gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Francuski rarytas, czyli domowy konfitowany czosnek

dsc_6278

Czosnkowy rarytas??? Z naszego zwykłego, pospolitego czosnku? Otóż tak, czosnek konserwowany w oliwie uchodzi we Francji za rarytas. U nas też może, czemu nie? Ale zacznijmy od początku.

dsc_6288

Lekcja 1. Wprowadzenie.

Czosnek pochodzi z Azji Centralnej. Około 5 tys. lat temu ludzkość zaczęła go uprawiać.

Pod względem uprawy występują dwie odmiany czosnku: jare (wiosenne) i ozime (zimowe). Te ostatnie mają m.in. następujące nazwy: Arkus, Harnaś, Huzar, Orlik, Zawrat.  Jare to Jarus i Cyryl.

Lekcja 2. Właściwości zdrowotne.

Czosnek często jest nazywany naturalnym antybiotykiem. Nie bez kozery, bowiem ma nadzwyczajne właściwości lecznicze. Działa bakteriobójczo, ma dobroczynny wpływ na układ pokarmowy, obniża ciśnienie krwi i działa przeciwmiażdżycowo. Czosnek to źródło prozdrowotnych pierwiastków, takich jak potas, magnez, wapń, żelazo, a zawartość selenu i manganu powoduje, że spożywanie czosnku przyczynia się do profilaktyki antynowotworowej. Najzdrowszy jest surowy, bo wówczas nie traci wszystkich swoich właściwości.

Lekcja 3. Chińska podróbka.

W sprzedaży można często spotkać czosnek z Chin. Nie kupujmy go, ponieważ jest uprawiany przy pomocy antybiotyków i chemii, często zawiera grzyby i pleśnie, nierzadko jest genetycznie modyfikowany. Jak rozpoznać czosnek made in China? Jest znacznie tańszy od polskiego. Jest też dużo większy od rodzimych odmian, ma mniej intensywny zapach i słodkawy smak, jest mało aromatyczny. Gdy długo leży nie usycha, lecz gnije i pleśnieje. Konsumpcja chińskiego czosnku może prowadzić m.in. do alergii i grzybic.

Lekcja 4. Zajęcia praktyczne.

Otwieramy zeszyciki i zapisujemy przepis na konfitowany czosnek. Po jego upieczeniu możemy dodawać go do makaronu (świetny z chilli, natką pietruszki i oliwą), kanapek (jako składnik past do chleba), sosów sałatkowych, czy do śledzi (jako zalewa).

dsc_6283

KONFITOWANY CZOSNEK

/na podstawie http://www.palcelizac.gazeta.pl/

4 główki polskiego czosnku

1 szklanka oliwy dobrej jakości

3/4 łyżeczki soli

5-6 ziarenek pieprzu kolorowego

2 gałązki świeżego tymianku lub 1,5 łyżki suszonego

liść laurowy

 

Czosnek obieramy z łupinek. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150°C. Wszystkie składniki wkładamy do żaroodpornego naczynia, tak aby czosnek był pokryty oliwą. Przykrywamy naczynie folią aluminiową i pieczemy, aż czosnek ładnie się przyrumieni (około 45-50 minut). Wyjmujemy, studzimy, przekładamy do słoika. Na powierzchni oliwy układamy wycięte z folii kuchennej kółeczka, szczelnie zamykamy słoiki. Przechowujemy w lodówce do 2 tygodni.

