gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Jak się zregenerować, czyli serniko-brownie z malinową polewą

Od niedawna bardzo polubiłam niedzielne poranki. Niedziela to jeden z tych dni, gdy po przebudzeniu się Zu (która w weekendy lubi wstawać o 6 rano:)) spędzam z nią jakieś 1,5 godziny, a następnie oddaję ją pod opiekę tatusia. S. przejmuje pałeczkę, a ja zamykam drzwi naszej sypialni, otwieram szeroko okno i rzucam się na łóżko. Zakopuję się pod kołdrą pod samą szyję i udaję się w objęcia Morfeusza.

I tak sobie drzemię, a odgłosy harców dochodzą z daleka. Mam dla siebie całą godzinkę drzemki, dzięki czemu ładuję energię na cały nadchodzący długi dzień. I przyznam, że nawet tak bardzo mi nie przeszkadzają manewry mojej ślicznej córeczki. Gdy z łoskotem ciągnie przez cały salon drewnianego krokodylka lub z krzykiem biegnie na pełnym gazie z hałaśliwym żółwikiem, w którym przetaczają się klocki.

Wstaję rześka, przygotowuję dla nas śniadanie i starcza mi energii na wiele innych aktywności, choćby na pieczenie niedzielnego ciasta. Dzisiejszy przepis to efekt jednego z takich regeneracyjnych poranków: serniko-brownie z malinami, na które sezon jeszcze chwilę potrwa. Inspiracją był dla mnie przepis z książki The Hummingbird bakery.

SERNIKO-BROWNIE Z MALINOWĄ POLEWĄ

/przepis na małą formę do pieczenia o ø 21 cm)

na brownie:

1/2 kostki masła

100 g cukru pudru

1 duże jajko

100 g mąki pszennej

1 tabliczka gorzkiej czekolady

na sernik:

200 g twarogu półtłustego

70 g cukru pudru

1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią (użyłam Kotanyi)

1 duże jajko

na polewę:

1/2 kubeczka śmietanki 36%

1 łyżeczka syropu klonowego lub płynnego miodu

1/2 szklanki malin

do dekoracji:

1/2 szklanki malin

 

W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę. Odstawiamy i studzimy.

Przygotowujemy brownie: w robocie kuchennym miksujemy masło i cukier puder na puszystą masę, następnie dodajemy roztopioną czekoladę, następnie jajko i miksujemy jeszcze chwilę. Gdy wszystkie składniki się połączą dodajemy po łyżce mąki i miksujemy jeszcze ok. 2-3 minuty. Masę przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Przygotowujemy sernik: w robocie kuchennym miksujemy twaróg z oba rodzajami cukru, dodajemy jajko i miksujemy jeszcze ok. 2 minuty na średnich obrotach. Masę przelewamy na wierzch brownie. Tak przygotowane ciasto pieczemy ok. 40 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 170ºC.

Gdy ciasto się piecze, przygotowujemy polewę malinową: maliny miksujemy z malinami dodając syrop klonowy/miód. Polewę umieszczamy w lodówce, by się schłodziła.

Ciasto po upieczeniu umieszczamy na kratce kuchennej do całkowitego wystudzenia, a następnie schładzamy przez co najmniej 2h. Następnie polewamy ciasto malinową polewą i dekorujemy pozostałymi malinami. Kroimy na kawałki i podajemy natychmiast.

Smacznego:)

 

Advertisements


Leave a comment

Ranne ptaszki i brownie z masłem orzechowym

Wiecie jak wygląda świat o 4:50 nad ranem? Ja czasem miewam tę (wątpliwą;)) przyjemność obserwowania budzącego się dnia. O tej porze latem, gdy nie ma chmur, powietrze jest świetliste, trochę błękitnawe. Dach “dymi”, ze względu na różnicę temperatur, a ptaki już dawno się obudziły i w gałęziach drzew słychać ich świergotanie i nawoływanie. Byłabym szalona, gdybym z własnej, nieprzymuszonej woli zrywała się z łóżka o świcie. Autorką całego zamieszania jest moja córcia, która raz na jakiś czas serwuje mi pobudkę o wschodzie słońca. A sama po kilku godzinach pada ze zmęczenia i ucina sobie 2-3-godzinną drzemkę. Ja na taki luksus niestety nie mogę sobie pozwolić.

