gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Piekarnik na urlopie, czyli klasyczne włoskie tiramisu

DSC_0192

Ostatnia fala upałów zmusiła mnie do tego, by dać odpocząć piekarnikowi. Mimo, że nagrzewa się do 200ºC zaledwie w kilka minut, to jednak rozgrzany sprzęt w połączeniu z wysoką temperaturą na polu i w domu daje efekt sauny. Uwielbiam nasze poddasze, ale w czasie, gdy słupek rtęci niebezpiecznie zbliża się do 30ºC, wolę unikać pieczenia.

W zamian mogę przygotowywać desery bez pieczenia, które zamiast w piekarniku lądują w lodówce, gdzie “dojrzewają”.

Dziś kolejna odsłona: klasyczne włoskie tiramisu.

DSC_0194

KLASYCZNE TIRAMISU

/porcja dla 4 osób, na podstawie książki Elizy Mórawskiej White plate. Słodkie/

250 g serka mascarpone

2 duże jajka

25 ml amaretto

4 łyżeczki kawy mielonej

3 łyżeczki cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

szczypta soli (do białek)

paczka biszkoptów

kakao gorzkie do posypania wierzchu

 

Kawę zaparzamy w 1/2 l wody, dodajemy łyżeczkę cukru i odstawiamy do ostudzenia.

Do dwóch misek wrzucamy osobno żółtka i białka ze sparzonych jajek. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubijamy z resztą cukru i ekstraktem wanilii do konsystencji kogla-mogla. Miksując dodajemy po trochu mascarpone i amaretto. Do masy z żółtek dodajemy pianę z białek i całość delikatnie mieszamy do połączenia składników (nie miksujemy). W miseczkach układamy warstwami: namoczone w kawie biszkopty, na nich warstwę masy, ponownie namoczone biszkopty, itd. Ostatnią warstwę powinna stanowić masa, którą posypujemy kakao. Tiramisu chłodzimy w lodówce co najmniej na 3 godziny przed podaniem.

Smacznego:)

DSC_0201

DSC_0190

DSC_0197

Advertisements


Leave a comment

O radości parzenia kawy. A na deser ciasto korzenne z jabłkami

korzenne z jablkami_01

korzenne z jablkami_02Królestwo za dobrą, świeżo parzoną kawę!!!

Tak mógłby brzmieć okrzyk niewyspanego człowieka w pochmurny poranek, gdy ciśnienie atmosferyczne spada na łeb, na szyję.

Jestem przekonana, że dobra kawa o poranku to połowa sukcesu w ciągu dnia. Taką arabicę serwuje mi codziennie na śniadanie mój Miły, który obsługuje jedną z najlepszych rzeczy, które wymyślili Włosi: kafetierę. Małe, niepozorne metalowe cudo, które pod ciśnieniem zamienia mieloną kawę i wodę w aromatyczny napój. Jej cudowny zapach roznosi się po całym mieszkaniu i sprawia, że nie bez trudu zwlekam się z łóżka, by miło rozpocząć dzień.

Jarosław Mikołajewski, znakomity italianista, poeta i były szef Instytutu Polskiego w Rzymie opisuje z jakim pietyzmem i jednocześnie radością zwyczajny włoski kawiarz (tak, “kawiarz”, nie barista) traktuje swą codzienną pracę i kontakt z ludźmi, którzy przychodzą do jego kawiarni. Dla Mikołajewskiego jest to punkt wyjścia do opisu różnic w podejściu do klienta. W słonecznej Italii, słynącej ze świetnych kaw, zawód “kawiarza” jest uświęcony latami tradycji, a ludzie wykonujący tę profesję są rzemieślnikami w najlepszym tego słowa znaczeniu i jednocześnie wirtuozami w tym, co robią.

