gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Obiad dla studenta, czyli kotleciki szpinakowo-ziemniaczane

W  moim rodzinnym domu nie jadało się szpinaku. Może dlatego nie mam (jak wiele osób) traumy  z dzieciństwa związanej z tym warzywem. Szpinak zaczęłam jeść z własnej, nieprzymuszonej woli dopiero na studiach. Pamiętam, jak stołowałam się w barach mlecznych, których w tamtych czasach było sporo w pobliżu głównego kampusu uniwersyteckiego. Dwa bary przy Nowym Świecie, Bar Bambino, nieco oddalony Bar Prasowy na Marszałkowskiej i słynny “Karaluch” przy głównej bramie UW. Po latach połowa z tych jadłodajni zamieniła się w luksusowe butiki lub inne snobistyczne lokale bynajmniej nie na studencką kieszeń.

W tamtych czasach na moim talerzu lądowały głównie pierogi, naleśniki, kasze i warzywa. Wspomnianemu szpinakowi towarzyszyła poczciwa kasza gryczana, do tego jakaś tradycyjna surówka. Był to całkiem świadomy wybór, zwłaszcza po tym, gdy wiedziona tęsknotą za maminymi pierogami z mięsem, zamówiłam w “Karaluchu” pierogi. Miały być z mięsem, ale smakowały, jak celulozowy odpad z zakładów papierniczych w Kluczach. Koszmarna pomyłka. Od tamtej pory stałam się, chcąc nie chcąc, miłośniczką jarskich potraw.

Dzisiaj, jeśli mogę zdecydować co podać na obiad, to preferuję wegetariańskie dania. Ale gotując dla całej rodziny, muszę liczyć się z jej zdaniem, a ta jest mięsożerna. Czasem uda mi się pójść na kompromis i zaserwować niby-pulpety lub niby-gulasz. Bo z mięsem (prócz nazwy) nie mają nic wspólnego.

I taka jest też moja dzisiejsza propozycja. Kotleciki szpinakowo-ziemniaczane podane z kaszą pęczak i kurkami przesmażonymi z cebulką na maśle. Do tego swojski ogórek małosolny lub kiszony. A inspiracja pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej.

KOTLECIKI SZPINAKOWO-ZIEMNIACZANE

/porcja dla 4 osób, przepis pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej, z moimi modyfikacjami/

1 kg ziemniaków ugotowanych w osolonej wodzie (najlepiej dzień wcześniej i ugniecionych tłuczkiem)

400 g świeżego szpinaku

1 łyżka świeżej bazylii, posiekanej

1 łyżka koperku, posiekanego

2 małe dymki ze szczypiorem

3 małe ząbki czosnku

1 łyżeczka musztardy ostrej (użyłam Dijon)

1 łyżeczka pikantnego ketchupu

sól, pieprz do smaku

1 jajko

mąka pszenna (2-3 łyżki) do obtoczenia:

olej rzepakowy do smażenia

 

Szpinak wrzucamy do garnka z wrzącą wodą i gotujemy do czasu aż zmięknie (ok. 3 minut). Następnie odciskamy z niego wodę i drobno siekamy. Ziemniaki łączymy ze szpinakiem, dodajemy posiekane zioła, dymkę, czosnek, musztardę i ketchup. Następnie dodajemy rozbełtane jajko, sól i pieprz do smaku. Tak przygotowaną masę schładzamy w lodówce przez co najmniej 1/2h, by nieco stężała (dzięki temu łatwiej będzie formować kotleciki).

Po tym czasie zwilżonymi wodą dłońmi formujemy niewielkie kotleciki, które lekko obtaczamy w mące i smażymy na średnim ogniu na patelni z rozgrzanym olejem (ok. 3-4 minut).  Usmażone na złoto kotleciki przekładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Przykrywamy folią aluminiową, by nie wystygły.

Kotleciki podajemy natychmiast z ulubioną kaszą i surówką.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Z cyklu: kuchnia góralska. Kwaśnica na wędzonych żeberkach

dsc_7547

A może by tak ugotować kwaśnicę? rzuciłam mimochodem w zeszłym tygodniu. Nazajutrz Rodzice, jak co tydzień jechali na targ do Błonia, co skutkowało tym, że po południu na moim kuchennym blacie wylądowały niezbędne ingrediencje: wędzone żeberka i boczek oraz słuszna porcja naturalnie kiszonej kapusty “od chłopa”.

