gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Z cyklu zdrowa słodycz #4: brownie z czerwonej fasoli i daktyli

Upłynęło trochę czasu od momentu, gdy opublikowałam ostatni przepis z cyklu #zdrowa słodycz. Brownie i zdjęcia do dzisiejszego posta robiłam wiosną (co widać po kwitnących konwaliach) z myślą o wrzuceniu przepisu w ciągu najbliższych tygodni. Tak się jednak nie stało. Konwalie przekwitły, a na straganach pojawiały się co i rusz sezonowe warzywa i owoce, których żal było nie wykorzystać w nowych postach na blogu. Ale oto konwalie powracają w wirtualnej formie w towarzystwie produktów dostępnych przez okrągły rok.

Kolejny raz sięgnęłam do książki Eleanor Ozich, w której jest kilka smakowitych przepisów na słodkości. Takie bez dodatku cukru, za to słodzone naturalnie: daktylami, miodem czy syropem z agawy. To również przepisy dla wszelkiej maści alergików i bezglutenowców: w składzie nie znajdziecie tam krowiego mleka czy pszennej mąki.

Dziś zachęcam Was do wypróbowania brownie na bazie fasoli i daktyli. Sześć składników i niecały kwadrans pracy. Wywrotowe połączenie ingrediencji, efekt błyskawiczny:)

BROWNIE Z CZERWONEJ FASOLI I DAKTYLI

/przepis pochodzi z książki My petite kitchen cookbook Eleanor Ozich, z moimi modyfikacjami/

400 g ugotowanej czerwonej fasoli lub fasoli z puszki (w oryginale fasola czarna)

160 g daktyli bez pestek (uprzednio namoczonych w gorącej wodzie przez kwadrans)

30 g dobrej jakości kakao

4 średnie jajka

1 łyżeczka octu jabłkowego

1 łyżeczka sody oczyszczonej

 

Wszystkie składniki umieszczamy w misie robota kuchennego i blendujemy do uzyskania jednolitej, gładkiej masy. Masę przekładamy do żaroodpornej foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 160ºC (termoobieg). Po upieczeniu brownie studzimy na kratce kuchennej, wierzch możemy oprószyć cukrem pudrem.

Brownie wytrzymuje max. 2 dni (najlepiej przechowywać je w lodówce i przed podaniem ocieplić w temperaturze pokojowej).

Smacznego:)

Advertisements


Leave a comment

Łupy z second handu i ciasto jogurtowo-kakaowe z węgierkami

Od kiedy pracuję przy nowym projekcie, znacznie częściej bywam u naszej księgowej. Jej biuro mieści się na bliskiej Woli, w jednej z klitkowatych powojennych kamienic. Gdy wychodzę stamtąd lżejsza o kilkanaście, czasem kilkadziesiąt gram dokumentów, nigdy nie odmawiam sobie wstąpienia do jednego z wielu w okolicy sklepów z rzeczami używanymi. Na wieszakach oczywiście królują ciuchy, w koszach leżą niekochane pluszaki, a na półkach płyty, jakieś książki, durnostojki.

Gdy przekraczam próg zawsze kieruję się do półek, na których obsługa poustawiała utensylia kuchenne. Można tam znaleźć niemal wszystko: chochle, spodeczki, nieco zdekompletowane zastawy stołowe, tace, miseczki, karafki, szklanki, kieliszki i masę innych rzeczy, które tylko czekają, by zmienić właściciela. Niemal nabożnie kucam przy drzwiach wejściowych, by pogrzebać w wiaderku ze sztućcami. Zwykle jest pełne nieciekawych przedstawicieli gatunku, ale raz na jakiś czas można upolować tam całkiem fajny nóż lub widelec.

Ostatnio zanurkowałam w koszu z serwetami i ściereczkami i wyłowiłam dwie lniane serwetki oraz szydełkowe cacko. Sprzedawca rzucił je na wagę, po czym flegmatycznie rzekł: dwa pięćdziesiąt. W ten sposób stałam się posiadaczką kolejnych łupów do mojej blogerskiej kolekcji.

