gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: pieczone pulpeciki drobiowo-warzywne

Kiedy nadchodzą chłodne dni, organizm bardziej niż zwykle domaga się czegoś konkretnego, rozgrzewającego. Choć sama mogłabym funkcjonować dzięki różnej maści warzywnym kombinacjom w stylu curry, makaron zapiekany ze szpinakiem i serami czy wariacjom na temat ratatouille, to męskiej części naszej rodziny niestety nie da się długo w ten sposób karmić. Po zaserwowaniu przez trzy dni pod rząd warzywnego menu, na pokładzie jest wzniecany bunt. Chłopaki domagają się mięsa. Wyciągam więc z zamrażarki schowaną na czarną godzinę paczuszkę z mielonym filetem z piersi indyka i przystępuję do działania.

Żeby wprowadzić urozmaicenie i przemycić wege pierwiastek (sic!), do michy z mielonym dodaję całą furę posiekanej natki pietruszki, tartej marchewki, pietruszki, selera i cukinii. W rezultacie wszyscy jemy pieczone drobiowe pulpety w połowie zrobione z… warzyw. Niewielką ilość masy odkładam dla Ziazi, resztę doprawiam świeżo mielonym pieprzem, ostrą papryką i solą. Pulpeciki zjadamy z sosem grzybowym, kaszą lub ziemniakami i obowiązkowo surówkami. To chyba najszybszy obiad, jaki można wymyślić na chłodniejsze dni.

Jeśli Wasze maleństwa nie przepadają za warzywami podanymi sauté, to pomysł na rzeczone pulpeciki może okazać się strzałem w dziesiątkę. Niby jemy mięso, ale gdzieś między kęsami nasz mózg wykrywa warzywno-jarzynową nutę;) W parze z pulpecikami Zu dostała na talerzu dyniowe kopytka i warzywa pieczone na parze.

Nie pytajcie czy smakowało:)

PULPECIKI DROBIOWO-WARZYWNE

/porcja dla 4 osób/

1/2 kg mielonego mięsa z piersi indyka (filet)

1 mała cukinia

1 średnia marchew

1 mała pietruszka

kawałek selera

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku

1/2 pęczka natki pietruszki (drobno posiekanej)

1 jajko od kury z wolnego wybiegu lub ekologiczne

1/2 łyżeczki suszonego oregano

szczypta świeżo mielonego pieprzu

w wersji dla dorosłych dodatkowo:

1 łyżeczka świeżo mielonego pieprzu

1/2 łyżeczki soli morskiej

1/2 łyżeczki ostrej papryki

dodatkowo do pieczenia:

olej rzepakowy

 

Cukinię ścieramy na tarce o dużych oczkach, następnie odciskamy nadmiar wody. Cebulę kroimy w kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę. Mięso przekładamy do dużej miski, dodajemy cukinię, natkę, starte na dużym oczku marchewkę, pietruszkę i selera oraz cebulę i czosnek. Do masy wbijamy jajko, dodajemy szczyptę pieprzu i oregano. Część masy, w zależności od potrzeb odkładamy do osobnej miseczki dla dziecka. Z niej formujemy pulpeciki i układamy w małym żaroodpornym  naczyniu.

Do porcji dla dorosłych dodajemy dodatkową ilość pieprzu, sól i paprykę. Doprawiamy do smaku pieprzem i solą, łączymy całość i formujemy kulki, które układamy w dużym naczyniu żaroodpornym.

W sumie do obu naczyń wlewamy 1/2 szklanki wody i 3 łyżki oleju (do naczynia dla dzieci 1 łyżkę oleju i 3 łyżki wody). Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC. Pulpeciki pieczemy przez ok. 40-45 minut w temperaturze 180ºC podlewając co kwadrans powstałym sokiem.

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Ekspresowe curry z kalafiorem, szpinakiem, indykiem i ciecierzycą

Od kilku miesięcy pałam płomienną miłością do tej mieszanki przypraw. Intensywnie żółte curry, bo o nim mowa, mogłabym jeść przynajmniej kilka razy w tygodniu. Curry na mleku kokosowym to kwintesencja comfort food w wersji orientalnej. Rozgrzewa, otula i daje przynajmniej namiastkę poczucia bezpieczeństwa i trwałości świata. A w dodatku jest łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Dziś proponuję Wam curry w wersji dla mięsożerców, choć wegetarianie i weganie mogą również skorzystać z tego pomysłu nie dodając do garnka indyka. Ten przepis to luźne połączenie inspiracji z dwóch przepisów znalezionych w Sieci. Warzywna część tego kociołka jest wariacją przepisu Patrycji z Truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com, zaś dodatek w postaci ciecierzycy obtoczonej i podsmażonej w curry pochodzi wprost z bloga Ani Strawberriesfrompoland.pl.