Dawno temu wracając z moją Mamą z Zakopanego zatrzymałyśmy się, by coś przekąsić. To był zajazd przy autostradzie, stylizowany na góralską karczmę. Co prawda poprzedniego dnia zjadłam na obiad smakołyki typu pierogi z bryndzą, a na przystawkę moskole z grillowanym oscypkiem, ale nadal było mi mało (to normalna reakcja przed powrotem na niziny;)). Nadeszła kelnerka przyodziana w stylu folkowym. Zlustrowałam menu i nie widząc mojej ulubionej góralskiej zupy zapytałam kelnerkę: Macie kwaśnicę, bo nie widzę w karcie? Na co mocno zdziwione dziewczę zapytało: A co to takiego???

Morał z tej opowieści jest taki: prawdziwej kwaśnicy nie uświadczysz na nizinach. Chyba, że zrobisz ją sobie sam. Ale wróćmy do tematu przewodniego tego cyklu, czyli kuchni góralskiej.

Podstawowym produktem, z którego przygotowywano posiłki była i jest dla górali kapusta. W każdym domu kiszono kilka beczek, bogatsi gospodarze sposobili na zimę i dwadzieścia stulitrowych. Kiszenie kapusty było obrzędem. Od staranności przygotowania kapusty zależała potem jej jakość, smak. Przygotowania trwały kilka dni.

Najpierw sprawdzano, czy beczki są dobre, czy nie “puściły”. Szorowano je kilkakrotnie, wreszcie zalewano wodą., do której wrzucano kilka dużych, rozgrzanych do czerwoności w palenisku kamieni. Woda natychmiast wrzała i dopiero teraz była pewność, że beczka jest czysta. Dno wykładano liśćmi kapusty. Starsi domownicy przebierali główki, obierali je ze zgniłych liści. Młodsi, mający więcej siły, ustawiali na stole krązownice czyli szatkownice. Pilnie strzeżono kapusty przed dotykiem “chorej” kobiety. Taka musiała na czas przygotowywania kapusty oddalić się od pomieszczeń kuchennych.

Deptanie ułożonej w sudku (beczce) kapusty należało do najtęższego, najsilniejszego domownika. Często jednak robił to dziadek, młodsi bywali zazwyczaj zajęci pracą poważniejszą. Dziadkowi nakazywano na tę okoliczność umyć porządnie nogi – co czynił z oporami – i wytrzeć w białą ściereczkę. Deptającego kapustę dziadka otaczały wnuczęta, które też chciały wśliznąć się do beczki. Gdy się udało zmylić czujność “bab”, to dzieciska – za pozwoleniem dziadka – trochę podreptały.

Do poszatkowanej kapusty dodawano sól, liście laurowe, kminek. Niektóre gospodynie od razu szatkowały jarzyny – na surówki. Wrzucano niekiedy całe lub przepołowione jabłka. 

(…) Z kapusty przygotowuje się wiele potraw. Dawniej górale jedli je kilka razy dziennie. Wykorzystywano także płyn, który znajdował się w beczce, tak zwaną kwaśnicę. Kwaśnica podawana była w różnych postaciach. Jeśli kapusta była bardzo kwaśna, zagotowywano ją, odlewano płyn i ten także nazywano kwaśnicą.

[tekst pochodzi z książki Kuchnia góralska Zdzisławy Zegadłówny]

dsc_7552KWAŚNICA NA WĘDZONYCH ŻEBERKACH WG KUCHNI GÓRALSKIEJ Z. ZEGADŁÓWNY

kwaśnica

wędzone żeberka

czosnek

liście laurowe

sól

pieprz

ziemniaki

 

Kiszoną kapustę ugotować w większej ilości wody. Wodę odlać. Osobno ugotować żeberka wędzone, dodając czosnek, liście laurowe i cebulę. Wywar połączyć z kwaśnicą. Podawać z ugotowanymi w całości ziemniakami.

