gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Kurki a obóz stały pod namiotami

DSC_0092

 

Cantharellus cibarius Fr. Pieprznik jadalny. Kurka. Jedyny grzyb, który rozpoznaję w lesie i nie obawiam się go zbierać, ponieważ kurek nie można pomylić z żadnymi innymi grzybami:)

Uwielbiam kurki, ich smak przypomina mi dzieciństwo i wakacje spędzane z rodzicami i bratem na Pojezierzu Brodnickim i na Mazurach. Kurki to też nieodzowny element niegdysiejszych obozów harcerskich w Borach Tucholskich. Mieliśmy po 18-19 lat i zwaliśmy się dumnie “kadrą obozową”. Wieczorami, po apelu, gdy dzieciaki już poszły spać na swych pryczach i wysłużonych kanadyjkach śniąc o domu lub o apelu półgospodarczym (sic!), zbieraliśmy się w namiocie kuchennym i zaczynaliśmy nocne życie obozowe. Długie rozmowy, picie czarnej herbaty z aluminiowych kubków, walka z komarami i ona, gwiazda wieczoru: jajecznica z cebulką i kurkami. Nieodłączny element tego nocnego harcowania. Swoją drogą, musieliśmy mieć naprawdę zdrowe żołądki, że mogliśmy po 23ej wcinać takie ciężkostrawne dania;)

Tyle wspomnień, być może kultowa dla wielu z nas obozowa jajecznica doczeka się kiedyś swojego postu… Lecz dziś kurki zaprezentują się w bardziej wyrafinowanej odsłonie. Z ziołami i ryżem arborio, podlane białym wytrawnym winem (którego niemal 20 lat temu nie wolno nam było pić, bo zabraniał tego harcerski kodeks). Czuwaj!

 

RISOTTO Z KURKAMI

/porcja dla2 osób/

Baza kurkowa:

2 szklanki oczyszczonych kurek

1 cebula

garść posiekanych świeżych ziół lub łyżeczka ziół prowansalskich

sól i pieprz do smaku

2 łyżki oleju ryżowego

 

Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy posiekaną drobno cebulę  i podsmażamy 2-3 minuty, aż cebula lekko zmięknie. Wrzucamy oczyszczone kurki, solimy i dusimy do miękkości na niedużym ogniu. Następnie dodajemy zioła i smażymy chwilę.

Risotto właściwe:

1 mała cebula, drobno posiekana

2-3 łyżki oliwy

1 łyżka masła

200 g ryżu arborio

1/2 kieliszka białego, wytrawnego wina

ok. 1/2 l bulionu

sól i pieprz

parmezan

 

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę i podsmażamy na małym ogniu do miękkości.

Następnie do podsmażonej cebuli dorzucamy ryż i mieszamy do czasu, aż wszystkie ziarenka zrobią się szkliste. Wlewamy wino,mieszamy całość, by alkohol odparował. Następnie do ryżu wlewamy chochelkę bulionu i mieszamy, aż ryż go wchłonie. Następnie wlewamy kolejną, którą ryż wchłonie i mieszamy całość. Czynność powtarzamy aż do wyczerpania bulionu i osiągnięcia miękkości przez ryż (co zajmie ok. 15 minut). Pamiętajmy, że risotto powinno być kremowe i gęste, a ziarenka ryżu miękkie i lekko kleiste. Do garnka z ryżem dodajemy bazę kurkową, mieszamy do połączenia składników, dodajemy łyżkę masła, ponownie mieszamy. Risotto nakładamy na talerze, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem oraz wiórkami startego parmezanu. Możemy ozdobić całość listkiem bazylii.

Smacznego:)

 

DSC_0096

 

P.S. Danie jest kombinacją przepisu z bloga http://www.strawberriesfrompoland.blogspot.com oraz wrażeń z kilkugodzinnego kursu w Akademii mistrza Kurta Schellera, w których miałam przyjemność uczestniczyć dwa lata temu.