Jeden z nich (serwetka) występuje dziś w drugoplanowej roli rekwizytu. A w roli głównej powitajcie ciasto jogurtowo-kakaowe z węgierkami.

Oklaski!

CIASTO JOGURTOWO-KAKAOWE Z WĘGIERKAMI

3 duże jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

3/4 szklanki jogurtu greckiego

1/3 szklanki oleju

2 szklanki mąki pszennej

2 łyżeczki sody oczyszczonej

2 łyżki kakao

1,5 szklanki śliwek węgierek

1/2 łyżeczki cynamonu

cukier puder do posypania

 

W dużej misce miksujemy jajka z cukrem na jasną, puszystą masę. Następnie dodajemy jogurt i olej oraz mąkę wymieszaną z sodą. Połowę ciasta wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Do drugiej połowy dodajemy kakao i dokładnie mieszamy, by rozprowadziło się po całości. Następnie wylewamy na jasną masę. Na wierzchu układamy wydrylowane połówki śliwek (skórką do dołu) i posypujemy cynamonem.

Ciasto pieczemy przez 45 minut w temperaturze 180ºC.  Ciasto studzimy na kratce kuchennej, po czym posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Jak to się robi w Komorowie, czyli rodzinna sesja fotograficzna

W ostatnich miesiącach miałam przyjemność uczestniczyć w wyjątkowym projekcie zatytułowanym O maluchach w bibliotece realizowanym przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Komorowie. Wraz z Zu brałam udział w kilku spotkaniach z ekspertami, podczas których wraz z innymi mamami (oraz przyszłymi mamami) słuchałyśmy mądrych i przydatnych rad nt. sensoryki, wiązania chust, laktacji czy aktywności fizycznej. Ja pstrykałam zdjęcia, Zu bawiła się w najlepsze z innymi bobasami i ciociami bibliotekarkami.

Ukoronowaniem cyklu spotkań była sesja zdjęciowa w ogrodzie Biblioteki, w której wzięły udział mamy, przyszłe mamy i ich rodziny. Ujęcia trafiły do kalendarza i pod (niektóre) strzechy, gdzie zawisły w ramkach;)

Dziś z radością i dumą chciałabym Wam zaprezentować efekty tej sesji.

Dziękuję Ekipie najlepszej Biblioteki (ever!) za zaufanie, a Uczestniczkom i Uczestnikom (tym małym i dużym) za cierpliwość i uśmiech. Jesteście najlepsi! :)


Leave a comment

Z wizytą u cioteczki, czyli ciasto jogurtowe z gruszkami i kardamonem

Najpopularniejsza i najlepsza cukiernia pod Giewontem ma w swojej stałej ofercie ciasto jogurtowe. Z foremki, sprzedawane na wagę. Z cytrynowo-pomarańczową nutą i polewą z lukru. Kiedy będąc w Zakopanem wybieramy się w odwiedziny do mojej przyszywanej cioteczki Grazi, zwykle wpadamy do Samanty po kawałek jogurtowego przysmaku. Ciocia stawia na stole zieloną herbatę (a nierzadko również cosik mocniejszego dla kurażu;)), inne słodkości i przyniesione przez nas ciasto. Lubię te chwile, gdy tak siedzimy, opowiadamy co u nas, pijemy herbatę i skubiemy ciasto.

Mój piekarnik w ostatnich miesiącach piekł głównie biszkopty i serniki. Aż wreszcie zatęskniłam za dobrym, domowym ciastem jogurtowym. Oto i ono. Dzięki dodatkowi oleju i jogurtu ciasto z dzisiejszego przepisu jest bardzo wilgotne i smakuje wyśmienicie również następnego dnia (o ile dotrwa choć jeden kawałeczek do kolejnego poranka;)).

Jeśli brak Wam czasu na pieczenie, a macie ochotę na małe co nie co do filiżanki kawy, to może jogurtowiec z gruszkami jest alternatywą?

