gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Pod prąd tradycji, czyli gnocchi szpinakowe z ricottą

Już dawno nie pamiętam takiej gonitwy. Ledwo wyszłam z raportów, już na horyzoncie majaczy widmo ferworu pisania nowych wniosków projektowych. A na dodatek święta za pasem. Patrzę tęsknie na nasze okna połaciowe, które aż się proszą, by je umyć.

Jesteśmy oboje z S. zmęczeni codzienną bieganiną. W tym roku wbrew tradycji i oczekiwaniom części rodziny postanowiliśmy całą trójką ulotnić się na czas świąt. Zapakowaliśmy manatki, żelazny zestaw książeczek i kolorowanek i wyruszyliśmy na północ. Spacerować, wdychać jod i uwolnić głowę.

A żeby tradycji stało się zadość, do posta i zdjęć dorzucam przepis. Nieświąteczny, nietradycyjny. Dziś na obiad gnocchi szpinakowe.

Spokojnych Świąt!

GNOCCHI SZPINAKOWE Z RICOTTĄ

/przepis na 4 porcje/

1 opakowanie szpinaku baby (250 g)

1 mała cebula, drobno posiekana

250 g ricotty

150 g twarogu półtłustego

30 g startego sera grana padano

1 żółtko

1 szklanka mąki (plus do podsypania)

1 łyżka oleju rzepakowego

sól, pieprz

na sos:

180 ml śmietanki 30%

2 ząbki czosnku

1/3 szklanki startego sera grana padano

świeżo mielony czarny pieprz

 

Cebulę i szpinak wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem, podsmażamy 2-3 minuty, aż szpinak zwiędnie. Odstawiamy do ostygnięcia.

Na stolicę wykładamy ostudzony szpinak, dodajemy ricottę, twaróg, grana padano, żółtko, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Zagniatamy ciasto, powoli dodajemy mąkę i łączymy wszystkie składniki. Gdy ciasto zacznie niec odchodzić od ręki, formujemy kulę, przykrywamy czystą, suchą ściereczką i odstawiamy na bok.

Gdy ciasto “odpoczywa”, przygotowujemy sos: czosnek przepuszczamy przez praskę i wraz ze śmietaną umieszczamy w rondelku o grubym dnie, podgrzewamy do momentu, aż śmietana zacznie się gotować (co chwilę mieszając). Zmniejszamy ogień do minimum, doprawiamy pieprzem.

W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę. Z ciasta formujemy wałki, z których odcinamy po kawałku “kopytka”, które wrzucamy na wrzątek. Gdy wypłyną odcedzamy, przekładamy na talerze, polewamy ciepłym sosem, posypujemy grana padano i pieprzem. Podajemy natychmiast.

Smacznego:)

 

Advertisements


Leave a comment

Okrutni menedżerowie i tagliatelle z szałwią i orzechami włoskimi

Zegarki są wszędzie.

Wyzierają z każdego miejsca w domu pilnując, bym nie straciła rachuby czasu. Jeden wisi na ścianie, drugi w biblioteczce w sypialni, trzeci schował się w piekarniku, a cała reszta grasuje w laptopach i smartfonie. Jeśli zejdę na parter do Rodziców, rzucą się na mnie kolejne czasomierze zawieszone na ścianach;)

Od kiedy jestem mamą, czas jakby przyspieszył.

Kiedyś nie stanowiło dla mnie problemu to, że zostawałam dłużej w pracy, by spokojnie skończyć to, co należało wykonać. Dziś kombinuję, jak najszybciej wyjść z zadań, które zaplanowałam sobie do zrobienia w rytmie tygodniowym czy dłuższym. Bo wiem, że po przyjściu do domu czeka na mnie Najważniejsza Osoba na Świecie, której powinnam poświęcić 100% swojego czasu. Bo Zu przecież nie interesuje, że muszę odpisać na maila albo przygotować raport.

Dziecko uczy szacunku do czasu, zdałam sobie sprawę, że mam go tak mało, że muszę go dobrze wykorzystać [Barbara Wrońska]

Dzieci to dobry menedżer planu dnia. Okrutny, ale skuteczny [Bartosz Minkiewicz]*)

Gdy pracuję z domu, zwykle mam precyzyjnie zaplanowany plan dnia. Po odprowadzeniu Zu do przedszkola odwiedzam warzywniak i sklep spożywczy, a potem szybkim krokiem pędzę do domu. W progu wita mnie pies, dla którego czasem jestem łaskawa i zabieram go na ekspresowy spacer (myślę, że będzie mi za to wdzięczny do końca swoich dni;)).

