gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Wielkanoc z nutą orientu, czyli sernik z mango

sernik_z_mango_01

sernik_z_mango_03Przepis na ten sernik pochodzi z bloga Whiteplate.com. Zobaczyłam go tam niemal dokładnie rok temu i wiedziałam, że muszę go upiec. Pewnie dlatego, że zawiera mnóstwo tzw. pulpy z mango, czyli przetartych owoców mango zamkniętych w kartoniku. Oboje z S. uwielbiamy owoce mango, dlatego nie trzeba było mnie długo namawiać, bym wypróbowała ten przepis.

Jest to świetna alternatywa dla tradycyjnego sernika, który gości na wielu polskich stołach w czasie Wielkanocy. Dodatek w postaci mango sprawia, że ciasto ma nieco orientalny sznyt i jest niezwykle delikatne, wilgotne i pachnące.

Jak każdy sernik i ten okaz potrzebuje czasu, ostrożności i delikatności :)

sernik_z_mango_05SERNIK Z MANGO /wg Liski z Whiteplate.com/

1 kg twarogu z wiaderka
6 jajek
200 g cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
300 g pulpy z mango
2 łyżki śmietany 36% (na wierzch)

na spód:150 g biszkoptów, zmiksowanych na proszek

na polewę: 200 g pulpy z mango

 

Piekarnik nagrzewamy do 180°C.
Formę do pieczenia lub tortownicę wykładamy papierem do pieczenia, smarujemy cienką warstwą masła, wsypujemy okruszki biszkoptów. Dokładnie wyrównujemy powierzchnię.
Twaróg miksujemy dodając stopniowo cukier, następnie po jednym jajku, następnie po kilka łyżek pulpy z mango, a na końcu mąkę.
Masę miksujemy krótko, do połączenia składników.
Masę wlewamy do tortownicy, wstawiamy do piekarnika i zmniejszamy temperaturę do 150°C. Pieczemy 20 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120°C i pieczemy ok. 2 h. W międzyczasie, po ok. 1,5 h sprawdzamy stopień upieczenia: brzegi powinny być ścięte, środek może się delikatnie ruszać.
Na ok. 15 minut przed wyłączeniem piekarnika, 200 g pulpy z mango łączymy w jednolitą masę ze śmietaną i polewamy nią wierzch sernika. Nadal trzymamy ciasto w piekarniku, ale tylko do czasu, aż masa delikatnie stężeje (do ok. 15 minut).
Upieczony sernik zostawiamy w piekarniku (wyłączonym) do ostygnięcia, następnie całkowicie ostudzone ciasto przekładamy do lodówki i chłodzimy przez noc.

Smacznego:)

sernik_z_mango_02

sernik_z_mango_06

sernik_z_mango_07

Advertisements


Leave a comment

Ciasto budyniowe i legendarne wypieki mojej przyszywanej ciotki

ciasto budyniowe_01Mam dwie “przyszywane” ciotki: jedna jest przyjaciółką mojej Mamy, druga jest mamą mojej przyjaciółki Niki.

Ta druga to Ciocia Grazia, którą pieszczotliwie nazywam ulubioną ciotką, i która mieszka od zawsze w Zakopanem. Ciotka jest nietuzinkową osobą, śpiewa w chórze, chodzi po górach i uwielbia aktywnie spędzać czas.

Dawno temu, gdy obie z Niką chodziłyśmy do szkoły średniej i biegałyśmy w harcerskich mundurach, odwiedzałyśmy się niemal codziennie. Mama Niki w tamtych czasach była niezrównaną mistrzynią wypieków. Piekła pyszne ciasta, których skosztowania nigdy nie odmawiałam.

