gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


2 Comments

Obiad na mroźny dzień, czyli wołowina z papryką i chilli w sosie pomidorowym z dodatkiem świeżej kolendry

dsc_0310

Nadal mroźno.

Rano, codziennie od wielu miesięcy, przygotowuję na śniadanie kaszę jaglaną na mleku z dodatkiem owoców, orzechów i bakalii. Takie śniadanie nie tylko jest zdrowe i pożywne, ale także wprawia w dobry nastrój. Od kilku dni do jaglanki dodaję łyżeczkę tłoczonego na zimno oleju kokosowego (to patent, o którym przeczytałam w najnowszej książce Liski,  autorki kultowego bloga White Plate). I nagle moja stara dobra jaglanka stała się bardziej aksamitna, delikatnie kokosowa i smaczniejsza.

Nadal mroźno.

Wracamy do domu ze spaceru i chce nam się czegoś rozgrzewającego. Pożywne curry, gęsta zupa pomidorowa z ryżem basmati, makaron zapiekany z warzywami. Albo długo duszona wołowina. Zapraszam.

dsc_0306

dsc_0317

WOŁOWINA Z PAPRYKĄ I CHILLI W SOSIE POMIDOROWYM Z DODATKIEM ŚWIEŻEJ KOLENDRY

/porcja dla 4 osób/

1/2 ligawy wołowej

1 średnia czerwona papryka

1 papryczka chilli

2 średnie cebule

1 ząbek czosnku

500 ml passaty pomidorowej

1 liść laurowy

2 ziarenka ziela angielskiego

kawałek sera grana padano

garść świeżej kolendry

sól

świeżo mielony pieprz

olej rzepakowy

do podania:

makaron rigatoni

 

Cebulę kroimy w piórka lub kosteczkę, czosnek przeciskamy przez praskę, po czym  smażymy je kilka minut na patelni z rozgrzaną łyżką oleju rzepakowego. Następnie dodajemy wołowinę pokrojoną w kawałki lub paseczki. Podlewamy wodą (ok. 1 szklanki), dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, pieprz do smaku, posiekaną papryczkę chilli (i ziarenka w zależności od tego jak pikantne danie chcemy), pokrojoną w paseczki paprykę i dusimy na małym ogniu około 2-3h (w zależności od jakości mięsa). Pod koniec duszenia dodajemy sól do smaku.

Gdy wołowina będzie miękka (i jędrna), dodajemy passatę i całość gotujemy na małym ogniu dodatkowe 20-25 minut.

W międzyczasie gotujemy al dente makaron rigatoni.

Makaron wykładamy na talerze, polewamy sosem, posypujemy posiekaną kolendrą i startym serem grana padano.

Smacznego:)

dsc_0327

dsc_0307

Advertisements


Leave a comment

Na grubym czy cienkim cieście, czyli domowa pizza z tuńczykiem, owczym serem i pomidorami

dsc_0199

Zakopane koniec października.

Przed zmrokiem meldujemy się w “naszym” pensjonacie niedaleko Antałówki. Po rozpakowaniu bagaży, przewinięciu naszej dziewczyny, pakujemy ją w wózek z zamiarem wyruszenia pod Nosal na obiado-kolację. Zuchna zaczyna płakać, po czym zasypia po 3 minutach. Jest 18:30. Wracamy na tarczy. Głodni. Przez telefon zamawiamy margharitę z najpopularniejszej pod Giewontem restauracji-pizzerii. Na grubym cieście, bo tylko takie jest w menu. Zaskakująco smaczną.

Restauracja gdzieś w Polsce.

Na przeszklonych drzwiach wejściowych wisi zadrukowana karta: “Zatrudnimy pizzera”. Przechodzę obok i przez głowę przelatuje mi myśl, że co prawda nie jestem kandydatem do tej posady, ale chętnie zaciągnęłabym się na jeden dzień w takiej knajpie, by asystować owemu pizzerowi i nauczyć się robić pizzę na cienkim cieście.