Jest 9:00. Przebieram się, wstawiam pranie, robię herbatę, włączam laptopa i zaczynam pracę od sprawdzania poczty. Po takiej rozbiegówce przychodzi czas na chwilę przerwy.

Jest 10:00. Zaparzam kawę, przegryzam drugie śniadanie i jadę dalej. Bliżej 14:00 zaczynam czuć lekki niepokój wiedząc, że za 1,5 godziny muszę wychodzić po Zu. A w dodatku pod ikoną firefoxa czają  się pokusy-pożeracze czasu w rodzaju facebooka, blogów kulinarnych i fotograficznych….

Swoją drogą, od pewnego czasu myślę nad napisaniem takiego posta, który opisywałby najlepsze sposoby na ogarnianie siebie i domu, czyli godzenie macierzyństwa z pracą zawodową. Już niebawem, stay tuned:)

A kulinarnie? Czasem około południa gotuję obiad. Wtedy zwykle szukam inspiracji w prostych, najczęściej roślinnych przepisach. Jednym z nich jest receptura od Ottolenghiego: prosty i pyszny makaron w sosie śmietanowo-szałwiowym z dodatkiem orzechów włoskich i grana padano. Jeśli macie tak, jak ja mało czasu, to powinniście spróbować tej receptury. Sam mistrz tak mówi o tym przepisie: (…) jest dość prosty, danie łatwo przyrządzić, a jego smak jest nadspodziewanie wyrazisty. Niezbędne są jednak świeże orzechy włoskie bez cienia goryczy.

 

*) oba cytaty pochodzą z książki z wywiadami autorstwa Agaty Napiórskiej Jak oni pracują, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018

TAGLIATELLE Z SZAŁWIĄ I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 4 osób, na podstawie przepisu z książki Cała obfitość Yotama Ottolenghi, Wydawnictwo Filo/

3/4 szklanki łuskanych orzechów włoskich

3 łyżki niesolonego masła

1 szklanka świeżych liści szałwii, drobno posiekanych

skórka otarta z jednej niewoskowanej cytryny

4 łyżki śmietany 30%

opakowanie makaronu tagliatelle (ok. 400 g)

1/2 szklanki startego sera grana padano lub innego twardego typu parmezan

2 łyżki posiekanej natki pietruszki

2 łyżki soku z cytryny

sól i świeżo mielony pieprz do smaku

 

Orzechy siekamy na mniejsze kawałki i prażymy na suchej patelni do lekkiego zbrązowienia skórki. Odstawiamy do ostygnięcia.

W osolonym wrzątku gotujemy makaron al dente.

W międzyczasie przygotowujemy sos: na średniej patelni rozgrzewamy masło na dużym ogniu przez ok.minutę, wrzucamy szałwię i smażymy 2 minuty, aż masło zacznie brązowieć. Zmniejszamy ogień, dodajemy skórkę z cytryny, śmietanę, szczyptę soli oraz pieprz i podgrzewamy aż sos nieco zgęstnieje.

Ugotowany makaron odcedzamy (pozostawiając łyżkę wody z gotowania, którą następnie dodajemy do sosu), przekładamy do dużej miski, dodajemy podgrzany sos, dorzucamy orzechy, natkę i sok z cytryny, a na końcu starty ser. Przekładamy na talerze i natychmiast serwujemy.

Smacznego:)


Leave a comment

Synergia doskonała, czyli brukselka na kapuście curry z pikantnymi pieczonymi ziemniakami

Zostało Wam trochę ziemniaków z niedzielnego obiadu? Macie ochotę na sezonowe produkty? Doskonale! Dziś łączę dwa przepisy, które przetestowałam po zakupie książek Dominiki Wójciak, a mam na myśli Warzywo i Sezonowe warzywo.

Ziemniaki w pikantnej marynacie powędrują do piekarnika, gdzie zyskają atrakcyjną, chrupiącą powierzchowność, a głównym punktem programu na talerzu będzie swojska brukselka na orientalnej nieco kapuście curry. Wciąż trwa sezon na brukselkę, więc nie ważcie się sięgać po mrożonkę, ale pozwólcie, by sprzedawca w warzywniaku wrzucił Wam do lnianej torby hojnym gestem co najmniej ćwierć kilo tego warzywa.