CIASTO JOGURTOWE Z GRUSZKAMI I KARDAMONEM

200 g mąki pszennej tortowej

180 g jogurtu greckiego (1 opakowanie)

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1/4 szklanki oleju rzepakowego

2 średnie jajka

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 średnie gruszki

3 ziarenka kardamonu (w łupinkach)

1/2 łyżeczki cynamonu

2 łyżki płatków migdałowych

cukier puder (do posypania)

 

Cukier i jajka ubijamy mikserem na jasną, puszystą masę. Następnie dodajemy jogurt, olej oraz mąkę wymieszaną z sodą i proszkiem do pieczenia. Całość miksujemy krótko, do połączenia składników.

Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu układamy kawałki obranych gruszek, pozbawionych gniazd nasiennych. Wierzch posypujemy cynamonem i utłuczonym w moździerzu kardamonem oraz płatkami migdałowymi. Ciasto pieczemy ok. 40 minut w temperaturze 180ºC.

Po ostudzeniu ciasto posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Drożdżowy placek ze śliwkami i kokosową kruszonką

Po wakacyjnej przerwie, wygrzana w chorwackim słońcu wracam na bloga z nowym przepisem. Zaczął się sezon na śliwki, które teraz zajadamy pod różnymi postaciami. Renklody w formie zdrowej przekąski, a węgierki w słodkich wypiekach. Te ostatnie nadają się do tego doskonale, bo nie mają zbyt dużo wody, mają zwartą strukturę, która nie rozmiękcza ciasta.

Dzisiejszy przepis wypatrzyłam na Instagramie u Zosi z Makecookingeasier. Tak mam, że jeśli zachwyci mnie zdjęcie jakiejś potrawy (co się niestety wiąże z niekontrolowanym ślinotokiem;)), to muszę koniecznie wypróbować przepis na nią. Tak też było i tym razem.

W przeciwieństwie do popularnych receptur, nie znajdziecie tu w składzie cynamonu (który lubi się ze śliwkami), ale kokosowe wiórki. Zaskakujące i przepyszne połączenie. A ciasto dzięki temu, że jest długo wyrabiane (10 minut) wyrasta duże i puszyste (i potrzebuje dużej blachy). A wszystko bez spulchniaczy, polepszaczy i innych niezdrowych dodatków. Moja Zu pałaszuje drożdżowe w towarzystwie koktajlu na bazie kefiru, miodu i błonnika z buraków. I zawsze prosi o dokładkę:)

Nabraliście ochoty na domowe drożdżowe?:)

PLACEK DROŻDŻOWY ZE ŚLIWKAMI I KOKOSOWĄ KRUSZONKĄ

/na podstawie przepisu z http://www.makecookingeasier.pl z moimi niewielkimi modyfikacjami/

600 g mąki pszennej (użyłam szymanowskiej)

150 g masła

220 ml mleka 3,2%

120 g cukru trzcinowego

50 g świeżych drożdży

4 duże jajka

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią lub 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu waniliowego

szczypta soli

500 g śliwek (najlepiej węgierek)

na kokosową kruszonkę:

50 g zimnego masła

3 łyżki cukru trzcinowego

3/4 szklanki wiórków kokosowych

3 płaskie łyżki mąki pszennej

 

W dużej misce kruszymy drożdże i zasypujemy połową cukru. Kiedy drożdże staną się płynne dodajemy ciepłe mleko, 150 g przesianej mąki i szczyptę soli. Całość dokładnie mieszamy trzepaczką, by nie było grudek. Miskę przykrywamy czystą, suchą ściereczką na 1/2h.

W międzyczasie przygotowujemy kruszonkę: wszystkie składniki na kruszonkę łączymy i zagniatamy z nich ciasto, formujemy kulę, którą chłodzimy w zamrażalniku przez ok. 1/2h.

Jajka miksujemy z pozostałym cukrem na puszystą pianę i łączymy z wyrośniętym zaczynem drożdżowym. Do masy dodajemy resztę przesianej mąki, cukier/ekstrakt waniliowy oraz roztopione masło. Ciasto wyrabiamy minimum 10 minut (ręcznie lub przy pomocy robota kuchennego z funkcją mieszadła-haka). Ciasto przekładamy do dużej formy wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu kładziemy połówki wydrylowanych śliwek i ścieramy na tarce ciasto na kruszonką (na grubym oczku). Formę przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na 1h.