dsc_7545

KWAŚNICA NA WĘDZONYCH ŻEBERKACH A.D. 2017

1 kg kiszonej kapusty, posiekanej

1/2 szklanki soku spod kiszonej kapusty

1/2 kg wędzonych żeberek

hruby (gruby) plaster wędzonego boczku (ok. 150 g)

4-5 suszonych grzybów

3-4 ząbki czosnku

1 średnia cebula

2 liście laurowe

kilka ziarenek ziela angielskiego

1 łyżeczka kminku

4-5 ziarenek czarnego pieprzu

1/2 kg gruli (ziemniaków) ugotowanych wcześniej

sól i pieprz

 

Grzyby zalewamy wodą i moczymy przez noc, by zmiękły. Następnie kroimy je w kosteczkę lub paseczki, odstawiamy na bok. Boczek kroimy w kostkę, odkładamy. Cebulę siekamy w kosteczkę i przesmażamy delikatnie na łyżeczce oleju, odkładamy.

Żeberka płuczemy pod bieżącą wodą i razem z kapustą i sokiem wkładamy do dużego garnka. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, boczek, posiekane ząbki czosnku, cebulę, kminek, ziarenka pieprzu i grzyby. Całość zalewamy wodą (ok.1,5 litra). Gotujemy na wolnym ogniu przez co najmniej 2h. Wystudzoną kwaśnicę najlepiej schować na noc do lodówki i nazajutrz ponownie gotować na wolnym ogniu przez ok. 1h.

Przed podaniem dodajemy do kwaśnicy pokrojone w kostkę grule i podgrzewamy zupę.

Smacznego:)

dsc_7554


Leave a comment

Kresowe smaki, czyli babka ziemniaczana z cukinią i spyrkami

babka ziemniaczana_01

Był czas, gdy często bywałam w Białymstoku z racji wykonywanej pracy. Niemal każdy wyjazd  naszego trzyosobowego zespołu projektowego na wschód miał żelazny punkt programu, którym był obiad w restauracji na Rynku, gdzie pałaszowaliśmy tamtejszy specjał, czyli babkę ziemniaczaną. Zwykle podawano nam ją z sosem z leśnych grzybów. Babka, z racji ziemniaków w składzie, była niezwykle sycąca. I bardzo  smaczna, choć to proste danie.

Gdy jakiś czas temu znalazłam w Wysokich Obcasach przepis na babkę (cykl Uczta za bilon), postanowiłam spróbować odtworzyć ten kresowy smak w zaciszu domowej kuchni. Babka występuje tu z dodatkiem cukinii i jest pieczona na liściach botwiny. Można ją również upiec na liściach kapusty.

Nie mając pod ręką grzybów, danie polałam spyrkami, czyli wysmażonymi kawałkami chudego boczku. Autorzy przepisu proponują zaś podać babkę z kleksem gęstej śmietany.

babka ziemniaczana_02

BABKA ZIEMNIACZANA Z CUKINIĄ

/porcja dla 4 głodnych osób/

2 kg ziemniaków

2 cebule

2 jajka

ok. 150-200 g mąki pszennej

1 średnia cukinia

2 ząbki czosnku

botwina lub kilka liści kapusty

olej

kumin

cynamon

ostra papryka

sól, pieprz

do podania:

kilka plasterków chudego boczku

olej

 

Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach wraz z jedną cebulą. Dodajemy jajka, mąkę i przyprawy.

Na oleju podsmażamy posiekaną cebulę i cukinię pokrojoną na cienkie plasterki, przyprawiamy solą i  pieprzem do smaku. Dodajemy je do masy ziemniaczanej. Ciasto powinno mieć gęstą konsystencję.

Formę do zapiekania smarujemy olejem, na dno wykładamy liście botwiny/kapusty, na nich wykładamy równomiernie ciasto.

Babkę pieczemy w temperaturze 180ºC przez ok. 1h, aż wierzch się zarumieni.

Podajemy z kawałkami boczku przesmażonymi na łyżce oleju.