Dziś będzie o uzależniającym maśle orzechowym. Od czasu do czasu mam fazę na masło z fistaszków. Zwykle kupuję wtedy półkilogramową paczkę orzeszków, zatrudniam S. do ich  obierania, po czym wrzucam wszystko do misy robota kuchennego. A on robi za mnie resztę. Sieka tak długo, aż z twardych orzeszków powstanie kremowa masa. Próbowałam już różnych wersji. Blendowałam orzechy po namoczeniu, z dodatkiem oliwy czy odrobiny soli. Jednak najbardziej lubię wersję najprostszą, po prostu zmiksowane na gładką masę orzechy. Dzisiejsze brownie jest z dodatkiem najprostszego, domowej roboty masła orzechowego. Przepis pochodzi z magazynu “Kukbuk”.

BROWNIE Z MASŁEM ORZECHOWYM

/na podstawie magazynu Kukbuk nr 26, z moimi modyfikacjami/

160 g masła

200 g cukru trzcinowego

200 g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)

250 g mąki pszennej

szczypta soli

50 g zmielonych migdałów

4 jajka

150 g masła orzechowego

 

W garnuszku albo kąpieli wodnej rozpuszczamy masło i cukier, po czym dodajemy połamaną na małe kawałki czekoladę. Mieszamy aż całość rozpuści się, a następnie zestawiamy z ognia, by masa ostudziła się.

Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy sól, mielone migdały, wlewamy roztrzepane jajka i masę czekoladową. Dokładnie mieszamy. Przekładamy masę do żaroodpornej formy  wyłożonej papierem do pieczenia, wyrównujemy wierzch. Na wierzchu rozprowadzamy silikonową szpatułką masło orzechowe. Brownie pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez ok. 25 minut. Studzimy i kroimy w kostki.

Smacznego:)


Leave a comment

Lapidarnie. Bezglutenowe ciasto dyniowo-kokosowe z czekoladą

dsc_6966

Jest już ciemno. Przez szparę w uchylonych drzwiach sączy się struga światła. Nasza mała dziewczyna jest już wykąpana, przewinięta i nakarmiona. Trzymam ją na rękach, śpiewam kołysanki i tulę, by smacznie zasnęła.

Chodzę po sypialni. Niektóre deski skrzypią, a ja wyobrażam sobie, że kilka centymetrów pod stopami pracują ciężkie drewniane legary, które nie zdążyły wyschnąć. W mroku mój wzrok ślizga się po grzbietach książek uśpionych na regale. Próbuję odczytać ich tytuły.

Pada deszcz. W nocy wsłuchuję się w miarowe odgłosy kropli deszczu spadających na okno dachowe w sypialni. Zamykam oczy i łapię się na tym, że dokładnie takie wrażenia miałam lata temu leżąc w namiocie, gdy deszcz jednostajnie uderzał w tropik, a ziemia pachniała wilgocią.

Jest jesiennie, wilgotno i zimno. Jutro upiekę ciasto. Dyniowo-kokosowe, pachnące czekoladą i kokosem. W sam raz do herbaty z dodatkiem cytryny, miodu i imbiru.

dsc_7006

BEZGLUTENOWE CIASTO DYNIOWO-KOKOSOWE

3 duże wiejskie jajka

3/4 szklanki cukru trzcinowego

1 szklanka oleju (użyłam rzepakowego)

1/2 szklanki mąki kokosowej (użyłam mąki z http://www.olejowyraj.pl)

2 szklanki surowej dyni, obranej i startej na tarce o dużym oczku (użyłam Hokkaido)

1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich

3 łyżki wiórków kokosowych

2 łyżeczki sody oczyszczonej

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

1/4 łyżeczki soli

na polewę:

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady (o zawartości 70% kakao)

1/2 tabliczki deserowej czekolady

1 łyżka masła

garść posiekanych orzechów włoskich

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160ºC.

Do miski wsypujemy kolejno produkty sypkie: mąkę kokosową, wiórki kokosowe, przyprawy, orzechy, sodę i sól.

W osobnej, dużej misce miksujemy na puszystą masę jajka z cukrem trzcinowym. Dodajemy olej, sypkie produkty i dynię. Całość dokładnie mieszamy i przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez ok. 1h w temperaturze 160ºC.