Wyrośnięte ciasto pieczemy 35 minut w piekarniku nagrzanym do 190ºC (180ºC termoobieg). Upieczone ciasto studzimy na kuchennej kratce i przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)


Leave a comment

Świecąca pustkami spiżarnia i konfitura wiśniowa z kardamonem i amaretto

Tegoroczny przełom lata i jesieni w mojej kuchni bardzo różni się od poprzedniego. Rok temu wpadłam w szał pieczenia, duszenia, gotowania na wolnym ogniu i pakowania do słoików plonów lata. Spiżarnia była pełna moich debiutanckich wytworów. Ugotowałam wielki gar ajvaru (przepis tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2017/09/12/ajvar-czyli-co-sie-wyprawia-z-papryka/), który wpakowałam do słoików, a jego smakiem mogliśmy się cieszyć nie tylko podczas zimowych weekendowych śniadań czy w kanapkach przygotowywanych do pracy.

Zrobiłam wówczas swój pierwszy domowy przecier z kilku kilogramów pomidorów przytachanych przez S. z lokalnego bazarku. Ostatni słoik zużyłam niedawno do pizzy, a przepis znajdziecie tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2017/09/26/pomidorowy-magnat-czyli-najprostszy-domowy-przecier-pomidorowy/.

W tym roku przygotowałam jedynie kilka skromnych słoiczków konfitury z moreli z dodatkiem rozmarynu (o tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2017/09/05/z-cyklu-leniwe-weekendowe-sniadania-konfitura-morelowa-z-rozmarynem/) i pikantny ketchup z cukinii (https://gazdowanie.wordpress.com/2017/07/27/kleska-urodzaju-i-pikantny-ketchup-z-cukinii-z-dodatkiem-wedzonej-papryki/). Z zaledwie pięciu słoiczków tego ostatniego zostały dwa, reszta poszła w świat jako prezenty dla znajomych i sąsiadów:)

Załapałam się tego lata na wiśnie i przygotowałam konfiturę w nieco odmienionej wersji. Taki konfiturowy remake. Do podstawowych składników, czyli wiśni i cukru (rzecz jasna;)) oraz kardamonu, dodałam likier amaretto. Wyszła gęsta, esencjonalna konfitura pachnąca jak nadzienie czekoladek z alkoholem i wiśniami. Tylko dla dorosłych. Co prawda sezon na wiśnie już dawno za nami, ale ten przepis z pewnością odgrzebię w kolejnym roku planując wekowanie i pasteryzowanie z nieco większym rozmachem.

Czego i Wam życzę:)

DOMOWA KONFITURA Z WIŚNI Z AMARETTO I KARDAMONEM

1,5 kg wiśnie (waga po wydrylowaniu)

ok. 700 g cukry trzcinowego

5-6 całych ziaren kardamonu, roztartych w moździerzu

1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

ok. 50 ml amaretto

 

Wydrylowane wiśnie przekładamy na dużą patelnię, zasypujemy cukrem, by puściły sok. Po kwadransie mieszamy owoce i zaczynamy smażyć na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Konfiturę smażymy ok. 1,5h, aż płyn się zredukuje i konfitura zgęstnieje. Pod koniec smażenia dodajemy ekstrakt z wanilii i amaretto, mieszamy całość, po czym przekładamy do suchych i wyparzonych słoików. Zakręcamy słoiki, ustawiamy na kuchennym blacie i pozwalamy im całkowicie wystygnąć (można dodatkowo przykryć je kocem, by powoli traciły ciepło).

Smacznego:)


Leave a comment

Brwinów bez prądu. Obłędnie czekoladowy tort Brooklyn blackout cake

Rok temu o tej porze w naszym domu (i w kilku częściach naszego miasteczka, nie licząc wielu rejonów kraju) zgasło światło. To był czas ulewnych deszczy i wichur zmieniających się w ciągu kilku sekund w trąby powietrzne. Początkowo myśleliśmy, że nie będziemy mieli prądu raptem przez kilka godzin. Po 24h okazało się, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, a panowie z elektrowni nie nadążają z naprawianiem zgłaszanych awarii sieci.