Co najmniej raz w miesiącu robię domową pizzę. Kombinuję z mąką i dodatkami. Ostatnio zajadamy się pizzą, która zamiast klasycznego pomidorowego sosu ma dodatek pesto: bazyliowego lub z suszonych pomidorów. Co do mąki, to raz używam mąki do ciast drożdżowych, innym razem pszenną mieszam pół na pół z kukurydzianą, czasem dodaję orkiszową lub gryczaną. Jednak od kiedy odkryłam mąkę pszenną do pizzy (typu 00), to z niej właśnie wychodzi mi najsmaczniejszy spód. Czasem z dodatkiem kukurydzianej. Zwykle moje ciasto jest z gatunku tych grubych, ale mam nadzieję (i ambicję), że w przyszłości dojdę do wprawy i zaczną mi wychodzić cienkie i chrupiące spody. Kwestia czasu (?).

Dzisiejszy przepis należy do nieskomplikowanych. Wystarczy mieć pod ręką puszkę tuńczyka i garść dodatków. A czas między wyrastaniem ciasta na pizzę a wałkowaniem i pieczeniem można sobie umilić na przykład malowaniem paznokci. Albo lepiej zabawą z dzieckiem. Lub psem:)

Miłego!

dsc_0203

PIZZA Z TUŃCZYKIEM I OWCZYM SEREM

/dla 4 głodnych osób/

na spód:

3 szklanki mąki pszennej typu 00

1/4 opakowania świeżych drożdży (25 g)

4 łyżki oliwy

2/3 szklanki letniej wody

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

na wierzch:

1/2 szklanki sosu pomidorowego z tego przepisu: https://gazdowanie.wordpress.com/2015/02/18/przeglad-lodowki-czyli-pizza-na-pszenno-kukurydzianym-spodzie/

1 puszka tuńczyka w oliwie

8-10 oliwek bez pestek

1/2 szklanki sera owczego, pokrojonego w kostkę

3 średnie pomidory, pokrojone w plasterki

1 kulka mozzarelli, pokrojona w plastry

pieprz

 

Przygotowujemy spód pizzy: w dużej misce rozkruszamy drożdże, dodajemy cukier i letnią wodę, mieszamy, po czym przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na 10-15 minut, by drożdże “ruszyły”.

Po 10-15 minutach do roztworu drożdżowego dodajemy mąkę, sól, oliwę i wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto. W razie konieczności, gdy ciasto jest zbyt twarde dodajemy odrobinę wody lub dodatkową łyżkę oliwy. Ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1h.

Piekarnik nagrzewamy do 210°C.

Po godzinie wyjmujemy ciasto z miski, rozwałkowujemy na duży placek albo kilka mniejszych i kładziemy na rozgrzaną blachę uprzednio wysmarowaną odrobiną oliwy.  Na wierzchu rozsmarowujemy sos pomidorowy, a następnie układamy kawałki tuńczyka (odsączonego z oliwy), pomidory, oliwki i mozzarellę. Posypujemy świeżo mielonym pieprzem.

Pizzę pieczemy w temperaturze 210°C przez ok. 13-14 minut, do zrumienienia brzegów.

Smacznego:)

dsc_0212


Leave a comment

Na jesienne chłody. Rozgrzewające curry z soczewicą, kalafiorem, cukinią i batatem

dsc_6984

Poranki zaczynają witać nas lekkim przygruntowym przymrozkiem. Nawet Ozzy, wielbiciel “wojowania” na polu, rankiem nie jest skory do wyjścia, by się załatwić. Ciężko wstać z wygrzanego legowiska. Zwłaszcza, gdy ma się krótką sierść.