Smacznego:)

dsc_6289

dsc_6287

Advertisements


Leave a comment

Chrzest bojowy piekarnika i magdalenki z malinami i kremem cytrynowym

magdalenki_krem cytr_maliny_01

Korzystam z okazji, że na rynku wciąż są ostatnie w tym sezonie świeże maliny. Lądują w owsiance, jaglance, a w zeszłą niedzielę również w słodkich wypiekach. Po raz pierwszy uruchomiłam sprzęt w mojej wyspie kuchennej w naszym świeżo wyrychtowanym gniazdu na poddaszu. Ale zanim to nastąpiło, spędziłam dobrych kilkanaście minut na studiowaniu instrukcji obsługi piekarnika i płyty indukcyjnej:)

Po latach spędzonych w akademikach, na stancjach i w wynajmowanych mieszkaniach przyzwyczaiłam się do sprzętu, którego delikatnie mówiąc, lata świetności dawno minęły. Jedynym egzemplarzem godnym uwagi, z którego korzystałam zwykle w weekendy, była kuchnia ceramiczna mojej Mamy. Z piekarnikiem z kilkoma funkcjami typu termoobieg, grill etc.

Urządzając kuchnię w naszym domu wymarzyłam sobie niedużą wyspę z wbudowaną płytą indukcyjną i piekarnikiem. Wybrałam sprzęt, ekipa montująca meble zainstalowała go i w ostatnią niedzielę (z lekką tremą;)) zrobiłam próbę. Już na początku sam wybór spośród kilkudziesięciu programów pieczenia sprawił, że musiałam się chwilę zastanowić, jaki tryb będzie najlepszy dla moich magdalenek. Obsługa tego sprzętu to jak przesiadka ze zdezelowanego fiata seicento do najnowszego modelu mercedesa;) Ale oboje daliśmy radę, ja i piekarnik:)

Pamiętacie wpis o Prouscie i magdalenkach z kremem cytrynowym wg przepisu Rachel Khoo z książki “Mała paryska kuchnia”? Pisałam o nich tutaj: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/15/proust-magdalenki-i-glupawe-skojarzenia/

Dziś mam dla Was wersję z malinami: smakują jeszcze lepiej. Koniecznie jeszcze ciepłe, z filiżanką dobrej zielonej herbaty:)

magdalenki_krem cytr_maliny_02

MAGDALENKI Z KREMEM CYTRYNOWYM I MALINAMI

/porcja na ok. 30 szt./

na ciasto:

3 jajka

80 g cukru

200 g mąki pszennej

10 g proszku do pieczenia

skórka starta z jednej niewoskowanej, sparzonej cytryny

20 g miodu

60 ml mleka

200 g masła, roztopionego i ostudzonego

cukier puder do posypania

garść świeżych malin

na krem cytrynowy:

drobno starta skórka i sok z 1 niewoskowanej, sparzonej cytryny

szczypta soli

30 g cukru

50 g masła

2 żółtka

 

Jajka ubijamy z cukrem na jasną, puszystą masę. Mąkę i proszek do pieczenia wsypujemy do osobnej miski i dodajemy skórkę z cytryny. Miód łączymy z mlekiem i ostudzonym masłem, dodajemy masę jajeczną i wlewamy do miski z mąką. Mieszamy całość do uzyskania gładkiej konsystencji. Miskę przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki.

Przygotowujemy krem cytrynowy: skórkę i sok z cytryny, cukier oraz masło umieszczamy w rondelku i podgrzewamy na bardzo małym ogniu. Kiedy masa roztopi się, rondelek zdejmujemy z ognia. W osobnej misce ubijamy mikserem żółtka, a następnie łączymy ją z masą w rondelku. Całość ubijamy trzepaczką. Rondelek stawiamy na małym ogniu, cały czas ubijając (aby żółtka nie ścięły się), co powinno trwać ok. 10 minut. Po tym czasie krem powinien zgęstnieć. Gdy na jego powierzchni pojawią się bąbelki, zdejmujemy rondelek z ognia i przecieramy krem przez sitko do miski. Studzimy i umieszczamy krem w lodówce na całą noc lub przynajmniej na 1h.

Nazajutrz pieczemy magdalenki: piekarnik nagrzewamy do temperatury 190ºC. Kremem cytrynowym nadziewamy szprycę lub rękaw cukierniczy. Do foremki na magdalenki wkładamy po czubatej łyżce ciasta, po czym wciskamy do ciasta po jednej malinie. Pieczemy 5 minut, a następnie wyłączamy piekarnik na 1 minutę. Następnie zmniejszamy temperaturę do 160ºC i pieczemy kolejne 5 minut.