 

DSC_0090

 

DSC_0112

 

DSC_0119

 

DSC_0113

Advertisements


2 Comments

Ciasto z malinami i kremem mascarpone

Sezon na maliny powoli dobiega końca, a to znak, że należałoby je pysznie wykorzystać. W dzisiejszym poście maliny wystąpią w obłędnym duecie z ciastem i kremem z serka mascarpone. Coś  w sam raz dla łasuchów.

 

DSC_0003

 

DSC_0029

CIASTO Z MALINAMI I KREMEM MASCARPONE

szklanka mąki pszennej

3 jajka

6 łyżek cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

na wierzch:

400 g malin

1 łyżka cukru

250 g serka mascarpone

łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

łyżka cukru pudru

3 łyżki jogurtu naturalnego

 

Białka ubijamy na sztywno, dodając pod koniec łyżkę cukru. W drugiej misce ucieramy żółtka z pozostałymi 5 łyżkami cukru. W trzeciej misce łączymy mąkę z proszkiem do pieczenia, dodajemy do sypkich składników białka i żółtka. Wlewamy ciasto do formy i pieczemy ok. 45 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
Przygotowujemy wierzch ciasta: 100 g malin wkładamy do rondelka, zasypujemy cukrem, dodajemy 1 łyżkę wody i podgrzewamy na wolnym ogniu przez ok. 15 minut mieszając od czasu do czasu. Malinowy sos studzimy.

Mascarpone miksujemy przez chwilę z cukrem z prawdziwą  wanilią, cukrem pudrem i jogurtem naturalnym.

Pozostałe maliny dzielimy na pół: jedną część rozkładamy na cieście i przykrywamy zmiksowanym serkiem mascarpone. Następnie mascarpone polewamy sosem malinowym. Na wierzchu rozkładamy pozostałe maliny. Ciasto chłodzimy przed podaniem co najmniej 1 godzinę.

Smacznego:)

DSC_0034

P.S. Przepis pochodzi z magazynu Weranda Country: odrobinę go zmodyfikowałam, dodając do mascarpone jogurt naturalny (który masę czyni lżejszą) i dwa rodzaje cukru.

DSC_0036

DSC_0049

DSC_0065


Leave a comment

A na deser… tiramisu

DSC_0095

Dziś rano nasz ogród odwiedziła para skrzydlatych złodziei, którzy w najlepsze wyjedli dojrzałe w upalnym, mazowieckim słońcu borówki. Dwa kosy – hultaje i huncwoty (jak mawiała moja zakopiańska ciotka) – pozbawiły nas owoców do porannego musli.  Po tym incydencie, mój Tata wyszperał, nie wiadomo skąd, plastikową siatkę, którą ogrodził krzaczki, by kolejna wizyta państwa kosów nie skończyła się borówkową wyżerką;)

Na szczęście poranni goście z pomarańczowymi dziobami łaskawie zostawili nam trochę borówek na przygotowanie deseru. Zapraszam więc na tiramisu.

DSC_0073

DSC_0085

TIRAMISU

250 g serka mascarpone

2 jajka

25 ml amaretto

3 kopiaste łyżeczki kawy mielonej

3 łyżeczki cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub 1/2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią

szczypta soli (do białek)

paczka biszkoptów

kakao gorzkie do posypania wierzchu

 

Kawę zaparzamy w 1/2 l wody, dodajemy łyżeczkę cukru i odstawiamy do ostudzenia.

Jajka należy dokładnie sparzyć, do dwóch misek wrzucamy osobno żółtka i białka. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubijamy z resztą cukru i ekstraktem wanilii do konsystencji kogla-mogla. Miksując dodajemy po trochu mascarpone i amaretto. Do masy z żółtek dodajemy pianę z białek i całość delikatnie mieszamy do połączenia składników (nie miksujemy). W miseczkach układamy warstwami: namoczone w kawie biszkopty, na nich warstwę masy, ponownie namoczone biszkopty, itd. Ostatnią warstwę powinna stanowić masa, którą posypujemy kakao. Tiramisu chłodzimy w lodówce co najmniej na 3 godziny przed podaniem.

Klasyczne tiramisu jest bez dodatku owoców, ja jednak udekorowałam je borówkami amerykańskimi. W tej roli świetnie sprawdzą się również maliny.