Wiem, brukselka zyskała sobie złą opinię lądując przez dziesięciolecia na talerzach w szkolnych stołówkach lub w jarzynowych zupach. Mnie samą do niedawna odstraszała ta zielona, rozgotowana pulpa na talerzu. Ale pora przywrócić do łask to cenne w mikroelementy i witaminy warzywo. A gotowanie al dente czyni cuda.

Aby obiad był doskonały, na liście zakupów umieśćcie kapustę kiszoną, garść pieczarek, a w spożywczym obierzcie kurs na półkę z orientalnymi produktami, gdzie znajdziecie mleko kokosowe i curry. Tym sposobem w kilka chwil wyczarujecie pyszny wegetariański obiad łączący swojskie i egzotyczne smaki. A sezonowość będzie tutaj przysłowiową wisienką na torcie:)

BRUKSELKA NA KAPUŚCIE CURRY Z PIECZONYMI ZIEMNIAKAMI

/porcja dla 4 osób, na podstawie przepisów z książek Warzywo i Sezonowe warzywo Dominiki Wójciak, Wydawnictwo Pascal/

300 g świeżej brukselki

1 duża cebula

1 ząbek czosnku

1 cm kawałek imbiru

1 łyżeczka przyprawy curry

250 g pieczarek

2 łyżki oleju rzepakowego

1/2 kg kapusty kiszonej, posiekanej

1/2 łyżeczki czerwonej pasty curry

1 puszka mleka kokosowego (400 ml)

1 łyżka posiekanego koperku

sól, pieprz

do podania:

1 kg ziemniaków

3 łyżki oleju rzepakowego

1 łyżeczka miodu

3 ząbki czosnku

1/2 łyżeczki ostrej papryki

1/2 łyżeczki wędzonej papryki

2 łyżki świeżego tymianku

 

Brukselkę myjemy i pozbawiamy zewnętrznych liści (jeśli są zabrudzone). Gotujemy 10 minut w osolonym wrzątku, odcedzamy i przelewamy zimną wodą, by zatrzymać proces gotowania.

Ziemniaki obieramy, zalewamy zimną wodą i gotujemy na półtwardo. Pod koniec gotowania solimy. Odcedzamy, studzimy i przekładamy do żaroodpornej formy. Przygotowujemy marynatę: w miseczce łączymy olej, miód, oba rodzaje papryki, rozgnieciony czosnek i liście tymianku. Ziemniaki polewamy marynatą i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180ºC (termoobieg) przez ok. 25 minut lub do momentu, gdy wierzch się ładnie zrumieni.

Cebulę, czosnek i imbir obieramy i drobno siekamy, podsmażamy 2-3 minuty w rondlu o grubym dnie z rozgrzanym olejem. Dodajemy pastę curry i przyprawę curry, mieszamy. Dorzucamy obrane i posiekane w grube plastry pieczarki, doprawiamy solą i pieprzem. Podsmażamy całość, aż grzyby puszczą sok. Do rondla dolewamy mleko kokosowe, mieszamy całość i dodajemy posiekaną kapustę kiszoną. Dusimy na małym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po 20-30 minutach dodajemy brukselkę (większe główki możemy podzielić na pół), mieszamy.

Na talerz wykładamy pieczone ziemniaki z kapustą curry, danie podajemy posypane koperkiem.

Smacznego:)


Leave a comment

Wspomnienie góralki z cielęciną i pulpeciki z indyka z dodatkiem szpinaku, cukinii i fistaszków

Właśnie na targowicy schodzące tutaj Krupówkami miasto spotykało się materialnie, realnie, twarzą w twarz z chłopskim Podtatrzem, z jego wspaniałymi przedstawicielkami, “babami”, które bladym świtem ze wsi leżących pod Gubałówką niosły tu w kosołkach mleko, śmietanę, ser, masło, jajka, od święta mięso.