I choć najbardziej lubiłam łakocie w wykonaniu Cioteczki Grażynki, to innych pyszności również nie odmawiałam. Nie zapomnę pewnego sierpniowego popołudnia (a było to podczas studenckich wakacji), gdy “umierając” nazajutrz po wędrówce przez Czerwone Wierchy (ech, te zakwasy…) Ciotka Grazia podała mi na wzmocnienie zupę z rydzów. Cóż to była za zupa! Poezja! Do dziś pamiętam jej smak:)

Dziś, gdy odwiedzam moją ulubioną Cioteczkę, podczas naszych posiadów obowiązkowo jest coś słodkiego do herbaty, choć już nie zawsze jest to własnoręczny wypiek. A zimą, gdy na polu siarczysty mróz, Ciocia częstuje nas herbatą z rumem. I robi nam się bardzo wesoło:)

Dzisiejszy przepis na ciasto jest – a jakże! – autorstwa Cioteczki. Jest to jej słynne ciasto budyniowe: z jabłkami, z dodatkiem kakao i masą budyniową na wierzchu. Czasem piekę je z brzoskwiniami z puszki, innym razem, jak każe tradycja, z jabłkami. Gdy posypiemy masę budyniową startą czekoladą mleczną, danie wpisuje się w kategorię tzw. dań nieprzyzwoitych. Tak pysznych i obłędnych, że wartych kilku dokładek. Dzielę się z Wami tym przepisem i wirtualnie ściskam moją Ulubioną Cioteczkę :)

ciasto budyniowe_02CIASTO BUDYNIOWE CIOCI GRAZI

1 kostka masła (250 g)

1 szklanka cukru (ja daję  3/4 szklanki, jest równie słodkie)

5 jajek

2 szklanki mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

4 duże jabłka lub puszka brzoskwiń

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

1 czubata łyżka kakao

na masę budyniową:

3-4 łyżki cukru

1 opakowania budyniu waniliowego

1/4 kostki masła

 

Jabłka obieramy i kroimy w ósemki, odstawiamy. W dużej misce ucieramy żółtka z cukrem na puszystą masę. Białka ubijamy na pianę w osobnej misce. Do miski z żółtkami dodajemy ekstrakt waniliowy, roztopione i przestudzone masło, następnie przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Łączymy wszystkie składniki, na koniec dodajemy pianę.

1/4 masę wlewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, do pozostałej masy dodajemy kakao i mieszamy, aż kakao “wtopi się” w masę. Następnie wylewamy do formy kakaową masę, na niej kładziemy ósemki jabłek lekko dociskając je.

Ciasto pieczemy ok. 45-50 minut w temperaturze 180°C .

Przygotowujemy masę: gotujemy budyń z cukrem i zgodnie z instrukcją na opakowaniu, przy czym dajemy tylko 1/2 mleka (budyń musi być gęsty). Masło pokrojone na kawałki dodajemy do jeszcze gorącego budyniu i łączymy w jednolitą masę, studzimy. Masę wykładamy na ostudzone ciasto. Możemy dodatkowo posypać wierzch ciasta kakao lub startą czekoladą.

Smacznego:)

ciasto budyniowe_03

ciasto budyniowe_04

ciasto budyniowe_05

ciasto budyniowe_06


Leave a comment

Technik hotelarstwa poleca, czyli ciasto cytrynowe z Hotelu Waldorf-Astoria

Waldorf Astoria lemon cake_01Dziś serwujemy słodki wypiek prosto z nowojorskiego Hotelu Waldorf-Astoria:)

Przepis pochodzi z książki kucharskiej szefa kuchni tegoż hotelu, Johna Doherty. W nowojorskim Waldorf-Astoria wymyślono także sałatkę o tej samej nazwie, w której składzie znajdziemy jabłko, seler i orzechy włoskie. To połączenie składników to również jeden z klasyków gatunku.

Wróćmy jednak do gwiazdy dzisiejszego posta: to cytrynowe cudo zwie się śniadaniowym ciastem cytrynowym podawanym do porannej kawy. Wypiek jest szybki w przygotowaniu, a składniki nieskomplikowane, w zasadzie dostępne od ręki w sklepiku za rogiem.

Chrupiąca skórka, w środku cudownie cytrynowe, lekkie ciasto. Wierzch pokryty cytrynowym lukrem lub po prostu posypany cukrem pudrem.

Czego chcieć więcej..?

Waldorf Astoria lemon cake_02

CIASTO CYTRYNOWE Z HOTELU WALDORF-ASTORIA

1 i ½ szklanki mąki
¾ szklanki cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
½ szklanki jogurtu greckiego lub śmietany 22%
4 łyżki soku z cytryny
skórka starta z 3 niewoskowanych cytryn
6 łyżek rozpuszczonego, przestudzonego masła

 

Piekarnik nagrzewamy do 175ºC.