Ciasto wyjmujemy z piekarnika, by ostygło na kuchennej kratce. W międzyczasie przygotowujemy polewę: w kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę i masło, a następnie dokładnie mieszamy, by składniki połączyły się. Czekoladą polewamy ciasto, następnie posypujemy je posiekanymi orzechami włoskimi.

Smacznego:)

dsc_6969

dsc_6962

dsc_6961


2 Comments

Jesienne słodkości, czyli łatwe i pyszne muffiny ze śliwkami, migdałami i czekoladą

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_01

Na rynku mamy wysyp śliwek. Dla wielbicieli tych owoców to prawdziwy raj. Najpierw pojawiły się takie gatunki jak Mieszaniec i Prezydent, potem Stanley, Dąbrowiecka, a teraz na straganach i sklepowych półkach zaczyna królować stara dobra Węgierka.

Mając w zasięgu ręki takie owoce, grzechem byłoby ich nie wykorzystać w kuchni w wersji przetworzonej. Jako, że nie palę się specjalnie do robienia przetworów na zimę, to postanowiłam upiec coś nieskomplikowanego z rzeczonymi śliwkami w roli głównej. Co jest najprostsze? Oczywiście muffiny. Kilkanaście składników, kilkaset obrotów miksera i kilka ruchów ręką i mamy ekspresowy, pyszny słodki wypiek.

Zapraszam na jesienne muffiny pełne pyszności: śliwek, czekolady, migdałów, cynamonu i imbiru.

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_03

MUFFINY ZE ŚLIWKAMI, MIGDAŁAMI I CZEKOLADĄ

suche składniki:

200 g mąki pszennej

60 g cukru trzcinowego

3/4 szklanki migdałów drobno zmielonych

1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki imbiru

szczypta soli

mokre składniki:

130 ml mleka

200 ml oleju słonecznikowego

1 jajko

dodatki:

1/4 tabliczki gorzkiej czekolady

1/4 tabliczki białej czekolady

4-5 śliwek wypestkowanych i pokrojonych na małe kawałki

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC. W dużej misce mieszamy suche składniki, następnie dodajemy mokre, a na końcu dodatki. Łączymy (krótko!) całość i przekładamy do papierowych papilotek lub silikonowej formy do 3/4 wysokości.

Muffiny wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 20-25 minut (do tzw. suchego patyczka). Po ostudzeniu posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego:)

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_04

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_05

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_06

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_07

muffiny_sliwki_czekolada_migdaly_08


4 Comments

Czekoladowa rozpusta, czyli tarta z czekoladą mistrza Małeckiego

tarta_czekoladowa_Lidl_01Przed Wielkanocą S. zbajerował kasjerkę w podwarszawskim Lidlu i za skromne zakupy dostał wymagane 6 naklejek, które (po dopłaceniu 1 grosza) wymienił na książkę o słodkich wypiekach, czyli “Cukiernia Lidla. Przepisy Mistrza Pawła Małeckiego”. Zbałamucona kasjerka właśnie kończyła swój dyżur, my byliśmy ostatni w kolejce, a S. uwielbia takie akcje. Tym sposobem kolejna pozycja do kolekcji książek kulinarnych trafiła na moją półkę, a sposób w jaki to się stało można przysłowiowo określić: trafiło mi się, jak ślepej kurze ziarno;)

Muszę przyznać, że książka jest bardzo dopracowana, jak na produkt dyskontowej sieciówki. Zdjęcia są pięknie wykonane, wielu właścicieli blogów kulinarnych nie powstydziłoby się u siebie takich fotografii, zaś przepisy są naprawdę różnorodne, nie tylko pod względem składników, ale również stopnia trudności wykonania. Brawo dla Lidla, bardzo udane wydawnictwo!