Pomnik im się należy, bo niejednego od głodu uchroniły, a wielkiej gromadzie zakopiańczyków pozwoliły lepiej wzrosnąć. Borenka na nim powinna być  srebrna, aluminiowa, albo bardziej “wyzdajana”, emaliowana na biało, czerwono, niebiesko. Przecież bez niej mleko, śmietana, jaja, koniecznie w strzępy gazet zawinięte, do Zakopanego by nie dotarły. I jeszcze ser biały, w sercowatym kształcie odciśnięty, w płóciennej chusteczce przechowywany i masło w garnuszku (kwaterkowym lub półlitrowym) z okopką i rozetką nożem uczynioną na czubku. Bo smak smakiem, ale liczyła się też forma i uroda.*)

Pamiętam jak przez mgłę, gdy będąc dzieckiem do naszego zakopiańskiego domu raz na jakiś czas przychodziła taka właśnie “baba”z Cichego. Jedna z tych starych góralek, z którymi miała handlowe konszachty moja ciotka zwana Badzinką. W koszu przewiązanym chustą kobieta dźwigała zwykle słuszny kawałek cielęciny, prawdziwą wiejską śmietanę i twaróg. Dzięki temu nielegalnemu zaopatrzeniu, mieliśmy raz na jakiś czas prawdziwe, zdrowe jedzenie.

Nie do przecenienia w tamtych czasach, gdy mięso i inne produkty były na kartki. I rację mają autorzy Krupówek, pisząc, że zaopatrzenie pochodzące od “bab” pozwoliło wielkiej gromadzie zakopiańczyków lepiej wzrosnąć. Wśród nich byłam ja i mój Brat:)

Dziś cielęcinę można zwykle bez problemu kupić na bazarze, a ja proponuję na obiad łatwe pieczone pulpeciki z indyka. Dorzucamy do nich trochę warzyw i… orzechy ziemne.

Efekt sami oceńcie.

*) Krupówki, Piotr Mazik, Kuba Szpilka, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018

PULPECIKI Z INDYKA ZE SZPINAKIEM, CUKINIĄ I FISTASZKAMI

/przepis dla 4 osób/

1/2 kg mięsa mielonego z indyka

1 mała marchewka

1/2 małej cukinii

kawałek imbiru wielkości

garść orzechów ziemnych

2 garście szpinaku, posiekanego

1/2 pęczka natki pietruszki, posiekanej

1 jajko

1/2 łyżeczki papryki ostrej

pieprz, sól do smaku

1 łyżka oleju

 

Marchewkę, cukinię, imbir i orzechy ziemne rozdrabniamy w blenderze/rozdrabniaczu. Następnie w dużej misce umieszczamy mięso, warzywa i orzechy, natkę i szpinak. Dodajemy jajko i przyprawy, mieszamy do uzyskania jednolitej  masy, a następnie formujemy pulpeciki wielkości orzecha włoskiego.

Pulpeciki przekładamy do żaroodpornej formy, podlewamy łyżką oleju i 1/2 szklanki wody. Pieczemy pod przykryciem z folii aluminiowej przez ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC (termoobieg). Na ostatnie 5 minut pieczenia możemy zdjąć  folię, by mięso ładnie się zarumieniło.

Pulpeciki podajemy z frytkami z batatów lub ulubioną kaszą i surówką.

Smacznego:)


Leave a comment

Trochę wiosny w środku zimy, czyli wegetariańskie curry z kalafiorem, fasolą adzuki i zielonym groszkiem

Odprowadziłam Zu do przedszkola i teraz maszeruję z lnianą torbą do warzywniaka. Po drodze wstępuję do pani Bożenki, która sprzedaje świeżutkie rogaliki pszenne i mój ulubiony twaróg z Głuchowa. Z warzywniaka wychodzę objuczona kalafiorem, fasolą adzuki i ryżem jaśminowym.

Następnym razem przy kupowaniu strączków i ryżu na wagę powinnam zabrać ze sobą używane, lecz czyste foliowe woreczki. Zgodnie z filozofią low waist, która jest mi coraz bardziej bliska.

W dużym garnku robię curry na dwa dni.  Dorzucam zielony groszek. Mam wrażenie, że o tej porze roku wszystko, do czego dodajemy groszek staje się świeże i smaczniejsze. Przebłysk wiosny w ciągu zimy. W tym daniu kalafior “robi” za mięso, a nerkowce przyjemnie chrupią dopełniając smaku całości.

CURRY Z KALAFIOREM, FASOLĄ ADZUKI I ZIELONYM GROSZKIEM

/porcja dla 4 osób/

1/2 małego kalafiora

1/2 szklanki fasoli adzuki, namoczonej na noc

1/2 szklanki zielonego groszku (użyłam mrożonego)

2 garście szpinaku baby

1 cebula

1 ząbek czosnku

kawałek imbiru (ok.1 cm)

1 łyżka przyprawy curry

1 płaska łyżeczka czerwonej pasty curry

1 szklanka mleka kokosowego

olej rzepakowy

do podania:

ryż jaśminowy

1/2 szklanki solonych nerkowców

 

Fasolę adzuki gotujmy w lekko osolonej wodzie, odcedzamy i odstawiamy na bok. Groszek blanszujemy, przelewamy zimną wodą i również odstawiamy na bok.