Mąkę mieszamy w misce z cukrem i proszkiem do pieczenia. Dodajemy roztrzepane jajka i miksujemy na wolnych obrotach aż masa będzie gładka. W osobnej misce łączymy jogurt/śmietanę z masłem i sokiem z cytryny. Dodajemy je do masy i łączymy całość do uzyskania gładkiego ciasta. Ciasto przelewamy do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Ciasto pieczemy ok. 60 minut. Wystudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem z dodatkiem soku z cytryny.
Smacznego:)

Waldorf Astoria lemon cake_03

Waldorf Astoria lemon cake_04

Waldorf Astoria lemon cake_05


Leave a comment

Już prawie witałam się z gąską… czyli zupa z soczewicy

zupa z soczewicy_01W pewien listopadowy wieczór 2014 roku wypatrzyłam na portalu mojego ulubionego pisma “Zwierciadło” konkurs ‘w moim guście’. Zadanie konkursowe polegało na przysłaniu do redakcji przepisu na najlepszą zupę na jesień wraz ze zdjęciem rzeczonej potrawy. Niewiele się zastanawiając wysłałam maila z przepisem na naszą ulubioną o tej porze roku zupę z soczewicy oraz fotkę, którą pstryknęłam kilka dni wcześniej podczas domowej sesji kulinarnej.

Po kilku dniach otrzymałam maila od miłej Pani Doroty z redakcji portalu Zwierciadlo.pl z gratulacjami i informacją, że jestem jedną ze zwycięzców/zwyciężczyń tego błyskawicznego konkursu. Wyniki redakcja umieściła również na swojej stronie: http://zwierciadlo.pl/2014/spolecznosc/konkursy/konkurs-najlepsza-zupa-na-jesien

Miło. Nagrodą był voucher do jednej z wybranych restauracji, w której w tych dniach podawano m.in. dania z polskiej gęsiny w ramach akcji “Czas na gęsinę”. Mieliśmy zatem z S. plan, by pewnego wieczoru wybrać się na taką właśnie kolację przy świecach i skosztować słynnej w świecie polskiej gęsiny. Jak się jednak okazało po kilku tygodniach i wielu mailach wymienionych z Panią Dorotą, voucher nigdy nie dotarł do moich rąk z winy poczty, która dziwnym trafem nie dostarczyła przesyłki, i która po wielu perypetiach wróciła na początku stycznia do redakcji… Przykro.

Jako nagrodę pocieszenia dostałam na otarcie łez książki: “Przysmaki Ojca Mateusza. Domowa kuchnia Natalii” i I tom sagi “Stulecie winnych” autorstwa Ałbeny Grabowskiej. W tej pierwszej pozycji znalazłam kilka ciekawych przepisów, które z pewnością wypróbuję, i które zagoszczą na blogu. Do czytania tej drugiej właśnie się zabieram, gdyż dopiero ochłonęłam po lekturze “Wielu demonów” Jerzego Pilcha. Słynna pilchowa fraza i barwne postaci z tej książki śniły mi się bowiem przez ostatnie noce, tak bardzo świat z powieści wtargnął w mój umysł ;)

Tymczasem zostawiam Was z przepisem na zupę z soczewicy z ziemniakami i pomidorami – zwyciężczynię konkursu :)  Zupa jest naprawdę gęsta – taka z gatunku tych, w których łyżki stoją na sztorc – i jednocześnie pożywna. Świetnie sprawdzi się jako rozgrzewający jednogarnkowy obiad w chłodne dni lub ciepła kolacja po pracowitym, męczącym dniu.