Smacznego:)

babka ziemniaczana_03

DSC_5183


Leave a comment

Kuchnia zimowa, czyli wegetariański gulasz z soczewicy, jarmużu, ziemniaków i passaty

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 01

Zima nadal trzyma. Po skonsumowaniu resztek świątecznych pyszności, czas na rozgrzewające dania. Tym razem w wersji wege. Szczerze mówiąc, tę potrawę wymyśliłam z powodu… świecącej pustkami lodówki, w której po Świętach tkwiło kilka plasterków sera, kartonik przecieru pomidorowego, domowy jogurt, oliwki i pół opakowania jarmużu. W kuchennej szafce znalazłam soczewicę, a w piwnicy worek gruli;) Okazało się, że z tak ubogich składników, bez użycia mięsa czy wywaru warzywnego, można przygotować smaczne, pożywne i rozgrzewające danie.

Przeglądając Internet można trafić na inne wersje wegetariańskich gulaszów. Jednym z popularniejszych jest przepis Marty z Jadłonomii, gdzie głównymi składnikami są jarmuż, ziemniaki i biała fasola. Ja postawiłam na soczewicę i otulający sos pomidorowy z dużą ilością czosnku i ziół. Sprawdźcie, czy Wam też smakuje taka kombinacja.

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 02

GULASZ WEGETARIAŃSKI Z SOCZEWICY, JARMUŻU, ZIEMNIAKÓW I PASSATY POMIDOROWEJ

/porcja dla 2 osób/

1 szklanka czerwonej soczewicy

4 garście jarmużu

7-8 ziemniaków

300 ml passaty pomidorowej

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

3 listki świeżej bazylii

1 łyżeczka oregano

olej ryżowy

sól

świeżo mielony pieprz kolorowy

2 łyżeczki czarnego sezamu

 

Soczewicę płuczemy na sitku. Jarmuż płuczemy, suszymy i odcinamy twarde końcówki, które wyrzucamy. Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w niewielkie kawałki. Cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Czosnek i bazylię siekamy, dodajemy do passaty razem z ziołami i odrobiną pieprzu.

Do garnka o grubym dnie wlewamy łyżkę oleju, rozgrzewając palnik na średnim ogniu, wrzucamy cebulę i podsmażamy ok. 3-4 minuty. Następnie dodajemy ziemniaki i soczewicę. Wlewamy ok. 1,5 szklanki wody (woda powinna zakryć ziemniaki i soczewicę) i dusimy ok. 20 minut, aż warzywa zmiękną. Następnie dodajemy jarmuż oraz passatę z ziołami. Ponownie dusimy na małym ogniu doprawiając do smaku solą i pieprzem. Gdy wszystkie składniki są miękkie, gulasz jest gotowy. Przekładamy potrawę na talerze i posypujemy sezamem.

Smacznego:)

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 03


Leave a comment

Coś na rozgrzewkę, czyli gulasz z soczewicy z papryką, ziemniakami i chorizo

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_01

Jesień przyszła zdecydowanie za szybko. Zamiast narzekać, postanowiliśmy z moim Miłym zaopatrzyć się w niezbędne akcesoria i użyć sprawdzonych metod, dzięki którym robi się od razu cieplej i przytulniej. Zapytacie pewnie jak sobie radzimy. Ano w sumie są to banalne sposoby. Już latem zainwestowaliśmy w naszym gniazdku na poddaszu w niewielki kominek, który teraz ogrzewa nas w chłodne wieczory. Trzaskający ogień w długie jesienne wieczory, kocyk, dobra książka i herbata z lipy z cytryną i miodem to zestaw idealny.

Zmieniliśmy kołdrę na bardzo ciepłą z wypełnieniem z puchu i pierza kaczego. Wygrzebaliśmy ciepłe skarpety i polarowe szlafroki, co nie było takie proste, choć już minęło kilka miesięcy od naszej przeprowadzki na prowincję:)

To tyle w kwestii akcesoriów. Jeśli zaś chodzi o kulinaria, to tutaj oczywiście też pojawiło się kilka nowych, rozgrzewających potraw. Wiele z nich robiłam po raz pierwszy w życiu, choć niektóre już gdzieś kiedyś kosztowałam. I tak, na stole pojawiają się ostatnio m.in. chilli con carne (w nietypowym towarzystwie, ale o tym niebawem), babka ziemniaczana, makaron zapiekany z warzywami czy muffiny z cynamonem i bananami.