Magdalenki wyjmujemy z pieca, kładziemy na kratce i przekładamy je z foremki na talerz. W czasie, gdy stygną nadziewamy każdą magdalenkę kremem cytrynowym. Posypujemy cukrem pudrem i od razu podajemy. Najpyszniejsze są jeszcze ciepłe.

Smacznego:)

magdalenki_krem cytr_maliny_03

magdalenki_krem cytr_maliny_05

magdalenki_krem cytr_maliny_05


Leave a comment

Kuchenny rewolucjonista August Escoffier oraz pyszne gnocchi Gordona Ramseya

DSC_0533Współcześni sławni kucharze to celebryci i gwiazdy telewizyjne. Dziś w modzie jest gotowanie, smakowanie i kulinarne blogowanie:)

Dwadzieścia lat temu do zakopiańskiego technikum gastronomicznego szli ci, którzy nie dostali się do liceum albo hotelarza. Spoglądaliśmy na nich z odrobiną wyższości, a oni na nas z cieniem zazdrości. Dziś na jedno miejsce w gastronomiku przypada średnio pięciu kandydatów. Zawód kucharz = modny i praktyczny fach w ręku. Ale – z czego nie każdy zdaje sobie sprawę – to także ciężka fizyczna praca. Z pewnością co drugi uczeń szkoły gastronomicznej marzy, by zdobyć sławę Gordona Ramseya, Jamiego Olivera czy Wojciecha Modesta Amaro.

Ale wróćmy do początków.

Słyszeliście o Auguście Escoffier? Ten urodzony w połowie XIX wieku Francuz był propagatorem francuskiej tradycji kulinarnej, słynnym szefem kuchni i prawdziwym rewolucjonistą. Na czym polegały jego kuchenne rewolucje? Otóż jak opowiada jego prawnuk, szefujący fundacji i muzeum jego imienia, Auguste Escoffier zrewolucjonizował gotowanie w najlepszych restauracjach i hotelowych kuchniach Europy:

Escoffier wynalazł “linię montażową”, taśmę produkcyjną w kuchni. Zastosował metodę Forda. Każdy w kuchni pracuje nad jakąś częścią, etapem produktu końcowego. Talerz, na początku pusty, przechodzi przez tę linię i poszczególne sekcje nakładają na niego to, za co są odpowiedzialne – mięso, warzywa, sosy, dekoracje i tym podobne. Aż na końcu talerz trafia w ręce kelnera, który niesie go do sali.

Co jeszcze zawdzięczamy słynnemu Francuzowi?

Escoffier zmienił sposób serwowania potraw. Choć trudno dziś w to uwierzyć, kiedyś podawano gościom w restauracji wszystkie potrawy naraz. Czyli na stół wjeżdżały za jednym zamachem przystawki, zupy, dania główne, desery… I jak się domyślacie, wszystko błyskawicznie stygło, dania traciły na świeżości i wyglądzie. Dopiero genialny Escoffier wprowadził system “à la russe”, zgodnie z którym dania wjeżdżają na stół jedno po drugim.

Jak mówi Michel Escoffier, jego pradziad (…) wprowadził jednolity strój i czapki kucharskie, zakaz palenia w pracy i wykluczył picie. W jego czasach pod koniec dnia pracy kucharze często bywali już kompletnie pijani…

Escoffier na nowo wyznaczył podstawy gotowania. Pracował w najlepszych i najbardziej luksusowych hotelach świata, prowadząc w nich kuchnię. To on wymyślił deser Melba (na cześć słynnej śpiewaczki operowej Nelly Melby), gruszkę Piękna Helena czy Crêpes Suzette. Wreszcie wydał “Le guide culinaire” (“Przewodnik kulinarny”) będący biblią współczesnej francuskiej sztuki kulinarnej, z której wiedzę czerpały pokolenia szefów kuchni.

gnocchi Gordona_02Wróćmy jednak do współczesności.