zupa z soczewicy_02

ZUPA Z SOCZEWICY Z ZIEMNIAKAMI I POMIDORAMI

1 l bulionu warzywnego
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 marchewka
1 pietruszka
150 g soczewicy czerwonej
3-4 ziemniaki
150 ml passaty pomidorowej lub puszka pomidorów bez skórki
1/2 łyżeczki nasion kolendry utłuczonych w moździerzu
kawałek imbiru lub 1/4 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta curry
szczypta chilli
łyżka oliwy
sól, pieprz do smaku

garść natki pietruszki

Cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy i wrzucamy do garnka z oliwą, podsmażamy chwilę, by się zeszkliły. Ziemniaki obieramy i kroimy na kawałki. Marchew i pietruszkę obieramy i kroimy w plasterki, dorzucamy do garnka z cebulą. Po chwili dodajemy soczewicę i zalewamy bulionem. Następnie dodajemy ziemniaki i passatę pomidorową lub pomidory z puszki. Dodajemy przyprawy i gotujemy zupę na wolnym ogniu przez ok. 25-30 minut, aż ziemniaki będą miękkie.

Następnie zupę studzimy, wyjmujemy kilka kawałków ziemniaków i plasterków marchewki, resztę miksujemy przy pomocy blendera. Do zmiksowanej zupy dodajemy pozostawione ziemniaki i marchew, podgrzewamy, przelewamy na talerze i posypujemy natką pietruszki.

Smacznego:)

zupa z soczewicy_04
zupa z soczewicy_03
zupa z soczewicy_05


Leave a comment

Zdrowy misz-masz, czyli kasza zapiekana z całym dobrodziejstwem inwentarza

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_01kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_02Poza gryczaną mam jeszcze jedną słabość. A na imię jej, a właściwie jemu – pęczak, pan Pęczak. Nawet długo gotowany pozostaje al dente. Ten sprężysty pękaty jegomość jest moim faworytem. Zwykłem robić z niego risotto, kaszotto lub pęczakotto – nomenklatura nie jest tak istotna – liczy się smak dania – a jest pyszne. Tak o pęczaku pisze w swojej książce “Smakuje” Grzegorz Łapanowski – kucharz, propagator zdrowego jedzenia opartego na lokalnych produktach i autor programów kulinarnych.

Kasza – bogactwo witamin i mikroelementów. Jeśli wziąć pod uwagę, że kasze są świetnym źródłem przede wszystkim witamin z grupy B, kwasu foliowego i witaminy E, to powinniśmy je jeść właściwie codziennie. Z kaszą powinny się “przeprosić” przede wszystkim osoby chore na cukrzycę, nadciśnieniowcy i kobiety w ciąży.

Jeśli dodać do kaszy smaczne i równie zdrowe dodatki, możemy wyczarować pyszny obiad dla całej rodziny. Jakiś czas temu czarowałam tu:  https://gazdowanie.wordpress.com/2014/07/03/kipi-kasza-peczak-i-spolka/, dziś natomiast czaruję pęczak z mnóstwem składników, czyli lodówkowym dobrodziejstwem inwentarza :) Do kaszy dorzucamy bogaty w witaminę C i antyoksydanty brokuł, chudy drób i duuuużo naturalnego antybiotyku, czyli czosnku. Czego chcieć więcej? Istna bomba prozdrowotna!

Jeśli wolicie kaszę o smaku zdecydowanie wytrawnym, nie dodajcie do niej kukurydzy, której słodycz może trochę zaburzyć smakowe doznania. Zatem do dzieła, kaszo- i pęczakomaniacy:)

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_03

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_04

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_05

KASZA PĘCZAK ZAPIEKANA Z BROKUŁAMI, PIECZARKAMI, INDYKIEM I OSCYPKIEM

/porcja dla 4 osób/

2 szklanki kaszy pęczak

1 mały brokuł

20 dag pieczarek

1/2 małego bakłażana

1 duży por

1 cebula

2 ząbki czosnku

30 dag indyka

1 mała puszka kukurydzy

kawałek oscypka lub sera pecorino romano

pieprz, sól i 1/2 łyżeczki ostrej papryki

oliwa

olej ryżowy

 

Kaszę płuczemy i gotujemy na sypko z odrobiną soli. Brokuła gotujemy na parze, studzimy i dzielimy na małe kawałki. Czosnek drobno siekamy, cebulę i pora kroimy w półtalarki i podsmażamy chwilę na patelni z dodatkiem oliwy. Pieczarki obieramy, kroimy w plasterki i smażymy na suchej patelni, aż odparują. Bakłażana kroimy na plastry, posypujemy solą, odstawiamy na kwadrans, aby puścił sok, następnie płuczemy, kroimy warzywo w kostkę i podsmażamy na 2 łyżkach oleju ryżowego. Kukurydzę dokładnie odsączamy z zalewy. Indyka kroimy na drobne kawałki, doprawiamy solą i pieprzem oraz papryką i smażymy na oleju do miękkości lub pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 230ºC przez ok. 15 minut.