Dzisiaj na tapetę biorę gulasz z ziemniakami, papryką i hiszpańską kiełbasą chorizo. To danie z kategorii comfort food: otulające, w sam raz na jesienną chandrę i bardzo proste w wykonaniu. Jeśli nie macie akurat pod ręką chorizo, możecie użyć salami lub poczciwej suchej krakowskiej.

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_02

GULASZ Z SOCZEWICY Z PAPRYKĄ, ZIEMNIAKAMI I CHORIZO

/porcja dla 4 osób/

1 szklanka suchej czerwonej soczewicy

1,5 szklanki wywaru z warzyw

1 duża cebula

1 ząbek czosnku

1 czerwona papryka

5-6 ziemniaków

1 marchew

kilkanaście plasterków kiełbasy chorizo

350-400 ml pasatty pomidorowej

1 liść laurowy

2 ziarenka ziela angielskiego

3-4 ziarenka pieprzu czarnego lub kolorowego

oliwa

pieprz, sól
Ziemniaki obieramy i kroimy na niewielkie cząstki. Marchew obieramy i kroimy w słupki. Soczewicę zalewamy wywarem, dodajemy ziemniaki, marchew, liść laurowy, ziele angielskie, ziarenka pieprzu i gotujemy na małym ogniu ok. 10 minut. W międzyczasie obieramy i siekamy cebulę i czosnek oraz pokrojoną w kostkę kiełbasę chorizo i podsmażamy na patelni na oliwie. Paprykę pozbawiamy gniazda nasiennego i kroimy w niewielkie kawałki.

Gdy soczewica z warzywami jest już na wpół miękka, dodajemy do niej paprykę, cebulę, chorizo i pasattę. Przyprawiamy pieprzem i solą do smaku. Całość dusimy na małym ogniu kolejne 10-15 minut. Gulasz podajemy ze świeżą bagietką.

Smacznego:)

gulasz_soczewica_papryka_chorizo_03


Leave a comment

Już prawie witałam się z gąską… czyli zupa z soczewicy

zupa z soczewicy_01W pewien listopadowy wieczór 2014 roku wypatrzyłam na portalu mojego ulubionego pisma “Zwierciadło” konkurs ‘w moim guście’. Zadanie konkursowe polegało na przysłaniu do redakcji przepisu na najlepszą zupę na jesień wraz ze zdjęciem rzeczonej potrawy. Niewiele się zastanawiając wysłałam maila z przepisem na naszą ulubioną o tej porze roku zupę z soczewicy oraz fotkę, którą pstryknęłam kilka dni wcześniej podczas domowej sesji kulinarnej.

Po kilku dniach otrzymałam maila od miłej Pani Doroty z redakcji portalu Zwierciadlo.pl z gratulacjami i informacją, że jestem jedną ze zwycięzców/zwyciężczyń tego błyskawicznego konkursu. Wyniki redakcja umieściła również na swojej stronie: http://zwierciadlo.pl/2014/spolecznosc/konkursy/konkurs-najlepsza-zupa-na-jesien

Miło. Nagrodą był voucher do jednej z wybranych restauracji, w której w tych dniach podawano m.in. dania z polskiej gęsiny w ramach akcji “Czas na gęsinę”. Mieliśmy zatem z S. plan, by pewnego wieczoru wybrać się na taką właśnie kolację przy świecach i skosztować słynnej w świecie polskiej gęsiny. Jak się jednak okazało po kilku tygodniach i wielu mailach wymienionych z Panią Dorotą, voucher nigdy nie dotarł do moich rąk z winy poczty, która dziwnym trafem nie dostarczyła przesyłki, i która po wielu perypetiach wróciła na początku stycznia do redakcji… Przykro.