Cebulę, czosnek i imbir drobno siekamy i wrzucamy do dużego garnka o grubym dnie z łyżką rozgrzanego oleju. Smażymy chwilę, a gdy warzywa zaczną pachnieć dodajemy przyprawę curry i pastę curry, mieszamy. Następnie dodajemy mleko kokosowe i zmniejszamy ogień. Dodajemy różyczki kalafiora, mieszamy, przykrywamy pokrywką i dusimy na bardzo małym ogniu, aż kalafior będzie półtwardy. Następnie dodajemy szpinak i ponownie dusimy, aż zwiędnie. Do curry dodajemy ugotowaną fasolę adzuki i groszek, dusimy jeszcze chwilę.

W międzyczasie gotujemy ryż i prażymy na suchej patelni nerkowce.

Gdy curry jest gotowe, podajemy je z ryżem i nerkowcami.

Smacznego:)


Leave a comment

Zrób coś dla Ziemi, czyli makaron w sosie śmietanowym z fenkułem, szpinakiem i suszonymi pomidorami

Coraz częściej myślę o przejściu na wegetariańską dietę. Nie wegańską, bo nie wyobrażam sobie życia bez jajek i miodu, ale wegetariańska coraz bardziej mnie kusi i nęci. Czytam o dewastacji środowiska i gazach cieplarnianych, których straszne ilości produkują przemysłowe hodowle zwierząt. Czytam o cierpieniu brojlerów, które są tak tuczone, że przed ubojem osiągają monstrualną wagę (to tak, jakby pięcioletnie dziecko ważyło 100 kg). Oliwy do ognia dolewają ostatnie afery z nielegalnymi ubojniami zwierząt…

Alarmujące raporty o stanie środowiska naturalnego mówią o tym, że mamy zaledwie 12 lat na reakcję, by ocalić planetę. Politycy są na to głusi, ale każdy z nas może zrobić coś dla Ziemi. Niewiele, ale w skali planety być może dużo.

Powinniśmy zmieniać wszystko, co można, także swoje życie, tak by stało się ono jak najmniej obciążającym przyrodę. Jest dużo możliwości: od ekologicznych źródeł energii do drobiazgów typu nieużywanie torebek foliowych, segregowanie śmieci, mniej mięsa w diecie. Styl życia. Ślad ekologiczny, który zostawiamy na planecie, jest zdecydowanie za duży i to musi się zmienić. A czasu mamy coraz mniej. [prof. Piotr Skubała w wywiadzie da Zwierciadła, nr 1 (2067) ze stycznia 2019 r.]

Wiem, że dieta wegetariańska wymaga suplementacji niektórymi witaminami i mikroelementami i mam świadomość, że trzeba się do niej przygotować i zaplanować. Póki co, zamawiam kolejne książki kulinarne o roślinnej kuchni i w menu przemycam strączki. Przeglądając książki o wege kuchni coraz częściej myślę, że jedząc zdrowiej przy okazji mogłabym zrobić coś dobrego dla naszej planety.

Rodzina już została uprzedzona, że gdy gotuję obiad dla wszystkich, nie znajdą w nim raczej mięsa. I choć nie wszystkim się to podoba, postanowiłam ograniczać jedzenie mięsa. Wyjątkiem jest tutaj Zu, która w przedszkolu jada mięso, a w domu gotuję jej co kilka dni zupy na małej porcji indyka. I dorzucam strączki, co nie jest aż tak trudne, bo toleruje ciecierzycę i soczewicę:)

Idąc tym tropem, przygotowałam wegetariański sos do makaronu. Smaczny i szybki obiad. Spróbujcie. Matka Ziemia będzie Wam wdzięczna:)

MAKARON W SOSIE ŚMIETANOWYM Z FENKUŁEM, SZPINAKIEM I SUSZONYMI POMIDORAMI

/porcja dla 4 osób/

1 opakowanie dowolnego makaronu

200 ml śmietany 30%

fenkuł

2 małe pory (tylko biała część)

3 garście szpinaku baby

3-4 suszone pomidory

2-3 łyżki sera typu parmezan

olej rzepakowy

szczypta gałki muszkatołowej

sól, pieprz

 

Fenkuł i pory drobno kroimy, wrzucamy na dużą patelnię z rozgrzanym olejem. Smażymy 2-3 minuty, a następnie dolewamy 1/2 szklanki wody, przykrywamy pokrywką i dusimy na małym ogniu do miękkości warzyw. Dodajemy szczyptę gałki muszkatołowej oraz sól i pieprz do smaku. Wlewamy śmietankę i krótko zagotowujemy sos.