I choć mycie w zimnej wodzie nie stanowiło dla mnie życiowej tragedii (miałam to przećwiczone w zamierzchłych czasach obozów harcerskich;)), to już dla wówczas półtorarocznej Zu było to wyzwanie ponad siły. Bo jak tu kąpać w zimnej wodzie i żywić takiego malucha? Robiliśmy więc wyprawy do rodziny, aby wziąć prysznic i napełnić wrzątkiem liczne termosy.

W desperacji pojechaliśmy napełnić gazem dawno nieużywaną butlę i zmajstrować kocherek.

Wreszcie po 5 dniach (a było to tuż po weekendzie) pojawiła się ekipa z zakładu energetycznego. Panowie zaparkowali obok naszego domu z zamiarem wdrapania się na pobliski słup wysokiego napięcia. Sąsiedzi widząc co się święci spontanicznie zebrali się w grupkę i… zaczęli fachowcom bić brawo. Okazało się, że panowie nie mogli wcześniej zabrać za naprawianie zerwanej linii energetycznej, ponieważ… potrzebowali podpisu jakiegoś urzędnika. A urzędnik w weekend miał przecież wolne. Oto Polska właśnie!

Wieczorem znowu rozbłysło światło na naszej ulicy.

Nie mam wyjścia, dzisiejszy przepis dedykuję panom energetykom, choć mniemam, że usuwanie awarii na Brooklynie zwykle trwa nieco krócej;)

BROOKLYN BLACKOUT CAKE, CZYLI TORT PODWÓJNIE CZEKOLADOWE

/wg przepisu z książki The Hummingbird bakery cookbook, z moimi modyfikacjami/

100 g niesolonego masła o temperaturze pokojowej

200 g cukru pudru

2 jajka

1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

30 g kakao

3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

3/4 łyżeczki sody oczyszczonej

szczypta soli

170 g mąki pszennej

160 ml mleka

na krem czekoladowy:

250 g cukru pudru

1 łyżeczka miodu

40 g kakao

180 g mąki kukurydzianej

80 g niesolonego masła

1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

na wierzch:

1/3 tabliczki czekolady gorzkiej

 

Przygotowujemy ciasto: masło i cukier puder miksujemy w robocie kuchennym. Dodajemy po jednym jajku cały czas miksując na jednolitą masę. Następnie do masy dodajemy ekstrakt z wanilii, kakao, proszek do pieczenia wymieszany z sodą oraz szczyptę soli. Miksujemy jeszcze chwilę, by wszystkie składniki dobrze się połączyły. Następnie dodajemy połowę mąki i całość mleka, a pod sam koniec resztę mąki. Miksujemy jeszcze chwilę, aby uzyskać jednolitą masę. Tak przygotowane ciasto przekładamy do trzech form do pieczenia (o ∅ 20 cm) lub jednej dużej formy i pieczemy ok. 25-30 minut w piekarniku nagrzanym do 170ºC (lub ok. 45-50 minut w przypadku jednej dużej formy).

Upieczone blaty ciasta studzimy na kratce kuchennej.

Przygotowujemy krem do przełożenia: cukier, miód, kakao i ok. 400 ml wody umieszczamy w rondelku i podgrzewamy niemal do momentu zagotowania, mieszając co jakiś czas. Mąkę kukurydzianą łączymy z ok. 100 ml wody miksując na dużych obrotach. Masa powinna być klejąca, jeśli jest za sucha dodajemy wody (w sumie max. 200 ml wody). Kukurydziany mix dodajemy po łyżce do masy w rondelku i podgrzewamy na małym ogniu, mieszając co pół minuty. Na koniec dodajemy miód i ekstrakt z wanilii. Mieszamy, a następnie studzimy. Wystudzoną masę przekładamy na 1/2h do lodówki, by nieco stężała. Masą przekładamy upieczone blaty, zostawiając kilka łyżek do posmarowania wierchu i boków ciasta. Na wierzch tortu ścieramy czekoladę.

Tort chłodzimy co najmniej 1/5h przed podaniem.

Smacznego:)