Dziś prezentuję Wam tartę czekoladową mistrza Małeckiego, którą śmiało można określić czekoladową rozpustą. Czekoladowe nadzienie dosłownie rozpływa się na kruchym spodzie, a jego słodycz lekko przełamuje kwaskowaty smak dżemu z czarnej porzeczki.

tarta_czekoladowa_lidl_02TARTA CZEKOLADOWA Z DŻEMEM Z CZARNEJ PORZECZKI

na kruche ciasto:

100 g masła

3 żółtka

30 g kakao

30 g cukru pudru

150 g mąki pszennej tortowej

szczypta soli

4-5 łyżek dżemu z czarnej porzeczki

na czekoladowy ganasz:

250 ml śmietanki 30%

250 g czekolady deserowej 70% (użyłam 1 tabliczkę gorzkiej 70% i 1 tabliczkę deserowej)

50 g miękkiego masła

25 ml likieru amaretto

 

Na  stolnicy z podanych składników (prócz dżemu) zagniatamy kruche ciasto. Jeśli podczas zagniatania jest zbyt suche, dodajemy 2-3 łyżki zimnej wody. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez 1h. Po tym czasie ciastem wylepiamy okrągłą formę do pieczenia (o średnicy 21 cm), ciasto nakłuwamy widelcem i pieczemy przez ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC (z termoobiegiem). Po upieczeniu kruche ciasto chłodzimy, następnie podgrzewamy w rondelku dżem (by odparował nadmiar wody) i  wylewamy go na upieczony kruchy spód.

Przygotowujemy czekoladowy ganasz: w rondelku zagotowujemy śmietankę, po czym zdejmujemy go z ognia i wrzucamy do rondelka kawałki czekolady. Całość mieszamy do rozpuszczenia czekolady, po  czym dodajemy masło i amaretto. Całość mieszamy do połączenia się składników.

Na kruchy spód równomiernie wylewamy ganasz (odrobinę zostawiamy do dekoracji brzegów tarty), pozostawiamy tartę w temperaturze pokojowej, by wystygła. Resztkę ganaszu chłodzimy przez kilkanaście minut w zamrażarce i dekorujemy brzegi tarty za pomoc szprycy cukierniczej. Tartę można delikatnie oprószyć przed podaniem kakao.

Smacznego:)

tarta_czekoladowa_lidl_03

tarta_czekoladowa_lidl_08

tarta_czekoladowa_lidl_05

tarta_czekoladowa_lidl_06

tarta_czekoladowa_lidl_07

tarta_czekoladowa_lidl_04


Leave a comment

Prezent od serca: ręcznie robione trufle czekoladowe

DSC_0096

DSC_0108Jeśli firma kurierska wciąż nie dowiozła Wam zamówionego prezentu dla kogoś bliskiego, a księgarnia internetowa poinformowała o wyczerpanym nakładzie wypatrzonej książki, pamiętajcie, że wciąż macie szansę na wręczenie niebanalnego prezentu.

Tym podarkiem mogą być własnoręcznie wykonane ciasteczka, dżemy albo chutney.

Mogą być też ręcznie robione trufle. Z gorzkiej i ciemnej jak noc czekolady, z dodatkiem ulubionego alkoholu. Ich przygotowanie nie zajmie Wam więcej niż 40 minut, a radość na twarzy obdarowanej osoby będzie w tym przypadku bezcenna:)

DSC_0100TRUFLE CZEKOLADOWE Z RUMEM

/przepis na ok. 40 trufli/

3 tabliczki gorzkiej czekolady (2 o zawartości 70% kakao, 1 o zawartości 90% kakao)

200 ml śmietanki 30%

1 łyżka zimnego masła

2 łyżki rumu

kakao i garść posiekanych orzechów włoskich do obtoczenia trufli

 

Czekoladę łamiemy na małe kawałki. Śmietankę podgrzewamy w rondelku i gdy będzie bardzo gorąca dodajemy do niej czekoladę. Mieszamy, aż masa będzie jednorodna i gładka. Następnie dodajemy masło, mieszamy do połączenia się z masą, na końcu wlewamy rum.

Rondelek wstawiamy na 20-30 minut do zamrażalnika, by czekoladowa masa stężała (ale nie zastygła na kamień). Po tym czasie wyjmujemy rondelek z zamrażalnika, nabieramy łyżeczką małe porcje masy i ręcznie formujemy okrągłe trufle. Część trufli obtaczamy w kakao, pozostałą część w orzechach. Przed wręczeniem/skonsumowaniem trufle chłodzimy w lodówce.

Smacznego:)

DSC_0103

P.S. Inspiracją dla truflowego szaleństwa był przepis z 1-ego numeru magazynu Kukbuk.

DSC_0106