gazdowanie

Kuchnia, fotografia i okruchy codzienności


Leave a comment

Kac książkowy i tarta bez pieczenia z panna cottą, owocami sezonowymi i galaretką

dsc_6386

Znowu mam kaca. Książkowego kaca.

Czasem po wciągającej lekturze muszę kilka dni odsapnąć, nabrać oddechu, by zanurzyć się w fabułę kolejnej książki. Zwykle po przeczytaniu ciekawej pozycji miewam sny. Sny, które są niejako przedłużeniem fabuły. Śniąć “dopisuję” kolejne rozdziały i przygody bohaterów. A gdy się budzę, żałuję, że to był tylko sen. Ostatnio tak miałam czytając “Wiele demonów” Pilcha, “Piaskową Górę” i “Chmurdalię” Bator. W zeszłym roku śniły mi się nawet jakieś odpryski świetnego dokumentu Magdaleny Grzebałkowskiej “1945. Wojna i pokój”. Wówczas we śnie towarzyszyłam Niemcom uciekającym zimą 1945 roku przez skuty lodem Zalew Wiślany…

Tak było i tym razem. Skończyłam czytać najnowszą książkę jednej z moich ulubionych pisarek – Elif Shafak – i śniłam, że przemierzam z głównym bohaterem zaułki XVI-wiecznego Stambułu. Śniłam, że uczestniczę w uczcie wydanej przez sułtana Murada. Shafak opisuje co tam serwowano:

Podano gościom zupę z kaszy pszennej z pajdą ciemnego chleba, danie tak sycące, że Dżahan mógł już wtedy przestać jeść. Gdy jednak zabrano talerze, przyniesiono faszerowane liście winogron, ryż z piniolami, kebab z kurczaka, kurę z grzybami, jagnięcinę duszoną w maśle,smażone gołąbki, pieczone kuropatwy, nóżki jagnięce, gęś nadziewaną jabłkami, sardele w solance, ogromną czerwoną rybę z lodowatych mórz Północy, borek z rwanym mięsem, jajami i cebulą. (…) Gdy goście jedli, krążyli wśród nich degustatorzy i służący, pilnując, czy nikomu niczego nie brakuje. Później pojawiły się desery: migdałowa baklawa, gruszki pieczone z ambrą, krem wiśniowy, słodzone poziomki z kruszonym lodem i sterty fig w miodzie.∗)

Obudziłam się i postanowiłam zrobić coś słodkiego i pysznego. W dodatku bez pieczenia.

 

∗) Elif Shafak Uczeń architekta, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016

dsc_6409

TARTA BEZ PIECZENIA Z PANNA COTTĄ, OWOCAMI SEZONOWYMI I GALARETKĄ

180 g herbatników (użyłam pełnoziarnistych)

100 g miękkiego masła

3 łyżeczki żelatyny

250 ml śmietanki 36%

250 ml mleka 2 lub 3,2%

1 laska wanilii

60 g cukru

1 szklanka malin

1 szklanka borówek amerykańskich

opakowanie galaretki malinowej

 

Przygotowujemy spód tarty: w malakserze miksujemy herbatniki na “piasek” w międzyczasie dodając masło. Gdy oba składniki osiągną jednolitą konsystencję wylepiamy nimi formę do pieczenia (wysmarowaną uprzednio odrobiną masła). Spód schładzamy w lodówce co najmniej 1h.

Przygotowujemy panna cottę: żelatynę zalewamy dwiema łyżkami ciepłej wody i odstawiamy na bok. Śmietankę, mleko i cukier podgrzewamy w rondelku mieszając trzepaczką, by cukier się rozpuścił. Następnie dodajemy ziarenka z laski wanilii, którą razem z pozostałą skorupką dodajemy do rondelka. Podgrzewamy całość (do pojawienia się na brzegach małych bąbelków), ale nie doprowadzamy do zagotowania. Następnie wyjmujemy z rondelka skorupkę laski. Dodajemy namoczoną żelatynę i mieszamy całość trzepaczką, by żelatyna całkowicie się rozpuściła. Studzimy, a następnie wylewamy panna cottę na schłodzony spód tarty. Formę umieszczamy w lodówce na co najmniej 1,5h.

Przygotowujemy galaretkę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gdy galaretka stygnie, wyjmujemy formę z lodówki i na wierzchu układamy owoce,  które następnie polewamy przestudzoną galaretką. Formę ponownie umieszczamy w lodówce na kilka godzin lub całą noc.

Smacznego:)

dsc_6419

dsc_6385

dsc_6415

Advertisements


Leave a comment

Dziecinnie prosty i pyszny deser, czyli panna cotta z musem truskawkowym

DSC_5538

Wstyd się przyznać, ale dopiero tydzień temu nauczyłam się przygotowywać deserowy klasyk rodem ze słonecznej Italii. Panna cottę owszem, jadałam w restauracjach, ale jak dotąd nigdy nie zrobiłam jej w domu. A jak się okazuje, jest dziecinnie prosta w przygotowaniu.

To świetny deser na upalne letnie popołudnie (choć u nas wciąż astronomiczna wiosna:)). Jego słodycz świetnie przełamuje kwaskowatość truskawkowego musu. Wystarczy zaledwie kilka minut, by przygotować to cudo. Później trafia ono do lodówki na całą noc, a rano możemy panna cottę już radośnie skonsumować. Albo cierpliwie zaczekać do popołudniowej kawy:)

Za rekomendację dla tego włoskiego deseru niech posłużą słowa mojej koleżanki Małgosi, która podczas zeszłotygodniowych odwiedzin wyznała z rozbrajającą szczerością “Starałam się jeść naprawdę wolno, hihi! Pyszne!”.

DSC_5530

PANNA COTTA Z MUSEM TRUSKAWKOWYM

/porcja dla 4 osób/

3 łyżeczki żelatyny

250 ml śmietanki 30 lub 36%

250 ml mleka 2 lub 3,2%

1 łyżka ekstraktu z wanilii (użyłam Marks & Spencer) lub laska wanilii

70-80 g cukru

na mus:

2 szklanki truskawek

1 łyżeczka płynnego miodu (opcjonalnie)

 

Żelatynę zalewamy dwiema łyżkami ciepłej wody i odstawiamy na bok.

Śmietankę, mleko i cukier podgrzewamy w rondelku mieszając trzepaczką, by cukier się rozpuścił. Następnie dodajemy ekstrakt waniliowy (lub ziarenka z laski wanilii, którą razem z pozostałą skorupką dodajemy do rondelka). Gotujemy całość, ale nie doprowadzamy do zagotowania. Jeśli używamy laski wanilii, na tym etapie wyjmujemy z rondelka skorupkę laski. Dodajemy namoczoną żelatynę i mieszamy całość, by żelatyna całkowicie się rozpuściła. Tak powstały płyn przelewamy do ramekinów/miseczek i pozostawiamy do ostudzenia. Następnie ramekiny umieszczamy w lodówce, na kilka godzin lub najlepiej na całą noc.

Nazajutrz truskawki miksujemy na mus. Panna cottę wyjmujemy z ramekinów (jeśli nie chce wyjść, zanurzamy ramekiny do 3/4 na kilka sekund w większej misce z gorącą wodą) i polewamy musem truskawkowym.

Smacznego:)

DSC_5544DSC_5540

DSC_5541