Wszystkie składniki łączymy w żaroodpornym naczyniu wysmarowanym 1 łyżką oleju ryżowego i posypujemy startym oscypkiem/pecorino romano. Kaszę zapiekamy przez ok. 20 minut w temperaturze 180ºC.

Kaszę możemy podać z sosem czosnkowym własnej roboty: jogurt grecki łączymy z rozgniecionymi dwoma ząbkami czosnku i łyżką majonezu, doprawiamy solą i pieprzem.

Smacznego:)

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_06

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_07

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_08

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_09

kasza peczak_brokul_indyk_pieczarki_010


Leave a comment

O radości parzenia kawy. A na deser ciasto korzenne z jabłkami

korzenne z jablkami_01

korzenne z jablkami_02Królestwo za dobrą, świeżo parzoną kawę!!!

Tak mógłby brzmieć okrzyk niewyspanego człowieka w pochmurny poranek, gdy ciśnienie atmosferyczne spada na łeb, na szyję.

Jestem przekonana, że dobra kawa o poranku to połowa sukcesu w ciągu dnia. Taką arabicę serwuje mi codziennie na śniadanie mój Miły, który obsługuje jedną z najlepszych rzeczy, które wymyślili Włosi: kafetierę. Małe, niepozorne metalowe cudo, które pod ciśnieniem zamienia mieloną kawę i wodę w aromatyczny napój. Jej cudowny zapach roznosi się po całym mieszkaniu i sprawia, że nie bez trudu zwlekam się z łóżka, by miło rozpocząć dzień.

Jarosław Mikołajewski, znakomity italianista, poeta i były szef Instytutu Polskiego w Rzymie opisuje z jakim pietyzmem i jednocześnie radością zwyczajny włoski kawiarz (tak, “kawiarz”, nie barista) traktuje swą codzienną pracę i kontakt z ludźmi, którzy przychodzą do jego kawiarni. Dla Mikołajewskiego jest to punkt wyjścia do opisu różnic w podejściu do klienta. W słonecznej Italii, słynącej ze świetnych kaw, zawód “kawiarza” jest uświęcony latami tradycji, a ludzie wykonujący tę profesję są rzemieślnikami w najlepszym tego słowa znaczeniu i jednocześnie wirtuozami w tym, co robią.

W Polsce za barem kawowym najczęściej nadal stoją osoby, dla których bycie kawiarzem/baristą to jedynie przystanek na zawodowej ścieżce.  Mikołajewski nie bez ironii pisze, że w wielu kawiarniach można spotkać młodych ludzi, którym powinęła się noga i nie dostali się na studia, a swoją pracę traktują dorywczo i nie wkładają w nią ani serca, ani uwagi. Jest sporo racji w stwierdzeniu, że różnica między Włochami a Polską tkwi w podejściu do usług. U nas często wykonują ją ludzie znudzeni lub niezadowoleni. I nie dotyczy to tylko sfery usług kawiarnianych.

Mikołajewski opisuje scenkę rodzajową z kawiarni, do której często zachodził, gdy mieszkał i pracował w Rzymie. Pewnego popołudnia, oprócz klientów na wprost kawiarza siedział dziesięcioletni chłopiec. Chłopiec był synem parzącego kawę, który patrzył na swojego ojca z nieukrywaną dumą i radością. A włoski kawiarz jest profesjonalistą, który niczym showman występuje przed swą publicznością: jest skupiony, nie rozprasza się, parzy kawę z uwagą i… kocha to, co robi.

Życie codzienne musi sprawiać radość niezbędnej życiowo konsumpcji, dawać cud spotkań z miłymi ludźmi za ladą i wrażenie, że nawet świat, w którym się płaci, jest piękny. Sprzedawcom i usługodawcom potrzeba poczucia godności i zakotwiczenia, włoskiej radości robienia kawy na oczach własnego dziecka. A do tego, by ludzie za ladą traktowali swoją pracę jak dobro, potrzebni są mistrzowie zawodu, uczciwi pracodawcy i powszechna tęsknota za pięknem. Czyli kultura wcielona.