Jak każde curry, tak i to najlepiej podać z ryżem basmati. I jak każde curry, również i ta wersja smakuje jeszcze lepiej następnego dnia po przygotowaniu, gdy smaki się przegryzą. O ile zostanie trochę na następny dzień;)

CURRY Z KALAFIOREM, SZPINAKIEM, INDYKIEM I CIECIERZYCĄ

/inspirowane przepisami z http://www.truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com oraz http://www.strawberriesfrompoland.pl

300 g filetu z piersi indyka

2 szklanki ciecierzycy ugotowanej w osolonej wodzie

¼ kalafiora podzielonego na różyczki 200 g świeżego szpinaku, umytego i wysuszonego w wirówce do sałaty
2 ząbki czosnku, posiekane
1 kawałek imbiru (ok. 1 cm), starty na tarce
1 łyżeczka czerwonej, tajskiej pasty curry

1 mała cebula, posiekana
1 łyżka sosu sojowego

1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka oleju rzepakowego
1 puszka mleka kokosowego

¼ łyżeczki trawy cytrynowej

dodatkowo do podania:

½ szklanki ugotowanej ciecierzycy

1 łyżeczka curry w proszku

1 łyżeczka oleju rzepakowego

1/3 pęczka natki pietruszki, posiekanej

ryż basmati

 

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej rzepakowy, a następnie dodajemy filet z indyka pokrojony na małe kawałki. Smażymy aż mięso zmięknie, ok. 15 minut.

Następnie dodajemy czosnek, imbir, cebulę, pastę curry i smażymy na małym ogniu przez 7-8 minut, mieszając od czasu do czasu. Następnie wrzucamy kalafiora. Smażymy krótko zwiększając nieco ogień. Mieszamy, aż różyczki kalafiora obtoczą się w przyprawach.

Następnie zalewamy całość szklanką zimnej wody, dodajemy sos sojowy i sos rybny oraz szpinak. Dusimy do miękkości kalafiora. Następnie całość zalewamy mlekiem kokosowym, doprawiamy trawą cytrynową i dodajemy 2 szklanki ciecierzycy. Curry gotujemy na wolnym ogniu przez 10-15 minut do pożądanej gęstości sosu.

Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oleju, wrzucamy pozostałe ½ szklanki ciecierzycy i posypujemy curry. Smażymy na wolnym ogniu mieszając, aby ciecierzyca dokładnie obtoczyła się w curry i nieco „wysuszyła się”.

Gotowe curry wykładamy na talerze, posypujemy natką, dodajemy ryż basmati i ciecierzycę obtoczoną w curry.

Smacznego:)


Leave a comment

Obiad dla studenta, czyli kotleciki szpinakowo-ziemniaczane

W  moim rodzinnym domu nie jadało się szpinaku. Może dlatego nie mam (jak wiele osób) traumy  z dzieciństwa związanej z tym warzywem. Szpinak zaczęłam jeść z własnej, nieprzymuszonej woli dopiero na studiach. Pamiętam, jak stołowałam się w barach mlecznych, których w tamtych czasach było sporo w pobliżu głównego kampusu uniwersyteckiego. Dwa bary przy Nowym Świecie, Bar Bambino, nieco oddalony Bar Prasowy na Marszałkowskiej i słynny “Karaluch” przy głównej bramie UW. Po latach połowa z tych jadłodajni zamieniła się w luksusowe butiki lub inne snobistyczne lokale bynajmniej nie na studencką kieszeń.

W tamtych czasach na moim talerzu lądowały głównie pierogi, naleśniki, kasze i warzywa. Wspomnianemu szpinakowi towarzyszyła poczciwa kasza gryczana, do tego jakaś tradycyjna surówka. Był to całkiem świadomy wybór, zwłaszcza po tym, gdy wiedziona tęsknotą za maminymi pierogami z mięsem, zamówiłam w “Karaluchu” pierogi. Miały być z mięsem, ale smakowały, jak celulozowy odpad z zakładów papierniczych w Kluczach. Koszmarna pomyłka. Od tamtej pory stałam się, chcąc nie chcąc, miłośniczką jarskich potraw.