W Polsce za barem kawowym najczęściej nadal stoją osoby, dla których bycie kawiarzem/baristą to jedynie przystanek na zawodowej ścieżce.  Mikołajewski nie bez ironii pisze, że w wielu kawiarniach można spotkać młodych ludzi, którym powinęła się noga i nie dostali się na studia, a swoją pracę traktują dorywczo i nie wkładają w nią ani serca, ani uwagi. Jest sporo racji w stwierdzeniu, że różnica między Włochami a Polską tkwi w podejściu do usług. U nas często wykonują ją ludzie znudzeni lub niezadowoleni. I nie dotyczy to tylko sfery usług kawiarnianych.

Mikołajewski opisuje scenkę rodzajową z kawiarni, do której często zachodził, gdy mieszkał i pracował w Rzymie. Pewnego popołudnia, oprócz klientów na wprost kawiarza siedział dziesięcioletni chłopiec. Chłopiec był synem parzącego kawę, który patrzył na swojego ojca z nieukrywaną dumą i radością. A włoski kawiarz jest profesjonalistą, który niczym showman występuje przed swą publicznością: jest skupiony, nie rozprasza się, parzy kawę z uwagą i… kocha to, co robi.

Życie codzienne musi sprawiać radość niezbędnej życiowo konsumpcji, dawać cud spotkań z miłymi ludźmi za ladą i wrażenie, że nawet świat, w którym się płaci, jest piękny. Sprzedawcom i usługodawcom potrzeba poczucia godności i zakotwiczenia, włoskiej radości robienia kawy na oczach własnego dziecka. A do tego, by ludzie za ladą traktowali swoją pracę jak dobro, potrzebni są mistrzowie zawodu, uczciwi pracodawcy i powszechna tęsknota za pięknem. Czyli kultura wcielona.

Zostawiam Was z tymi refleksjami, a na deser do pysznej, świeżo zaparzonej kawy proponuję ciasto korzenne z jabłkami.

Korzystałam z tekstu Jarosława Mikołajewskiego Pochwała codziennej pracy sklepikarza z cyklu “Esej podróżny”, Gazeta Wyborcza, 7-8 marca 2015 r.

korzenne z jablkami_03

korzenne z jablkami_04CIASTO KORZENNE Z JABŁKAMI

4 jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

2/3 szklanki oleju (lub roztopionego masła)

2 szklanki mąki pszennej tortowej

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 łyżeczki cynamonu

2 goździki i 2 ziarenka kardamonu rozgniecione na proszek w moździerzu

1/2 szklanki posiekanych orzechów laskowych

1/2 szklanki posiekanych migdałów

2-3 duże jabłka

 

Jabłka obieramy i kroimy w drobne plasterki, odstawiamy. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC.

Jajka, cukier i olej miksujemy w dużej misce na gładką i puszystą masę. Dodajemy do masy mąkę wymieszaną z proszkiem i sodą, przyprawy korzenne, orzechy, migdały i mieszamy drewnianą łyżką. Pod koniec dodajemy plasterki jabłek i mieszamy, aż wszystkie składniki połączą się w jednolitą masę.

Ciasto przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 45 min. w temperaturze 180ºC.

Smacznego:)

korzenne z jablkami_05

korzenne z jablkami_06

korzenne z jablkamI_07

korzenne z jablkami_09

korzenne z jablkami_08


Leave a comment

A na deser… tiramisu

DSC_0095

Dziś rano nasz ogród odwiedziła para skrzydlatych złodziei, którzy w najlepsze wyjedli dojrzałe w upalnym, mazowieckim słońcu borówki. Dwa kosy – hultaje i huncwoty (jak mawiała moja zakopiańska ciotka) – pozbawiły nas owoców do porannego musli.  Po tym incydencie, mój Tata wyszperał, nie wiadomo skąd, plastikową siatkę, którą ogrodził krzaczki, by kolejna wizyta państwa kosów nie skończyła się borówkową wyżerką;)

Na szczęście poranni goście z pomarańczowymi dziobami łaskawie zostawili nam trochę borówek na przygotowanie deseru. Zapraszam więc na tiramisu.