Smacznego:)

 

DSC_0067

DSC_0091

Przepis pochodzi z książki “White Plate. Słodkie” autorstwa Elizy Mórawskiej vel Liski. Tiramisu przygotowałam z połowy składników podanych w przepisie: wystarcza na sześć porcji. Na wierzchu każdej miseczki z tym boskim deserem ułożyłam “uratowane” borówki:)

DSC_0070

DSC_0078

DSC_0059

DSC_0064

DSC_0061

DSC_0082


Leave a comment

Malinowo-naleśnikowo

DSC_0085

Coraz częściej przekonuję się, że proste przepisy z użyciem nieskomplikowanych składników są ponadczasowe i uniwersalne. Tak jest w przypadku naleśników, które przyrządzone na słodko są dla mnie jednym ze smaków-wspomnień z dzieciństwa. Potrzebujemy tylko trochę mąki, jajek, mleka, twarogu i jogurtu. I cukru trzcinowego oraz tytułowych malin na osłodę.

DSC_0120

NALEŚNIKI Z SEREM I MALINAMI

/porcja dla 3 osób/

na naleśniki:

2 szklanki mąki pszennej

szklanka mleka 2%

szklanka wody mineralnej gazowanej

2 jajka

1/2 łyżeczki soli

2 łyżki oliwy z oliwek

olej ryżowy do posmarowania patelni

 

na nadzienie:

opakowanie twarogu

100 g jogurtu naturalnego

100 g śmietany 12%

2 łyżki cukru trzcinowego

łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

 

do polania: jogurt zmieszany z cukrem trzcinowym

do przybrania: maliny

 

Składniki na ciasto naleśnikowe miksujemy, a następnie nakładamy chochelką na rozgrzaną patelnię lekko posmarowaną olejem. Smażymy naleśniki i odkładamy jeden po drugim na głęboki talerz odwrócony do góry nogami.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie: w misce rozdrabniamy twaróg, dodajemy oba rodzaje cukru oraz jogurt i śmietanę. Całość dokładnie mieszamy do połączenia składników. Nadzienie nakładamy na naleśniki, zwijamy w kopertę lub klasyczną “rurkę”, wykładamy na talerz i polewamy jogurtem naturalnym zmieszanym z odrobiną cukru. Naleśniki przybieramy malinami.

Smacznego:)

DSC_0130

DSC_0122

DSC_0153

DSC_0119


Leave a comment

Kuskus na sposób algierski

Raz na jakiś czas na naszych talerzach pojawia się kuskus. Zwykle przygotowuję go z cukinią, ziołami, cebulką, natką pietruszki i prażonym słonecznikiem, jako szybki posiłek do odgrzania w pracy. Moja kulinarna przygoda z kuskusem zaczęła się na dobre trzy lata temu, tuż po powrocie z Algierii. Tam kuskus to jeden z filarów narodowej kuchni. Choć pod względem wartości odżywczych nie jest prymusem wśród kasz, to jednak stanowi znakomitą bazę, jeśli chcemy przygotować szybki posiłek.

Dzisiejszy wpis będzie odrobinę nietypowy. Chcę Wam pokazać kilka zdjęć z mojej podróży do Algierii okraszając je garścią ówczesnych refleksji na temat tego północnoafrykańskiego kraju i jego mieszkańców. A nagrodą za cierpliwość czytania i oglądania niech będzie przepis:) Odgrzebałam moje notatki z podróży, odkurzyłam fotografie i… zapraszam do lektury.