Dzisiaj, jeśli mogę zdecydować co podać na obiad, to preferuję wegetariańskie dania. Ale gotując dla całej rodziny, muszę liczyć się z jej zdaniem, a ta jest mięsożerna. Czasem uda mi się pójść na kompromis i zaserwować niby-pulpety lub niby-gulasz. Bo z mięsem (prócz nazwy) nie mają nic wspólnego.

I taka jest też moja dzisiejsza propozycja. Kotleciki szpinakowo-ziemniaczane podane z kaszą pęczak i kurkami przesmażonymi z cebulką na maśle. Do tego swojski ogórek małosolny lub kiszony. A inspiracja pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej.

KOTLECIKI SZPINAKOWO-ZIEMNIACZANE

/porcja dla 4 osób, przepis pochodzi z książki Na zdrowie Elizy Mórawskiej, z moimi modyfikacjami/

1 kg ziemniaków ugotowanych w osolonej wodzie (najlepiej dzień wcześniej i ugniecionych tłuczkiem)

400 g świeżego szpinaku

1 łyżka świeżej bazylii, posiekanej

1 łyżka koperku, posiekanego

2 małe dymki ze szczypiorem

3 małe ząbki czosnku

1 łyżeczka musztardy ostrej (użyłam Dijon)

1 łyżeczka pikantnego ketchupu

sól, pieprz do smaku

1 jajko

mąka pszenna (2-3 łyżki) do obtoczenia:

olej rzepakowy do smażenia

 

Szpinak wrzucamy do garnka z wrzącą wodą i gotujemy do czasu aż zmięknie (ok. 3 minut). Następnie odciskamy z niego wodę i drobno siekamy. Ziemniaki łączymy ze szpinakiem, dodajemy posiekane zioła, dymkę, czosnek, musztardę i ketchup. Następnie dodajemy rozbełtane jajko, sól i pieprz do smaku. Tak przygotowaną masę schładzamy w lodówce przez co najmniej 1/2h, by nieco stężała (dzięki temu łatwiej będzie formować kotleciki).

Po tym czasie zwilżonymi wodą dłońmi formujemy niewielkie kotleciki, które lekko obtaczamy w mące i smażymy na średnim ogniu na patelni z rozgrzanym olejem (ok. 3-4 minut).  Usmażone na złoto kotleciki przekładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Przykrywamy folią aluminiową, by nie wystygły.

Kotleciki podajemy natychmiast z ulubioną kaszą i surówką.

Smacznego:)


1 Comment

Z cyklu przepisy dla maluchów: zupa dyniowa z ryżem basmati

Nasza córeczka na wiosnę tego roku pożegnała się z jedzeniem słoiczkowym. Postanowiłam sama gotować jej obiadki, bo w kupnych daniach głównie znajdowałam marchewkę i ryż. Najtańsze zapychacze, które dodatkowo powodowały zaparcia. Pamiętam moją rozpacz (i co tu dużo mówić, również złość), gdy dumna i blada ugotowałam Zu pierwszą domową zupkę. Soczewicową. Maleństwo miało wówczas jakieś 12-13 miesięcy. Podałam jej pierwszą łyżeczkę, a ona… wypluła całą zawartość. To samo za drugim razem. I za trzecim. Zu kategorycznie odmówiła skosztowania matczynej kuchni.

Kolejne próby karmienia naszej dziewczyny moją autorską kuchnią nastąpiły niebawem. I okazało się, że jest coraz lepiej. Ziazia zaczęła zajadać krupniczek z mięsem indyczym, zupę brokułową czy rybę gotowaną na parze z warzywami. Później przyszedł czas na spaghetti pełnoziarniste z mozzarellą i sosem pomidorowym, pulpeciki z indyka i cukinii, krupnik, zupę z zielonego groszku czy zupę kalafiorową. Co więcej, zdaje się, że Ziazia stała się wielbicielką zup. Aczkolwiek moja córcia nadal odmawia jedzenia zupy pomidorowej. Chyba ma to po mnie. Gdy byłam pacholęciem jadłam pomidory, ale nie tolerowałam zupy pomidorowej:)

Dziś ze słoiczków korzystamy jedynie wyjątkowo, podczas wyjazdów. I żelaznym punktem tygodniowego jedzeniowego rozkładu jazdy jest suszona śliwka w słoiczku, którą (z innymi owocami, np.  jabłkiem, bananem lub gruszką) dodaję czasem do kaszy jaglanej na śniadanie lub do gotowej kaszki na kolację.