Dziś triumfy święcą tacy szefowie kuchni, jak choćby Gordon Ramsey. Aby zjeść kolację w jego restauracji, należy mieć zasobny portfel, a stolik rezerwować na kilkanaście miesięcy wcześniej. No cóż…

Nie zniechęcajmy się jednak tą ponurą perspektywą. Dzięki Internetowi i książkom kulinarnym każdy z nas może sprawić sobie namiastkę menu tego słynnego Szkota w swojej kuchni. W jaki sposób? Przygotowując własnoręcznie pyszne włoskie gnocchi. Trochę mąki, ricotty, groszku, parmezanu i genialnie proste i smaczne danie gotowe. Enjoy your meal:)

/Korzystałam z książki Łukasza Modelskiego Piąty smak. Rozmowy przy jedzeniu, Wydawnictwo Literackie. Stamtąd też pochodzą powyższe cytaty dot. Auguste’a Escoffier/

gnocchi Gordona_01GNOCCHI GORDONA RAMSEYA Z ZIELONYM GROSZKIEM I PARMEZANEM

/dla 2 osób/

2 duże mączyste ziemniaki

50 g sera ricotta

sól morska

świeżo mielony biały pieprz

90 g mąki pszennej

1 jajko ekologiczne lub z wolnego wybiegu

1 gałązka świeżego tymianku (same listki)

Sos:

oliwa

świeżo mielony czarny pieprz

150 g zielonego groszku

łyżka masła

1 gałązka świeżego tymianku (same listki)

skórka otarta z 1 cytryny niewoskowanej

kawałek startego parmezanu (do posypania gotowego dania)

 

Gotujemy ziemniaka w mundurku (Gordon radzi, by go upiec ok. 1 h), studzimy i obieramy ze skórki. Rozdrabniamy widelcem na gładką masę. Ziemniaczaną masę przekładamy na stolnicę, dodajemy ricottę, szczyptę soli i pieprz do smaku oraz mąkę. W środku robimy wgłębienie, wbijamy jajko i szybko wyrabiamy ciasto, w razie potrzeby podsypując je mąką. Pod koniec wyrabiania do ciasta dodajemy listki tymianku.

Ciasto dzielimy na dwie części, każdą formujemy w długie “cygaro” o objętości ok. 1,5 cm. Ciasto kroimy na gnocchi w ok. 2 cm kawałki. W każdym pojedynczym gnocchi robimy kciukiem wgłębienie na środku (wg Gordona będzie ono świetnym nośnikiem sosu).

Gnocchi wrzucamy do garnka z gotującą się, osoloną wodą (uważając, by gotujące się gnocchi nie zlepiły się ze sobą). Gnocchi gotujemy ok. 1,5 – 2 minut, do momentu, gdy zaczną wypływać na powierzchnię. Odcedzamy i przekładamy do miski.

Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy gnocchi, doprawiamy solą i pieprzem do smaku, smażymy na średnim ogniu, przewracając gnocchi co chwila, aby się lekko zarumieniły. Pod koniec dodajemy zielony groszek, tymianek i otartą skórkę z cytryny. Przekładamy na talerze i posypujemy świeżo startym parmezanem.

Smacznego:)

gnocchi Gordona_03


Leave a comment

Proust, magdalenki i głupawe skojarzenia

magdalenki_01

magdalenki_02Dawno temu w szkole średniej uczyliśmy się na lekcji polskiego, że Marcel Proust wielkim pisarzem był. Napisał siedmiotomową powieść zatytułowaną “W poszukiwaniu straconego czasu”, która została uznana za arcydzieło światowej literatury. Nikt z nas nie odważył się jednak przeczytać choćby pierwszego tomu tegoż opasłego dzieła. Wszystkim chyba wystarczała informacja, że pan Proust zaczął swój powieściowy wywód od reminiscencji wywołanej przez smak magdalenki. Małego, pysznego ciastka zamoczonego w herbacie.