DSC_0073

DSC_0085

TIRAMISU

250 g serka mascarpone

2 jajka

25 ml amaretto

3 kopiaste łyżeczki kawy mielonej

3 łyżeczki cukru trzcinowego

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub 1/2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią

szczypta soli (do białek)

paczka biszkoptów

kakao gorzkie do posypania wierzchu

 

Kawę zaparzamy w 1/2 l wody, dodajemy łyżeczkę cukru i odstawiamy do ostudzenia.

Jajka należy dokładnie sparzyć, do dwóch misek wrzucamy osobno żółtka i białka. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubijamy z resztą cukru i ekstraktem wanilii do konsystencji kogla-mogla. Miksując dodajemy po trochu mascarpone i amaretto. Do masy z żółtek dodajemy pianę z białek i całość delikatnie mieszamy do połączenia składników (nie miksujemy). W miseczkach układamy warstwami: namoczone w kawie biszkopty, na nich warstwę masy, ponownie namoczone biszkopty, itd. Ostatnią warstwę powinna stanowić masa, którą posypujemy kakao. Tiramisu chłodzimy w lodówce co najmniej na 3 godziny przed podaniem.

Klasyczne tiramisu jest bez dodatku owoców, ja jednak udekorowałam je borówkami amerykańskimi. W tej roli świetnie sprawdzą się również maliny.

Smacznego:)

 

DSC_0067

DSC_0091

Przepis pochodzi z książki “White Plate. Słodkie” autorstwa Elizy Mórawskiej vel Liski. Tiramisu przygotowałam z połowy składników podanych w przepisie: wystarcza na sześć porcji. Na wierzchu każdej miseczki z tym boskim deserem ułożyłam “uratowane” borówki:)

DSC_0070

DSC_0078

DSC_0059

DSC_0064

DSC_0061

DSC_0082


Leave a comment

Na dobry początek: kawowo-czekoladowa tarta z gruszkami

Na zewnątrz (“na polu”, jak mówią górale i mówię i ja, z czego wielu śmieje się pod nosem) zrobiło się odrobinę chłodniej. A nam zachciało się czegoś ciepłego i czekoladowego i z dodatkiem pobudzającego espresso. Mój wybór padł na mocno kawową i pysznie czekoladową tartę z gruszkami. Przepis, nieco zmodyfikowany pochodzi z magazynu Weranda Country. Nie ukrywam, że jego lekturę zaczynam od pierwszych stron, gdzie znajduje się  bajecznie kolorowy i ‘smaczny’ dział “Coś pysznego”. Inspiracja zatem płynie dziś z prasy:)

Obraz 051

 

 

KAWOWO-CZEKOLADOWA TARTA Z GRUSZKAMI

Na ciasto:

kopiasta szklanka mąki tortowej
pół kostki zimnego masła
1/3 szklanki cukru pudru

żółtko
szczypta soli

Na nadzienie:
5-6 gruszek w w zalewie (z puszki) lub taka sama ilość świeżych konferencji: pokrojone wzdłuż na pół
1/5 szklanki espresso
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady 70%
3 jajka
1/3 szklanki cukru
laska wanilii lub 1/2 opakowania cukru z prawdziwą wanilią
1/2 szklanki siekanych orzechów laskowych
2 łyżki mąki
łyżeczka proszku do pieczenia

Mąkę mieszamy z cukrem pudrem, posiekanym masłem, solą i żółtkiem. Wyrabiamy ciasto, formujemy z niego kulę, zawijamy w folię spoż̇ywczą i na ok. 1 godzinę wstawiamy do lodówki. Następnie wykładamy żaroodporną formę ciastem. Ciasto pieczemy ok. 12-15 minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180°C. Ciasto studzimy. Czekoladę rozpuszczamy w espresso. Następnie ubijamy jajka z cukrem, aż masa będzie puszysta, dodajemy ziarenka z laski wanilii (lub cukier z prawdziwą wanilią) oraz czekoladę z espresso. Do masy dodajemy posiekane orzechy, mąkę i proszek do pieczenia. Układamy gruszki na podpieczonym cieście i wlewamy masę. Ciasto pieczemy w 180°C przez ok. 40 minut.

Smacznego:)

 Obraz 048

 

 

Obraz 059-2