DSC_0134

DSC_0017Port w Algierze, widok z Qasbah

qasbah of algerQasbah, Algier

17 marca 2011 r. Niezmiennie fascynuje mnie i niepokoi zarazem widok, który powtarza się na rogatkach miasta: wojsko (często w opancerzonych pojazdach), kolczatki na jezdni, żołnierze pod bronią. Samochody zwalniają, w nocy kierowcy wyłączają światła mijania i włączają światło przy lusterku wstecznym w kabinie, by żołnierze mogli zobaczyć kto siedzi w samochodzie, czy przypadkiem nie jakieś podejrzane typy-terroryści. (…) Stan wyjątkowy został co prawda zniesiony nie dalej jak miesiąc temu, ale jak mówi M., nadal zdarza się, że ekstremiści zatrzymają kogoś, kto pracuje dla rządu lub wojska i zastrzelą go. Jakieś dwa lata temu w ten sposób zginął narzeczony znajomej M. Wracał wieczorem autem do domu, gdzieś za miastem zatrzymali go żołnierze-przebierańcy (w rzeczywistości islamscy terroryści), kazali sobie pokazać papiery i gdy okazało się, że chłopak pracuje jako kucharz w wojskowych koszarach – zamordowali go…
M. na moje pytanie czy pamięć o wojnie domowej z lat 90. nadal jest żywa w algierskim społeczeństwie, odpowiada: „Owszem. W zasadzie nie ma rodziny, która nie straciłaby chociaż jednego bliskiego, krewnego”.

DSC_0247Na rogatkach Tizi Ouzou, prowincja Kabylia

DSC_0106aMuzykanci spotkani w drodze do Larbaâ Nath Irathen w prowincji Kabylia

19 marca 2011 r. Wyprawa z Shabanem i jego siostrzenicą Lamią do Benni-Yenni (Ath-Yenni) wioski położonej w górach Djurdzura. Benni-Yenni jest znana z produkcji biżuterii, z której z kolei słynie ten region czyli Kabylia. Wspinamy się samochodem po krętej asfaltowej drodze, coraz wyżej i wyżej. Nagrodą jest wspaniały widok z podestu à la taras widokowy, na który natrafiamy z Lamią dochodząc już na piechotę do końca wsi. Po drodze odwiedzamy każdy z maleńkich sklepików z biżuterią. Sklepiki mocno przykurzone, dawno mają za sobą swoje lata świetności. W środku kabylska biżuteria. Dominuje srebro i koral. Srebro pokryte farbą w kabylskich narodowych barwach: żółty, czerwony, niebieski, zielony. Starsi ludzie na ulicy widząc cudzoziemkę uśmiechają się i mówią przyjaźnie „bonjour”. Odpowiadam z uśmiechem i zastanawiam się kiedy ostatnio to miejsce widziało turystę… Patrzę na ludzi, jestem ciekawa ich reakcji: nie widać tej algierskiej frustracji w pierwszym, powierzchownym kontakcie. Może dlatego, że mam do czynienia z Kabylczykami, którzy są „wolnymi ludźmi”?

DSC_0276Benni-Yenni (Ath-Yenni)

DSC_0310W górach Djurdjura (w masywie Atlasu)

21 marca 2011 r. Piąta rano. Zaczynamy naszą wyprawę na południe z zamiarem dotarcia na pustynię, a konkretnie do miasteczka Ghardaïa. Zatrzymujemy się na śniadanie w Medei położonej niedaleko Tibhirine w Górach Atlas. Kupujemy jeszcze ciepłe pieczywo w miejscowej piekarence i krążymy w poszukiwaniu kafejki, w której można dostać kawę na wynos. W kafejce sami mężczyźni. Kobietom wstęp wzbroniony. Czuję się nieswojo i aby nie naruszyć czyichś uczuć religijnych nie wchodzę do środka. Chłopcy kupują kawę, śniadanie jemy w plenerze. Robię ukradkiem zdjęcia na rynku miejskim. Przez kolejne 4 dni podróży opanuję ten styl robienia zdjęć „z ręki”, ukradkiem, niemalże do perfekcji. Na rynku sami mężczyźni. Stoją, rozmawiają żywiołowo gestykulując, kucają, starsi siedzą na ławeczkach. Kobiety przemykają “zakwefione” gdzieś w bocznych uliczkach. Serce Medei jest “męskie”. To oni tutaj rządzą.