Zostawiam Was z tymi refleksjami, a na deser do pysznej, świeżo zaparzonej kawy proponuję ciasto korzenne z jabłkami.

Korzystałam z tekstu Jarosława Mikołajewskiego Pochwała codziennej pracy sklepikarza z cyklu “Esej podróżny”, Gazeta Wyborcza, 7-8 marca 2015 r.

korzenne z jablkami_03

korzenne z jablkami_04CIASTO KORZENNE Z JABŁKAMI

4 jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

2/3 szklanki oleju (lub roztopionego masła)

2 szklanki mąki pszennej tortowej

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 łyżeczki cynamonu

2 goździki i 2 ziarenka kardamonu rozgniecione na proszek w moździerzu

1/2 szklanki posiekanych orzechów laskowych

1/2 szklanki posiekanych migdałów

2-3 duże jabłka

 

Jabłka obieramy i kroimy w drobne plasterki, odstawiamy. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC.

Jajka, cukier i olej miksujemy w dużej misce na gładką i puszystą masę. Dodajemy do masy mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą, przyprawy korzenne, orzechy, migdały i mieszamy drewnianą łyżką. Pod koniec dodajemy plasterki jabłek i mieszamy, aż wszystkie składniki połączą się w jednolitą masę.

Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 45 min. w temperaturze 180ºC.

Smacznego:)

korzenne z jablkami_05

korzenne z jablkami_06

korzenne z jablkamI_07

korzenne z jablkami_09

korzenne z jablkami_08


Leave a comment

Kuchenny rewolucjonista August Escoffier oraz pyszne gnocchi Gordona Ramseya

DSC_0533Współcześni sławni kucharze to celebryci i gwiazdy telewizyjne. Dziś w modzie jest gotowanie, smakowanie i kulinarne blogowanie:)

Dwadzieścia lat temu do zakopiańskiego technikum gastronomicznego szli ci, którzy nie dostali się do liceum albo hotelarza. Spoglądaliśmy na nich z odrobiną wyższości, a oni na nas z cieniem zazdrości. Dziś na jedno miejsce w gastronomiku przypada średnio pięciu kandydatów. Zawód kucharz = modny i praktyczny fach w ręku. Ale – z czego nie każdy zdaje sobie sprawę – to także ciężka fizyczna praca. Z pewnością co drugi uczeń szkoły gastronomicznej marzy, by zdobyć sławę Gordona Ramseya, Jamiego Olivera czy Wojciecha Modesta Amaro.

Ale wróćmy do początków.

Słyszeliście o Auguście Escoffier? Ten urodzony w połowie XIX wieku Francuz był propagatorem francuskiej tradycji kulinarnej, słynnym szefem kuchni i prawdziwym rewolucjonistą. Na czym polegały jego kuchenne rewolucje? Otóż jak opowiada jego prawnuk, szefujący fundacji i muzeum jego imienia, Auguste Escoffier zrewolucjonizował gotowanie w najlepszych restauracjach i hotelowych kuchniach Europy:

Escoffier wynalazł “linię montażową”, taśmę produkcyjną w kuchni. Zastosował metodę Forda. Każdy w kuchni pracuje nad jakąś częścią, etapem produktu końcowego. Talerz, na początku pusty, przechodzi przez tę linię i poszczególne sekcje nakładają na niego to, za co są odpowiedzialne – mięso, warzywa, sosy, dekoracje i tym podobne. Aż na końcu talerz trafia w ręce kelnera, który niesie go do sali.

Co jeszcze zawdzięczamy słynnemu Francuzowi?

Escoffier zmienił sposób serwowania potraw. Choć trudno dziś w to uwierzyć, kiedyś podawano gościom w restauracji wszystkie potrawy naraz. Czyli na stół wjeżdżały za jednym zamachem przystawki, zupy, dania główne, desery… I jak się domyślacie, wszystko błyskawicznie stygło, dania traciły na świeżości i wyglądzie. Dopiero genialny Escoffier wprowadził system “à la russe”, zgodnie z którym dania wjeżdżają na stół jedno po drugim.