Na targu pojawiły się już dynie, co niechybnie zwiastuje początek jesieni. Na straganach żółcą się moje ulubione zgrabne Hokkaido. Nic tylko brać, obierać i siekać. Na sos do lazanii, na ciasto, na ketchup, na zupę.

Dynia, która jest słodka w smaku doskonale nadaje się na pożywną jesienną zupę. Nie tylko dla dorosłych, ale również dla ponad półtorarocznych szkrabów. Odrobina imbiru i kurkumy rozgrzewa, a dodatek w postaci drobno posiekanej natki pietruszki gwarantuje, że naszemu dziecku zapewniamy dzienną porcję żelaza i witamin. Tak przygotowaną zupę możemy podzielić na dwie porcje, jedną dać szkrabowi, a drugą doprawić “po dorosłemu”. Pieprzem, solą, dodatkową ilością imbiru i mlekiem kokosowym.

ZUPA DYNIOWA Z RYŻEM BASMATI

/przepis na 3 małe porcje/

3 szklanki obranej i pokrojonej w kostkę dyni Hokkaido

1/2 średniej cebuli

1 mała marchewka

1 mała pietruszka

1/2 małego selera

1/2 cm korzenia świeżego imbiru

1 liść laurowy

1 ziele angielskie

10 ziarenek kolendry

2 ziarenka pieprzu kolorowego

olej rzepakowy

garść natki pietruszki

2 łyżki ugotowanego w nieosolonej wodzie ryżu basmati

 

Cebulę drobno siekamy. Imbir ścieramy na tarce. Marchewkę, pietruszkę i seler kroimy w słupki. Wszystkie warzywa oraz dynię zalewamy 1l wody źródlanej, dodajemy liść laurowy, ziele angielskie i pieprz. Gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie.

Następnie doprawiamy zupę roztartymi w moździerzu ziarnami kolendry, dodajemy łyżeczkę oleju rzepakowego i krótko miksujemy przy pomocy blendera. Zupę podajemy z ryżem basmati, wierzch posypujemy drobno posiekaną natką pietruszki.

Smacznego:)


Leave a comment

Pomidorowy magnat, czyli najprostszy domowy przecier pomidorowy

Nad Mazowszem od tygodni wisi wielka chmura, z której niemal bez przerwy pada deszcz. Nasza tarasowa uprawa pomidorów jest mocno zagrożona: brak słońca, niskie temperatury i strugi deszczu lejące się z nieba sprawiły, że część pomidorów zamiast dojrzeć zgnije. To, co uda się wyhodować ze smakiem zjada Zu. A nasze pomidorki, choć niewielkie, mają w sobie wyjątkowo dużo słodyczy.

Na bazarku kupujemy pomidory od lokalnego rolnika, chyba magnata pomidorowego, bo na jego straganie królują wyłącznie one. Coś jest na rzeczy, bo nawet S. zaczął nazywać rolnika panem Pomidorem;) Pan Pomidor ma w asortymencie zwykłe, polne i malinowe oraz podłużne zwane Lima. Te ostatnie z racji niewielkiej ilości wody znakomicie nadają się na przetwory. Robię z nich najzwyklejszy przecier pomidorowy, który zimą będzie bazą dla zupy pomidorowej, sosu do makaronu czy do pizzy.

Pomidory z dodatkiem soli duszę kilka godzin na wolnym ogniu, by wyparował z nich nadmiar wody. Gdy pomidory są gotowe wlewam je do wyparzonych słoików. Nie przecieram przez sito, wmawiając sobie, że lubię z pestkami, ale w gruncie rzeczy robię to z lenistwa/braku czasu. Gdy słoiki wystygną, znoszę je do piwnicy, gdzie wciskam je pomiędzy słoje z kiszonymi ogórkami mojej Mamy (są najlepsze na świecie, uwierzcie mi na słowo:)) a rzędem słoików z mojej radosnej produkcji przetwórczej.