Gotujemy makaron al dente. Do sosu dodajemy szpinak, dusimy chwilę, a gdy zwiędnie, dorzucamy suszone pomidory pokrojone w paseczki. Na talerze wykładamy makaron, polewamy sosem,  a wierzch posypujemy startym parmezanem.

Smacznego:)


Leave a comment

Warzywne testowanie, czyli buraczane gnocchi z ricottą i twarogiem

Lubię sobie czasem sprawiać małe przyjemności w postaci książek. Bez okazji, dla samej przyjemności czytania. Raz jest to najnowszy w rzeczy samej Pilch (teraz marzę o Twardochu:)), raz Smoleński, innym razem kolejna książka z serii Czarnego o dawnym Zakopanem, a czasem po prostu dużo wysmakowanych zdjęć i przepisów, czyli książka kulinarna.

Ostatnio zrobiłam sobie przyjemność zamawiając Warzywo Dominiki Wójciak. Zupełnie przy okazji, składając zamówienie na inną książkę-prezent dla kogoś z rodziny w internetowej księgarni. Kurier przywiózł książki i nie minęło kilka dni, a przetestowałam już cztery przepisy. Aktualnie eksploruję dział “burak i botwinka”:)

Buraczki pokochałam w zasadzie od czasu, gdy zostałam mamą. Ich dobroczynny wpływ to nie tylko produkcja czerwonych krwinek i zapobieganie anemii, ale również zapobieganie zaparciom u maluchów (i nie tylko).  A to zaledwie skromna część z niesamowitych możliwości tego niepozornego warzywa. Tak więc od pewnego czasu jestem zapaloną orędowniczką i promotorką dań z buraków w domowej kuchni. Nic więc dziwnego, że jako jedno z pierwszych dań z Warzywa jedliśmy buraczane gnocchi z ricottą z chrzanowo-śmietanowym sosem i masłem szałwiowym. A do podania płatki mojego ukochanego grana padano.

Lepiłam i jadłam myśląc “jestem w niebie”;)

BURACZANE GNOCCHI

/przepis pochodzi z książki Dominiki Wójciak Warzywo, Wydawnictwo Pascal, Warszawa 2015, z moimi modyfikacjami/

4 średnie buraki upieczone w skórce

250 g ricotty

100 g twarogu półtłustego

50 g startego grana padano lub parmezanu

1 żółtko

1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej

1 szklanka mąki pszennej + trochę do podsypania

200 g śmietany 12%

1 łyżka chrzanu (użyłam ze słoika)

1 łyżka soku z cytryny

3 łyżki masła

1 łyżka świeżej lub suszonej szałwii

świeżo starty kolorowy pieprz

sól

 

Buraki obieramy ze skórki i miksujemy na gładkie purée. Ricottę przekładamy na sitko i odsączamy (1h).

Na stolnicę wykładamy buraczane purée, dodajemy ricottę, twaróg, starte na tarce grana padano i żółtko. Doprawiamy gałką muszkatołową, pieprzem i solą. Dokładnie łączymy wszystkie składniki i powoli dodajemy mąkę, ale tylko do momentu,  gdy ciasto da się uformować w kulę i zacznie odchodzić od ręki. Tak przygotowane ciasto przykrywamy czystą ściereczką i odkładamy na 1/2h.

Następnie z ciasta odrywamy kawałki i formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, które obtaczamy w mące i wrzucamy do garnka z wrzącą, osoloną wodą.

W międzyczasie na patelni podgrzewamy masło z dodatkiem szałwii. W osobnej miseczce łączymy śmietanę z chrzanem i sokiem z cytryny oraz szczyptą soli.

Gdy gotujące się kluseczki zaczną wypływać na powierzchnię, wyjmujemy je na talerz łyżką cedzakową, polewamy gorącym masłem szałwiowym i podajemy z sosem śmietanowo-chrzanowym posypane wiórkami grana padano,

Smacznego:)