ze szpinakiem i wędzonym łososiem.

dsc_6301

WYTRAWNA TARTA ZE SZPINAKIEM I WĘDZONYM ŁOSOSIEM

/porcja dla 4 osób/

na kruchy spód:

1,5 szklanki mąki pszennej

1/2 kostki zimnego masła

1 jajko

2 łyżki startego parmezanu

1 łyżeczka soli

1-2 łyżki zimnej wody

na farsz:

1 średnia cebula

3 ząbki czosnku

250 g świeżego szpinaku

250 g łososia wędzonego na gorąco

180 g śmietany 18%

180 g jogurtu greckiego light

2 duże jajka

1/4 łyżeczki papryki ostrej

1 łyżeczka suszonego czosnku niedźwiedziego

świeżo mielony pieprz

szczypta soli

szczypta gałki muszkatołowej

olej do smażenia

 

Przygotowujemy kruchy spód: na stolnicę wysypujemy mąkę, robimy wgłębienie, dodajemy do niego jajko, parmezan, sól i posiekane masło oraz wodę. Szybko zagniatamy ciasto, owijamy je w folię i chowamy do lodówki na co najmniej 1h.

Przygotowujemy farsz: czosnek i cebulę drobno siekamy i szklimy na łyżce oliwy na dużej patelni. Po chwili dodajemy umyty i odcedzony szpinak. Dusimy, aż liście szpinaku zwiędną. Doprawiamy papryką, świeżo mielonym pieprzem, gałką muszkatołową i solą. Gdy szpinak ostygnie przekładamy go do dużej miski, wbijamy jajka, dodajemy śmietanę i jogurt oraz paprykę, czosnek niedźwiedzi, pieprz i sól.

Po 1h wyjmujemy z lodówki ciasto, wykładamy nim żaroodporną formę, nakłuwamy widelcem. Spód pieczemy w temperaturze 180°C przez ok. 15 minut (do zezłocenia). Po upieczeniu spód studzimy na kratce kuchennej.

Na kruchy spód wylewamy mieszankę szpinakowo-jajeczną, a na wierzchu układamy kawałki wędzonego łososia.

Tak przygotowaną tartę pieczemy przez ok. 35 minut (góra-dół) w piekarniku nagrzanym do temperatury 190°C.

Smacznego:)

dsc_6299dsc_6305


Leave a comment

Zielono mi, czyli lasagne verde

DSC_5344Jednym ze sztandarowych dań kuchni włoskiej jest lazania. Wśród nich królują dwie damy: lasagne rosso (czyli czerwona, z pomidorami) i lasagne verde (zielona, ze szpinakiem). Przyszła wiosna i nasz organizm domaga się większej ilości zieleniny, a za chwilę nowalijek. Póki co, przez cały rok mamy pod ręką szpinak, bogaty w żelazo, witaminy i antyoksydanty.

Szperam w Sieci i czytam, że szpinak “odkryli” w średniowieczu Arabowie podczas jednej z wypraw do Persji. Znacznie później szpinak trafił do Europy i został na początku swej kariery na starym kontynencie uznany za warzywo lecznicze.

Dzisiejszy przepis to połączenie szpinaku z czterema serami podane właśnie w towarzystwie płatów lazanii i sosu beszamelowego. Zwykle przygotowuję lazanię z mięsem indyczym i sosem pomidorowym, tym razem naszła mnie ochota na wersję wege ze szpinakiem i aż czterema rodzajami sera.

Zieleń rządzi na polu i na talerzu:)

DSC_5340

LAZANIA ZE SZPINAKIEM I CZTEREMA SERAMI POD BESZAMELEM

/porcja dla 4 osób/

10-12 płatów lazanii

2 cebule

3 ząbki czosnku

200 g świeżego szpinaku baby

200 g sera feta

250 g chudego twarogu

125 g tartej mozzarelli

250 g sera ricotta

6-7 średnich suszonych pomidorów w zalewie

sól, pieprz

olej do smażenia

na sos beszamelowy:

1/4 kostki masła

ok. 3/4 szklanki mąki

ok. 1 szklanki mleka

duża szczypta gałki muszkatołowej

pieprz, sól

 

Cebulę i czosnek drobno siekamy i wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem (łyżka), podsmażamy ok. 3-4 minut, a następnie dodajemy umyty i osuszony szpinak. Całość dusimy do momentu aż szpinak zwiędnie. Przyprawiamy do smaku pieprzem i solą. Odstawiamy.

W dużej misce umieszczamy wszystkie rodzaje sera, przy czym odkładamy na później 1/2 opakowania mozzarelli, sery rozdrabniamy widelcem, dodajemy pokrojone na cienkie plasterki suszone pomidory. Mieszamy całość i przyprawiamy do smaku pieprzem i odrobiną soli (feta jest bardzo słona).