DOMOWY PRZECIER POMIDOROWY

3 kg dojrzałych pomidorów (najlepiej odmiana Lima)

1 łyżka soli do przetworów

 

Pomidory sparzamy wrzątkiem (można je wcześniej naciąć “na dupce”, by skórka łatwiej schodziła), kroimy na drobne kawałki i wrzucamy do dużego garnka. Dodajemy sól i krótko zagotowujemy, a następnie dusimy na małym ogniu przez ok. 3-4h. Jeśli chcemy idealnie gładki klasyczny przecier bez pestek, pomidory przecieramy przez sito.

Gorące pomidory przekładamy do wyparzonych i suchych słoików, zakręcamy, odwracamy do góry dnem i przykrywamy kocem. Pozwalamy im całkowicie wystygnąć, po czym odwracamy słoiki. Tak przygotowany przecier można przechowywać w spiżarce całą zimę.

Z podanych proporcji otrzymamy ok. 6 słoików o pojemności 300 ml.

Smacznego:)


Leave a comment

Sałatka rodzinna, czyli pieczone buraki z serem manouri, orzechami włoskimi i rukolą

Koniec lata obrodził w naszym domu w buraki i buraczki. Dla Zu gotowałam botwinkę, którą zabielałam jogurtem greckim i posypywałam drobno posiekanym koperkiem. Dla całej naszej trójki piekłam natomiast buraki, które następnie lądowały w sałatce. Zajadaliśmy się nią średnio raz w tygodniu, na późny obiad lub wczesną kolację. Nasza mała Ziazia dostawała wersję tej sałatki z twarogiem (zamiast słonego owczego sera), skropioną samym olejem lnianym bez dodatków. Ja z S. pałaszowaliśmy buraki z ostro-słodkim dressingiem na bazie oleju, musztardy i miodu, posypane serem manouri (łagodny w smaku ser z mleka owczego), kozim twarożkiem lub fetą. Soczysta pomarańcza i chrupiące orzechy dopełniały całość. A ta była pyszna.

Kiedy byłam mała nie przepadałam za burakami. Mimo, że są słodkie, ich smak nie przemawiał do mnie. W zasadzie dopiero w ciąży poszłam po rozum do głowy. Gdy okresowo wykonywane wyniki badań niezmiennie wskazywały, że mam lekką anemię, sięgnęłam po buraki.

Mają one właściwości krwiotwórcze i wzmacniają układ krwionośny dzięki czemu zapobiegają anemii. Buraki to również bogactwo kwasu foliowego (tak potrzebnego do prawidłowego rozwoju płodu). Zawarte w burakach związki wpływają na obniżenie ciśnienia i złego cholesterolu. Wygląda na to, że buraki to kolejne rodzime warzywo, które powinno zasłużyć na miano super food:)

SAŁATKA Z PIECZONYMI BURAKAMI, SEREM MANOURI I ORZECHAMI WŁOSKIMI

/porcja dla 3 osób/

3 szt. średnich buraków

1/2 dużej pomarańczy

1/2 szklanki pokruszonego sera manouri lub rolady koziej

1/2 szklanki obranych orzechów włoskich

3 garście rukoli lub ulubionych sałat

dressing:

sok z 1/2 pomarańczy

1 łyżeczka musztardy francuskiej

1 łyżeczka miodu

1/5 łyżeczki pieprzu kolorowego świeżo mielonego

olej lniany

do posypania:

biały sezam

pestki dyni

 

Buraki myjemy, osuszamy i owijamy w folię aluminiową. Pieczemy przez ok. 1h w piekarniku nagrzanym do temperatury 200ºC. Odwijamy z folii i zostawiamy do wystudzenia.

Pomarańczę obieramy, usuwamy białe błonki i kroimy na niewielkie cząstki. Rukolę/sałatę myjemy i osuszamy.

Sezam i pestki dyni lekko prażymy na suchej patelni.

Wszystkie składniki dressingu łączymy ze sobą w szklance i odstawiamy na bok.

Na talerzach kładziemy rukolę/sałatę, na niej ostudzone buraki pokrojone w plastry, dodajemy cząstki pomarańczy i pokruszony ser, posypujemy orzechami. Tak przygotowaną sałatę polewamy dressingiem i posypujemy sezamem i pestkami dyni. Podajemy natychmiast.

Smacznego:)


Leave a comment

Wzór na botwinkę, czyli chłodnik tradycyjny

Nie od dziś wiadomo, że książka to jeden z najlepszych prezentów, którymi można obdarować blogerkę kulinarną:) Radość oglądania książki wciąż pachnącej nowością i farbą drukarską nie ma sobie równych. Nic więc dziwnego, że gdy w tym roku dostałam na imieniny Wzór na smak Grzegorza Łapanowskiego, nie mogłam się doczekać aż nadejdzie wieczór i będę mogła przejrzeć to wydawnictwo.