Gdy nadchodzą chłodne dni chce mi się rozgrzewających potraw. Z zewnątrz ogrzewamy się polarami, czapkami i rękawiczkami, a od wewnątrz nasz organizm domaga się ciepłego, kojącego posiłku. Słowem comfort food. Zdrowego, pełnego wartości odżywczych, a przy tym upichconego w domowych pieleszach i nieskomplikowanego w przygotowaniu. Dla mnie takim typowym comfort food jest curry. W tym daniu można żonglować składnikami: wegetarianie przygotują je wrzucając sezonowe warzywa, mięsożercy dorzucą kawałek indyka lub kurczaka, a weganie zrobią curry bez użycia produktów odzwierzęcych. Dla każdego coś dobrego.

dsc_6862

Dzisiejszy przepis jest wegetariański. Do garnka wrzuciłam to, co miałam akurat pod ręką: czerwoną soczewicę, pasattę, cukinię, bataty i oczywiście zawartość puszki z mlekiem kokosowym. Nie zrażajcie się jego mało atrakcyjnym wyglądem. Jest pyszne i kojące. Aromatyczne curry. Zawsze najlepsze na drugi dzień po przyrządzeniu)

dsc_6854

CURRY Z SOCZEWICĄ, KALAFIOREM, CUKINIĄ I BATATAMI

/porcja dla 4 osób/

1 łyżeczka czerwonej pasty curry

1 średnia cebula

1 ząbek czosnku

1 plasterek imbiru, drobno posiekany

3/4 szklanki czerwonej soczewicy

1/2 kalafiora

1 średnia cukinia

1 batat (lub 2 szklanki pokrojonej w dużą kostkę dyni)

1/2 szklanki passaty pomidorowej

2 łyżki  sosu sojowego

1 łyżka sosu rybnego (opcjonalnie)

1 puszka mleka kokosowego

olej kokosowy

 

Cebulę, czosnek i imbir siekamy, wrzucamy na rozgrzaną patelnię z dodatkiem łyżki oleju kokosowego i pasty curry, smażymy 2-3 minuty. Następnie dodajemy kalafior podzielony na małe różyczki, smażymy na średnim ogniu i mieszamy, by warzywo oblepiło się mieszanką curry. Dodajemy cukinię pokrojoną w półplasterki, batata (lub dynię) pokrojonego w dużą kostkę, sos sojowy (oraz opcjonalnie sos rybny) i smażymy całość przez ok. 5-6 minut.

Następnie dodajemy soczewicę, wlewamy passatę oraz 1/2 szklanki wody. Mieszamy całość, po czym wlewamy mleko kokosowe i dusimy na małym ogniu przez ok. 30 minut od czasu do czasu mieszając.

Gorące curry podajemy z ryżem basmati.

Smacznego:)

dsc_6864

dsc_6993


Leave a comment

Kuchnia zimowa, czyli wegetariański gulasz z soczewicy, jarmużu, ziemniaków i passaty

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 01

Zima nadal trzyma. Po skonsumowaniu resztek świątecznych pyszności, czas na rozgrzewające dania. Tym razem w wersji wege. Szczerze mówiąc, tę potrawę wymyśliłam z powodu… świecącej pustkami lodówki, w której po Świętach tkwiło kilka plasterków sera, kartonik przecieru pomidorowego, domowy jogurt, oliwki i pół opakowania jarmużu. W kuchennej szafce znalazłam soczewicę, a w piwnicy worek gruli;) Okazało się, że z tak ubogich składników, bez użycia mięsa czy wywaru warzywnego, można przygotować smaczne, pożywne i rozgrzewające danie.

Przeglądając Internet można trafić na inne wersje wegetariańskich gulaszów. Jednym z popularniejszych jest przepis Marty z Jadłonomii, gdzie głównymi składnikami są jarmuż, ziemniaki i biała fasola. Ja postawiłam na soczewicę i otulający sos pomidorowy z dużą ilością czosnku i ziół. Sprawdźcie, czy Wam też smakuje taka kombinacja.

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 02

GULASZ WEGETARIAŃSKI Z SOCZEWICY, JARMUŻU, ZIEMNIAKÓW I PASSATY POMIDOROWEJ

/porcja dla 2 osób/

1 szklanka czerwonej soczewicy

4 garście jarmużu

7-8 ziemniaków

300 ml passaty pomidorowej

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

3 listki świeżej bazylii

1 łyżeczka oregano

olej ryżowy

sól

świeżo mielony pieprz kolorowy

2 łyżeczki czarnego sezamu

 

Soczewicę płuczemy na sitku. Jarmuż płuczemy, suszymy i odcinamy twarde końcówki, które wyrzucamy. Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w niewielkie kawałki. Cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Czosnek i bazylię siekamy, dodajemy do passaty razem z ziołami i odrobiną pieprzu.