south (38)Rynek w Medei

south (356)W drodze na Południe

22 marca 2011 r. Ghardaïa. Niemal wszystkie kobiety mozabickie noszą długie, aż do samej ziemi, śnieżnobiałe hidżaby (w których wyglądają jakby były owinięte w białe prześcieradła). To, co widać na zewnątrz, to jedynie jedno oko, dłonie oraz fragment stóp zwykle obutych w czarne pantofle na płaskim obcasie.
Po obiedzie wynajęliśmy przewodnika, którzy oprowadził nas po oazie i pokazał tutejszy system nawadniania ogrodów pełnych palm daktylowych. Tak na marginesie, to daktyle stanowią w tym kraju jeden z niewielu towarów eksportowych obok ropy naftowej i gazu. Nasz młody przewodnik zagadnięty o to czy ma żonę przytaknął i opowiedział nam o małżeństwach aranżowanych (głównie przez matki chłopców). Wiek, w którym Mozabici wydają córki za mąż zaczyna się od 12-13 roku życia. Kobieta mozabicka musi wyjść za mąż za Mozabitę. Mężczyzna ma ten luksus, że ma wybór, może np. wziąć sobie za żonę Kabylkę.

south (300)Mieszkanka Ghardaïa

DSC_0029Qasbah w Algierze

DSC_0116

south (410)

23 marca 2011 r. Dziś „dotknęliśmy” pustyni: tej piaszczystej, wszechogarniającej, jak z hollywoodzkich filmów. Do tej pory przez ostatnie 3 dni mieliśmy do czynienia z pustynią kamienistą. Jedziesz asfaltową drogą, która jak wstążka przecina pustynię, a na szosę wciąż i wciąż nawiewa piasek. Kiedy nic z przeciwka nie jedzie, z tyłu też nie widać żadnego samochodu, można się poczuć jak na bezkresnym, monotonnym oceanie. Gdzieś tam w głębi masz wrażenie osamotnienia. Pusto. Piaszczysto. I tak przez jakieś 200 km. Poza tym co jakiś czas spotykasz stado wielbłądów, które spokojnie i niewzruszenie przechodzą przez drogę bynajmniej nie spiesząc się. Jak owce na Podhalu. Co kilka kilometrów stoją znaki ostrzegawcze „Uwaga wielbłądy”. Śmialiśmy się z M., że każdy z nich to rękodzieło, ponieważ wielbłąd na nich raz wygląda jakby dostojnie spacerował, innym razem jakby biegł, jeszcze na innym znaku miał krótszy ogon niż na poprzednich albo pysk przekrzywiony niestandardowo. Na którymś kilometrze uradowani spotkaliśmy takie leniwe stado wielbłądów. Zatrzymaliśmy się na poboczu, uchyliłam szybę i przez jakieś 30 sekund pstrykałam im zdjęcia. Po chwili aparat był pokryty cienką warstwą drobniutkiego piasku. Miałam go pełno w zębach.

south (461)-2Gdzieś na Saharze, ok. 900 km na południe od Algieru

south (468)

25 marca 2011 r. Ten kraj mógłby być prawdziwym rajem turystycznym. Ma wszystko, czego potrzeba, by przyciągnąć zagranicznych turystów: ciepłe Morze Śródziemne, piaszczyste plaże, pustynię, góry Atlas, „perły” będące na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, różnorodność kulturową i wspaniałe tradycje, których nie powstydziłby się żaden europejski kraj. Ale politycznie daleko mu do demokracji. Od 15 lat Algierczycy skazani są na tego samego prezydenta, a mówi się, że jest on tylko polityczną marionetką w rękach wojskowych. Na rogatkach miast za dnia i w nocy stoją posterunki wojskowe i sprawdzają kto wjeżdża do miasta. Mają opancerzone samochody i wykrywacze bomb. Ludzie może nie żyją w ciągłym strachu, bo przyzwyczaili się do tej „małej stabilizacji”, ale w ich oczach od czasu do czasu uważny obserwator może dostrzec jakiś dziwny smutek. Smutek, który pojawia się wówczas, gdy zamyślają się, gdy przestają się uśmiechać i gdy milczą. I wciąż marzą o Francji, która ich nie chce, mimo że znają język, kulturę, że tyle ostatnio mówi się o starzejących się społeczeństwach Zachodniej Europy.