Osobiście jestem pozbawiona ambicji literackich, więc moje pierwsze tête-à-tête z magdalenkami zaczęłam od… kupienia silikonowej foremki do pieczenia tych ciastek. Namówiona zresztą przez Olę, która zamawiała taką formę dla siebie i swojego chłopca. Dzięki, Olu! Gdyby nie Ty, jeszcze długo nie byłabym fanką magdalenek;)

Skoro miałam foremkę, należało zatem znaleźć przepis, by plan wcielić w życie. Na ratunek przybyła mi Rachel Khoo i jej “Mała paryska kuchnia”. Przepisy z tej książki testowałam już na blogu, znajdziecie je tu: https://gazdowanie.wordpress.com/2014/10/04/z-cyklu-francuska-klasyka-kulinarna-gratin-dauphinois/ i tu: https://gazdowanie.wordpress.com/2014/11/10/z-cyklu-francuska-klasyka-kulinarna-kurczak-z-pieczarkami-w-sosie-z-bialego-wina/

W wersji Rachel magdalenki nadziewa się dodatkowo malinami, ja nie mając pod ręką mrożonych owoców poprzestałam na dodatku w postaci nadzienia cytrynowego. Myślę, że latem wrócę do oryginalnej wersji.

Upiekłam rzeczone magdalenki i zaczęłam mieć dziwne skojarzenia, zdecydowanie nie w stylu Prousta. Otóż z wyglądu przypominały mi… redykołki. Małe oscypki, które bacowie wręczali dzieciom jako podarki podczas redyku. To pierwsze skojarzenie.

Drugie było natomiast takie: nadziewam magdalenki kremem cytrynowym i czuję się… jak weterynarz:) Ze szprycą cukierniczą w ręku, precyzyjnie i bezlitośnie wbijając krem w jeszcze ciepłe ciasto, wyglądałam jak zwierzęcy doktor robiący zastrzyk chomikowi;) Wybaczcie te głupawe skojarzenia, ale to było silniejsze ode mnie…

W każdym razie, nieskromnie powiem, że moje pierwsze w życiu magdalenki wyszły obłędne w smaku. W środku puszyste i rozpływające się w ustach. Znakomite do popołudniowej herbaty. Magdalenki koniecznie trzeba jeść prosto z pieca, jeszcze ciepłe.

Natomiast krem cytrynowy po schłodzeniu stał się aksamitny i genialnie przełamał smak słodkich ciastek. Ciasto na magdalenki należy przygotować dzień wcześniej, niech spędzi noc w lodówce. Podobnie należy obejść się z kremem cytrynowym.

Te małe pyszne ciasteczka okazały się również niezwykle fotogeniczne, a podczas sesji towarzyszyła im Hania i jej piękne dłonie.

magdalenki_03

MAGDALENKI Z KREMEM CYTRYNOWYM

/porcja na ok. 30 szt./

3 jajka

80 g cukru (w oryginale 130 g)

200 g mąki pszennej

10 g proszku do pieczenia

skórka starta z jednej niewoskowanej, sparzonej cytryny

20 g miodu

60 ml mleka

200 g masła, roztopionego i ostudzonego

cukier puder do posypania

na krem cytrynowy:

drobno starta skórka i sok z 1 niewoskowanej, sparzonej cytryny

szczypta soli

30 g cukru (w oryginale 40 g)

50 g masła

2 żółtka

 

Jajka ubijamy z cukrem na jasną, puszystą masę. Mąkę i proszek do pieczenia wsypujemy do osobnej miski i dodajemy skórkę z cytryny. Miód łączymy z mlekiem i ostudzonym masłem, dodajemy masę jajeczną i wlewamy do miski z mąką. Mieszamy całość do uzyskania gładkiej konsystencji. Miskę przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki.