Jako nagrodę pocieszenia dostałam na otarcie łez książki: “Przysmaki Ojca Mateusza. Domowa kuchnia Natalii” i I tom sagi “Stulecie winnych” autorstwa Ałbeny Grabowskiej. W tej pierwszej pozycji znalazłam kilka ciekawych przepisów, które z pewnością wypróbuję, i które zagoszczą na blogu. Do czytania tej drugiej właśnie się zabieram, gdyż dopiero ochłonęłam po lekturze “Wielu demonów” Jerzego Pilcha. Słynna pilchowa fraza i barwne postaci z tej książki śniły mi się bowiem przez ostatnie noce, tak bardzo świat z powieści wtargnął w mój umysł ;)

Tymczasem zostawiam Was z przepisem na zupę z soczewicy z ziemniakami i pomidorami – zwyciężczynię konkursu :)  Zupa jest naprawdę gęsta – taka z gatunku tych, w których łyżki stoją na sztorc – i jednocześnie pożywna. Świetnie sprawdzi się jako rozgrzewający jednogarnkowy obiad w chłodne dni lub ciepła kolacja po pracowitym, męczącym dniu.

zupa z soczewicy_02

ZUPA Z SOCZEWICY Z ZIEMNIAKAMI I POMIDORAMI

1 l bulionu warzywnego
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 marchewka
1 pietruszka
150 g soczewicy czerwonej
3-4 ziemniaki
150 ml passaty pomidorowej lub puszka pomidorów bez skórki
1/2 łyżeczki nasion kolendry utłuczonych w moździerzu
kawałek imbiru lub 1/4 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta curry
szczypta chilli
łyżka oliwy
sól, pieprz do smaku

garść natki pietruszki

Cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy i wrzucamy do garnka z oliwą, podsmażamy chwilę, by się zeszkliły. Ziemniaki obieramy i kroimy na kawałki. Marchew i pietruszkę obieramy i kroimy w plasterki, dorzucamy do garnka z cebulą. Po chwili dodajemy soczewicę i zalewamy bulionem. Następnie dodajemy ziemniaki i passatę pomidorową lub pomidory z puszki. Dodajemy przyprawy i gotujemy zupę na wolnym ogniu przez ok. 25-30 minut, aż ziemniaki będą miękkie.

Następnie zupę studzimy, wyjmujemy kilka kawałków ziemniaków i plasterków marchewki, resztę miksujemy przy pomocy blendera. Do zmiksowanej zupy dodajemy pozostawione ziemniaki i marchew, podgrzewamy, przelewamy na talerze i posypujemy natką pietruszki.

Smacznego:)

zupa z soczewicy_04
zupa z soczewicy_03
zupa z soczewicy_05


Leave a comment

Szybka zupa na początek zimy. Krem z porów i ziemniaków

DSC_0112

Zima.

Co prawda powoli zaczyna przybywać dnia, niemniej jednak za oknem nadal jest szaro i zimno. Wstajemy rano do pracy – jest jeszcze ciemno. Wracamy późnym popołudniem z pracy – jest już ciemno… Nic dziwnego, że mamy ochotę na coś ciepłego i esencjonalnego do jedzenia.

Dziś proponuję rozgrzewającą zupę-krem, która jest niezwykle łatwa i szybka w przygotowaniu. Potrzebujemy do jej przygotowania garść gruli (czyt. ziemniaków), pory, bulion i odrobinę przypraw do smaku. Inspiracją do przygotowania tej zupy był dla mnie przepis z bloga Kuchniaagaty.pl.

DSC_0114

ZUPA-KREM Z PORÓW I ZIEMNIAKÓW

2 pory (tylko białe części)

5 średnich ziemniaków

1 mała marchewka

1 l bulionu warzywnego

1/2 opakowania małego jogurtu greckiego

łyżka oliwy

szczypta gałki muszkatołowej

1/4 łyżeczki ziaren kolendry utłuczonych w moździerzu

sól, pieprz do smaku

 

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę, pory kroimy w cienkie plastry i podsmażamy przez chwilę na oliwie. Marchewkę obieramy i kroimy w plasterki, wrzucamy do garnka z porami. Ziemniaki obieramy, kroimy na małe kawałki, dorzucamy do garnka z porami i marchewką. Całość zalewamy bulionem i gotujemy na wolnym ogniu aż do miękkości warzyw. Pod koniec gotowania dodajemy gałkę, kolendrę, pieprz i sól. Po ugotowaniu zupę miksujemy na gładki krem, pozostawiając kilka plasterków marchewki do dekoracji.

Smacznego :)

DSC_0124

DSC_0115