Do garnka o grubym dnie wlewamy łyżkę oleju, rozgrzewając palnik na średnim ogniu, wrzucamy cebulę i podsmażamy ok. 3-4 minuty. Następnie dodajemy ziemniaki i soczewicę. Wlewamy ok. 1,5 szklanki wody (woda powinna zakryć ziemniaki i soczewicę) i dusimy ok. 20 minut, aż warzywa zmiękną. Następnie dodajemy jarmuż oraz passatę z ziołami. Ponownie dusimy na małym ogniu doprawiając do smaku solą i pieprzem. Gdy wszystkie składniki są miękkie, gulasz jest gotowy. Przekładamy potrawę na talerze i posypujemy sezamem.

Smacznego:)

gulasz wege_soczewica_jarmuz_grule_passata_ 03


Leave a comment

Rotolo z dynią i szpinakiem według przepisu sprytnego Jamiego

rotolo_JamieOliver_01

Kupiłam płaty lazanii, a wyszło rotolo. Wszystko przez Jamie Olivera. Postanowiłam upiec danie z książki, którą mam niemal od roku, a której tytuł brzmi Gotuj sprytnie jak Jamie. Kupuj mądrze, gotuj z głową, nie wyrzucaj. Przyznacie, że tytuł brzmi zachęcająco, zwłaszcza dla osób, które szczerze nie cierpią marnować jedzenia:) Cała książka to nie tylko zbiór przepisów, ale i praktycznych wskazówek, w jaki sposób wybierać i kupować produkty, by w pełni je wykorzystać i nie wyrzucać resztek. Idea szczytna i jak się okazuje nie taka trudna w realizacji. Zwłaszcza w przypadku dużej rodziny (sam Jamie ma czworo dzieci, więc wie co mówi).

Język, którym napisana jest książka, jest bardzo amerykański w sensie zachwycania się nad każdą opisywaną potrawą. Nas Polaków – malkontentów mogą w którymś momencie przeglądania tej pozycji trochę drażnić określenia, którymi jest ozdabiany każdy przepis: niezwykłe danie, przepyszne, wspaniały, uwielbia go każdy!, świetne, fantastyczny itd…

W książce znajdziemy sporo przepisów na dania pochodzące z kuchni indyjskiej (która miała i nadal ma niewątpliwie silny wpływ na kuchnię Brytyjczyków), azjatyckiej czy włoskiej.

We wstępie do przepisu Jamie tak pisze o rzeczonym rotolo: Rotolo to zdecydowanie jedno z najbardziej niezwykłych dań z makaronu, jakie możesz spotkać – wiele osób nigdy go nie jadło. Przygotowałem je tak, że w smaku przypomina lasagne lub cannelloni, a do tego świetnie się prezentuje. Makaron na górze jest chrupiący, a pod spodem, w sosie – miękki. Niech te słowa wystarczą za rekomendację. Zatem, do dzieła!

rotolo_JamieOliver_02

ROTOLO ZE SZPINAKIEM I DYNIĄ /wg Jamie Olivera, z moimi modyfikacjami/

/porcja dla 5-6 osób/

ok. 1 kg dyni (Jamie poleca piżmową)

1 cebula

oliwa

1 łyżeczka suszonego tymianku

400 g mrożonego szpinaku

1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej

4 ząbki czosnku

500-600 g passaty pomidorowej

12-13 płatów lazanii

50 g sera typu feta

20 g parmezanu

kilka gałązek świeżej szałwii (opcjonalnie)

 

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180ºC, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i pieczemy dynię pokrojoną w grube plastry przez ok. 1h.

W tym czasie obieramy cebulę, siekamy i smażymy na oliwie do zrumienienia dodając tymianek oraz sól i pieprz. Następnie dodajemy szpinak i smażymy całość do miękkości.