Jak mówi Michel Escoffier, jego pradziad (…) wprowadził jednolity strój i czapki kucharskie, zakaz palenia w pracy i wykluczył picie. W jego czasach pod koniec dnia pracy kucharze często bywali już kompletnie pijani…

Escoffier na nowo wyznaczył podstawy gotowania. Pracował w najlepszych i najbardziej luksusowych hotelach świata, prowadząc w nich kuchnię. To on wymyślił deser Melba (na cześć słynnej śpiewaczki operowej Nelly Melby), gruszkę Piękna Helena czy Crêpes Suzette. Wreszcie wydał “Le guide culinaire” (“Przewodnik kulinarny”) będący biblią współczesnej francuskiej sztuki kulinarnej, z której wiedzę czerpały pokolenia szefów kuchni.

gnocchi Gordona_02Wróćmy jednak do współczesności.

Dziś triumfy święcą tacy szefowie kuchni, jak choćby Gordon Ramsey. Aby zjeść kolację w jego restauracji, należy mieć zasobny portfel, a stolik rezerwować na kilkanaście miesięcy wcześniej. No cóż…

Nie zniechęcajmy się jednak tą ponurą perspektywą. Dzięki Internetowi i książkom kulinarnym każdy z nas może sprawić sobie namiastkę menu tego słynnego Szkota w swojej kuchni. W jaki sposób? Przygotowując własnoręcznie pyszne włoskie gnocchi. Trochę mąki, ricotty, groszku, parmezanu i genialnie proste i smaczne danie gotowe. Enjoy your meal:)

/Korzystałam z książki Łukasza Modelskiego Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu, Wydawnictwo Literackie. Stamtąd też pochodzą powyższe cytaty dot. Auguste’a Escoffier/

gnocchi Gordona_01GNOCCHI GORDONA RAMSEYA Z ZIELONYM GROSZKIEM I PARMEZANEM

/dla 2 osób/

2 duże mączyste ziemniaki

50 g sera ricotta

sól morska

świeżo mielony biały pieprz

90 g mąki pszennej

1 jajko ekologiczne lub z wolnego wybiegu

1 gałązka świeżego tymianku (same listki)

Sos:

oliwa

świeżo mielony czarny pieprz

150 g zielonego groszku

łyżka masła

1 gałązka świeżego tymianku (same listki)

skórka otarta z 1 cytryny niewoskowanej

kawałek startego parmezanu (do posypania gotowego dania)

 

Gotujemy ziemniaka w mundurku (Gordon radzi, by go upiec ok. 1 h), studzimy i obieramy ze skórki. Rozdrabniamy widelcem na gładką masę. Ziemniaczaną masę przekładamy na stolnicę, dodajemy ricottę, szczyptę soli i pieprz do smaku oraz mąkę. W środku robimy wgłębienie, wbijamy jajko i szybko wyrabiamy ciasto, w razie potrzeby podsypując je mąką. Pod koniec wyrabiania do ciasta dodajemy listki tymianku.

Ciasto dzielimy na dwie części, każdą formujemy w długie “cygaro” o objętości ok. 1,5 cm. Ciasto kroimy na gnocchi w ok. 2 cm kawałki. W każdym pojedynczym gnocchi robimy kciukiem wgłębienie na środku (wg Gordona będzie ono świetnym nośnikiem sosu).

Gnocchi wrzucamy do garnka z gotującą się, osoloną wodą (uważając, by gotujące się gnocchi nie zlepiły się ze sobą). Gnocchi gotujemy ok. 1,5 – 2 minut, do momentu, gdy zaczną wypływać na powierzchnię. Odcedzamy i przekładamy do miski.

Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy gnocchi, doprawiamy solą i pieprzem do smaku, smażymy na średnim ogniu, przewracając gnocchi co chwila, aby się lekko zarumieniły. Pod koniec dodajemy zielony groszek, tymianek i otartą skórkę z cytryny. Przekładamy na talerze i posypujemy świeżo startym parmezanem.

Smacznego:)

gnocchi Gordona_03