south (414)

south (253)Ouargla: miasto-oaza na Saharze

 KUSKUS NA SPOSÓB ALGIERSKI

2 garście kuskusu

łyżeczka algierskiej przyprawy do kuskusu

oliwa z oliwek

cebula

1 ząbek czosnku

1/2 czerwonej papryki

1/2 żółtej papryki

zielone oliwki

pojedyncza pierś z kurczaka

mix przypraw do kurczaka (ja używam pikantnej mieszanki)

ciecierzyca w zalewie (1/2 puszki)

groszek  zielony (1/2 puszki)

pieprz, sól do smaku

 

Kuskus zalewamy wrzątkiem, dodajemy przyprawę do kuskusu, odrobinę solimy i odstawiamy na ok. 3-4 minuty, aż wchłonie wodę. Cebulę kroimy w piórka, czosnek drobno siekamy, paprykę kroimy w paski. Ciecierzycę i groszek odsączamy z zalewy. Oliwki kroimy w plasterki. Kurczaka kroimy w paski, dodajemy przyprawę (ilość wedle gustu) i smażymy na oliwie. Kuskus przekładamy do dużej miski, dodajemy podsmażonego kurczaka, cebulę, czosnek, paprykę oraz pozostałe składniki. Całość dokładnie mieszamy i obficie skrapiamy oliwą z oliwek.

Kuskus, którego skład był bardzo podobny (choć sposób jego przyrządzania z pewnością nieco się różnił), jadłam u zaprzyjaźnionej rodziny w Tizi-Ouzou, a w prezencie przed powrotem do Polski dostałam od mojej “nowej” kabylskiej koleżanki Dyny słoiczek przyprawy do kuskusu. Podejrzewam, że podobny mix przypraw można kupić w Polsce w sklepach z żywnością orientalną.

Smacznego:)

DSC_0033Kuskus na sposób algierski

DSC_0048
DSC_0021-2

 

DSC_0023

south (239)Dzieci w Ghardaïa – mozabickiej osadzie na Saharze

south (305)

south (315)

south (535)-2

 


Leave a comment

Tarta twarogowo-morelowa

DSC_0035

Kupiłam na rynku pierwsze w tym roku morele. Są odrobinę twarde, ale i te nadają się do ciasta, jeśli najdzie Was ochota na popołudniową słodycz przełamaną kwaskowatą nutą pieczonych moreli. Wielbiciele nabiału również znajdą w tej tarcie coś dla siebie: dominujący twaróg “podkręcony” odrobiną prawdziwej wanilii.

DSC_0070

TARTA TWAROGOWO-MORELOWA

na ciasto:

2 szklanki mąki

100 g zimnego masła

1/3 szklanki cukru

jajko

szczypta soli

na nadzienie:

300 g twarogu (może być półtłusty)

1/2 kg dojrzałych moreli

1/2 szklanki śmietany 12%

1/3 szklanki jogurtu naturalnego

1/2 szklanki cukru

łyżka cukru z prawdziwą wanilią

2 jajka

2 łyżki mąki ziemniaczanej

skórka starta z 1/2 cytryny

szczypta soli

cukier puder do posypania wierzchu

 

Przesianą mąkę wsypujemy na stolicę, dodajemy zimne masło, cukier, jajko i sól. Całość dokładnie siekamy. Szybko zagniatamy ciasto, po czym zawijamy w folię i umieszczamy je na co najmniej 1/2h w lodówce (lub na kwadrans w zamrażalniku).

Przygotowujemy nadzienie: twaróg przekładamy do dużej miski, rozgniatamy widelcem, dodajemy śmietanę, jogurt, oba rodzaje cukru, szczyptę soli, jajka, skórkę z cytryny i mąkę ziemniaczaną. Całość miksujemy aż do uzyskania jednolitej masy.

Rozgrzewamy piekarnik do 180°C. Schłodzone ciasto rozkładamy w formie do pieczenia, nakłuwamy widelcem i pieczemy w temperaturze 180°C przez 10-12 minut aż do zrumienienia wierzchu. Wyjmujemy z piekarnika i chłodzimy.