A jest to książka ze wszech miar dopracowana i pięknie wydana. Bardzo podoba mi się pomysł na jej zawartość. Tytułowy wzór na smak to nic innego, jak opisywanie kolejno poszczególnych produktów (warzyw, jarzyn, owoców, mięs), często okraszone kulinarnymi wspomnieniami Autora, a do tego przejrzyście podane wzory na połączenia z innymi produktami. Jak pisze we wstępie Łapanowski pod każdym opisem znajdziesz wzory na smak. Sprawdzone klasyki, warte wypróbowania. (…) Zanim przejdziesz do przepisów, zerknij na grafikę z połączeniami smakowymi dla danego produktu. (…) Staraj się eksperymentować, łączyć receptury i podmieniać składniki, podążając za wzorami na smak i połączeniami smakowymi. I radzi zawsze wybierać do gotowania produkty najlepsze jakościowo, świeże, najlepiej lokalne.

Na początku Grzegorz Łapanowski opowiada o podstawowych smakach: słodkim, kwaśnym, słonym, gorzkim i oczywiście umami. Radzi jakie produkty warto mieć w kuchennych szafkach. Później jest coraz lepiej: Autor podpowiada jak łączyć smaki. Po pierwsze, łączyć produkty z danego regionu. Po drugie, łączyć produkty sezonowe. Po trzecie, łączyć produkty z tej samej grupy. Na kolejnych stronach książki przeczytamy o poszczególnych produktach i połączeniach smakowych, np. z czym najlepiej po drodze bakłażanowi (tu: m.in. z fetą, kozim serem, jagnięciną, ziołami, niektórymi warzywami etc.). Dalej znajdziemy wybrany dla danego produktu przepis (np. stek z bakłażana z salsą pomidorową) okraszony pięknym zdjęciem. Nie da się ukryć, że Łapanowski potrafi czarować słowem, posłuchajcie choćby tego: Topinambur. Ma nazwę jak jakiś leśny zwierz. I może coś w tym jest. Dzięki ziemistym i leśnym nutom rzeczywiście kojarzy się z lasem. Pasuje do dziczyzny, dobrze mu w towarzystwie oliwy truflowej, pieczonych orzechów i grzybów. Zresztą przez lata służył u nas jako karma dla dzików, zanim “z Zachodu” nie przyszła moda na to hipsterskie warzywo.

Takiej książki jeszcze u nas nie było. Jest skarbnicą przepisów, ale przede wszystkim kalejdoskopem wzorów na połączenia smakowe, czasem naprawdę zaskakujące. Ponad dwieście stron kulinarnych podsumowań i często zaskoczeń. Polecam bardzo tę lekturę. A dziś z tej książki proponuję Wam klasyczny wzór na botwinę: chłodnik na maślance, pełen pysznych i zdrowych składników.

CHŁODNIK TRADYCYJNY

/wg przepisu Grzegorza Łapanowskiego z książki Wzór na smak, Wydawnictwo Full Meal, Warszawa 2017/

1 pęczek botwinki

1 l maślanki

świeży ogórek gruntowy

1 pęczek rzodkiewek

1 pęczek koperku

2 jajka ugotowane na twardo

2 ząbki czosnku

do smaku: sól, pieprz, cukier, sok z cytryny do smaku

ocet do gotowania botwinki

 

Botwinkę dokładnie płuczemy. Małe buraczki drobno siekamy lub ścieramy na tarce o dużych oczkach, łodygi i liście drobno siekamy. Obgotowujemy osobno w osolonej wodzie z cukrem i octem (po łyżce na 1l) – buraka ok. 3 minut, łodygę ok. 1 minuty, liście 30 sekund.

Ogórka i rzodkiewkę myjemy i ścieramy na tarce – ogórka na dużych oczkach, rzodkiewkę na małych. Czosnek przeciskamy przez praskę, koperek drobno siekamy. Wszystkie składniki przekładamy do miski i łączymy z maślanką. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, cukrem i sokiem z cytryny. Gotowy chłodnik wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Podajemy zimny (ale nie lodowaty) w miseczce z ćwiartkami jajka, ogórka, skropiony oliwą.

Smacznego:)