Przygotowujemy krem cytrynowy: skórkę i sok z cytryny, cukier oraz masło umieszczamy w rondelku i podgrzewamy na bardzo małym ogniu. Kiedy masa roztopi się, rondelek zdejmujemy z ognia. W osobnej misce ubijamy mikserem żółtka, a następnie łączymy ją z masą w rondelku. Całość ubijamy trzepaczką. Rondelek stawiamy na małym ogniu, cały czas ubijając (aby żółtka nie ścięły się), co powinno trwać ok. 10 minut. Po tym czasie krem powinien zgęstnieć. Gdy na jego powierzchni pojawią się bąbelki, zdejmujemy rondelek z ognia i przecieramy krem przez sitko do miski. Studzimy i umieszczamy krem w lodówce na całą noc lub przynajmniej na 1h.

Nazajutrz pieczemy magdalenki: piekarnik nagrzewamy do temperatury 190ºC. Kremem cytrynowym nadziewamy szprycę lub rękaw cukierniczy. Do foremki na magdalenki wkładamy po czubatej łyżce ciasta, pieczemy 5 minut, po czym wyłączamy piekarnik na 1 minutę. Następnie zmniejszamy temperaturę do 160ºC i pieczemy kolejne 5 minut. Magdalenki wyjmujemy z pieca, kładziemy na kratce i przekładamy je z foremki na talerz. W czasie, gdy stygną nadziewamy każdą magdalenkę kremem cytrynowym. Posypujemy cukrem pudrem i od razu podajemy. Jeszcze ciepłe smakują nieziemsko.

Smacznego:)

magdalenki_04

magdalenki_05

magdalenki_06

magdalenki_07A tu dla odmiany łapka Stasia:)

magdalenki_08

magdalenki_09


Leave a comment

Z cyklu: francuska klasyka kulinarna. Tarta Tatin

DSC_0187

DSC_0201

Dziś kolejny wpis z cyklu francuska klasyka kulinarna, tym razem coś na deser. Przepis zaczerpnęłam z najnowszej książki Liski, czyli Elizy Mórawskiej “O jabłkach”. O książce napiszę więcej w jednym z kolejnych postów.

Jak pisze autorka (notabene zakochana w jabłkach pod każdą postacią), jest to (…) wspaniały deser, który można przygotować na kruchym lub francuskim cieście. Jego doskonały smak najlepiej docenić na gorąco, kiedy wyjmujemy go na stół prosto z piekarnika. Ja uwielbiam go z lodami waniliowymi lub sorbetem cytrynowym delikatnie oprószonym świeżo startą skórką z cytryny.

Podobno ten francuski klasyk powstał pod koniec XIX wieku… przez nieuwagę. Stéphanie Tatin, która wraz z siostrą Caroline prowadziła hotel i restaurację we francuskim mieście Lamotte-Beuvron, przygotowując zwykłą tartę z jabłkami, przez roztargnienie najpierw wyłożyła formę do pieczenia jabłkami, a dopiero potem przykryła je ciastem. Tartę podała gościom na gorąco. Cóż, efekt, jak wiadomo okazał się zaskakujący i przepyszny.

Przygotowując tartę, wyłożyłam formę papierem do pieczenia, przez co jabłka spłaszczyły się, co widać na zdjęciach. Nie ujmuje to jednak smaku deserowi. Na planie zdjęciowym (sic!) towarzyszyła mi tym razem moja Bratanica Hania, gimnazjalistka, wielbicielka książek i świeżo upieczona przyboczna w drużynie zuchowej (z patentem!:)). Na zdjęciach zobaczycie tylko jej piękne, smukłe dłonie, ponieważ młodsza z sióstr nie przepada za byciem fotografowaną.