Morele kroimy na pół i pestkujemy.

Nadzienie wlewamy na podpieczony spód i dekorujemy morelami.

Ciasto pieczemy przez ok. 40-45 minut w temperaturze 190°C (200°C z termoobiegiem).

Ostudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)

 

DSC_0007

 

DSC_0021

 

DSC_0030

DSC_0074

DSC_0016

 

DSC_0068


Leave a comment

Szakszuka z Kukbuka

DSC_0131

Jeśli około 8 rano pojawicie się w starej części miasta, w Jaffie, na ulicy Beit Eszel, to idąc za cudownym, egzotycznym zapachem, traficie do knajpy, gdzie na ogniu będą grzały się liczne patelenki z gęstym, bąblującym czerwonym sosem. Za chwilę kucharz wbije do nich jajka i gdy tylko białko się zetnie, na stole wyląduje szakszuka. Aksamitne żółtko rozleje się wśród uduszonych do miękkości pomidorów, podsmażonej cebuli i papryki, doprawionych ostro, słodko i korzennie. Kawałkiem chleba będziecie nabierać to półpłynne cudo i pakować do ust, mimo, że parzy, ścieka po palcach i kapie na ubranie. /Agnieszka Kręglicka, Wysokie Obcasy, nr 23, 14.06.2014 r./

Taka właśnie jest szakszuka: warzywno-jajeczne cudo, które często przygotowuję na leniwe niedzielne śniadanie.

Ale niech Was nie zmyli zacytowany tekst: choć szakszuka (w oryginale shakshouka), jest aktualnie bardzo popularna w Izraelu, to jednak jest ona od wieków stałym elementem tradycyjnych kuchni krajów Maghrebu: Tunezji, Maroka, Algierii czy Libii (oczywiście przygotowywana w specyficzny dla tych krajów sposób). A do Izraela przywędrowała ponoć wraz z tunezyjskimi Żydami.

Mniejsza o to, niech jej dokładne pochodzenie badają specjaliści od historii jedzenia:) Szakszuka, którą dziś Wam przedstawiam, jest kwintesencją moich licznych śniadaniowych prób i błędów oraz przepisu z “Kukbuka” – mojego ulubionego magazynu kulinarno-kulturalnego (jak sam się dumnie nazywa).

DSC_0126

SZAKSZUKA

/porcja dla 2-3 osób/

2 duże dojrzałe pomidory

1/2 małego bakłażana

1 duża cebula

2 ząbki czosnku

2-3 jajka

ser kozi lub ser feta (równie dobrze można użyć oscypka lub sera korycińskiego) pokrojony w kosteczkę

garść natki pietruszki

ewentualnie 1/4 papryczki chili (jeśli jesteście fanami ostrych dań)

pieprz, sól

olej ryżowy

 

Bakłażana kroimy w plastry, kładziemy na talerzu i solimy zostawiając go na ok. 10-15 minut, by sól “wyciągnęła” z niego goryczkę. W międzyczasie obieramy cebulę, kroimy ją w piórka, czosnek drobno siekamy i wrzucamy je na rozgrzaną patelnię, chwilę dusimy. Pomidory obieramy ze skóry, kroimy w kostkę. Bakłażana płuczemy pod zimną wodą, a następnie kroimy w kostkę. Do podsmażonej cebuli i czosnku dodajemy bakłażana i dusimy całość. Po  5 minutach na patelnię z cebulą, czosnkiem i bakłażanem wrzucamy pomidory (i ewentualnie pokrojoną papryczkę chili). Dodajemy pieprz i sól do  smaku. Znowu dusimy na małym ogniu ok. 4-5 minut. Gdy z uduszonych do miękkości warzyw zacznie wypływać sos, jest to znak, że można dodać jajka: robimy wgłębienia, do których wbijamy całe jajka. Całość posypujemy serem. Znowu dusimy ok. 5-7 minut, w zależności od tego, jak bardzo chcemy mieć ścięte żółtka. Przed podaniem szakszukę posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Smacznego:)

f (6)

DSC_0135

DSC_0143

DSC_0127

 

DSC_0159