Upieczoną dynię studzimy, pozbawiamy pestek i skóry, miksujemy, a następnie doprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem.

Czosnek obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na oliwie. Po chwili dodajemy passatę pomidorową i gotujemy sos na dużym ogniu przez 3 minuty.

Płaty lazanii obgotowujemy przez 2-3 minuty w osolonym wrzątku, odcedzamy i studzimy. Ser kroimy w drobną kostkę.

Na płatach lazanii rozprowadzamy zmiksowaną dynię, następnie warstwę szpinaku i fetę. Tak przygotowane płaty lazanii zwijamy w rulony i następnie kroimy na dwie części.

Do żaroodpornej formy przekładamy sos pomidorowy, który rozprowadzamy równomiernie na dnie, a na nim pionowo rulony makaronowe, jeden obok drugiego. Tak przygotowane rotolo posypujemy startym parmezanem i listkami szałwi obtoczonymi w odrobinie oliwy (opcjonalnie).

Rotolo zapiekamy w temperaturze 180ºC przez ok. 35 minut.

Jamie radzi, by rotolo podawać z młodą sałatą.

Smacznego:)

rotolo_JamieOliver_03

rotolo_JamieOliver_04

rotolo_JamieOliver_05


Leave a comment

Błyskawiczne cannelloni z tuńczykiem w sosie pomidorowym

cannelloni_tuna_01

Bywają dni, gdy zwyczajnie nie mam czasu lub pomysłu na ugotowanie czegoś bardziej odkrywczego i pracochłonnego. Staram się wówczas wykorzystać składniki, które zwykle są pod ręką i chyba jak w każdym domu czekają na swój czas na dnie lodówki lub w zakamarkach szafek kuchennych. U mnie do takich “przyczajonych tygrysów i ukrytych smoków” należą tuńczyk, oliwki oraz makarony typu cannelloni, conchiglioni. W resztę składników zawsze mogę zaopatrzyć się w zaprzyjaźnionym osiedlowym sklepiku. Kilka chwil i… pyszny obiad gotowy.

Moje dzisiejsze cannelloni może nie są wybitnie fotogeniczne (jak widać, są dosyć płaskie: efekt małej ilości farszu na tę ilość rurek:)), ale są fajnym pomysłem na nieskomplikowany obiad czy ciepłą kolację. Spróbujcie.

cannelloni_tuna_02

CANNELLONI Z TUŃCZYKIEM W SOSIE POMIDOROWYM

/dla 2 osób/

1 puszka tuńczyka w oleju

12 szt. makaronu cannelloni

250 ml passaty pomidorowej

1 mała cebula

1 kulka mozzarelli

10 oliwek bez pestek (użyłam oliwek faszerowanych suszonymi pomidorami)

1 ząbek czosnku

10 dag sera feta lub bałkańskiego

łyżeczka ziół prowansalskich

sól, pieprz

oliwa

 

Cannelloni gotujemy ok. 3-4 minuty w osolonym wrzątku z dodatkiem łyżki oliwy. Odcedzamy rurki i przekładamy na talerz, aby przestygły.

Przygotowujemy farsz do cannelloni: tuńczyka odsączamy z zalewy. Cebulę i czosnek drobno siekamy, podsmażamy 2-3 minuty na oliwie z oliwek. Ser kruszymy na drobne kawałki, oliwki kroimy w krążki. W miseczce łączymy tuńczyka, cebulę, czosnek, ser i oliwki z połową (125 ml) passaty pomidorowej, doprawiamy ziołami oraz pieprzem i solą. Farszem nadziewamy rurki cannelloni.

Pozostałą passatę pomidorową (można zostawić 2 łyżki, którymi posmarujemy wierzch rurek przed umieszczeniem w piekarniku – patrz zdjęcia) umieszczamy na dnie naczynia żaroodpornego, następnie kładziemy na niej rurki, które przykrywamy mozzarellą pokrojoną w cienkie plastry. Cannelloni zapiekamy ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC.

Smacznego:)

cannelloni_tuna_03

cannelloni_tuna_04