DSC_0207-2

TARTA TATIN

na ciasto:

200 g mąki pszennej

100 g masła

60 g drobnego cukru (zmniejszyłam ilość do 50 g)

2 żółtka

na nadzienie jabłkowe:

3-4 jabłka (najlepiej szara reneta, antonówka)

50 g masła

100 g cukru

1 łyżeczka przyprawy do piernika (można też dodać opcjonalnie przyprawę do jabłecznika)

 

Wszystkie składniki ciasta zagniatamy, formujemy kulę, owijamy z folię spożywczą i schładzamy w lodówce przez 1h. Następnie rozwałkowujemy ciasto na koło o średnicy większej niż tortownica, w której będziemy piec tartę. Piekarnik nagrzewamy do 200ºC.

Jabłka obieramy, kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne. Na patelni podgrzewamy masło z cukrem. Mieszamy do czasu, aż powstanie karmel (ok. 5-6 minut). Dodajemy jabłka, podsmażamy z obu stron przez ok. 5 minut. Kiedy jabłka pokryją się karmelem i delikatnie zmiękną, przekładamy je do żaroodpornej formy (wyłożonej papierem do pieczenia) układamy na nich rozwałkowane ciasto. Trzeba to zrobić w ekspresowym tempie, by ciasto nie zaczęło się topić pod wpływem ciepła. Brzegi ciasta delikatnie podwijamy pod jabłka, wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20 minut.

Po upieczeniu formę z ciastem przykrywamy dużym talerzem i szybkim ruchem odwracamy do góry nogami, przekładając ciasto na talerz.

Tarta tatin najlepiej smakuje na ciepło podana z gałką lodów waniliowych.

Bon appétit:)

DSC_0192

DSC_0204

DSC_0196

 

 

 


Leave a comment

Z cyklu: francuska klasyka kulinarna. Kurczak z pieczarkami w sosie z białego wina

DSC_0301

DSC_0286

Nadal testuję przepisy z książki dziewczyny o orzechowym spojrzeniu – “Małej paryskiej kuchni” Rachel Khoo. Dziś kolejny klasyk w nieco lżejszej odsłonie: kurczak (lub indyk w zależności od drobiowych preferencji) z pieczarkami w kremowym sosie na bazie białego wina. Rachel twierdzi, że nie da się zepsuć tego klasycznego dania, no i warto znać przepis na sos z białego wina. Można go przyprawić świeżymi ziołami – natką pietruszki albo koperkiem – i dodawać do wielu innych składników, nie tylko kurczaka i pieczarek.

Danie smakuje najlepiej z makaronem lub ryżem. Co tu dużo mówić, miłośnicy kuchni francuskiej oraz mięsożercy niewątpliwie będą usatysfakcjonowani. Zatem do dzieła!

DSC_0290

DSC_0276

POULET AUX CHAMPIGNONS AVEC UN SAUCE AU VIN BLANC CZYLI KURCZAK Z PIECZARKAMI W SOSIE Z BIAŁEGO WINA

/porcja dla 4 osób/

50 dg piersi kurczaka lub indyka, pokrojonej na małe kawałki

2 łyżki masła lub oleju

25 dg pieczarek, oczyszczonych i pokrojonych w cienkie plastry

garść drobno posiekanego estragonu lub natki pietruszki

opakowanie makaronu lub ryżu

sos:

3 dag masła

3 dag mąki

450 ml bulionu drobiowego

125 ml białego wytrawnego wina

4 łyżki śmietany kremówki

1 łyżeczka soku z cytryny

sól, pieprz

 

Przyrządzamy sos: masło roztapiamy w rondelku, dodajemy mąkę i ucieramy na gładką masę. Mieszamy aż zasmażka uzyska złocistą barwę. Zdejmujemy z ognia i stopniowo wlewamy bulion, cały czas mieszając. Następnie ponownie stawiamy rondel na średnim ogniu i gotujemy ok. 10 minut, często mieszamy sos,by się nie przypalił. Następnie do sosu wlewamy wino i gotujemy na wolnym ogniu kolejne 10 minut. Zdejmujemy z ognia, dodajemy do sosu śmietanę, sok z cytryny oraz pieprz i sól do smaku.