Płaty lazanii obgotowujemy przez ok. 2 minut w osolonej wodzie, odkładamy na półmisek wyłożony czystą i suchą ściereczką.

Przygotowujemy sos beszamelowy: w rondelku na małym ogniu roztapiamy masło, po czym dodajemy mąkę cały czas mieszając. Gdy składniki się połączą dolewamy po trochu mleka i nadal mieszamy. Pod koniec doprawiamy gałką muszkatołową oraz odrobiną pieprzu i soli.

Na dno żaroodpornej formy wykładamy 2 łyżki szpinaku, następnie kilka łyżek mieszanki serów i wygładzamy powierzchnię, którą przykrywamy 3-4 płatami lazanii. Kontynuujemy przekładankę aż do wyczerpania składników, przy czym ostatnią warstwę powinien stanowić makaron. Na wierzchu rozprowadzamy sos beszamelowy i posypujemy pozostałą mozzzarellą.

Lazanię pieczemy w temperaturze 180ºC przez ok. 20 minut lub do zrumienienia wierzchu.

Smacznego:)

DSC_5346

DSC_5343


1 Comment

Niespieszna codzienność i błyskawiczne obiady. Makaron pełnoziarnisty z sosem z gorgonzoli i jogurtu, ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

DSC_5189

Nasze dni mijają niespiesznie, z pozoru bardzo do siebie podobne. Zuza zwykle budzi się po 7. rano, powierci się, zje i jest gotowa na podbój świata. Poranne mycie i przewijanie zastaje nas w okolicach godziny 8. Później spacery na rękach, zabawy na naszym podłogowo-kocykowym placu zabaw, leżenie na brzuszku i ćwiczenie mięśni. I czas na krótką drzemkę. Czasem uda się jej pospać dłużej, innym razem tylko chwilę.

Najbardziej lubimy słoneczne, bezwietrzne dni, gdy można wystawić wózek na taras lub wyjść do ogrodu. Zuzka śpi wtedy nawet 3 godziny i nic (nawet domagający się uwagi Ozzy, natrętnie trykający nosem w kostki, by rzucać mu szyszki) nie jest w stanie jej zbudzić. Swoją drogą to fenomen, że Zuzię śpiącą w domu budzi każdy głośniejszy dźwięk, a na polu nie jest w stanie zbudzić jej przelatująca nad głową kawalkada helikopterów…

Choć mieszkamy na naszym dopieszczonym (dzięki 3-letnim wysiłkom mojego nieocenionego Taty) poddaszu niewiele ponad pół roku, to dzięki spacerom z Zuzką na rękach niemal na pamięć znam fakturę drewna na sosnowej podłodze i słupach podtrzymujących strop. A one są pełne rysunków. Na słupie w sypialni ktoś, kto ma choć odrobinę wyobraźni, dostrzeże zebrę i przyczajonego krokodyla, a po drugiej stronie roześmianego, trochę nierozgarniętego misia. Na podłodze zaś zobaczy uśmiechniętego od ucha do ucha Sida leniwca z Epoki lodowcowej. A w salonie wpatrując się w podłogę natrafi na rysunki sęków i słojów układających się w oblicza ufoludków. Kocham drewno nie tylko za to, że pozwala stworzyć we wnętrzu atmosferę i wrażenie przytulności, ale również za to, że kreuje tysiące wzorów, które każdy może interpretować na swój sposób. Nosząc Zuzkę na rękach wyobrażam sobie, że jak podrośnie i będzie już mówić, urządzimy sobie zabawy w zgadywanki-znajdowanki wzorów i faktur w drewnie.

Dzień jest długi, ale czasu na gotowanie jest jak na lekarstwo. Gdy moi Rodzice pomagają mi w bawieniu naszego małego Szkraba, a ja staję przy wyspie kuchennej, wybieram proste i szybkie przepisy. Dzisiaj sztuką jest zrobić smaczny obiad w pół godziny. Kierując się tą zasadą wymyśliłam prosty sos serowo-jogurtowy z dodatkami, który świetnie komponuje się ze zdrowym, pełnoziarnistym makaronem.

DSC_5314

MAKARON PEŁNOZIARNISTY Z SOSEM Z GORGONZOLI I JOGURTU Z DODATKIEM SZPINAKU I SUSZONYCH POMIDORÓW

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie makaronu pełnoziarnistego (użyłam świderków Lubelli)

1 duża cebula

1 ząbek czosnku

1 opakowanie sera gorgonzola (łagodnego)

1 mały kubeczek jogurtu greckiego light

1 opakowanie świeżego szpinaku baby (200 g)

5-6 suszonych pomidorów w oliwie

olej ryżowy

pieprz, sól

 

Cebulę i czosnek obieramy i drobno siekamy, podsmażamy na oleju na rozgrzanej dużej patelni. Gdy zezłocą się, dodajemy posiekany szpinak i całość podsmażamy na małym ogniu do czasu, aż szpinak zwiędnie.

Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie. Odcedzamy i odstawiamy.

Na patelnię ze szpinakiem wrzucamy pokrojone w paseczki suszone pomidory, dodajemy pokruszoną gorgonzolę i mieszamy całość podgrzewając na małym ogniu. Gdy ser się rozpuści, dodajemy jogurt grecki i mieszamy całość do całkowitego połączenia składników. Makaron polewamy sosem i podajemy natychmiast.

Smacznego:)

DSC_5194


Leave a comment

Rotolo z dynią i szpinakiem według przepisu sprytnego Jamiego

rotolo_JamieOliver_01

Kupiłam płaty lazanii, a wyszło rotolo. Wszystko przez Jamie Olivera. Postanowiłam upiec danie z książki, którą mam niemal od roku, a której tytuł brzmi Gotuj sprytnie jak Jamie. Kupuj mądrze, gotuj z głową, nie wyrzucaj. Przyznacie, że tytuł brzmi zachęcająco, zwłaszcza dla osób, które szczerze nie cierpią marnować jedzenia:) Cała książka to nie tylko zbiór przepisów, ale i praktycznych wskazówek, w jaki sposób wybierać i kupować produkty, by w pełni je wykorzystać i nie wyrzucać resztek. Idea szczytna i jak się okazuje nie taka trudna w realizacji. Zwłaszcza w przypadku dużej rodziny (sam Jamie ma czworo dzieci, więc wie co mówi).

Język, którym napisana jest książka, jest bardzo amerykański w sensie zachwycania się nad każdą opisywaną potrawą. Nas Polaków – malkontentów mogą w którymś momencie przeglądania tej pozycji trochę drażnić określenia, którymi jest ozdabiany każdy przepis: niezwykłe danie, przepyszne, wspaniały, uwielbia go każdy!, świetne, fantastyczny itd…

W książce znajdziemy sporo przepisów na dania pochodzące z kuchni indyjskiej (która miała i nadal ma niewątpliwie silny wpływ na kuchnię Brytyjczyków), azjatyckiej czy włoskiej.

We wstępie do przepisu Jamie tak pisze o rzeczonym rotolo: Rotolo to zdecydowanie jedno z najbardziej niezwykłych dań z makaronu, jakie możesz spotkać – wiele osób nigdy go nie jadło. Przygotowałem je tak, że w smaku przypomina lasagne lub cannelloni, a do tego świetnie się prezentuje. Makaron na górze jest chrupiący, a pod spodem, w sosie – miękki. Niech te słowa wystarczą za rekomendację. Zatem, do dzieła!

rotolo_JamieOliver_02

ROTOLO ZE SZPINAKIEM I DYNIĄ /wg Jamie Olivera, z moimi modyfikacjami/

/porcja dla 5-6 osób/

ok. 1 kg dyni (Jamie poleca piżmową)

1 cebula

oliwa

1 łyżeczka suszonego tymianku

400 g mrożonego szpinaku

1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej

4 ząbki czosnku

500-600 g passaty pomidorowej

12-13 płatów lazanii

50 g sera typu feta

20 g parmezanu

kilka gałązek świeżej szałwii (opcjonalnie)

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i pieczemy dynię pokrojoną w grube plastry przez ok. 1h.

W tym czasie obieramy cebulę, siekamy i smażymy na oliwie do zrumienienia dodając tymianek oraz sól i pieprz. Następnie dodajemy szpinak i smażymy całość do miękkości.

Upieczoną dynię studzimy, pozbawiamy pestek i skóry, miksujemy, a następnie doprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem.

Czosnek obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na oliwie. Po chwili dodajemy passatę pomidorową i gotujemy sos na dużym ogniu przez 3 minuty.

Płaty lazanii obgotowujemy przez 2-3 minuty w osolonym wrzątku, odcedzamy i studzimy. Ser kroimy w drobną kostkę.

Na płatach lazanii rozprowadzamy zmiksowaną dynię, następnie warstwę szpinaku i fetę. Tak przygotowane płaty lazanii zwijamy w rulony i następnie kroimy na dwie części.

Do żaroodpornej formy przekładamy sos pomidorowy, który rozprowadzamy równomiernie na dnie, a na nim pionowo rulony makaronowe, jeden obok drugiego. Tak przygotowane rotolo posypujemy startym parmezanem i listkami szałwi obtoczonymi w odrobinie oliwy (opcjonalnie).

Rotolo zapiekamy w temperaturze 180ºC przez ok. 35 minut.

Jamie radzi, by rotolo podawać z młodą sałatą.

Smacznego:)

rotolo_JamieOliver_03

rotolo_JamieOliver_04

rotolo_JamieOliver_05