Przygotowujemy kurczaka/indyka: na patelni roztapiamy masło/olej, wrzucamy mięso (wcześniej lekko oprószone solą i pieprzem), podsmażamy kilka minut. Następnie dodajemy pieczarki i smażymy całość ok.  5-7 minut, do czasu, gdy mięso stanie się miękkie w środku.

Gotujemy makaron al dente lub ryż.

Mięso i pieczarki łączymy z sosem, dodajemy estragon lub natkę pietruszki.

Makaron/ryż polewamy sosem i posypujemy odrobiną natki pietruszki.

Smacznego:)DSC_0294

DSC_0300

DSC_0291

DSC_0281

DSC_0293


Leave a comment

Z cyklu: francuska klasyka kulinarna. Gratin dauphinois

 

DSC_0197

DSC_0221

Zamówiłam kolejną książkę kulinarną. “Mała paryska kuchnia” Rachel Khoo. Wstyd się przyznać, ale ostatnio… czytam więcej kulinarnych książek i poradników fotograficznych niż moich ulubionych reportaży. Może już czas zacząć chodzić na kozetkę do psychoanalityka?;)

Postanowiłam poeksperymentować trochę z klasyką kuchni francuskiej w bardziej lekkim wydaniu. Przepisy z książki Rachel Khoo wyśmienicie nadają się do tego typu eksperymentów kulinarnych. Jak pisze sama autorka (dziś już gwiazda telewizyjna, prowadząca autorski program w BBC i kulinarna celebrytka), (…) w tej książce znajdziecie znane francuskie potrawy, takie jak boeuf bourguignon i coq au vin, jednak nie jest to kolejny zbiór kulinarnej klasyki. To opowieść o tym, jak odkrywałam przepisy na dania, od tych przygotowywanych na piknik nad Sekwaną w pewien upalny letni wieczór, po te którymi raczyłam przyjaciół podczas kolacji albo z którymi samotnie eksperymentowałam w domu. W kilku przypadkach zmieniałam nieco receptury, dzięki czemu książka przedstawia świeże i proste podejście do klasycznej kuchni francuskiej, którą naprawdę warto podzielić się z przyjaciółmi i rodziną.

Na pierwszy ogień proponuję dziś “klasykę gatunku”, czyli gratin dauphinois – ziemniaki zapiekane w śmietanie. Danie pochodzące z południowo-wschodniej Francji. W mojej wersji z dodatkiem wędzonego łososia i sporej ilości koperku. Bon appétit:)

DSC_0192-2

GRATIN DAUPHINOIS

/porcja dla 4 osób/

1 kg ziemniaków sałatkowych

300 ml mleka

150 ml śmietany kremówki

150 ml jogurtu greckiego

szczypta gałki muszkatałowej

1 łyżeczka musztardy typu dijon

1 łyżeczka soli

1 ząbek czosnku

2 łyżki miękkiego masła

duże opakowania łososia wędzonego na zimno

1/2 cytryny

1/2 pęczka posiekanego koperku

 

Ziemniaki obieramy i kroimy w plasterki trzymilimetrowej grubości. Wrzucamy do garnka z mlekiem, śmietaną, jogurtem,gałką muszkatołową, musztardą i solą. Gotujemy na wolnym ogniu ok. 10-15 minut.

Piekarnik nagrzewamy do 200ºC. Ząbek czosnku przecinamy na pół i nacieramy nim ścianki naczynia żaroodpornego, a następnie smarujemy je masłem.

Ziemniaki przekładamy razem z płynem, w którym się gotowały, do naczynia żaroodpornego, rozkładając je równomiernie. Dodajemy kawałki wędzonego łososia,  posypujemy odrobiną koperku.  Pieczemy ok. 45-60 minut, w zależności od tego, jak twarde są ziemniaki (należy sprawdzić pod koniec pieczenia czy są już miękkie). Przed podaniem danie posypujemy pozostałym koperkiem i skrapiamy odrobiną cytryny.

Smacznego:)

DSC_0219

DSC_0194

DSC_0212

DSC_0209

DSC_0206

DSCF0055